17.11.2019
Kiedy po latach dotarł do mnie ukryty sens utworu Bułata Okudżawy, zacząłem zastanawiać się, czego ja, statystyczny konsument rzeczywistości, żałuję. Co mnie ominęło, a co przeszło w zapomnienie.

Razem z pieśniarzem żałuję Puszkina, lecz przecież nie o niego; to tylko pretekst, dymna zasłona: pod podszewką znajduję właściwą treść: mówi o zanikającym świecie przefujarzonych pewników. O naszej amnezji. Zgodzie na bylejakość.
*
Rzeczą filozofów jest dociekanie przyczyn tego procesu. Natomiast poszukiwanie momentu jego rozpoczęcia, należy do historyków (na marginesie: do historii z przykładami naukowych plam zaliczyć można zacietrzewione i głupawe dyskusje o tym, czy jest lub nie ma EFEKTU CIEPLARNIANEGO.
Jak w nieskończonej ilości wypadków wszystkich debat, obrad, podpisywania i wycofywania się z planów ratowania Ziemi, brak zdecydowania powoduje, że głos nauki przestaje się liczyć, natomiast do tego głosu dorywają się politycy ze swoimi nieprofesjonalnymi decyzjami).
Aliści jako sceptyczny optymista zaczynam sądzić, iżby wątpliwą rzeczą było, by kogokolwiek kiedykolwiek obchodził zanik onegdajszych praw; nauczyliśmy się ignorować wszelkie przestrogi przed nadciągającymi kataklizmami. Celowo użyłem liczby mnogiej, gdyż dotykają nas różnorodne.
*
Ludzie odchodzą z życia. Czas pędzi i razem z człowiekiem porywa wspomnienia. To jakby razem z nim ubywał kawałek nas; jestem zafascynowany Proustem i dlatego powiem za Nim, że wszystkie dzisiejsze wrażenia biorą się z wczorajszych. Nawet tych niewidocznych, dziejących się poza naszymi realnymi odczuciami. I jak On zauważam, że są z nami nadal i jesteśmy w stanie ożywić je w naszej pamięci. Właśnie tam istnieją i mówiąc o nich ocalamy jednocześnie utraconą cząstkę siebie.
Z drugiej strony: pamięć należy do ludzi, a człowiek jest niedoskonały; natura płata mu figielki. Jako że argumentując cokolwiek, trzeba posługiwać się własnym przykładem, rzecz o percepcyjnych figielkach zacznę od tego, że wiele lat temu oglądałem film. Bardzo był wzruszający i płakałem na nim jak bóbr. Nie mogłem się uspokoić, itd. Ale czas pogmerał w „niezapomnianych” wrażeniach, zweryfikował je i „na dzień dzisiejszy” ni cholery nie wiem, co spowodowało ten płacz, ani jaki to był film i jakie problemy targały jego bohaterami.
*
Tego rodzaju historyjki przydarzają mi się często. Rok, może dwa reaguję zgodnie z brakiem sklerozy i dźwięk, zapach, jakieś słowo, pobudzają uśpioną wyobraźnię. Po tym okresie jednak zaczyna się moja wspomnieniowa ślepota i wszystko się zaciera.
*
Ojciec, którego już nie ma, bo czas, biologia, bo naturalna kolej rzeczy, takie tam frazesy, jakie wypowiadamy, zanim odszedł, mieszkał w świecie książek. To moi przyjaciele, mawiał. Innych nie chciał.
Patrzył na półki i całymi dniami siedział obok nich. Co wyglądało tak, jakby pilnował, by nie zmieniały należnego miejsca. Od czasu do czasu wstawał, otwierał jedną z książek i czytał jej spis treści.
Początkowo nie rozumiałem, dlaczego ogranicza się do samych tytułów rozdziałów, ale gdy Go zabrakło, zacząłem robić podobnie. I teraz kiedy jestem jeszcze starszy, a za niedługo zrównam się z nim latami i będziemy jak byśmy byli z tego samego roku, wiem, że skoro czytało się po wiele razy jakąś książkę, nie trzeba wracać do niej, by żyła wciąż: wystarczy przypomnieć sobie tytuły, początki, słowa kluczowe, nazwiska bohaterów, by przed oczami pojawiła się CAŁA książka. To kwestia wyobraźni.
Lecz wiem o tym w sposób dziwny. Bo książek, fabuł, bohaterów, tekstów czytanych niedawno i przed laty, jest we mnie dużo i jak przechodzę obok półek i patrzę na ich grzbiety, SŁYSZĘ je, słyszę rozmowy bohaterów, trzask gałęzi, widzę ich twarze, patrzę, jak siedzą na polanie, w księżycowym blasku i mam wtedy pewność, że warto żyć, gdyż znowu nie jestem sam.
*
Począwszy od plag dotyczących ludzi i ich egzystencji, a skończywszy na naszej nieprzemyślanej lub cynicznej ingerencji w naturę; począwszy od pierwszego małpoluda, skończywszy zaś na ostrożnym stąpnięciu na księżycową glebę, ludzkość nie potrafiła wyciągać wniosków wynikających z popełnianych błędów. Nie potrafiła nauczyć się myślenia przekraczającego dumanie o niebieskich migdałach.
I tego żałuję. I tego mi brak.
Świat idzie do przodu i nie ma na to rady. Jeżeli się cofa, to na chwilę. Przejściowo. I wtedy bijemy na alarm, krzyczymy o faszystach, bezprawiu, anarchii, pełzającej dyktaturze. Po czym, jakby nic się nie zdarzyło, tanecznym krokiem bęcwała, wkraczamy do krain zapełnionych elitarną szarówką.
Co prawda niektórym śnią się dłuższe powroty do utraconych rajów, są to jednak powroty wykluczone, bo należące do nierealistycznych sfer. Do złudzeń.
*
Postępu bowiem nie da się powstrzymać; technika coraz szerzej i szybciej wkracza do naszego świata. Jakkolwiek odkrycia i wynalazki nie wyręczą ludzi w samodzielnym myśleniu, to przecież sprawią, że wyniki badań pozwolą naukowcom uniknąć zbyt częstego wylewania dzieci razem z wanną i wchodzenia do już od dawna spenetrowanej sadzawki: pomyłki zostaną sprowadzone do minimum.
Nauka rozwija twórcze możliwości. W miarę powiększania się obszaru naszej wiedzy przesuwają się granice poznanego świata, a znaczenie faktów niezbitych do wczoraj, dzisiaj jest już wątpliwe i kwestionowane.
Z powierzchni artystycznych zainteresowań bezpowrotnie zniknie tworzenie dzieł hermetycznych, kabalarskich, niekomunikatywnych, zajętych liczeniem diabłom ogonów, ulegną więc diametralnej zmianie obecnie obowiązujące kryteria dotyczące wkładu pracy; nie to uzyska społeczną pochwałę, co zostało osiągnięte z wielkim trudem i kosztem nadmiernych wyrzeczeń, co skomplikowane, za długie i wymagające dodatkowych narzędzi interpretacyjnych w postaci furgonetki specjalistycznych encyklopedii, ale to, co pozwoli uczynić świat lepszym i szybciej mądrym.
*
Mam nadzieję, że tak się stanie, że w ślad za zmianami w technice, nastąpią zmiany w naszej mentalności. Lecz nasza mentalność nie nadąża za technicznym przyspieszeniem. Ciągle jesteśmy w ariergardzie awangardy. Europa, tak posądzana o najgorsze wszeteczeństwa, już dawno nas wyprzedziła.
*
Pamięć zbiorowa nie znosi próżni. Podobnie martwe komunały lewitują nad nami, zwykle jednak ich apodyktyczne wypowiedzenie (z poziomu sedesu) skutkuje tym, że szary obywatel jest zaskakiwany radykalnym przeinaczaniem tego, co zdołał zapamiętać.
Działania tego rodzaju nazywane są z głupia frant naprawą Historii. Przywracaniem nieuwzględnianych faktów.
Zwykły obywatel dowiaduje się, że nie zna wydarzeń, w których brał udział, że nie istniały wypadki, których był organizatorem.
*
Narzucone, anachroniczne obyczaje: ksenofobia, zawiść, pławienie się w narodowych nieszczęściach, bezustanne manifestowanie klęsk, szczycenie się porażkami zamienionymi na powody do dumy, uporczywe i bezcelowe świętowanie absurdalnych miesięcznic, brak tolerancji dla innych nacji i religii, straszenie najazdem na Polskę kolorowych uchodźców, mnożenie teorii spiskowych, doprowadzanie do rozkwitu podziałów dotychczas jednego społeczeństwa, oto powody szerzących się opinii o naszej zaściankowej Ojczyźnie.

Marek Jastrząb
Pisarz
Debiutował w 1971 roku na łamach „Faktów i Myśli”. Drukował także w wielu innych czasopismach swoje opowiadania, felietony, eseje, recenzje teatralne i oceny książek. Jego prozatorskie miniatury były wielokrotnie emitowane w Polskim Radiu w Bydgoszczy.
źródła obrazu
- jastrzab: BM
