23.12.2019

- Podatek od wielkich fortun.
- Podatek od przepływów finansowych (Tobina).
- Podatek spadkowy.
- Progresywny CIT.
- Podatek od centrów handlowych.
- Trzecia stawka PIT.
- Podatek środowiskowy.
- Podatek cyfrowy.
- Podatek od cukru.
- Akcyza na marihuanę.
„Bez podwyżek podatków od korporacji – pisze Jan Śpiewak we »Wprost«, nr 48 – nie uda się zbudować zapowiedzianego przez Mateusza Morawieckiego w exposé państwa dobrobytu, w którym dobrze działają usługi publiczne”.
A z podatkiem od korporacji i dziewięcioma innymi – uda się?
Tekst zupełnie pomija dość oczywisty warunek, że państwo dobrobytu może powstać i funkcjonować tylko dzięki wydajnej i rozwijającej się gospodarce. Musi ona zapewniać podaż produktów i usług, co wyraża się w wyklinanym przez wszelką lewicę Produkcie Krajowym Brutto – PKB.
Jeśli podatki, tak precyzyjnie przez autora wskazane, mają być budulcem państwa dobrobytu, to należałoby oszacować jak one będą się miały do funkcjonowania gospodarki. Jeśli to ona musi wypracowywać środki, które się złożą na proponowany zestaw podatków. Więcej będzie z tego produktów i usług składających się na ten dobrobyt, czy też na ten cel wystarczą wyższe podatki od korporacji i cały ten śpiewakowy dekalog?
Śpiewak stwierdza, że: „…finansowanie sprawnych usług publicznych jest bardzo drogie”. Z czym wszyscy się zgodzą, ale to mało. Ktoś musiałby dokładnie określić na czym to państwo dobrobytu miałoby polegać i zorientować się, jakie mogą być jego koszty i w jakim czasie miałyby być ponoszone. Następnie oszacować, jakie będą wpływy z każdego proponowanego podatku. Jak będą one wpływać na funkcjonowanie i wydajność gospodarki. Szczególnie na inwestycje. I to w dłuższym niż rok okresie. I czy uda się zapobiec ucieczce z kraju kapitału i podatników. Jak wpłynie ta polityka na decyzje zagranicznych inwestorów.
Tym kimś raczej nie będzie Śpiewak, nawet jeśli będzie miał głowę wolną od strapień, kiedy go pan prezydent go ułaskawi po prawomocnym wyroku. Lewica bowiem ma dość specyficzne podejście do gospodarki.
Na system, na całokształt stosunków gospodarczych i społecznych składa się wiele zmiennych. Ruszenie którejkolwiek zmienia w jakimś stopniu całość. A Jana Śpiewaka interesuje tylko jedna zmienna – podatki. I, jak na lewicowca przystało, zastrzega „…żeby nie uderzyły w klasę średnią i najuboższych”
Poważne potraktowanie problemu, wymagałoby ustalenia, na jakim poziomie kończy się klasa średnia i zaczynają się ci, w których można uderzyć. I czy przypadkiem środki, które uda się im odebrać nie pozostaną w żadnej proporcji do kosztów państwa dobrobytu. Skończyłoby się na owym uderzeniu w tych, których lewica uważa za bogatych. Nierówność, owszem, też jest problemem społecznym, lecz lewicy przesłania on inne, w tym poziom życia wszystkich, łącznie z najuboższymi, których mieni się ona rzecznikiem.
… i zlecenie Adriany Rozwadowskiej…
…która trafnie opisuje – GW, 26.11 – nędzę systemu emerytalnego i jego tragiczną przyszłość.
„…reforma emerytalna z 1999 roku. Zgodnie z nią osoby urodzone przed 1949 rokiem pobierają świadczenia na starych zasadach. Młodszym emerytury wylicza się już zgodnie z systemem zdefiniowanej składki. Efekty reformy są z każdym rokiem coraz bardziej widoczne: szeregi skrajnie ubogich emerytów są zasilane przez kolejne tysiące osób”.
A kończy postulatami: „…politycy i ekonomiści powinni…rozpocząć od likwidacji śmieciówek. To 1,2 mln umów będących jedyną podstawą świadczenia pracy, których od lat tak bronią ze względu na ich »elastyczność« (tylko dla jednej strony). A zaraz potem powinni się skupić na szukaniu rozwiązań na przyszłość – bo obecny system prędzej czy później zakończy się ludzką katastrofą”.
Te 1,2 mln to 7,3 proc. zatrudnionych, lecz to nie są sami krzywdzeni przez pracodawcę. Dla jakiejś ich części jest to praca dodatkowa, dla innej – jedyna możliwa ze względu okoliczności życiowe, choćby studia, jeszcze innej grupie opłaca się kumulowanie śmieciówek. Kogo uszczęśliwi ich likwidacja? Zwłaszcza że część tych, którzy chcieli by mieć stałą pracę straci tę, którą ma.
Największym wrogiem prawdy nie jest kłamstwo, ale głębokie przekonanie. Również to, że w obliczu nieuchronnej katastrofy demograficznej, kiedy każde kolejne pokolenie jest mniejsze, politycy i ekonomiści, jak się skupią i natężą, to znajdą rozwiązanie inne niż owa składka. Czyli inne niż to, w którym człowiek, pracując, będzie zarabiał i odkładał z tego na swoją starość. Bo nie będzie innych, którzy by nań mogli pracować. A żeby to starczyło na przyzwoite warunki przez całe życie, to faktycznie potrzebne jest państwo dobrobytu, które Jan Śpiewak chce zbudować za podatki uderzające w uznawanych przez lewicę za bogatych.

Ernest Kajetan Skalski
Ur. 18 stycznia 1935 w Warszawie) – dziennikarz i publicysta,
z wykształcenia historyk.
Zobacz także: Dekalog Śpiewaka II

Jezeli to jest ten Śpiewak, to ja nie mam dalszych pytań.
niewiele z tego artykułu wynika oprócz krytyki polityki środowisk typu partia Razem, która sama w sobie niesie pewne odżywcze wartości ale taka pięść w nos pokazuje, że wiele jeszcze upłynie zanim jakiś kompromis w tej kwestii nadejdzie
w takiej sytuacji idealne warunki do zbliżenia lewicy z Pisem, ktoś na tym zyska ale niekoniecznie lewica
Odżywcze wartości to na talerzu. Do PIS lewica ma blisko z definicji. Wyłączając kwestie światopoglądowe-obyczajowe. Nimi lewica napędza klientów PIS.
słuszna koncepcja Panie Erneście,budujmy sobie ten front 27% poparcia, który skończy się na 17%
Możliwość udzielania świadczeń emerytalnych w odległej perspektywie, np. za 30 lat, nie zależy od gromadzonych zasobów finansowych, ale od fizycznych MOŻLIWOŚCI gospodarki w tej odległej przyszłości. Zależeć będzie od dostępności REALNYCH ZASOBÓW, a nie od wirtualnego „finansowania” za pomocą pieniądza fiat (który jest tylko zobowiązaniem, a nie materialnym dobrem). Dlatego jedynym systemem emerytalnym który naprawdę działa jest system repartycyjny, a każdy system kapitałowy jest w istocie oszustwem. Po prostu nie da się przenieść „w odległą przyszłość” bogactwa za pomocą pieniądza, na masową skalę.
Oszczędzanie (nie zrealizowana konsumpcja dzisiaj) ma negatywny wpływu na inwestycje (bo te obecnie realizowane są z kredytu, a spadek popytu ZNIECHĘCA do nowych inwestycji), tylko inwestowanie w infrastrukturę, naukę, (kształcenie przyszłych pokoleń), zdrowie, czyli generalnie budowanie państwa dobrobytu DZISIAJ może zapewnić możliwości godnego życia PRZYSZŁYM emerytom.
Oszukańcze systemy kapitałowe i nawoływanie do „oszczędzania na starość” z pewnością nie przyczynią się do dobrobytu emerytów za 30 lat. Wprost przeciwnie, debilna polityka austerity ograniczania wydatków budżetowych ogranicza rozwój państwa dzisiaj, co zmniejszy realne możliwości państwa w przyszłości. Systemy kapitałowe służą w istocie jedynie neoliberalnej polityce gospodarczej DZISIAJ – ograniczaniu świadczeń i innych wydatków budżetowych, uzasadnianiu pozbawiania plebsu nabytych praw (np. emerytalnych) – generalnie budowaniu rozwarstwienia, ukrywania niesprawiedliwości i do ratowania malejącej rentowności kapitału.
Panu odpowiem oddzielnie
Tutaj
Panie Redaktorze…….”Największym wrogiem prawdy nie jest kłamstwo, ale głębokie przekonanie. Również to, że w obliczu nieuchronnej katastrofy demograficznej, kiedy każde kolejne pokolenie jest mniejsze…..”
ubawiło mnie setnie pańskie „głębokie przekonanie”, że nieuchronność katastrofy demograficznej (czyli zapaść demograficzna) powoduje, że jest nas (ludziowatych) coraz mniej pomimo, że jest nas coraz więcej. A ty siadwszy płacz – usiłując zrozumieć tę logikę. „Kocham Pana – Panie Sułku”
Oczywiście – Zdrowych i Wesołych Świąt i Nowego Roku.
W Polsce jest mniej i nam to wystarczy. W Europie jest mniej, w tym także na Ukrainie. W całej Azji już też zaczyna się robić mniej. Per saldo, w skali globu jeszcze robi się więcej. Jeszcze…