Agnieszka Wróblewska: Miliony tu nie pomogą

23.02.2020

Żandarmeria pilnuje namiotu TVP przed Zamkiem Królewskim. Fot. Wikipedia.

Za sprawą palca posłanki Lichockiej wzmogło się moje zainteresowanie telewizją państwową, której społeczeństwo głosami swoich przedstawicieli pragnie ofiarować kolejne dwa miliardy dotacji. Awanturka w sejmie z tego powodu zachęciła mnie do obejrzenia programu telewizji, który domaga się dotacji. Skoro jest się za a nawet przeciw, trzeba wiedzieć dlaczego.

W sobotę obejrzałam dwa dzienniki wieczorne, chciałam porównać strawę podawaną obywatelom przed snem. Najpierw Fakty w TVN o siódmej – trwają uroczystości związane z rocznicą beatyfikacji kardynała Wyszyńskiego i przy okazji pada złośliwa uwaga, że biskup Nycz mówiąc o molestowaniu dzieci przez księży, współczuje obydwu stronom tych „wydarzeń” jakby ofiarę i sprawcę stawiał na równi. Dalej dowiadujemy się, że w Brukseli brak porozumienia w sprawie budżetu unijnego, co grozi nam zmniejszeniem dotacji. Na końcu o dziecku — karzełku prześladowanym przez rówieśników i przy okazji o braku tolerancji dla inności.

Rozmowa po Faktach: aktualności na temat Banasia.

Pół godziny później w rządowych Wiadomościach ani słowa o zagrożeniu dotacji unijnych, przeciwnie, idzie dobrze. Po dniu bogatym w przygody prezesa Banasia z władzą o Banasiu ani słowa, za to leci długi kawałek o… Wałęsie. W ramach aktualności dowiadujemy się, że on, Wałęsa, nie przeskoczył (wtedy!) przez bramę stoczni, tylko przywieźli go motorówką, oraz że donosił. Dalej trochę o Tusku – że za niego mieliśmy gorzej i o tym, że Grodzki-łapówkarz, jak mąż jednej pani zaświadcza, żądał od jego żony pieniędzy za operację, a mimo takich dowodów nie chce dzisiaj zrezygnować z funkcji marszałka senatu.

Ale trwa przecież kampania wyborcza i starą historią o Wałęsie oraz domniemaną łapówką dla opozycyjnego marszałka senatu się nie najemy. Przechodzimy do wiadomości dnia – widzimy teraz radosną młodzież w strojach łowickich u boku prezydenta Dudy i łzy radości starszych pań za to, że mają okazję osobiście zobaczyć najlepszego z prezydentów.

Zachęcona tym, że świat można oglądać inaczej, zaczęłam skakać po kanałach, żeby wyłowić programy finansowane przez nas, obywateli i zobaczyłam, że większość z nich, należących dziś do rządowej telewizji, karmi się zasobami po komuchach! Pełnymi garściami czerpią z archiwum peerelowskiej TVP! Lecą więc na różnych kanałach filmy, teatry, seriale pamiętające czasy planów sześcioletnich. Biorą wszystko. Pomstowaliśmy, jak pamiętam, na prezesa Szczepańskiego, że robi chałową telewizję? Teraz „jego” telewizja wraca w pełnej glorii za friko.

Być może jednak w zasobach archiwalnych widać już dno i rządowa telewizja domaga się więcej pieniędzy, żeby coś produkować? Bo co czeka widzów, kiedy zasoby peerelowskie jednak się wyczerpią? Można było używać do woli twarzy znanych artystów, którzy obecnie nie godzą się występować w telewizji zwanej rządową, ale nie można przecież protestować, kiedy tych samych aktorów widzimy w filmach czy spektaklach wyciąganych z archiwum. Data produkcji jest dopiero na końcu, po długiej liście z nazwiskami i nikt tego nie czyta.

A co będzie, kiedy nie da się po raz setny czy tysięczny odgrzewać „starych kotletów”?

To pytanie dotyczy zresztą nie tylko telewizji – t.zw. strona rządowa ma kłopoty kadrowe z obsadzaniem stanowisk w wielu zarządach państwowych firm. Dyrektorzy i prezesi zmieniają się jak obrazki w kalejdoskopie, a problemów kadrowych nie ubywa.

Tak się nie najlepiej dla obecnej władzy składa, że talenty i fachowość częściej idą w parze z polityczną poprawnością (mówiąc z wielką delikatnością).

avatar

Agnieszka Wróblewska

Dziennikarka

Ur. 16 grudnia 1933 roku w Warszawie. Ukończyła Wydział Dziennikarski UW, pracowała m.in. – w „Sztandarze Młodych”, „Kobiecie i Życiu”, „Przeglądzie Technicznym”, „Gazecie Wyborczej”.

Print Friendly, PDF & Email
WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com