Zbigniew Szczypiński: Dwie Polski, dwa światy5 min czytania

()

21.10.2019

Obraz zawierający mapa, tekstOpis wygenerowany automatycznie
Ciekawa mapa na stronie geografa wyborczego Aleksandra Kiriejewa.

Pierwszy tydzień po wyborach. Pełno różnych komentarzy i prognoz: kto z kim i przeciw komu. Taki normalny „młyn” powyborczy, nie warto wchodzić do tej rzeki – poczekajmy te dwa, trzy tygodnie i okaże się, czy na przykład nadal mamy Senat (bardzo w to wątpię – zależy to tylko od dwóch senatorów choćby spośród tych co to są „niezależni”, w tym pani senator Lidia Staroń o poglądach fundamentalnie pisowskich. To za mało, aby być pewnym, że nie powtórzy się wariant radnego Kałuży z Nowoczesnej. Jego przejście zadecydowało o tym kto rządzi w jednym ważnym województwie). Nieprzewidywalność jest stałą cechą w polityce i dlatego coś takiego jak politologia zawsze wydawało mi się podejrzane.

Jak nie o tym, co dominuje obecnie w mediach to o czym?

Proponuję chwilę refleksji nad czymś co jest konkretem, jest mierzalne, jest względnie trwałe i, jak sądzę, śmiertelnie poważne. Proponuję zastanowić się nad przyczynami a co ważniejsze skutkami takiego zjawiska jak względnie trwałe pęknięcie Polski na dwa narody, dwie społeczności różniące się w sposób zasadniczy w swoich wyborach politycznych. Myślę tu o mieszkańcach miast i wsi, o różnicy w wynikach ostatnich wyborów pomiędzy elektoratami mieszkającymi na wsi i w małych miasteczkach a tymi, którzy mieszkają w miastach, a zwłaszcza dużych miastach. Nawet pobieżna analiza wyników kto jak głosował w ostatnich wyborach pozwala na postawienie mocnej tezy – to dwa narody, dwie społeczności różniące się tak bardzo między sobą, że powstaje obawa o trwałość społecznej wspólnoty.

Wszędzie w dużych miastach wygrała opozycja, znaczącą przewagą a w miastach powyżej 500 tysięcy miażdżącą przewagą. Opozycja wygrała nawet w takich miastach kojarzących się z Radiem Maryja jak Toruń; to startująca z Torunia posłanka Sobecka będąca wprost kojarzona z księdzem Rydzykiem nie dostała się do Sejmu na kolejną kadencję. To taki sam znak zapytania nad prawdziwością różnych stereotypów jak to, że przez lata prezydentem miasta Częstochowa z jego klasztorem jasnogórskim był reprezentant Sojuszu Lewicy Demokratycznej.

Zatrzymajmy się na wielkich miastach, tych powyżej 500 tysięcy, co w polskich warunkach oznacza metropolię. We wszystkich rzuca się w oczy wysoka frekwencja i sromotna porażka PiS.

Co znaczą takie różnice i czym to będzie skutkować na przyszłość?

Stara prawda głosi, że różnica pomiędzy małym miastem a dużym miastem jest taka, że w dużym mieście można więcej zobaczyć a w małym więcej usłyszeć. To są dwie różne społeczności o różnych typach dominujących w nich więzi społecznych. Każda ma swoje dodatnie i ujemne strony, to dwa różne światy.

Naturalne jest to, że młodzi na starcie życiowym pragną znaleźć się w dużym mieście, bo to szansa, bo to lepsze możliwości rozwoju i awansu. Każdego awansu. Małe miasto albo wieś to często wybór starszych osób, szukających spokoju i ciszy po latach aktywności zawodowej.

Obecna polska wieś nie jest tą wsią, jaką znamy z przeszłości. To nie jest wieś z rolnictwem jako dominującą sferą gospodarki, z rolnikami (chciałoby się powiedzieć z chłopami), jaką pamiętamy jeszcze sprzed półwieku. Wszystko się zmieniło, świat się zmienił.

Nie zmieniło się jednak a nawet przybrała na znaczeniu kulturotwórcza i innowacyjna rola wielkich miast w rozwoju społeczno-gospodarczym kraju. To wielkie miasta są motorem postępu i nowoczesności, to w wielkich miastach skoncentrowane są firmy i uczelnie, od których zależy i zależeć będzie rozwój gospodarczy i cywilizacyjny Polski.

Uczynienie przez PiS z Polski powiatowej i wiejskiej swojego bastionu, swojego matecznika, niesie zapowiedź regresu, a przynajmniej spowolnienia tempa rozwoju, od którego zależy poziom życia wszystkich mieszkańców Polski; nie tylko wyborców PiS-u, choć akurat ich w największym stopniu. Utrzymywanie się przy władzy ugrupowania bazującego na głosach ludzi myślących magicznie albo niemyślących wcale, zawierzających we wszystkim urzędnikom Pana B., liczącym tylko na realne pieniądze wypłacane wprost do ręki, wspieranych w wierze, że to oni są prawdziwymi Polakami, członkami normalnych rodzin, obrońcami wiary i polskości przed całym tym zepsutym światem z jego zboczeniami i rozpustą — źle rokuje dla kraju, dla jego mieszkańców.

Taka narracja władzy i jej agend trwa i wzmacniana przekazami pieniężnymi daje skutek – druga kadencja samodzielnych rządów dla Kaczyńskiego.

Pytanie – czy wystarczy pieniędzy na utrzymanie stanu posiadania? Osiem milionów wyborców głosujących na PiS to zdecydowana mniejszość społeczeństwa. Ich siła leży w zwartości i braku jakichkolwiek wątpliwości w słuszność drogi, którą wskazuje wódz. Mieszkańcy miast, dużych i wielkich miast, to rozdyskutowana, we wszystko wątpiąca społeczność przekładająca wolność swojego wyboru nad wszystkie konieczności dyscypliny, zwartości i posłuszeństwa.

I dlatego jest jak jest.

Wygrana sił wstecznictwa i ciemnoty podlanej religijną bigoterią (patrz Ordo Iuris) w długim horyzoncie czasowym oznacza nieuchronną klęskę i wybuch społecznego niezadowolenia, na którego czele stać będą masy dotychczasowych zwolenników obecnej władzy. Tak będzie, pytanie tylko, kiedy, za ile lat. Uciekające lata będą nie do odrobienia, tempo postępu technologicznego, informatycznego, organizacyjnego stale przyspiesza – uciekającego czasu nie odzyskamy.

Pogłębianie się rowu pomiędzy społecznościami małych i dużych skupisk ludzkich w Polsce jest największym politycznym problemem a znalezienie sposobu na jego zasypanie największym politycznym wyzwaniem.

Zbigniew Szczypiński

Polski socjolog i polityk. Założyciel i wieloletni prezes Stowarzyszenia Strażników Pamięci Stoczni Gdańskiej.

How useful was this post?

Click on a star to rate it!

Average rating / 5. Vote count:

No votes so far! Be the first to rate this post.

5 komentarzy

  1. Yac Min 28.10.2019
  2. Magdalena 28.10.2019
  3. Marek 28.10.2019
  4. Mr E 28.10.2019