Piotr Rachtan: Śmierć generała

04.01.2020

Po śmierci generała Kasima Sulejmaniego, którą poniósł w wyniku zamachu, wykonanego na rozkaz amerykańskiego prezydenta za pomocą amerykańskiego drona, na świecie podniósł się antyamerykański zgiełk. Skomentuję to zastrzegłszy się, że uważam amerykańskiego prezydenta za szkodnika i idiotę. Ale…

No właśnie, w tym przypadku jest jedno wielkie „ALE”, na które odpowiedzi prostej – tak tak, nie nie — nie ma.

Kasim Sujlejmani reprezentował najbardziej agresywną stronę polityki szyickiej republiki wyznaniowej. Organizował siły antyamerykańskie i antyizraelskie w całym regionie, a szerzej – antyzachodnie – to on pertraktował z Władimirem Putinem w sprawie udziału Rosji w konflikcie wewnątrz syryjskim, stał za lokalnymi wojnami (w Jemenie), jego wysłannicy maczali palce w niejednym zamachu, jako zdolny strateg chciał doprowadzić, drogą mniejszych kroków, do unicestwienia Izraela – poprzez zbrojenie Hamasu i Hezbollahu, a także budowę strategicznej drogi po samą granicę państwa żydowskiego, którą mógłby przemieszczać się ciężki sprzęt wojenny. Sięgał po broń militarną, polityczną i ekonomiczną (atak na największą rafinerię w Arabii Saudyjskiej, zatrzymywanie tankowców w Cieśnienie Ormuz).

I wszystko to realizował kryjąc się nieco w cieniu. Oficjalny Iran z większością jego inicjatyw nie miał nic wspólnego, nikt zatem nie ponosił odpowiedzialności.

Świat na to patrzył i nie widział.

Zabójstwo generała pozostaje zabójstwem. Do zamachów, za którymi stał Sulejmani, trzeba jednak przykładać tę samą miarę. Inaczej okaże się, że żyjemy w świecie, w którym jednym wolno więcej (irańskiemu generałowi), niż innym (amerykańskiemu prezydentowi).

Tak oto Trump postawił nas w bardzo niekomfortowej moralnie sytuacji, z której nie ma dobrego wyjścia. Może dlatego tyle do niego dziś pretensji?

Chyba, że się mylę?

Piotr Rachtan

Print Friendly, PDF & Email
WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com