04.10.2019

Partie konserwatywne, oparte na sojuszu z kościołem, ignorujące zasadę rozdzielności religii od państwa, respektujące świeckość swoich obywateli tylko w wąskim rozumieniu uprawnień, wtrącające się w prywatne decyzje, na przykład w postanowienia w sprawach dopuszczalności aborcji, partie takie nawołują społeczeństwo do powrotu w czas przeszły: do odrzuconych sposobów sprawowania władzy.
Choć PiS i jego zakąski spod znaku populizmu i kropidła są teraz „na tapecie”, to kłamstwa wypowiadane w celu jątrzenia i szukania winnych nie są ich wyłączną domeną; nie ominęły również partii możnowładców sprzed ostatnich wyborów; lakmusowym papierkiem jest ich wasalski stosunek do Kościoła: wszystkie są za utrzymaniem konkordatu.
Jednak to partie konserwatywne są głównymi sprawczyniami rozłamu w naszym Kościele. W konsekwencji mamy naród skonfliktowany, podzielony na lepsze i tandetne gatunki Polaków. Rozdarty pomiędzy patriotami lepszego sortu a zdradzieckimi mordami. Pomiędzy fałszywymi katolikami a sektą PiS-owską Ojca Tadeusza Rydzyka.
*
Poprzednicy obecnych rządców uwielbiają patrzeć na siebie jak na kryształy i wątpię, by przyznali, że i wśród nich zdarzają się chwasty i pasożyty.
Teraz, na tle konserwatorów, są cacanymi świętoszkami, lecz na tle PiS-u i jego politycznych kamratów wypadają niebywale atrakcyjnie.
Argument, że kradli znacznie mniej w porównaniu do obecnych doliniarzy i że dlatego są lepsi, nie trafia do mnie wcale. Tak samo, jak rozpaczliwe bombardowanie absurdalnymi obietnicami — skołowanych wyborców.
Natomiast wybór do przyszłego rządu ludzi formatu Witosa, czy Cyncynata, ludzi wyłącznie kierujących się dobrem Ojczyzny, a nie dobrem swojego portfela — tak.
*
Czas zaciera nasze oceny. Zamazuje i odsyła w niepamięć wadliwe dokonania przeszłości, natomiast wyolbrzymia jej nieliczne zalety. Niektórzy z nas tęsknią za utraconym poczuciem bezpieczeństwa, za zagwarantowaną, stałą pracą.
Gloryfikujemy owe niegdysiejsze śniegi. Nie dostrzegamy skaz na wizerunkach przeszłości, a zapominamy o własnych psioczeniach pod jej adresem. Zapominamy o cenie tego bezpieczeństwa, o pracy opłacanej nędznie. O dodrukowywaniu pieniędzy celem łatania budżetu.

Marek Jastrząb
Pisarz
Debiutował w 1971 roku na łamach „Faktów i Myśli”. Drukował także w wielu innych czasopismach swoje opowiadania, felietony, eseje, recenzje teatralne i oceny książek. Jego prozatorskie miniatury były wielokrotnie emitowane w Polskim Radiu w Bydgoszczy.
źródła obrazu
- jastrzab: BM

„Zapominamy … o pracy opłacanej nędznie.”
Do kogo adresuje Pan to zdanie?! Czy dla tych, którzy już po objęciu władzy przez solidarnościowych kolesi
wyjechali na „saksy”? Przecież wedle Pańskiego rozumowania nie powinni, bo ci Nowi dadzą im zarobić!
Wygląda na to, że Panu bardzo się poprawiło, ale zapewniam Pana, że znakomita większość nadal ogryza kostki z wielkopańskiego stołu. W zamierzchłych czasach opowiadano mi, jak to w czasie wyzwolenia wpadali „Ruskie”
i głównie chcieli tylko się najeść i wyspać, a potem biegli dalej prać „giermańca”. Dopiera druga fala Rosjan, składająca się w dużej mierze z dekowników i złodziei, stanowiła prawdziwe niebezpieczeństwo dla ludności cywilnej.
To samo stało się z Solidarnością zawłaszczoną przez obecne paniska. Przykładów nie podaję, ponieważ nie można oskarżać szklanki wody o powódź.