Ernest Skalski: Tylko spokój

08.01.2020

Zdania w naszym maleńkim gronie w SO, jak i w szerokim świecie, są podzielone. I co ciekawe, każda strona może mieć racje, ale też może jej nie mieć.

To, co było komentarzem do trzech kolejnych tekstów w naszym SO, rozdymam do odrębnej pozycji.

Skutki zamachu mogą być różne. W Stanach Zjednoczonych zamach może pomóc Trumpowi, ale też może mu zaszkodzić. Nobody knows. Na Bliskim Wschodzie i wszędzie w świecie, gdzie sięgają macki Brygady Jerozolimskiej, Hamasu, Hezbollahu, Dżihadu i kogo tam jeszcze, może się rozpętać piekło. Lecz niekoniecznie.

Może nie każdemu z demiurgów islamskiego terroryzmu spieszy się, by jako męczennik trafić w ramiona 38 hurys, którym po każdym użyciu odradza się błona dziewicza. Nie każdy lubi deflorować i deflorować, a każdy z nich już wie, że może w każdej chwili zostać zabity. I może rządzący w Teheranie teokraci wiedzą czym musi skończyć się wojna z USA i co z nimi mogą wówczas zrobić ich poddani.

A z drugiej strony, błąd i głupota mają swoje poczesne miejsce w historii. A zatem…Что делать?

Na pytanie Czernyszewskiego i Lenina mamy odpowiedź Bartoszewskiego: nie wiesz, jak postąpić, postąp uczciwie. Otóż uczciwą rzeczą w prowadzonej wojnie jest pozbycie się najgroźniejszego przeciwnika. W myśl zasady; kto mieczem wojuje…

Na niewinnego nie trafiło.

A w grupie zabitych z Sulejmanim był też jego bliski współpracownik, „inżynier”, Abu Mahdi al-Muhandis, operator na Irak. Razem to był piekielnie sprawny i groźny tandem. Czyjeś życia z powodu ich śmierci ocalały.

Próbując coś zrozumieć z tego co kipi w tym bliskowschodnim tyglu i na całym świecie w tej sprawie trzeba wziąć poprawkę na genius loci regionu. Ludzie są tam nad wyraz ekspresyjni i łatwo się rozkręcają do stanu zbiorowej histerii. W słowach i gestach. Poetycki, kwiecisty, barwny język miłości to „Księga z tysiąca i jednej nocy” i poematy perskie. Język nienawiści też korzysta z tych atrybutów. No może ta poetyckość… Słowo bardziej służy przekazaniu emocji niż informacji. To, co wrzeszczą i wypisują na demonstracjach to informacja, że bardzo chcą się okrutnie zemścić i niewykluczone, że się zemszczą. Lecz niekoniecznie.

Coś z tego zakresu zapewne zrobią. Może to być seria nieskoordynowanych – no bo już bez Sulejmaniego i al-Muhandisa – zamachów, a może być wyższy poziom trwającej w regionie wojny. Mieści się ona w kategorii hybrydowych. I znowu; albo taką zostanie, albo będzie to taka wojna-wojna, jakie się w tym regionie zdarzają.

Zachód to była kiedyś odpowiedź: przyjdź i weź na wezwanie do oddania broni. A na kwiecistą zapowiedź, że nasze strzały przesłonią wam niebo, Persowie usłyszeli: to będziemy walczyli w cieniu. Lecz w Trumpie nie ma niczego z Leonidasa i ani śladu anglosaskiej powściągliwości. Kwieciste groźby, miotanie się, jak u jego bliskowschodnich przeciwników.

Wszystko, co złe — zostało już o nim powiedziane. Ma jednak cechę niektórych mocnych przywódców, zaskakujących zarówno przeciwnika, jak i swoich. Ryzykantów, być może nieświadomych ryzyka. Na ogół marnie się to kończy, ale się czasem udaje.

Sytuacja Trumpa jest jednak inna niż tych liderów z Teheranu. Oni – powtarza się – muszą się liczyć z wojowniczą histerią tłumów, ale też posługują się nią. Poważniejszych działań wojennych – powtarzam – chyba sobie nie życzą, bo wiedzą, że musieliby ponieść klęskę. Trumpowi być może pasowałaby jakaś udana interwencja zbrojna, byle tylko bez strat w ludziach, bo tego po Wietnamie Ameryka już nie ścierpi. W USA już pojawił się ruch antywojenny i to również w najwyższych regionach władzy.

Lecz jeśli będziemy stale mieć na uwadze głupotę i błąd jako współczynniki sprawcze polityki, to nie możemy wykluczyć, że w Teheranie czy w Waszyngtonie może się jakaś noga omsknąć.

Nasza chata z kraja? Poniekąd. Nie jesteśmy stroną w tym sporze. Nie mamy tam nic do ugrania, a sporo możemy stracić w regionie, w którym nie mamy wrogów. Nawet po zeszłorocznej warszawskiej konferencji w sprawie Iranu — bez jego udziału.

Stany mogą czegoś oczekiwać od nas za ich obecność zbrojną w Polsce, na której nam naprawdę zależy. Lecz Stany, to nie tylko Trump, a Polska w sprawach bezpieczeństwa musi się mieścić w polityce NATO. Uważność i powściągliwość, jak dotąd, taka jest reakcja Jensa Stoltenberga. I taka jest też władz Polski. Tyle tylko, że mało kogo ona interesuje i chyba nikomu na niej nie zależy.

A teraz będzie osobista dygresja, może luźno związana z Bliskim Wschodem. Lecz mnie i mojemu koledze z klasy – matura 1952 – szkolonym w materializmie dialektycznym, łatwo jest wszystko ze wszystkim powiązać.

Kolega od lat w Ameryce. Nie lubi, gdy Ameryka gdziekolwiek interweniuje zbrojnie. Przypomniał sobie teraz i rozesłał malejącej grupce classmates pieśń masową z NRD, śpiewaną na demonstracjach przez dojrzewającą młodzież. Może ktoś z naszych bywalców na stronie SO pamięta refren:

Go home, ami, ami, go home
Idz precz, opuść już nasz dom,
Powiedz Niemcom raz goodbye,
Spokój daj wojennym snom,
Wiedz, nie kupisz za dolary Lorelei!

Dla niego to jakaś analogia, a mnie źle się to Ami go home kojarzy. Byłem, oczywiście, uczeń klas IX – XI, za pokojem, którego Stalin był chorążym. Byłem przeciw amerykańskim imperialistom i podżegaczom. Ale nie byłem w tym konsekwentny.

To było circa about pięć lat po wojnie i okupacji! Ja tamte złe lata, nawet choć byłem wtedy małolatem, pamiętałem. Jak wszyscy, którzy to przeżyli na miejscu.

Jacy ci Ami by byli, to oni, do kurwy nędzy, znaleźli się w Niemczech, walcząc przeciw Niemcom! Niemcy byli dla nas uosobieniem zła. Jeszcze długo po wojnie. Przez to, że byli Niemcami. Język niemiecki na ulicy wywoływał nieraz wściekłą reakcję.

I nawet jeśli się Ami nieco zasiedzieli, to kto jak kto, ale to nie te pierdolone Szkopy miały mieć czelność ich wypraszać.

Oczywiście zachowywałem tę reakcję dla siebie. Nie ze strachu przed UB. Nie chciałem odstawać od całości. A wiedziałbym, jak dyskutować z tą moją postawą, gdyby ją ktoś ujawnił. Czy też jak gromić taką postawę.

I teraz też niechętnie patrzę na próby wyganiania Amerykanów z Bliskiego Wschodu. Z nowym kontyngentem będzie ich tam już ponad siedemdziesiąt tysięcy. Bez nich tam będzie gorzej. Więc może jest jednak jakaś analogia z tamtymi Ami sprzed siedmiu dekad.

Ale piosenka była świetna. Melodyjna, wpadająca w ucho, w takt marszu. Do dziś ją pamiętam; melodię i refren.

Przy okazji obejrzałem i odsłuchałem repertuar fachmana jakim był bez wątpienia Ernst Busch. Było tego.

Trzeba przyznać, że co jak co, ale tzw. u nas, pieśni masowe, były udane w totalitarnych systemach. Z naszych, za najbardziej udaną muzycznie ciągle uznaję: „Gdy tobie szumiał monsun, pustynny wicher wiał, mnie kołysankę do snu bałtycki śpiewał szkwał…”

Jeśli takie kawałki, szczególnie te do marszu, zaczną powstawać pod władzą PIS, to będzie to już władza totalitarna.

Howgh!


Ernest Skalski

Dziennikarz, historyk


Ur. 18 stycznia 1935 r. w Warszawie
Więcej w Wikipedii

Od redakcji: otrzymaliśmy w tej sprawie od Stowarzyszenia Europejsko-Atlantyckiego komentarz amb. dr. Ryszarda Schnepfa (poniżej).

Iran-USA

Print Friendly, PDF & Email
WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com