Marek Jastrząb: Walka z wiatrakami2 min czytania

()


19.11.2025

Niektóre artykuły bywają pisane językiem wymagającym deszyfracji. Już w trakcie przedzierania się przez pojęciową gęstwinę, statystyczny czytelnik nadziewa się na miejsca niezrozumiałe. Stara się zatem oprzeć na komentarzach ludzi, którym ufa bez nakazu, i wierzy, że nie wpędzą go w jeszcze większą kabałę, bo są oblatani w odsiewaniu ziaren od plew. Zawiły proces wnikania w sedno spraw, żąda od czytelnika wejścia na wierzchołki intelektu, a te są zarezerwowane dla obeznanych z istnieniem metafor, i porównań i przerzutni, no i, ma się wiedzieć, dla potrafiących orientować się w treści utworu bez robienia sobie okładów z encyklopedii.

*

W ministerstwie ds. nieistotnych, zawrzało: zrobiła się dyskusyjna szamotanina, zapanował niekontrolowany popłoch i rozpoczął się totalny rejwach, gdyż okazało się, że bez wyjaśnień, o co biega w niepojmowalnym artykule autora zwanego MNĄ, nie można się obejść. Stwierdzono, iż piszę stylem nawalonym, w związku z czym nagle i pilnie potrzebuję przekładu na język zrozumiały.

Tym sposobem ja, szary szarak, ja, pierwszy wśród ostatnich piewca literatury niestrawnej, doczekałem się osobistego interpretatora i przewodnika szlakami rozumu, a moje teksty – podzielenia na dwa segmenty. Pierwszy proponował tekst nabazgrany stylem ezopowym i ciut psychodelicznym, drugi, składał się z komentarza pełniącego funkcję rozkminiającą mętne kwestie pierwszego segmentu.

*

O, jakże znamiennym i nieodzownym był fakt, żem doczekał się bezpośredniego tłumacza słów niedzisiejszych! A także interpretatora wnikającego w moje intencje! W te nawet, których nie podejrzewałbym o istnienie, gdyby nie podpowiedzi. To dzięki nim dowiedziałem się o sobie rzeczy nieznanych. A mianowicie, takich, jak żarcik o tym że mądry ze mnie gość. Co podniosło mi ducha na niebotyczne wyżyny. Nie na tyle jednak, bym na stałe zgłupiał z pychy. Tym niemniej poczułem się, jak dowartościowany kiep.

*

Kiedy piszemy osobno, różnice w odbiorze naszych utworów należą do namacalnych: pod felietonami moimi alias ezopowymi, gromadziło się niewielka ociupina zwolenników mówienia nie wprost, pod artykułami tłumacza natomiast, znaleźć można było olbrzymie mnóstwo jego entuzjastów. O ile tłumacz mógł się obyć bez istnienia moich komentarzy, o tyle ja, pozbawiony jego wyjaśnień, trafiałem swoim tekstem kulą w płot. Z czego wynika, że obydwoje dopełniamy się w stopniu niewątpliwym, a przełożenie z mojego języka, na język giętki, a łopatologiczny, jest zabiegiem co najmniej koniecznym. Dlatego byłoby na miejscu zaproszenie go do wspólnej walki z wiatrakami. Co niniejszym czynię, howgh.

Marek Jastrząb

Pisarz
Debiutował w 1971 roku na łamach „Faktów i Myśli”. Drukował także w wielu innych czasopismach swoje opowiadania, felietony, eseje, recenzje teatralne i oceny książek. Jego prozatorskie miniatury były wielokrotnie emitowane w Polskim Radiu w Bydgoszczy.

How useful was this post?

Click on a star to rate it!

Average rating / 5. Vote count:

No votes so far! Be the first to rate this post.

źródła obrazu

  • jastrzab: BM

2 komentarze

  1. WaszeR Londyński 20.11.2025