Krzysztof Jan Konsztowicz: Gospodarka nie-wiedzy

23.09.2019

Wielu ekonomistów uważa, że rozwój gospodarczy nie wiąże się bezpośrednio z wydatkami na naukę czy szkolnictwo wyższe. Trudno im odmówić racji, szczególnie w krótkich terminach i w warunkach ekstensywnego wzrostu, kiedy pułap wyjściowy nie jest zbyt wysoki. Ale – tu jest jedno ważne „ale” – kiedyś ten ekstensywny rozwój dochodzi do stanu nasycenia. Pojawiają się uzasadnione głosy o różnych prędkościach i trzeba zdecydować i dokonać wyboru – czy chcemy rozwijać się lepiej i szybciej, czy zostawać z tyłu.

Dlatego niektórzy ekonomiści także się martwią, że ostatnio udział inwestycji w produkcie krajowym (PKB) maleje, zarówno tych publicznych, jak i międzynarodowych. Ponieważ wartość inwestycji publicznych wielokrotnie przewyższa wartość wydatków państwowych na naukę i szkolnictwo wyższe, więc dla kadencyjnych polityków inwestycje są znacznie ważniejszym problemem niż nauka, i tu niestety jesteśmy w historycznym impasie.

W krajach, które już czas temu przeszły do postindustrialnej gospodarki wiedzy, na badania naukowe wydaje się sumarycznie około 2% PKB; dlatego to nazwano gospodarka 2.0. Takie dobrze zaprogramowane badania zwracają się tam z nawiązką, dodając do PKB kilka procent przyrostu rocznie, niektórzy szacują, że nawet 10% i więcej, mimo zastrzeżeń fachowców co do policzalności wiedzy. Kilka procent przyrostu PKB to już jest coś, to może budzić zainteresowanie – także polityków – szczególnie przy ciaśniejących budżetach.

Tylko jak to uzyskać?…

Do takiego poziomu 2.0 na pewno nie dochodzi się przez zarządzenie, propagandę czy manipulacje hasłami bez pokrycia w mechanizmach prawnych. Nie dochodzi się z dnia na dzień, czy z roku na rok, bo to jest ciągły proces ewolucyjny, choć czasem to może być proces przyspieszonych, ale dobrze zaplanowanych zmian, opartych na konkretnej legislacji. Są przykłady krajów (jak Kanada, Finlandia czy Korea Płd.), które przez właściwą politykę taki proces wydatnie przyspieszyły i przeszły na wyższy etap rozwoju gospodarczego i cywilizacyjnego.

Na razie ten scenariusz nam nie grozi, bo nawet gdyby w Polsce dzisiaj nie istniały inne, pilne potrzeby (jak opieka zdrowotna), i nagle by podniesiono wydatki państwowe na naukę z obecnego stanu minimum przetrwania, czyli około 0,4% PKB, na przykład dwu- albo nawet czterokrotnie, to i tak nic by to nie dało. Ani polska nauka, ani szczególnie prawodawstwo nie są przygotowane – organizacyjnie oraz jakościowo – by takie wydatki efektywnie spożytkować i pomnożyć dochód narodowy.

W tym kraju nauka i szkolnictwo wyższe – centralnie, ręcznie i politycznie sterowane, skrajnie przeregulowane – były i są chronicznie słabe, dominuje hierarchizm, pozoracja i sprawozdawcza pustka, jak w najlepszych czasach socrealizmu. W pouczalniach dydaktyka zabija badania, rozwój i realny transfer wiedzy. Brak celu i modelu, priorytetów rozwojowych, brak przejrzystych mechanizmów prawnych i instrumentów wspierających. Zainteresowany czytelnik znajdzie więcej szczegółów w książce „Gospodarka nie–wiedzy” opublikowanej na stronie autora:

Książka | Gospodarka nie-wiedzy | Krzysztof Jan Konsztowicz

Centralizm odziedziczony po słusznie minionej epoce utkwił w głowach narodu, a polityków w szczególności. Rujnuje świadomość społeczną i zniewala inicjatywę, jakby nie istniały inne opcje. Nakazowo-kontrolny model centralistyczny kusi partie z obsesją władzy do kontrolowania wszystkiego i wszystkich, choć to niewykonalne i długoterminowo grozi katastrofą.

W dostępnych wzorcach gospodarki opartej na wiedzy, istniejących od dawna w krajach rozwiniętych, nauka jest kołem zamachowym gospodarki postindustrialnej, z naciskiem na nauki stosowane, rozwojowe i wdrożeniowe, i tylko w oparciu o funkcjonalny i usługowy, a nie nakazowo–kontrolny model prawny:

Wpływ kanadyjskiego rządu federalnego na kierunki prac badawczo-rozwojowych sektora prywatnego | Gospodarka nie-wiedzy | Krzysztof Jan Konsztowicz

Wpływ kanadyjskiego rządu federalnego na kierunki prac badawczo-rozwojowych sektora prywatnego Streszczenie Przygotowany w oparciu o wybór oficjalnych dokumentów poniższy tekst przedstawia nowoczesny sposób podejścia do zarządzania badaniami naukowymi i wdrażania nowych technologii z perspektywy kanadyjskiego rządu federalnego. Opisano ogólne tło szybko zmieniającej się istoty badań naukowych we współczesnym świecie, poświęcając szczególną uwagę konieczności ciągłego i elastycznego planowania.

Nowoczesne państwo działa jak dobra skrzynia biegów, gdzie ruch wszystkich trybów jest doskonale zsynchronizowany. Muszą kręcić się jednakowo, a najsłabszy tryb nigdy nie będzie kołem zamachowym takiego mechanizmu. W Polsce słaba nauka i szkolnictwo wyższe są słabym trybem naszego centralnie i ręcznie sterowanego mechanizmu narodowego, a całość maszynerii jest zniewolona przez przeregulowanie, masowe kontrole, negatywne motywacje i do tego opanowana przez celowe podziały, strach i narastającą apatię.

Centralizm odziedziczony po słusznie minionej epoce utkwił głęboko w głowach narodu, a polityków w szczególności. Rujnuje świadomość społeczną i zniewala inicjatywę, jakby nie istniały inne opcje do nauki i zastosowania. Nakazowo–kontrolny model centralistyczny kusi partie z obsesją władzy do autorytaryzmu i kontrolowania wszystkiego i wszystkich, choć to niewykonalne i długoterminowo grozi katastrofą. Przerobili to w niezbyt odległej historii różni dyktatorzy i inni i uzurpatorzy jak Stalin, Hitler, Ceausescu, Peron, czy Chavez.

Starsi wyborcy w Polsce jeszcze pamiętają rządy E. Gierka, którego na początku władzy powszechnie kochano – rozdawał talony na „maluchy” i przydziały na mieszkania w wielkiej płycie, a do tego podejmował monumentalne budowle. Kraj popadał w kłopoty finansowe i powoli staczał się po równi pochyłej. Po dziesięciu latach skończyło się hiperinflacją, powszechną nędzą, beznadzieją i stanem wojennym. Młodszych wyborców, cynicznie kuszonych łatwymi obietnicami, którzy nie pamiętają, do jakich skrajności prowadzi chory centralizm, można tylko zachęcić do obejrzenia filmu „Śmierć Stalina”:

Wyjście z tego chorobliwego stanu jest możliwe tylko przez zdecydowaną zmianę ordynacji wyborczej i pełną decentralizację władzy wraz z prawdziwą regionalizacją samorządową, zarządzającą efektywnie i budzącą lokalne energie. W gruncie rzeczy chodzi więc o zmianę całego modelu prawnego, z centralistycznego modelu J.J. Rousseau czy wręcz narodowo–socjalistycznego, do efektywnego, najlepiej federalnego, modelu społecznego J. Locke, sprzyjającego inicjatywie obywateli i samorządów, rozwojowi indywidualności i kreatywności.

Żadna z istniejących partii politycznych tego nie zrobi z dobrej woli, bo wspierając się prymitywną na ogół propagandą, mierna i interesowna masa polityczna żyje z tego, co tu i teraz uda jej się wyssać z istniejącego systemu centralistycznego.

To będzie dopóty trwało, dopóki nie powstanie silna presja społeczna, na przykład sformowana przez zjednoczone organizacje obywatelskie i samorządowe. Najlepiej, żeby do tego celu powstała nowa, zupełnie odmienna partia polityczna, pragmatycznie, a nie interesownie myślącą o kraju i gospodarce, z wizją demokratycznego społeczeństwa opartą na wyborczej ordynacji większościowej, z wizją ograniczonej i usługowej, a nie przerośniętej i kontrolnej administracji, tylko i wyłącznie wspierającej inicjatywę i kreatywność jednostek. Taką wizję trzeba umieć sprzedać społeczeństwu i wtedy po jakimś czasie, realnie, a nie fikcyjnie, zacznie tu działać gospodarka oparta na wiedzy.

Znając istniejące już w świecie przykłady mam przekonanie czy raczej pewność, że jako naród stoimy już od kilku lat przed kolejną próbą sprawności naszego kapitału społecznego. Czyli, albo — szukając lepszych rozwiązań systemowych opartych na większościowej ordynacji wyborczej — przejdziemy rozumnie do bardziej zaawansowanego stadium rozwoju społeczno–gospodarczego, jak wcześniej zrobiły to Kanada, Finlandia czy Korea Południowa, albo zwolnimy, zatrzymamy się i przejdziemy do stanu permanentnego kryzysu jak Grecja czy ostatnio także Włochy. Żeby już nie wskazywać tego, co można zrobić z tak bogatego kraju, jak właśnie bankrutująca Argentyna, czy już zrujnowana Wenezuela…

Krzysztof Jan Konsztowicz

Dr. hab. inż. 

Emerytowany profesor ATH w Bielsku-Białej.

Print Friendly, PDF & Email
WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com