Zbigniew Szczypiński: Na chwilę przed odsłoną i zaraz potem

14.10.2019

Jest niedziela, godzina 18.00, 13 października 2019 roku. Dzień wyborów do polskiego parlamentu, wyborów co do wagi i znaczenia, których zgodzili się wszyscy. Z tej i z tamtej strony sceny politycznej. Nie znamy jeszcze wyników, nawet tych przybliżonych. Wszystko jest jeszcze możliwe.

Wszystko — to znaczy co?

  • Rządy Zjednoczonej Prawicy a właściwie Jarosława Kaczyńskiego, samodzielne czy z koalicjantem, jeśli tak to z kim?
  • Rządy koalicji składającej się z przynajmniej siedmiu partii i partyjek? To już kiedyś, nie tak dawno, ćwiczyliśmy; nie było łatwo.
  • Pat wyborczy i chocholi taniec nad urną w wykonaniu wszystkich instytucji prawnych przejętych przez PiS, zapoczątkowany dwudniowym posiedzeniem Sejmu, którego właściwie już nie ma — choć prawnie jest, bo nowy Sejm będzie dopiero wtedy, gdy nowo wybrani posłowie złożą poselskie ślubowanie.
  • Fala protestów społecznych przeciwko jawnym fałszerstwom wyborczym i nowe formy represji wobec ludzi „gorszego sortu”.

To tylko niektóre z wariantów tego, w co wpadniemy w najbliższych dniach po wyborach. Najgorsze w tym wszystkim jest to, że naprawdę nie wiadomo, który z wariantów stanie się. To jest wysoce denerwujące, ale nic nie można z tym zrobić.

Skoro tak, to może chwila refleksji nad tym, co trwa, nad politycznymi wyborami Polaków dokonywanymi w lokalach wyborczych w kraju, ale też poza jego granicami.

Wybory to podobno wielkie święto demokracji. Naprawdę tak sądzicie?

Pomijając małe trudności w doprecyzowaniu samego pojęcia demokracji i przyjmując, że wszyscy godzą się na demokrację liberalną, to czy fakt taki, jak to, że raz na cztery lata wszyscy dorośli i niepozbawieni praw publicznych ludzie mogą kartką wyborczą wskazać swoich wybranych: posłów i senatorów a tym samym zdecydować o tym, jaki będą rządy w Polsce — to takie święto demokracji?

Naprawdę to takie wielkie święto?

Przypomnijmy – blisko połowa uprawnionych nie idzie do wyborów; najczęściej, bo nie chce, bo to ich nie interesuje.

Spośród tych, którzy idą, ogromna większość wykazuje rażąco niską wiedzę o tym, czym jest Parlament i jaka jest jego władza. Wskazują swoich faworytów na listach pod wpływem nie racji, a emocji. Kandydaci na listach wyborczych to raczej produkty pracy ekip wynajętych przez partie fachowców od marketingu politycznego, a nie prawdziwi, żywi ludzie, z ich mocnymi, ale i słabymi stronami. Ludzie decydujący raz na cztery lata o najważniejszych sprawach kraju są w maksymalnym stopniu niekompetentni, to jest poza wszelką dyskusją. Niekompetencja tych ludzi wynika w największym stopniu z ich niechęci do poznania mechanizmów władzy, do podstawowych przynajmniej parametrów ekonomicznych, społecznych i politycznych opisujących zglobalizowany i coraz bardziej globalizujący się świat.

Czy jest możliwe dalsze utrzymywanie takiego modelu demokracji, w której i tak w coraz większym stopniu odgrywają rolę systemy informatyczne, profilujące każdego użytkownika systemu, demokracji sterowanej przez wielkie państwowe farmy trolli, wpływające na indywidualne decyzje wyborców?

W moim najgłębszym przekonaniu nie ma takiej możliwości!

Tym, co stać się musi, jest stworzenie sytemu decyzyjnego opartego o sztuczną inteligencję n-tej generacji. Taki system w miejsce instytucji typu ONZ i jego Rada Bezpieczeństwa byłby lepszym gwarantem przetrwania świata i ludzkiej cywilizacji, niż wybrany w powszechnych wyborach w demokratycznym ponoć kraju, jakim są Stany Zjednoczone AP, prezydent Donald Tramp. Jeżeli to wydaje się nam rozsądne, to może trzeba dalej, może zamiast klasycznych wyborów w Polsce też trzeba pomyśleć o innym rozwiązaniu.

A do 21 zostały dwie godziny.

Po odsłonie…

Z czterech scenariuszy realizuje się pierwszy i to w wersji hard, PiS będzie rządził samodzielnie, bo przecież te partyjki Ziobry i Gowina to nie są poważni koalicjanci.

To najgorszy z wymienionych czterech.

Stało się… Wczorajsza przyszłość, to teraz teraźniejszość, polityczna rzeczywistość, w której możemy tylko snuć dziś różne rojenia — jaka ona będzie.

Ruszyła już giełda możliwych scenariuszy. Po „naszej” stronie są przypuszczenia, prognozy, warianty i układanki personalne. Po stronie zwycięskiego obozu poczucie siły i determinacja dokończenia dzieła zbudowania bardzo silnego do wewnątrz państwa i wychowania nowego Polaka, członka narodowej wspólnoty, której kształt zaplanował i zapowiedział prezes wszystkich prezesów – Jarosław Kaczyński.

Zarysowana przed odsłoną potrzeba odejścia od „święta demokracji”, jakim miałyby być wybory, to perspektywa pokolenia. Rządy maszyny sztucznej inteligencji (to nie będzie maszyna, to będzie sztuczna, to znaczy nieludzka inteligencja), to horyzont 2050. Przesłanką wymuszającą, łamiącą opór, będą zmiany klimatyczne i ogólnoświatowa katastrofa, zagrażająca wyginięciem całej ludzkości, wszystkich, biednych i bogatych, wierzących i niewierzących, białych i kolorowych. To na początek…

A co do tego czasu? I nie w wymiarze świata, a naszego małego, polskiego podwórka?

To będzie długi marsz, nic nie wskazuje na to, że zakończy go druga kadencja. PiS, z Kaczyńskim czy bez niego, może rządzić długo. Jak długo? A jak długo żyliśmy w PRL? Zmieniającym się, innym w przedziale lat 45-48, innym w latach 49-56, innym w latach 57-70, 71-89. To trwało prawie całe moje życie.

Wiem jedno – przyjdzie mi umrzeć w tym, jak mówi młodzież, syfie. Zadania trzeba stawiać dla młodych, starzy mogą tylko marudzić, gadać, badać a tu trzeba działać.

Jest potencjał do działań po stronie młodzieży?

Patrząc na rozkłady wieku głosujących na poszczególne partie widać wyraźnie, że to Lewica i Konfederacja są atrakcyjne dla młodych wyborców. Czy na tym można budować nadzieje – wątpię.

Nadzieja w tym, że przyszłość staje się. Ilość czynników, jakie mają na nią wpływ jest taka, że prognozowanie jest wróżeniem, a nie nauką.

W nieprzewidywalności jednak nadzieja na „dobrą zmianę”. Naszą dobrą zmianę.

Zbigniew Szczypiński

Polski socjolog i polityk


Ur. 11 sierpnia 1939 w Gdyni – poseł Unii Pracy na Sejm II kadencji. Działał w pierwszej „Solidarności”. Po ponownej legalizacji związku, od 1991 kierował Ośrodkiem Badań Społecznych w zarządzie regionu NSZZ „Solidarność” w Gdańsku.

Przewodniczący Stowarzyszenia Strażników Pamięci Stoczni Gdańskiej.
Więcej w Wikipedii

Print Friendly, PDF & Email

WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com