21.10.2019

Pierwszy tydzień po wyborach. Pełno różnych komentarzy i prognoz: kto z kim i przeciw komu. Taki normalny „młyn” powyborczy, nie warto wchodzić do tej rzeki – poczekajmy te dwa, trzy tygodnie i okaże się, czy na przykład nadal mamy Senat (bardzo w to wątpię – zależy to tylko od dwóch senatorów choćby spośród tych co to są „niezależni”, w tym pani senator Lidia Staroń o poglądach fundamentalnie pisowskich. To za mało, aby być pewnym, że nie powtórzy się wariant radnego Kałuży z Nowoczesnej. Jego przejście zadecydowało o tym kto rządzi w jednym ważnym województwie). Nieprzewidywalność jest stałą cechą w polityce i dlatego coś takiego jak politologia zawsze wydawało mi się podejrzane.
Jak nie o tym, co dominuje obecnie w mediach to o czym?
Proponuję chwilę refleksji nad czymś co jest konkretem, jest mierzalne, jest względnie trwałe i, jak sądzę, śmiertelnie poważne. Proponuję zastanowić się nad przyczynami a co ważniejsze skutkami takiego zjawiska jak względnie trwałe pęknięcie Polski na dwa narody, dwie społeczności różniące się w sposób zasadniczy w swoich wyborach politycznych. Myślę tu o mieszkańcach miast i wsi, o różnicy w wynikach ostatnich wyborów pomiędzy elektoratami mieszkającymi na wsi i w małych miasteczkach a tymi, którzy mieszkają w miastach, a zwłaszcza dużych miastach. Nawet pobieżna analiza wyników kto jak głosował w ostatnich wyborach pozwala na postawienie mocnej tezy – to dwa narody, dwie społeczności różniące się tak bardzo między sobą, że powstaje obawa o trwałość społecznej wspólnoty.
Wszędzie w dużych miastach wygrała opozycja, znaczącą przewagą a w miastach powyżej 500 tysięcy miażdżącą przewagą. Opozycja wygrała nawet w takich miastach kojarzących się z Radiem Maryja jak Toruń; to startująca z Torunia posłanka Sobecka będąca wprost kojarzona z księdzem Rydzykiem nie dostała się do Sejmu na kolejną kadencję. To taki sam znak zapytania nad prawdziwością różnych stereotypów jak to, że przez lata prezydentem miasta Częstochowa z jego klasztorem jasnogórskim był reprezentant Sojuszu Lewicy Demokratycznej.
Zatrzymajmy się na wielkich miastach, tych powyżej 500 tysięcy, co w polskich warunkach oznacza metropolię. We wszystkich rzuca się w oczy wysoka frekwencja i sromotna porażka PiS.
Co znaczą takie różnice i czym to będzie skutkować na przyszłość?
Stara prawda głosi, że różnica pomiędzy małym miastem a dużym miastem jest taka, że w dużym mieście można więcej zobaczyć a w małym więcej usłyszeć. To są dwie różne społeczności o różnych typach dominujących w nich więzi społecznych. Każda ma swoje dodatnie i ujemne strony, to dwa różne światy.
Naturalne jest to, że młodzi na starcie życiowym pragną znaleźć się w dużym mieście, bo to szansa, bo to lepsze możliwości rozwoju i awansu. Każdego awansu. Małe miasto albo wieś to często wybór starszych osób, szukających spokoju i ciszy po latach aktywności zawodowej.
Obecna polska wieś nie jest tą wsią, jaką znamy z przeszłości. To nie jest wieś z rolnictwem jako dominującą sferą gospodarki, z rolnikami (chciałoby się powiedzieć z chłopami), jaką pamiętamy jeszcze sprzed półwieku. Wszystko się zmieniło, świat się zmienił.
Nie zmieniło się jednak a nawet przybrała na znaczeniu kulturotwórcza i innowacyjna rola wielkich miast w rozwoju społeczno-gospodarczym kraju. To wielkie miasta są motorem postępu i nowoczesności, to w wielkich miastach skoncentrowane są firmy i uczelnie, od których zależy i zależeć będzie rozwój gospodarczy i cywilizacyjny Polski.
Uczynienie przez PiS z Polski powiatowej i wiejskiej swojego bastionu, swojego matecznika, niesie zapowiedź regresu, a przynajmniej spowolnienia tempa rozwoju, od którego zależy poziom życia wszystkich mieszkańców Polski; nie tylko wyborców PiS-u, choć akurat ich w największym stopniu. Utrzymywanie się przy władzy ugrupowania bazującego na głosach ludzi myślących magicznie albo niemyślących wcale, zawierzających we wszystkim urzędnikom Pana B., liczącym tylko na realne pieniądze wypłacane wprost do ręki, wspieranych w wierze, że to oni są prawdziwymi Polakami, członkami normalnych rodzin, obrońcami wiary i polskości przed całym tym zepsutym światem z jego zboczeniami i rozpustą — źle rokuje dla kraju, dla jego mieszkańców.
Taka narracja władzy i jej agend trwa i wzmacniana przekazami pieniężnymi daje skutek – druga kadencja samodzielnych rządów dla Kaczyńskiego.
Pytanie – czy wystarczy pieniędzy na utrzymanie stanu posiadania? Osiem milionów wyborców głosujących na PiS to zdecydowana mniejszość społeczeństwa. Ich siła leży w zwartości i braku jakichkolwiek wątpliwości w słuszność drogi, którą wskazuje wódz. Mieszkańcy miast, dużych i wielkich miast, to rozdyskutowana, we wszystko wątpiąca społeczność przekładająca wolność swojego wyboru nad wszystkie konieczności dyscypliny, zwartości i posłuszeństwa.
I dlatego jest jak jest.
Wygrana sił wstecznictwa i ciemnoty podlanej religijną bigoterią (patrz Ordo Iuris) w długim horyzoncie czasowym oznacza nieuchronną klęskę i wybuch społecznego niezadowolenia, na którego czele stać będą masy dotychczasowych zwolenników obecnej władzy. Tak będzie, pytanie tylko, kiedy, za ile lat. Uciekające lata będą nie do odrobienia, tempo postępu technologicznego, informatycznego, organizacyjnego stale przyspiesza – uciekającego czasu nie odzyskamy.
Pogłębianie się rowu pomiędzy społecznościami małych i dużych skupisk ludzkich w Polsce jest największym politycznym problemem a znalezienie sposobu na jego zasypanie największym politycznym wyzwaniem.

Zbigniew Szczypiński
Polski socjolog i polityk. Założyciel i wieloletni prezes Stowarzyszenia Strażników Pamięci Stoczni Gdańskiej.

…poczekajmy te dwa, trzy tygodnie i okaże się, czy na przykład nadal mamy Senat…. PIS chce ponownego przeliczenia głosów , coś w stylu Erdogana ( lub Tow Stalina :Nieważne, kto głosuje, ważne, kto liczy głosy….) . Jest pewne że uruchomiono wszystkie służby , by znaleźć coś na senatorów opozycji co by ich zachęciło lub zmusiło do przejścia do PIS…. Niestety będzie to tylko kwestią czasu kiedy PIS odzyska Senat….
zaskakująco duży odsetek zwolenników PIS jest wśród lekarzy, ludzi nauki, prawników. to nie tak, ze PIS wpierają ludzie z małych miasteczek i wsi. oni, owszem, dominują, lecz pęknięcie nie biegnie ani wzdłuż sfery socjalnej. ani narodowo-katolickiej, ani statusu spolecznego. chodzi o coś innego, głębszego. o zaczadzenie, którego natury jeszcze nie zgłębiłam,.
Warto może pamiętać, że ten podział Polski ujawnił się już w pierwszych całkowicie wolnych wyborach w pierwszej połowie lat 90. i z drobnymi fluktuacjami trwa on do dzisiaj. Poświecono temu dziesiątki, jeśli nie setki, analiz. Uważam jednak, że obecnie bardziej pożyteczne będzie skupienie się na przyszłości. A przecież od wielu już lat zachodzą bardzo ciekawe zmiany, w szczególności związane z demografią i migracjami. Z dostępnych danych statystycznych jasno wynika 3/4 terytorium Polski wyludnia się, a rosną duże ośrodki miejskie. Bardzo dobrze zilustrowano do w GW, w dodatku Big Data. Jednym słowem bardzo ciekawy temat do pogłębionych badań. W pewnym zakresie dobrze tą rolę spełniało okresowe badanie prof. Czapińskiego zatytułowane, jeśli dobrze pamiętam, „Diagnoza społeczna”, a któremu „dobra zmiana” odmówiła dalszego finansowania.
Weber przekonywał, że ludzie nie głosują zgodnie ze swoimi interesami, ani racjonalnymi argumentami. Z drugiej strony także emocje nie koniecznie kierują wyborem.
Tym, co decyduje są wyobrażenia świata. – Weltbilder.
Jaki obraz świata ma wyborca PiS?
Moje skromne doświadczenia każą przypuszczać, że bliskie są im wartości rodzinne. Wzajemne wspieranie się i utrzymywanie więzów rodzinnych, także (a może zwłaszcza) wtedy, gdy coś się złego dzieje. Także takie sprzeczne z tradycjonalizmem wydarzenia, jak rozwód w rodzinie – przyjmowany jako cios, zawsze z ubolewaniem, ale powód by biedaków, co to się im taka przykrość jak rozwód przydarzyła, wspierać, chronić przed światem zewnętrznym.
To jedna z cech – że tak powiem – swojość. Otwartość i serce na ręku dla swoich – nieufność/ostrożność wobec obcych.
U swoich można zaakceptować niemal wszystko. U obcych – każda różnica będzie przeszkadzać, a przynajmniej wzbudzać nieufność.
Stąd wyborca PiSu mniej ufa międzynarodowym instytucjom, np. wytcznym WHO. Bardziej tym oswojonym autorytetom (niekoniecznie tym w sutannach, ale np. siostrzenica szwagra studiowała psychologie, to wie!)
Stąd też bardzie wierzą we własne doświadczenia, niż w ogólne teorie.
PiS przedstawia się ugrupowanie sprzyjające wspólnocie, wspierające rodziny, przeciwne indywidualizcji/atomizacji społeczeństwa.
Także najlepiej wykształceni, inteligentni, którym się powiodło: przedsiębiorcy, artyści, lekarze, prawnicy – oni też mogą czerpać siłę z bliskości rodziny widzeć potrzebę wzajemnego wspierania się, bać się rozpadu więzów.
PO odwołuje się do obrazu pracowitych ludzi sukcesu, którzy cieszą się otwartymi granicami i są „fajni”, „nowocześni” „europejscy”.
PiS do tradycyjnych więzów rodzinnych, plemiennych.
Nie ma znaczenia, czy rzeczywiście sprzyja rodzinom i budowaniu relacji! Ważne, że się do tego odwołuje! I za tym obrazem, za „swojością” głosują wyborcy PiS.
Chociaż np. pracując w korporacji zdecydowanie woli szefa z zachodnimi partnerskim standardami zarządzania niż tradycyjmym polskim zarządzaniem przez za przeproszenim opierdzielanie pracowników.
Napisałem :
https://www.facebook.com/photo.php?fbid=10157100741092345&set=a.10150294618062345&type=3¬if_id=1571987089286314¬if_t=feedback_reaction_generic&ref=notif