Jerzy Łukaszewski: Baśń o …

06.12.2019

Powszechnie przyjęty pogląd głosi, że na starość człowiek dziecinnieje. Nie wiem, czy prowadzono na powyższy temat jakieś badania statystyczne, ale nie chcąc odstawać od średniej krajowej przyjmuję, że tak jest.

Myślę, że poza wszystkimi innymi zaletami, zdziecinnienie jest ważną wskazówką dla każdego z nas co do postępów, jakie poczynił czas tak w naszym organizmie, jak i umyśle.

Zastanawiając się ostatnio nad kilkoma bajkowymi tematami doszedłem do wniosku, że na starość muszę jeszcze poczekać. Nie jestem bowiem w stanie wykrzesać z siebie tej radości, jaką dawała mi onegdaj rzeczywistość bajkowa.

Proszę bardzo – najprostszy przykład.

Jak pamiętamy, w bajkach zawsze było tak, że piękna księżniczka siedziała w wieży pilnowanej przez smoka z okropną paszczą, gotowego pożreć każdego, kto zwabiony urodą dziewczyny chciał się do niej dostać.

Bajki nie są zbyt precyzyjne, więc nigdy nie wyczytałem po co ktoś chciałby dostać się do tej księżniczki ani w jaki sposób ocenił jej urodę skoro była zamknięta. Założenie było jednak takie, że chętni byli, a księżniczka oczekiwała ich z nadzieją. Tylko ten smok, cholera …

Jeśli przedmiotem pożądania w bajce był skarb, sytuacja stawała się prosta, bo nawet dzieciak był w stanie sobie wyobrazić, co to takiego. Kasa po prostu. Wyobraźnia podpowiadała ileż to gum „donaldów” można by za to kupić i nikt z całego podwórka nie miałby takich znaczków (szczególnie z Ifni), jakie znalazłyby się w naszych klaserach, gdybyśmy dorwali się do tego skarbu.

Tylko ten smok, cholera…

Bywało gorzej. Czasem smoków było kilka albo miał kilka głów ziejących ogniem i nieświeżym oddechem. Zdarzały się i inne potwory czyhające na śmiałków i wymyślające przeróżne pułapki, których przeciętny śmiertelnik nie był w stanie ominąć.

Ta zasada, że jest coś cennego, ale niedostępnego kształtowała nasze myślenie od dzieciństwa. Kształtowała też charaktery, bo statystycznie zawsze znalazło się iluś tam śmiałków, którzy brnąc przez życie sięgali niekoniecznie po księżniczki, ale inne z pozoru niedostępne rzeczy i wygrywali. Powodzenie w wybranym zawodzie, osiągnięcia naukowe zmieniające świat itd. No, ale takie myślenie przyszło z czasem.

Wspominając z rozczuleniem dzieciństwo i pochłaniane wówczas bajki zauważyłem, że jeszcze mam trochę czasu przed sobą, bo nie widzę oznak prawdziwego zdziecinnienia, myślę zbyt przyziemnie.

Przeglądając bajki stojące na półkach zacząłem się zastanawiać, zupełnie jak pozbawiony wyobraźni dorosły, po kiego czorta komu księżniczka, do której nie można się dostać? Jaki z niej pożytek dla człowieka?

Skarb? I co nam po nim, skoro wielopaszczowe straszydło nie pozwala nam spożytkować go dla dobra ludzkości, choćby nawet w ograniczonym do własnej osoby zakresie?

Tak sobie myślałem i nagle olśniło mnie, że nasze, całkiem współczesne życie, do złudzenia przypomina bajkę! Są i w naszym życiu skarby, rzeczy cenne, z których albo nie jest nam dane korzystać, albo ze sporym utrudnieniem.

Nieubłaganie nasuwało się pytanie: po co np. nam Konstytucja, skoro strzegą jej potwory z okropnymi mordami (one same mówią, że słowo „morda” to nic uwłaczającego) nie pozwalając korzystać z zawartych w niej praw?

Można tak bez końca. Co mi po zdobyczach współczesnej medycyny, skoro smoczysko nie da mi do niej dostępu przez najbliższe X lat? Co mi po potencjale naukowym rodaków, skoro wstrętna potwora niszczy go jak tylko może i zamiast wspomóc choć cząstką strzeżonego skarbu woli go oddać złemu czarownikowi?

No i mam problem. Czy teraz znane powiedzenia „życie jak w bajce” powinno być inaczej rozumiane? Czy mam się z tego cieszyć?

Systematyczny przegląd bajek powinien dać nam odpowiedź na to niepokojące pytanie. Czy znajdą się w nich jakieś rozwiązania?

Oczywiście, pierwszy nasuwa się na myśl szewczyk Dratewka. Zatrucie środowiska jest już tak daleko posunięte, że baranina nawet bez wypychania jej siarką może być trudna do stawienia dla potwora.

Skąd jednak wziąć Banas… znaczy – barana?

Jedyna nadzieja, że smoczysko samo znajdzie sobie potencjalną ofiarę, którą po prostu się udławi. Rycerz może by się i znalazł, ale z białym koniem gorzej, szczególnie po ostatniej, rozpaczliwej wyprzedaży zasobów Janowa.

Co robić? Może poczekać, aż się człowiek ze szczętem zestarzeje (bez szczętu jest wysoce niewskazane) i zdziecinnieje na tyle, że sytuacja zacznie go zwyczajnie cieszyć? Przy odrobinie dobrej woli i przywróconej wyrokiem czasu dziecięcej wyobraźni będziemy w stanie przyjąć z radością fakt, że oto po tylu latach nareszcie spełniają się nasze marzenia i żyjemy jak w bajce.

No i smoki mamy pierwsza klasa! Bracia Grimm w grobie się przewracają z zazdrości!

Jerzy Łukaszewski

Print Friendly, PDF & Email

5 komentarzy

  1. PIRS 2019-12-06
    • Jerzy Łukaszewski 2019-12-06
      • Mr E 2019-12-07
  2. Andrzej Goryński 2019-12-06
  3. PK 2019-12-07
WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com