Zbigniew Szczypiński: Zły sen Kaczyńskiego

30.11.2019

Marian Banaś (fot. Wikipedia)

Sprawa Banasia wraca. Jak zły sen Jarosława Kaczyńskiego. Nie mam najmniejszej ochoty brać udział w pisaniu różnych scenariuszy kto – kogo? Albo – kiedy Banaś poda się do dymisji lub zostanie zdymisjonowany. To są rzeczy bez znaczenia. To, co się stało – już się stało.

I nie odstanie!

Stawiam dolary przeciw orzechom, że bez względu na to jak PiS rozwiąże sprawę Mariana Banasia, jej odium na trwale przylgnie do tej partii i jej prezesa. Raport CBA, który miał przeczytać premier rządu w weekend, ale przeszkodziły mu „bardzo pilne sprawy” — ten raport, który był pewnie podstawą „męskiej” rozmowy prezesa wszystkich prezesów i jego zastępcy w prawdziwej centrali prawdziwej władzy z „pancernym Marianem” — wcześniej czy później (chyba raczej wcześniej) zostanie upubliczniony, trafi jako przeciek do mediów. Stanie się!

Wszyscy, nawet najbardziej zagorzali zwolennicy PiS-u i prezesa, zobaczą z kim mieli i mają do czynienia. Kim są w istocie ludzie stojący u sterów państwa, od których decyzji zależy los milionów.

Marian Banaś na komisji sejmowej, opiniującej kandydatów na jego zastępców (obaj przeszli i zostali powołani) złożył oświadczenie w swojej sprawie. Powiedział, że wszystko, co media donoszą na jego temat, to kłamstwo, kłamstwo i jeszcze raz kłamstwo. Powiedział też, że hoteli wynajmujących pokoje na godziny jest w Krakowie wiele; i że to normalna usługa dla przyjezdnych, aby mogli odpocząć po podróży i przygotować się do występu na konferencji, która mogła być tej podróży celem.

Mówił to z kamienną twarzą, nie zważając na głośne salwy śmiechu na sejmowej sali. To był naprawdę „pancerny Marian”. Przewodniczący komisji umożliwił mu wygłoszenie tego oświadczenia a następnie zamknął obrady bez możliwości uzyskania odpowiedzi na pytania posłów opozycyjnych.

Tak było zaledwie dzień przed sądem na Nowogrodzkiej; sądem, na którym sędzia Jarosław Kaczyński zawyrokował – Banaś do dymisji.

To prosta gra – teraz gdy PiS powołał swoich/naszych zastępców utnie się głowę Marianowi Banasiowi tak, aby nie było wielu ofiar a być może by i Marianowi Banasiowi wielka krzywda się nie stała.

Bez względu na to jednak, jak przebiegnie odwoływanie Mariana Banasia z funkcji prezesa Najwyższej Izby Kontroli — mleko się rozlało. Nie da się już dłużej stosować tanich chwytów typu a prezes Kwiatkowski to pełnił funkcję prezesa NIK mając prokuratorskie zarzuty. Przypomnę: zarzuty wobec prezesa Kwiatkowskiego pojawiły się po jego zaprzysiężeniu, prezes Kwiatkowski zrzekł się sam przysługującego mu immunitetu. To prokuratura Zbigniewa Ziobry przez trzy lata nie potrafiła skutecznie go oskarżyć przed sądem.

Marian Banaś został powołany na stanowisko prezesa NIK głosami koalicji rządzącej w czasie, gdy trwały postępowania wyjaśniające. To szef służb specjalnych był jednym z pierwszych gratulujących mu wyboru na sali sejmowej a cała sprawa wybuchła po reportażu telewizyjnym w TVN24. Tu nic nie da się przekręcić, gdyby nie reportaż, to Marian Banaś pracowałby nadal „dla dobra kraju i swojej formacji”.

Marian Banaś to jest prawdziwy problem rządzących.

Drugim wątkiem, którym chciałbym zająć uwagę czytelników jest to, co wydalił z siebie „wybitny” poseł Tarczyński, prawdziwy „pistolet” Kaczyńskiego. Poseł Tarczyński powiadomił mianowicie opinię publiczną, że złożył do prokuratury zawiadomienie o popełnieniu przez jednego z liderów sejmowej lewicy czynu, polegającego na propagowaniu ideologii komunistycznej, co — jak wiadomo — jest zakazane i traktowane jako przestępstwo na równi z propagowaniem ideologii faszystowskiej. Przestępstwo miało polegać na tym, że poseł ten, mówiąc o roku 1945, nazwał działania armii radzieckiej działaniami wyzwoleńczymi. Zdaniem posła Tarczyńskiego Armia Czerwona nie wyzwalała Polaków a brała ich do niewoli, Wojsko zaś Polskie operujące na tym samym froncie, to byli zdrajcy i zaprzańcy, którym dziadek posła Tarczyńskiego, będący jednym z dowódców oddziału „żołnierzy wyklętych” najchętniej „strzeliłby w łeb”.

No to mamy politykę historyczną ministra Glińskiego w działaniu. Tarczyński, poseł na Sejm RP, mówi nam, że w 1945 roku Polski nie wyzwalali sojusznicy armii amerykańskiej i brytyjskiej, działający w jednej wielkiej koalicji antyhitlerowskiej, że wygonienie Niemców i niemieckiej armii z Polski oznaczało nową niewolę, której należało przeciwstawić się zbrojnie. Tak jak dziadek posła Tarczyńskiego. Jego wnuk, poseł na Sejm RP, wykazuje się prawdziwym miłosierdziem i zamiast strzelać, pisze jedynie zawiadomienie do prokuratury o przestępstwie.

W 1945 miałem 6 lat. Pamiętam rosyjskich żołnierzy prowadzących ogień z działa, stacjonującego w ogrodzie przed domem, w którym mieszkałem całą okupację jako wysiedlony z miasta Gdyni. Było to na wsi, 10 kilometrów od jednego z najstarszych polskich miast, jakim jest Kalisz. Nie pamiętam ich jak okupantów. Tych niemieckich okupantów oraz ich granatowych policjantów – Polaków pamiętam bardzo dobrze.

Jak trzeba mieć nasr.ne w głowie, aby wygadywać takie brednie i to będąc osobą publiczną…

Jeżeli ktoś jeszcze nie rozumiał celu, jakim jest wychowanie nowego Polaka, członka narodu polskiego, budującego katolickie państwo — to niech posłucha Tarczyńskiego. To jest ten prawdziwy Polak, pragnący żyć w prawdziwie katolickim państwie.

Marian Banaś i Dominik Tarczyński to dwie strony tego samego medalu – państwa PiS w działaniu.

Zbigniew Szczypiński

Polski socjolog i polityk


Ur. 11 sierpnia 1939 w Gdyni – poseł Unii Pracy na Sejm II kadencji. Działał w pierwszej „Solidarności”. Po ponownej legalizacji związku, od 1991 kierował Ośrodkiem Badań Społecznych w zarządzie regionu NSZZ „Solidarność” w Gdańsku.

Przewodniczący Stowarzyszenia Strażników Pamięci Stoczni Gdańskiej.
Więcej w Wikipedii

Print Friendly, PDF & Email
WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com