16.01.2020
To była najbardziej wstrząsająca lektura minionego roku. Być może dlatego, że od lat znam rozmówczynię redaktora miesięcznika Znak, a może dlatego, że wyraziście zobaczyłem kogoś, kto myśli podobnie jak ja i określa siebie tak jak ja – były katolik.
Ale nie tylko w określeniu rzecz. Również w powodach rozstania z polskim katolicyzmem. Magdalena Smoczyńska w rozmowie z Mateuszem Burzykiem powiedziała: „Siedzę na kupie gruzów”. A tą kupą gruzów jest właśnie polski katolicyzm. Może nie wszyscy Czytelnicy SO wiedzą, że profesor Magdalena Smoczyńska jest córką Jerzego Turowicza. Zastanawiam się, czy dzisiaj ojciec nie poszedłby w ślady córki.
Rozmowa ukazała się w grudniowym numerze pisma. Podaję to, co jest dostępne online:
Prof. Magdalena Smoczyńska: Siedzę na kupie gruzów – Miesięcznik Znak
W trakcie kilku publicznych dyskusji wyznała Pani, że nie uważa się już za katoliczkę. Co to w praktyce oznacza? Ostateczne odejście od Kościoła katolickiego. Byłam w nim ponad 70 lat. A teraz jestem byłą katoliczką. Ale nie dokonała Pani formalnej apostazji. Nie. I nie zamierzam jej dokonywać.
a to tylko zapowiedź tekstu naprawdę porażającego szczerością i trafnością uwag:
W trakcie kilku publicznych dyskusji wyznała Pani, że nie uważa się już za katoliczkę. Co to w praktyce oznacza?
Ostateczne odejście od Kościoła katolickiego. Byłam w nim ponad 70 lat. A teraz jestem byłą katoliczką.
Ale nie dokonała Pani formalnej apostazji.
Nie. I nie zamierzam jej dokonywać. Każdy ma prawo sam określać swoją tożsamość, w tym wyznaniową. Dlaczego miałabym prosić o cokolwiek instytucję, w której autorytet nie wierzę? Dla mnie to nie ma sensu.
Co wywołało Pani decyzję?
To był długi proces. Od dawna wiele rzeczy w polskim Kościele mi się nie podobało. Trzymałam się jednak zasady wpojonej mi w domu i w środowisku, w którym się obracałam, że można, a nawet trzeba, krytykować złe zachowania osób reprezentujących Kościół, ale z wewnątrz, jako katolicy. Żeby zawsze pamiętać, że księża, biskupi to tylko ludzie, którzy mogą być grzeszni, ale Kościół jest święty. Jednak z roku na rok narastało we mnie zgorszenie – w sensie ewangelicznym. Coraz bardziej stawało się dla mnie jasne, że wielu księży i biskupów nie wierzy w naukę Chrystusa i nawet nie próbują się do niej stosować, bo mają inne priorytety. I że Kościołowi jako instytucji to wcale nie przeszkadza.
Co było powodem tego zgorszenia?
Działalność Tadeusza Rydzyka, której nikt nie potrafił (czytaj: nie chciał) przerwać. Radia, które propaguje wrogość i pogardę wobec wszystkich ludzi innych niż sztandarowy Polak-katolik. Które, żerując na kompleksach prostych ludzi, budzi nacjonalizm i ksenofobię; a strasząc starych ludzi piekłem, bezwstydnie wyciąga od nich wdowi grosz. Nazwa tego radia: „Maryja” jest bezwstydną uzurpacją i obelgą rzuconą w twarz Matki Boskiej. To jest prawdziwym skandalem, a nie tęczowe aureole na częstochowskim wizerunku, które miały powiedzieć tylko tyle, że Maryja z Dzieciątkiem obejmują swą miłością wszystkich, a szczególnie osoby wykluczone i prześladowane, a takimi są u nas niewątpliwie osoby nieheteronormatywne.
A inne rażące Panią sprawy?
Jawne, aktywne popieranie nacjonalizmu przez paulinów na Jasnej Górze, organizowanie za aprobatą władz kościelnych i państwowych mityngów kiboli i narodowców. Gołym okiem widać, że to faszyzm. On się nie rodzi – on już jest i hula w najlepsze. A przecież wiemy, do czego faszyzm doprowadził w XX w.—


Nie ma się co martwić o ducha, bo to chyba jest przedmiotem troski? Chrześcijaństwo żyje i ma się dobrze. W ludziach, którzy nazywają samych siebie byłymi katolikami, w ateistach, w agnostykach (czyli nieśmiałych ateistach 🙂 oraz w masonach, artystach i ogólnie w prawych, humanistycznych umysłach. Instytucja rzeczywiście jest w gruzach chociaż mury stoją jeszcze niewzruszone, ale czy warto się tym przejmować? Niestety tak, zgadzam się z Autorem, że trzeba się przejmować jeżeli przyświecają nam ideały pro-państwowe. A chyba wszyscy znają historię (np. koniec XVIII w.) i wiedzą jaką katastrofą może być ta instytucja. Trzeba zrobić wszystko, żeby te mury nie zawaliły nam się na głowy i to właściwie tyle.
Fajne określenie – agnostyk czyli nieśmiały ateista. Podoba mi się. Ponieważ sam jestem agnostykiem będę zamiennie się tak przedstawiał.
*
Z innej beczki – ludzie na wsi czasami robią miotły z gałązek brzozowych, ponieważ to znakomite narzędzie do zamiatania, odśnieżania, etc. Aby im dodać powagi, takich wytwórców mioteł w tej części Polski nazywa się czasem określeniem: drobny cieśla. Ponieważ sam robię miotły (od czasu do czasu) będę się teraz przedstawiał jako: nieśmiały ateista i drobny cieśla!
Przez wiele lat (1966-1999) czytałem Tygodnik Powszechny a Jerzy Turowicz był dla mnie kimś wyjatkowym. Jego kultura, poziom intelektualny, patriotyzm, zmysł państwowy i uczulenie na krzywdę ludzką czyniły zeń autorytet społeczny w moich oczach. Jego konsekwentna, otwarta, posoborowa religijność, mimo iż jej nie podzielałem, była mimochodem częścią tego autorytetu. W sposób naturalny część tego sentymentu przechodzi na jego córkę Profesor Smoczyńską tym bardziej, kiedy zna się jej dokonania naukowe. Wyobrażam sobie jak bardzo religijna zarazem dojrzała kobieta musiała zostać rozczarowana polskim kościołem skoro postanowiła z niego odejść.
*
Polski KRK wobec zjawisk współczesności zastosował narzędzia zgoła średniowieczne – zamiast otwartości i dyskusji – filozofia obleżonej twierdzy i wykluczanie inaczej myślących. Zblatowanie z władzą i porzucenie ewangelii to dwa najpoważniejsze grzechy. Wiara, religia okazały się dla hierarchów wtórne wobec władzy doczesnej. Postanowili oni owieczki nawracać mieczem – wspólcześnie to miecz nienawiści, wykluczenia i straszenia ogniem piekielnym oraz czym sie tylko da. Ci formalnie nieźle wykształceni hierarchowie nie zadali sobie trudu aby z historii koscioła wyczytać jakie szkody przyniosły KRK wyprawy krzyżowe, inkwizycja i palenie ludzi na stosach. W imię iluzorycznej władzy, kasy i splendorów zdecydowali zaryzykować przyszłość swojej instytucji aby tylko uniknąć dialogu, otwartosci, milosierdzia a przede wszystkim prawdy. Sami zrujnowali własną instytucję oraz dalej ją rujnują. Ciekawe, że niby tak otwarty i swiatły Watykan toleruje jawne niszczenie jednego z jego oddziałów narodowych.
*
Ostatni przykład takiej postawy polskiego KRK przywołuje Szymon Hołownia, któremu ksiądz pierwotnie odmówił komunii publicznie to komentując : http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/7,114883,25603835,ksiadz-odmowil-udzielenia-komunii-szymonowi-holowni-sumienie.html#a=362&c=159&s=BoxNewsImg1
Co to ma wspólnego z ewangelią ?
kościół jako całość -nie wierzy w naukę Chrystusa i nawet nie próbują się do niej stosować- bo kościół wierzy w nauki wymyślone przez Pawła z Tarsu które z Chrystusem nie mają przecież nic wspólnego.
Takie opinie się pojawiają, ale nie mają one wiele wspólnego ze stanem faktycznym. Obecny katolicyzm polski nie stosuje się ani do nauki Jezusa, ani do tekstów św. Pawła. Wypracował strategię maksymalizacji zyskow w każdych warunkach, a wspomniane nauki i teksty stosunek tylko tyle o ile…
Polskiemu KRK bliżej do organizacji mafijno-biznesowo-religijnej niż związku wyznaniowego….
Dodam jeszcze fragment niedostępny online (swoją drogę myślę, że takie teksty powinny być udostępniane w całości bez oczekiwania, że czytelnik uiści dodatkową opłatę), który uzasadnia tytuł mojego felietonu: „Dziesiątki lat usiłowałam zbalansować jakoś ‘grzeszność ludzi’ i ‘świętość Kościoła’, ale w pewnym momencie doszłam do ściany i stwierdziłam: Non possum. Moja wiara w świętość Kościoła legła w gruzach. Uznałam, że pozostawanie w nim byłoby hipokryzją” Podobnie w 1927 roku uznał Jan Boudouin de Courtenay, który wystąpił z Kościoła katolickiego, a w uzasadnieniu napisał poruszający tekst „Mój stosunek do Kościoła”. Jest on dostępny w wyborze jego pisam Miejcie odwagę myślenia …. Wiem, że jest to tekst bardzo bliski Magdalenie Smoczyńskiej.
KIedyś byłem bardziej pryncypialny i takich ludzi jak Magdalena Smoczyńska czy Jan Boudouin de Courtenay oceniałem przesadnie surowo. Przez lata moja optyka ulegała zmianie i dzisiaj myśle o tym jak trudno, właśnie takim ludziom głębokow wierzącym, rozstać się z instytucją która był częścia ich samych towarzysząc im całe zycie. Jakich zbrodni realnych i wirtualnych (duchowych) musiał dokonać kosciół instytucjoinalny aby ich wiara w „świetość kościoła” legła w gruzach. To właśnie jest koszt społeczny, który polski KRK zupełnie lekcewazy. Tym dotkliwszy dla KRK, że dotyczy środowisk opiniotwórczych.
” Jakich zbrodni realnych i wirtualnych (duchowych) musiał dokonać kosciół instytucjoinalny aby ich wiara w „świetość kościoła” legła w gruzach. ” Odpowiedziałem na to w osobnym poście. Pozdrawiam.
Ta wstępna wizualizacja płonącej metropolii jest trochę dwuznaczna. Nie wiemy, czy te pożary wybuchają, czy właśnie dogasają. A od tego zależy, ile to jeszcze potrwa i jaki będzie miało przebieg.
A utrata wiary w kościół oczywiście nie musi iść w parze z utratą wiary w Boga.
Często jednak idzie w parze bo teizm w procesie katechizacji jest budowany w oparciu o chrystusocentryzm i realną obecność Boga w katolickiej eucharystii.
Bardzo znaczący wywiad, ważne świadectwo. Nie można się przyczepić, że jakieś resortowe dziecko. Może ogłosić konkurs na temat: „Moje odchodzenie od kościoła rzymskokatolickiego”? Taki proces chyba przybrał na sile w ostatnich latach. Sam jestem przykładem dorastania w katolickim domu (ale bez wariactwa klerykalnego i mistycznego) i stopniowej ucieczki od kościoła i wiary aż do śmiałego agnostycyzmu (patrz @slawek i @Arkadiusz Głuszek), czyli radykalnego ateizmu.
Przynajmniej na podstawie darmowego fragmentu wiemy, że pani po wielu latach przestała się uważać za katoliczkę, ale myślę że bardziej interesująca byłaby kwestia nie tego w co już nie wierzy, ale tego w co wierzy. Dalej nie przemawia do mnie argument o grzechach polskich hierarchów, tzn rozumiem go, ale ciężko go przyjąć bo pani przestała być katoliczką w zasięgu – że tak powiem – globalnym, a nie tylko lokalnym, czyli gdyby żyła w innym kraju to by nie odeszła, mi to wygląda bardziej na pretekst a nie prawdziwy powód.
Zastanawia mnie też proces odejścia u osoby aktywnej w środowisku, posiadającej wiedzę, oczytanej, inteligentnej, przebiega dekadami, latami czy impulsywnie. Ile z tych osób deklarujących katolicyzm a publikujących w środowiskach powszechnie otwartych tak naprawdę nie jest katolikami, ale boi się do tego przyznać przed samym sobą albo chociaż przed czytelnikami. Jak łączą swój katolicyzm z rozumiem, odkryciami nauki np teoria ewolucji a katolicki monogenizm, transsubstancjacja, a model atomowy i kwantowy, fascynacje człowiekiem i światem, a Syllabus Errorum Piusa IX, który – z tego co wiem – nigdy nie przestał obowiązywać, a jakby przestał to byłoby dziwne „data ważności produktu: do stu lat od opublikowania”.
Jak często mamy do czynienia z katolicyzmem hipermarketowym, katolicyzmem sałatkowym gdzie ludzie wybierają sobie tylko te elementy, które im się podobają. Z drugiej strony tak robią prawie wszyscy ludzie we wszystkich religiach w każdych czasach. Garstka pozostałych to ortodoksyjni wyznawcy z zimną twarzą gotowi do każdej ziemskiej ofiary, na ogół pozostali nie chcą z nimi przebywać i uważają za świrów lub dewotów, ale czyż nie zasługują mimo tego, a może ze względu na to na szacunek za konsekwencje i wytrwałość?
Religijność – przynajmniej w katolicyzmie, ale nie tylko – która budowana jest na poczuciu wspólnoty, zaspokajaniu swoich własnych potrzeb duchowych, w momentach kryzysowych pada jak domek z kart. Religijność głęboka budowana na teocentryzmie i wierze w dogmaty – przetrwa, inna kwestia jak często ta druga prowadzi do fanatyzmu i fundamentalizmu?
W komentarzach padło też pytanie na ile wyznawcy są wstanie oddzielić doktrynę od grzechów poszczególnych kapłanów czy całego hierarchicznego systemu deprawacji. Świadomi – bardzo. Jak wierzysz w
c.d.
W komentarzach padło też pytanie na ile wyznawcy są wstanie oddzielić doktrynę od grzechów poszczególnych kapłanów czy całego hierarchicznego systemu deprawacji. Świadomi – bardzo. Jak wierzysz w – dajmy na to – transsubstancjacje to wierzysz, że ma miejsce nawet czasami z ręki pijaka, kłamcy czy pedofila, ofiara może być sprawowana niegodnie, ale nie traci na ważności. Idąc dalej, jak już wierzysz to bez względu na liczbę wyznawców czy będzie ich 5 milionów Polaków czy słownie pięć jednostek czy też bez względów na procent bydlaków pośród celebransów. Moment, w którym zaczynasz zaprzeczać jakiemuś dogmatowi staje się już momentem odejścia. Mnie zastanawia ilu ludzi faktycznie nie wierzy (nie pisze, że zupełnie w nic), ale nie daje po sobie tego poznać, jak dwutorowo musi funkcjonować mózg kapłana, który na przykład podczas spowiedzi wypytuje szczegółowo o pożycie małżeńskie, a sam trwa w związku z kobietą lub kolegą.
Najpierw merytorycznie. Poruszył Pan szereg istotnych kwestii, na które nie znam odpowiedzi, a które wielu z nas zastanawiają, nurtują, inspirują czy wreszcie także irytują. To co mi przychodzi do głowy wiaże się z doświadczeniami z rozmów z wieloma ludźmi, którzy sami deklarowali, bądź o których wiedziałem, że są religijni. Byli i są wsród nich ludzie bardzo różni – świetnie wykształceni, mniej wykształceni, ludzie bardzo róznych zawodów, w tym także księża katoliccy, plci obojga a dzisiaj wypadałoby bardziej precyzyjnie stwierdzić – różnych płci, rozmaitych upodobań estetycznych, naukowych, światopoglądowych, politycznych. Mnogość rozmówców wynika stąd, że prowadzę te rozmowy juz przeszło pięździesiat lat i nadal biorę w nich udział, kiedy nadarza się okazja. Od lat w sytuacjach rodzinnych, towarzyskich, turystycznych, podróżnych zadaję rozmówcom te same pytania – czego szukaja w religii, co tam odnajdują i jak rozumieja pojęcie boga. Jeżeli się ludzi traktuje poważnie, to rozmowy te uczą pokory. Każdy człowiek inaczej ocenia religię, swoje potrzeby w jej ramach, swoje korzyści duchowe jakie czerpie z religijności, a postrzeganie boga jest tak różnorodne, że wymyka sie wszelkim próbom definiowania go. W większości ludzie dość mocno oddzielają wiarę od wiedzy i choćby cała ich wiedza przeczyła prawdom wiary, nie wzbudza to w nich żadnego dysonansu poznawczewgo; traktują to jako dwie odrebne od siebie sfery.
Bardzo indywidualnie podchodzą ludzie do zachowań hierarchów czy księży. Niektórzy są wrażliwi na ich postawy i zachowania, inni kompletnie ignorują te kwestie. Żeby nie przedłużać – moje wnioski z tych rozmów są miedzy innymi takie, że dla bardzo wielu ludzi ocena koscioła instytucjonalnego, zachowań hierarchów i ksieży, stosunek do ewnagelii, itp. nie maja nic wspólnego z racjonalnoscią a dokonywane sa przy pomocy innych, często zupełnie niezidentyfikowanych kryteriów. Dlatego tak trudno zrozumieć, że to co widzą inni dla nas jest zupełnie niedostrzegalne.
*
Kilka słów formalnie. Kiedy raczkowałem w systemie DISQUS na SO pewnien stały uczestnik naszych komentarzy pomógł mi go opanować wskazując na funkcje, których nie znałem. Może i Panu ta wiedza się przyda, bo widzę, że dokonał Pan wpisu ciągu dalszego swojego tekstu w odrebnym wpisie. Kiedy zdarza mi się, że po przypadkowym kliknieciu ENTER tekst niekompletny się pojawia, wczytuję komendę Edytuj pod spodem mojego wpisu i mogę kontynuować ciag dalszy. O ile pamiętam tekst daje sie edytowac przez kilka dni. To pozwala także poprawiac błedy, wytłuszczać tekst, pisac go kursywą, edytowac tekst podkreślony,
przekreslać treśći kilka innych funkcji, których jeszcze nawet nie sprawdziłem ale wszystkie one są w linijce pod edytowanym testem. Pozdrawiam.Dziękuję za wskazówki dotyczące konwersacji na platformie, postaram się je wykorzystać!
Co do meritum to można by je streścić „ludzie wierzą po swojemu”, problem z tym, że akurat katolicyzm, akurat będący bardzo popularną opcją deklaracji de facto nie zostawia dużo miejsca, o ile zostawia je w ogóle, na indywidualizacje religii, prywatyzacje wiary. Tak jak jest jeden katolicki kanon Biblii tak jest i jeden Katechizm Kościoła Katolickiego i jeden Kodeks Prawa Kanonicznego (pozostawiając teraz nam marginesie, że ten dotyczy członków KrK, a więc nie wszystkich członków KK) i jeden kanon encyklik i innych wypowiedzi papieskich i w przeciwieństwie do tego pierwszego to w pozostałych nie jest możliwa nieliteralna interpretacja. Dalej uważam, że w analizie procesu odchodzenia od KK i kwestii przynależności należy głównie zwrócić uwagę czy osoby już wcześniej – pomimo osobistych deklaracji – faktycznie nie były już dawno poza KK bowiem akurat w tym wyznaniu – o czym za pewne nie wie większość wyznawców – główne kwestie są skonkretyzowane i sformułowane formalnym językiem w kluczowych dokumentach i łatwo uwypuklają każde odstępstwo.
ps. Chyba zgodzimy się, że większość ludzi „wierzy po swojemu”, mamy tutaj do czynienia z różnym stopniem synkretyzmu, przenikaniem się wierzeń ludowych. To by uszło w na przykład mniej dotkniętym legislacyzmem i bardziej przepełnionym mistycyzmem prawosławiu, ale katolicyzm na którym niezmywalne piętno odcisnął kontrreformacyjny trydent i – użyje własnego sformułowania – XIX wieczny centralistyczny imperialny papizm jest wręcz uczulony na indywidualizm. Jak ktoś nie wierzy to zalecam lekturę dawnych dokumentów papieskich (które przecież nie są anulowane przez II Sobów Watykański), choćby współczesny, nowoczesny Katechizm KK (na który Ratzinger miał ogromny wpływ) i aktualne spojrzenie na kwestie autonomii sumienia w katolicyzmie (i tak już zliberalizowaną, a dalej – moim zdaniem – totalną).
Pan ma oczywiscie rację i ja co nieco o tym wiem, choc zapewne dużo mniej i znacznie mniej prezyzyjnie od Pana. Te wymagania formalne, XIX wieczny papizm, encykliki, wymagania KPK, etc., etc. znane sa zapewne nielicznym specjalistom w KRK a i to pewnie każdemu jakaś część z osobna. Jestem pewien, że większość hierarchów albo ich nie zna, albo patrzy przez palce, cóz dopiero proboszczowie i wikariusze. Dla katabasów liczy się uczestnictwo w niedzielnych nabożeństwach, kasa na tace, kasa za chrzciny, komunie, wesela i pogrzeby oraz świety spokój. Nikt w KRK nie sprawdza Polaków w co wierzą, jak wierzą i czy w ogóle wierza, dopóki publicznie nie kwestionują religii. W tym sensie pełna zgoda, że być moze większość chodzących do kościołą w niedziele to nie sa katolicy a ludzie religijni, powierzchownie, obrzędowo i na odwal się i … nikomu w KRK do głowy nie przyjdzie ścisle to weryfikować. Inaczej należałoby wywalić z KRK na zbity pysk, ze 30% hierarchów, ze 60% księży parafialnych i drugie tyle zakonników, oraz byc moze 80% wiernych. Więc te rygory dobrze sie prezentuja w dokumentach, w oficjalnej doktrynie i na tym koniec. Dość powiedziec, że jednym z pierwszych wyrzuconych za nieprawidłowe wierzenia w KRK powinien byc byznesmen Rydzyk, którego pewna częśc polskiej hierarchii czci niemal jak lokalnego papieża, choc gość po zawodówce pojęcia nie ma o wspomnianych przez Pana rygorach; co więcej ma je głęboko w nosie. Tak samo wygląda proces apostazji, specjalnie skonstruowany tak, aby utrudnić wiernemu opuszczenie KRK. To wszystko jest owszem scentralizowana i sformalizowana fikcja instytucji religijnej. .
Dziękuję za odpowiedź. Punkty procentowe ja bym i tak podkręcił bliżej 90, ale to bez większego znaczenia. To co ujdzie (i wcale nie mam do nich o to pretensji!) sędziwej słuchaczce radyjka szukającej ukojenia na ostatnie lata życia czy prostemu podatnemu na manipulacje facetowi ciążącemu intuicyjnie ku najbliższej dostępnej mu formie dającej poczucie transcendencji i wspólnoty nie będzie przekonywujące w ustach intelektualistki, intelektualisty posiadających (ponad) wystarczającą wiedzę i obycie w realiach środowiska jak np wspominana tu pani Smoczyńska czy legion innych, których nie trzeba wymieniać z nazwiska. Poruszył pan wiele wątków, na myśl przychodzi mi „Polak Katolik?” pisarza pod, którego notkami tutaj dyskutujemy, mam wrażenie, że dla wielu konsekrowanych, a zwłaszcza dla tych podwójnie konsekrowanych z pałaców liczą się ziemskie oznaki panowania, mnie jednak choćby na kazusie pani Smoczyńskiej, ale i wielu innych już zadeklarowanych odstępców zastanawia ilu z nich latami pisząc w prasie, może nie koncesjonowanej przez hierarchię, ale jednak również katolickiej od lat nie było _faktycznie_ katolikami, może i przez dziesięciolecia. Oto znany obrazek sprzed 100 lat mający bronić katolickiej ortodoksji: https://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/thumb/1/10/Descent_of_the_Modernists%2C_E._J._Pace%2C_Christian_Cartoons%2C_1922.jpg/800px-Descent_of_the_Modernists%2C_E._J._Pace%2C_Christian_Cartoons%2C_1922.jpg
Nie dawno „pewien ktoś” napisał mi, że to prawda. Ale wcale go to nie martwiło. I nie był po stronie chrześcijańskiej.