Dariusz Wiśniewski: Prezydent bez właściwości

07.11.2019

Na Andrzeja Dudę czeka test na lojalność.

Zwykła formalność.

Zadanie jest następujące: proszę zaprzysiąc nowych sędziów do Trybunału Konstytucyjnego, w tym Stanisława Piotrowicza i Krystynę Pawłowicz. Może być w nocy.

Duda jest gotowy to uczynić, chociaż gdy wcześniej podpisywał niekonstytucyjne ustawy o SN i KRS, uzasadniał swoje niezgodne z prawem działanie koniecznością oczyszczenia środowiska sędziowskiego z pozostałości po PRL.

To było kiedyś.

Dzisiaj zmieniły się okoliczności. Duda lepiej wyczuwa klimat, dostrzega zależności; wie, że konflikt z prezesem może mu zaszkodzić. A on chce być dalej prezydentem.

Przytaknie. Podpisze. I pogratuluje. I jeszcze się pomodli.

Polski prezydent musi czuć się cholernie wyalienowany.

W jego gestach i słowach widoczne są poczucie winy i brak suwerenności. Prezydent próbuje to jakoś zamaskować, ale wysiłki te budzą zakłopotanie u większości Polaków. Obecność Dudy, nawet tylko medialna, wywołuje powszechne wrażenie fałszu.

Wspólna przestrzeń, gdzie mógłby się spotkać z obywatelem, skurczyła się. Głównie z jednego powodu: prezydent wielokrotnie złamał Konstytucję RP. I to na nim wisi.

Niedawno profesor Piotr Hofmański, zasiadający w Międzynarodowym Trybunale Karnym w Hadze, odmówił spotkania z prezydentem. – Nie szanuję postawy, którą reprezentuje głowa państwa – powiedział krótko sędzia.

Weterani wojenni, naukowcy, artyści, aktorzy i pisarze nie chcą się z nim spotkać, przywitać się, odebrać z jego rąk dyplomu, albo odznaczenia. W wielu środowiskach Andrzej Duda jest uznany za persona non grata. Prezydent raczej nie przemawia w uniwersyteckich aulach. Na spotkania naukowców nie jest zapraszany. Na premierach teatralnych i wernisażach też go nie ma. Jak się gdzieś pojawi, to jest wybuczany.

Duda więc unika nieformalnych spotkań, podczas których musiałby komuś spojrzeć w oczy i usłyszeć niewygodne pytanie. Przyjmuje raczej bezpieczną pozycję oficjalnego mówcy. Krzyczy w mikrofon swój spicz, orkiestra odgrywa dostojny kawałek, z pierwszych rzędów podnoszą się brawa, prezydent odbiera kwiaty od gospodarzy i ucieka do limuzyny. Kiczu dopełnia gromadka dzieci przebranych w ludowe stroje, która tęskno macha mu na pożegnanie.

Co za pech dla nas wszystkich i jednocześnie smutna ironia: dopiero Trybunał Stanu może nobilitować polskiego prezydenta do pozycji, do jakiej nieudolnie aspiruje.

Dariusz Wiśniewski

Print Friendly, PDF & Email
WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com