Telewizja pokazała (548)

04.10.2019

Jeszcze o skutkach „reformy” szkolnictwa.

Uczniowie mają kilka minut, żeby przejść na przerwie z klasy do klasy. Nie ma czasu coś zjeść ani pójść do toalety (może trzeba będzie się zapisywać na takie wizyty w toalecie, bo wszyscy się na przerwie nie zmieszczą). Dodatkową sprawą jest bezpieczeństwo. Wystarczy żeby ktoś np. dla żartu odpalił petardę czy coś rozpylił i panika może sprawić że będą ofiary.

C:\Users\Piotr\Pictures\Saved Pictures\przerwa w szkole.jpg

Portal NaTemat zapytał straż pożarną o warunki bezpieczeństwa w tak przeludnionych szkołach. Zastępca komendanta KM PSP w Warszawie udzielił wyjaśnień:

– Zarządca takiego budynku powinien zabezpieczyć obiekt przed zagrożeniem pożarowym lub innym miejscowym zagrożeniem, czyli przestrzegać wymagań technologiczno-budowlanych budynku, zapewnić bezpieczeństwo i możliwość ewakuacji oraz umożliwić prowadzenie akcji ratunkowej.

Wszystkie budynki i zagospodarowany wokół nich teren powinny być użytkowane zgodnie z warunkami określonymi w projekcie budowlanym, który określa również ilość osób, które mogą przebywać w budynku.

Każda szkoła posiada plan ewakuacji przeciwpożarowej, plan bezpieczeństwa i projekt budowlany, który określa ilu może być w niej uczniów. Nadzór nad tym, czy szkoła spełnia warunki sprawuje samorząd, a konkretnie powiatowy lub gminny nadzorca budowlany. Jeżeli więc nie zgłoszono zastrzeżeń to szkoły działają. Ciekawe, co się stanie, jeśli dojdzie do wypadku albo ktoś, np. rodzice dzieci, zaskarży niedopełnienie warunków bezpieczeństwa. Odpowie nie była minister Zalewska, ale samorząd, który dopuścił do pracy w takich warunkach.

* * *

Zastanawiałem się, do kogo — bądź do czego — porównać tę stonkę nieudaczników, która obsadziła wszelkie możliwe stanowiska i ciągnie forsę nie przejmując się dziedzinami którymi zarządza. Najpierw wpadł mi do głowy Nikodem Dyzma, który fuksem załapał się na pieniądze i zastanawiał się jak by tu się najdłużej utrzymać na posadzie, zanim ludzie zorientują się, że jest nieukiem. Ale Nikodem Dyzma, choć sam nic nie umiał, to na odpowiedzialne stanowiska powoływał ludzi, którzy umieli.

Opozycja w debacie przedwyborczej porusza głównie tematy finansowe. Tymczasem byłaby to znakomita okazja, aby pokazać wyborcom, co ich czeka pod dalszymi rządami PiS. W przypadku konfliktu z kimś z „dobrej zmiany”: urzędnikiem, policjantem, politykiem itp. nie można liczyć na sprawiedliwość. Twoja krzywda może się okazać niewystarczająca do tego, aby podległa Ziobrze prokuratura w ogóle założyła sprawę. Jeżeli na przykład ulegniesz wypadkowi, gdzie sprawcą będzie ktoś ze służb rządowych, to może się okazać, że to twoja wina, a dowody, jakie przedstawisz, gdzieś się zawieruszą. Jeśli wystąpisz w pokojowej demonstracji, to możesz zostać pobity przez „narodowców”, a policja oskarży cię o napaść, wtargnie do twego domu, skontroluje twój komputer i telefon — to ty będziesz udowadniać swoją niewinność.

Możesz wylecieć z pracy, a na twoje miejsce postawią nieuka, ale mającego układy z władzą (to, zdaje się, było i za poprzednich ekip, choć może nie tak częste). W ciągu jednego dnia (a częściej nocy) mogą zostać wprowadzone ustawy, które zabronią ci dysponować twoim majątkiem, nakażą zapłacić jakiś podatek „solidaryzacyjny”, albo będą karać za obrazę władz państwowych, a co ich obraża – te władze same określą. Urzędnicy wyznaczeni przez „dobrą zmianę” będą chronieni, nawet jeśli złamią prawo, bo opanowali wszelkie instytucje, które mogłyby im to wyciągnąć i ukarać. Państwo już cię nie będzie chronić. I będziesz na okrągło słuchać w mediach kłamstw i niespełnianych obietnic. To wszystko już się dzieje, a będzie jeszcze gorzej.

Ale zdaje się, że takie tematy nie pociągają opozycji.

* * *

Przykład rozumowania (?) polityków PiS, a przynajmniej argumentacji, jakiej używają.

Premier Morawiecki, poproszony w wywiadzie dla „Gościa niedzielnego” o komentarz do „apelu amerykańskich senatorów, domagających się od Polski wypłaty organizacjom żydowskim rekompensaty za tzw. mienie bezspadkowe”, powiedział:

Polska została napadnięta przez Niemcy i Związek Sowiecki i była pierwszą i jedną z największych ofiar II wojny światowej […]

W całości została zniszczona Warszawa i liczne miasta polskie. Spacyfikowanych, czyli spalonych i wymordowanych przez Niemców na terenie II Rzeczypospolitej zostało ponad 1200 wiosek. Nikt nam nie odda strat materialnych ani nie przywróci życia ludziom.

Domaganie się od Polski jakichkolwiek rekompensat jest w związku z tym nie tylko niewłaściwe, ale też uwłaczające podstawowej prawdzie historycznej […]

Dla nas ta sprawa nie ma nie tylko najmniejszych podstaw prawnych, ale także moralnych. To Polska powinna otrzymać rekompensatę za straty wojenne.

Ale to nie Niemcy domagają się rekompensaty, lecz potomkowie Żydów, których mienie przywłaszczyli Polacy — w czasie wojny lub po niej. I dotyczy to nie tylko mienia bezspadkowego, ale również takiego, które ma spadkobierców.

Podejrzewam, że taka argumentacja trafia do wielu Polaków. W ujawnionych rozmowach nagranych potajemnie na taśmach w restauracji „Sowa i przyjaciele”, Morawiecki dziwi się, jak łatwo jest wciskać kit Polakom i jak bardzo to jest skuteczne.

C:\Users\Piotr\Pictures\Saved Pictures\Morawiecki 1.jpg

* * *

Od prawie 11 lat fundacja Dajemy Dzieciom Siłę prowadzi telefon zaufania dla dzieci. Współpracuje z policją i pogotowiem, pomaga wielu dzieciom w kryzysie, odwodzi je od popełnienia samobójstwa (teraz dziennie odbiera przeciętnie siedemnaście takich telefonów). Ale jest to fundacja niepodległa władzom, dlatego Ministerstwo Edukacji odmówiło jej dotacji i ogłosiło konkurs na „prowadzenie przez specjalistów bezpłatnej ogólnopolskiej infolinii interwencyjno-informacyjnej z zakresu zdrowia psychicznego i zapobiegania samobójstwom wśród dzieci i młodzieży ze szkół i placówek oświatowych”. Uzasadnienie, dlaczego nie przyznają pieniędzy fundacji, jest pokrętne albo miejscami go brak.

Sprawa wydaje się prosta. W czasach PRL opowiadano dowcip o konkursie na stanowisko dyrektora pewnego instytutu. Podawano pytania, jakie postawiono kandydatom na to stanowisko i ich uczone odpowiedzi. I kto został dyrektorem? Odpowiedź: syn premiera Jaroszewicza.

MEN chce zapewne zastąpić tę fundację inną, gdzie dyrektorem zostanie znajoma Marty Kaczyńskiej czy któryś z chłopców Macierewicza.

Fundacja wnioskowała o 290 tys. zł na ten rok i 600 tys. zł na kolejny. Szymon Hołownia zainicjował zbiórkę na Telefon Zaufania i w ciągu pierwszych dwóch dni internauci zebrali 350 tys. zł, w sumie zebrano 2 mln zł.

* * *

Niedawno policja zniszczyła naukowcom plantację marihuany, mimo że przedstawili dokumenty, na podstawie których prowadzą hodowlę dla celów naukowych. Teraz policja zabrała człowiekowi opakowanie z medyczną marihuaną, mimo że pokazał zaświadczenie, że stosuje ją do celów medycznych — jest to jego lek.

Słowo „marihuana” jest tak samo trefne jak „konstytucja” i policja niszczy wszelkie postacie marihuany. Może niektórzy policjanci mają kłopoty z czytaniem ze zrozumieniem albo po prostu nie wierzą w słowo pisane. Może ktoś tam rozczarował się, jak ten facet co po pijaku próbował pogłaskać napis „dupa” na płocie i wbiła mu się drzazga – od tego czasu nie wierzy w słowo pisane.

* * *

Agnieszka Holland:

Ja nie uważam, że Kaczyński jest faszystą. Uważam, że Polska PiS jest państwem faszystowskim. Uważam, że pewne elementy mowy faszystowskiej, która jest szalenie niebezpieczna, są używane cynicznie i świadomie.

Ale jak nazwać kogoś, kto traktuje część obywateli jako drugi sort ludzi?

* * *

Na wybory:

C:\Users\Piotr\Pictures\Saved Pictures\Na wybory.jpg

* * *

Fragmenty wywiadu z pisarzem Jackiem Dehnelem. Z przyjemnością stwierdziłem, że większość jego opinii pokrywa się z tym co już wielokrotnie pisałem.

— Zaczęła się [po 1989 r.] w Polsce budować klasa polityczna, która kisi się we własnym sosie, przyspawani do stołków zawodowi politycy przechodzący między partiami. Jak Kazimierz Michał Ujazdowski: po służbie PiS idzie na drugą stronę, a ta przyjmuje z otwartymi ramionami. A dlaczego nie zrobi go, przepraszam, radnym w Pułtusku, tylko kandydatem na senatora? Najpierw wyznanie win, pokuta i czyściec.

Newsweek: Musimy sobie dalej pocierpieć w razie zwycięstwa PiS?

Raczej zmienić metodę. To, co robi Koalicja Obywatelska, jest nieskuteczne, bo nie jest w stanie ustalić żadnej wizji. Miota się. PiS powie „damy wam 500 +”, to najpierw odsądzą od czci i wiary, a potem przebiją: „damy 550”.

— Tej europejskości nigdy w PO nie było. Tak jak Kaczyński uważa, że demokracja jest OK, ale musimy ją sobie skroić do naszej sytuacji, co jest putinowskim myśleniem autokratycznym, tak PO stoi na stanowisku, że europejskość — tak, ale w Polsce pewne rzeczy nie przejdą, więc trzeba ją przyciąć. (…) Weźmy związki partnerskie.

Większość jest za.

Elektoratu, nie polityków. 76 proc. wyborców KO popiera nawet małżeństwa jednopłciowe. Ale jeśli pan spyta Grzegorza Schetyny o związki partnerskie, to jednego dnia powie: „tak”, a następnego dnia: „będziemy rozmawiać”.

Ma pan 39 lat. I co pan sobie myśli, gdy czyta pan dane, z których wynika, że dla polskich mężczyzn poniżej czterdziestki największym zagrożeniem jest LGBT?

Tego się spodziewałem. Jeżeli robi się wielką kampanię przeciwko Żydom, to później ludzie boją się Żydów. Jeśli robi się kampanię przeciwko uchodźcom, to się boją uchodźców, a jeśli przeciwko gejom, to się boją gejów.

— Ktokolwiek chce załatwienia związków partnerskich, ten wie, że głosowanie na Koalicję Obywatelską nie jest drogą do rozwiązania jego problemów. Albo idziemy do polityki, żeby mieć partię, albo żeby realizować pewne wartości.

Do polityki idziemy po władzę, żeby realizować wartości.

No tak, ale jeżeli pan ustąpi raz i drugi szantażowi grupy posłów, paraliżując tym samym wykonanie tego, czego chcieli wyborcy, to pański elektorat odpływa. A ci posłowie i tak potem odchodzą.

Temperatura, z jaką mówi pan o Platformie, zdecydowanie przekracza tę w odniesieniu do PiS.

O PiS nie mam się co ścierać. Wiadomo, że to jest partia, która niszczy Polskę. Mnie chodzi o to, żeby cywilizować resztę. Przez ostatnie dwa lata marszów równości w Polsce zakazują prezydenci z PO i SLD, nie z PiS.

— Widać w Polsce militaryzację. Pikniki rodzinne z armatami i namiotami reklamującymi Wojska Obrony Terytorialnej. Budowanie struktur państwa na podobieństwo armii: nieważne kompetencje, wiedza, refleksja, tylko karność, realizowanie rozkazów ze sztabu.

— Człowiek w Polsce jest cały czas bombardowany. Tymi żenującymi newsami, obelgami polityków i biskupów, hejtem w internecie. Z zaciekawieniem patrzę na reakcje szanowanych grup, jak sędziowie, nauczyciele czy lekarze, kiedy trafiają przed celownik PiS i nagle strasznie się dziwią, jakie to jest zmasowane i niesprawiedliwe. A my to odczuwamy codziennie, od lat. Oni przez chwilę czują się tak, jak my [geje] się czujemy w Polsce przez całe życie.

W naszej wymianie zdań na Facebooku użył pan określenia „reżim katofaszystowski”.

W tym kierunku to idzie. Ściśle faszystowskie jest mówienie o homoseksualistach jako o zarazie. To teza Himmlera. Jędrzejewski dostał ogromne wsparcie od całego Kościoła, ani jeden biskup się nie sprzeciwił. I poparli go od razu politycy pisowscy. Powiedzenie, że jakaś część społeczeństwa jest zarazą i trzeba z nią walczyć, to esencja faszyzmu. Do tego kościelna doktryna naszych biskupów, ale też ajatollahów, że prawo państwowe ma być zgodne z prawem religijnym, sojusz Kościoła z partią, i mamy dojrzewający katofaszyzm.

C:\Users\Piotr\Pictures\Saved Pictures\homoseksualizm.jpg

— Ja nie mam absolutnie problemu z tym, żeby katolicy w moim kraju wyznawali swoją wiarę, żeby po ulicy chodziła procesja na Boże Ciało. Jestem za wolnością religijną, ale ona musi też oznaczać wolność od religii dla niewierzących. Pytam jednak: co z moimi prawami.

Gdzie przy nadużyciach Kościoła wobec gejów czy ofiar pedofilów są świeccy katolicy? Protestują? Garstka, największy list po Białymstoku podpisało trzy i pół tysiąca ludzi. Bo są tchórzami. Brakuje im odwagi, żeby to robić inaczej niż na Facebooku w gronie potakujących znajomych. Kościół jest tymczasem wspólnotą. Jeżeli nic nie robią z tym gnijącym episkopatem i z tym gnijącym klerem, to jest to ich wina. Grzech zaniechania.

— Wiemy z historii, że kiedy Kościół wspiera niszczące ideologie swoją siłą, to w pewnym momencie okazuje się, że przestaje być potrzebny, reżim jest samowystarczalny. […] Najczarniejszy scenariusz dla Polski, jaki widzę, jest taki, że przychodzi kryzys finansowy, ale na miejsce PiS wcale nie przychodzi liberalna strona, tylko jakaś grupa mniej lub bardziej faszystowska. I oni wprowadzają dyktaturę, która jest zupełnym dokręceniem śruby, a jest możliwa, bo PiS zdążyło wymontować wszystkie bezpieczniki z systemu demokratycznego.

— Bez złudzeń: nawet jeśli rządy PiS miną, to przecież ta partia nadal będzie miała wysokie poparcie i nie odda pola bez walki. A zasiana nienawiść i propaganda nie znikną, to jak ze skażeniem po bombie atomowej. Co my zrobimy z obywatelami, którzy nas uważają za morderców, zboczeńców czy gwałcicieli?

— Jako całe społeczeństwo zyskaliśmy bardzo dużo. Ale równocześnie wiemy, że jest to związane w znacznej części z niesprawiedliwością. Że owoce transformacji zostały podzielone bardzo niesprawiedliwie. Polacy w 1989 roku wcale nie chcieli wilczego kapitalizmu. Umawiali się na socjalizm z ludzką twarzą.

To są wszystko konsekwencje 1990 roku. To, co można było wtedy usprawiedliwiać pewną koniecznością dziejową i dramatyczną sytuacją, później już było nie do usprawiedliwienia. Polikwidowaliśmy kolej, odrzuciliśmy planowanie miast, ograniczenia urbanistyczne, oddaliśmy to deweloperom i koncernom samochodowym i teraz smog zabija pięćdziesiąt tysięcy ludzi. Co roku tracimy taki Ciechanów.

— Jestem wyzbyty złudzeń, jeśli chodzi o poziom polskiej klasy politycznej, dlatego uważam, że warto stawiać na tych, co mają marzenia.

* * *

Jako ilustracja do niektórych opinii Jacka Dehnela, np. o szansie załatwienia przez Koalicję Obywatelską sprawy związków partnerskich, poniżej fragment debaty wyborczej.

Paweł Poncyljusz (obecnie Koalicja Obywatelska) i Kamil Bortniczuk (obecnie PiS) byli kiedyś razem w partii Polska Jest Najważniejsza, a nawet Poncyljusz wspierał Bortniczuka, kiedy ten starał się o fotel burmistrza Głuchołazów. Teraz razem wystąpili w telewizji w programie „Wydarzenia i Opinie”.

Poncyljusz:

Nie przyłożę ręki do legalizacji małżeństw jednopłciowych i adopcji przez nie dzieci.

Bortniczuk:

Miejsce takich polityków o sztywnym, zdrowym, konserwatywnym kręgosłupie jak Paweł Poncyljusz i Paweł Kowal jest w Zjednoczonej Prawicy.

Posłowie i senatorowie nie są związani żadnymi ograniczeniami i będąc już w parlamencie mogą swobodnie tworzyć frakcje, koła, a nawet przechodzić do innej partii, jeśli uznają, że ta, w której uzyskali mandat, nie gwarantuje właściwej troski o dobro Polski.

PIRS

Print Friendly, PDF & Email
WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com