Zbigniew Szczypiński: Doniesienia z frontu…

03.03.2020

Nie wiem, jak dużo ludzi miało okazję obserwować przebieg nadzwyczajnego posiedzenia Sejmu w poniedziałek, 2 marca.

Photo by TheDigitalArtist on Pixabay

Ja miałem. Przysłuchiwałem się wystąpieniom wysokich urzędników polskiego państwa, premiera, ministrów, przedstawicieli administracji rządowej. Wszystkie wystąpienia cechowała powaga i pewność – jesteśmy jako kraj dobrze przygotowani do odparcia inwazji koronawirusa z Chin, a troska o życie i zdrowie polskich obywateli jest najwyższym priorytetem prezydenta i premiera. To w trosce o zdrowie i życie rodaków pod obrady Sejmu skierowano projekt ustawy specjalnej, której szybkie przyjęcie jest konieczne, aby wyjść zwycięsko z walki z chińską zarazą.

Projekt ustawy, którą mają się zająć posłowie, pojawił się na stronie sejmowej w nocy z niedzieli na poniedziałek. Posłowie, których wezwano w trybie nagłym na posiedzenie Sejmu, mieli zaledwie godziny na zapoznanie się z jego treścią. Padł nowy rekord w szybkiej ścieżce legislacji i tak już bardzo wysoko zawieszonej w czasie rządów obecnej ekipy.

Przypomnijmy: to rząd Zjednoczonej Prawicy a mówiąc prościej – rząd Jarosława Kaczyńskiego, w trakcie pierwszej swojej kadencji 2015-2019 radykalnie ograniczał rolę Sejmu jako organu władzy państwowej i sprowadził debatę parlamentarną do minimum, ograniczając jej czas i wagę. To za tej władzy częstotliwość posiedzeń sejmowych uległa zdecydowanej redukcji: ze zwyczajowych dwóch tygodni (jak to było ostatnio), na sześć tygodni. Jarosław Kaczyński nie ukrywał, że Sejm ma być maszynką do glosowania, gdzie sejmowa większość przegłosuje każdy projekt wniesiony przez rząd. Glosy opozycji to tylko puste gadanie – skoro nie mają większości, to ich glosy się nie liczą.

Ta gra, konsekwentna i uparta, dała rezultaty – obrady Sejmu przestały mieć znaczenie. To nie tam zapadały kluczowe decyzje, zaczynało pojawiać się przekonanie, że obrady Sejmu to zwykła strata czasu.

A tu nagle – apel prezydenta o zwołanie nadzwyczajnego posiedzenia Sejmu, nagły projekt ustawy, dający nadzwyczajne prawa rządowi do podejmowania wiążących wszystkich decyzji. Wszystko w trosce o życie i zdrowie Polaków.

Nie wiem, jaki kształt przybierze ustawa ostatecznie. Prace w komisjach sejmowych trwają, potem jest jeszcze Senat, powtórne posiedzenie Sejmu, podpis prezydenta. Trochę czasu upłynie, zanim ustawa wejdzie w życie. Wiem jednak już teraz, że jesteśmy świadkami rozpaczliwej próby zbudowania w społecznej świadomości takiego oto obrazu: do Polski zbliża się wielkie niebezpieczeństwo, zagrożone jest życie i zdrowie wielu ludzi. Przed tym zagrożeniem obronią nas prezydent i premier, kompetentni i waleczni ministrowie, zmotywowani do walki z niebezpieczeństwami, przychodzącymi do nas, jak zawsze, ze świata. To stary, stosowny od zawsze chwyt rządzących – gdy zbliża się zagrożenie, lud skupia się przy władzy, bo władza ma siłę, bo władza nas obroni.

To działa; tym bardziej że niebezpieczeństwo jest niewidoczne gołym okiem. Trzeba super mikroskopu, aby zobaczyć koronawirusa — i dużej wiedzy, aby zrozumieć jego istotę. Jest tylko kwestią czasu, by pojawiły się najbardziej absurdalne tłumaczenia przyczyn pandemii i jeszcze bardziej absurdalne pomysły na jej zwalczanie.

W Polsce toczy się kampania wyborcza, trwa wyścig do pałacu prezydenckiego. To, że nadzwyczajne posiedzenie Sejmu zwołane zostało na wniosek Andrzeja Dudy, walczącego o reelekcję — jest oczywistym dowodem, że jest to element jego kampanii wyborczej. Posiedzenie sejmu i konferencja prasowa prezydenta bezpośrednio po sesji sejmowej ma przykryć efekt trzech konwencji jego kandydatów, jakie odbyły się w niedzielę. To oczywista oczywistość.

To, co powinno skupić naszą uwagę, to zapisy spec-ustawy. Gdyby stało się tak, że jej kształt nie ulegnie zasadniczej zmianie (pytanie: kto jest jej autorem? — nie ma jak dotąd jasnej odpowiedzi), to w Polsce zapachnie miękkim zamachem stanu. Ustawa w zaproponowanym przez władze kształcie wprowadza na czas nieograniczony niczym nieskrępowaną władzę rządu w całym kraju.

To projekt. Zobaczymy, co z niego zostanie, ale to projekt wiele mówiący o jego autorach.

A co koronawirusem?

Tu akurat władzę mają fachowcy, a nie politycy. Nie pierwszy to i nie ostatni przypadek światowej pandemii, z jakim mamy do czynienia w tym stuleciu.

Tak na spokojnie: są znacznie większe zagrożenia niż kolejna pandemia. Zagrożenia, przy których rola człowieka jest wpisana wprost, bo to od niego zależy ich występowanie.

Tak sobie myślę – gdyby tylko połowa światowych emocji, uwaga mediów, działania władz nakierowane były na sprawy, na przykład, nadciągającej katastrofy klimatycznej, gdyby tylko połowę wysiłków, jakie czynione są na walkę z koronawirusem, poświęcono na ochronę klimatu, to byłoby to wielkie osiągnięcie i wielka szansa – dla nas wszystkich.

Wirus jest niewidoczny, ale działa spektakularnie – katastrofa klimatyczna, której skutki są już od lat widoczne, jest rozciągnięta w czasie. Tu możliwe jest myślenie – ja tego nie zobaczę, bo nie dożyję, zawsze były huragany, susze i powodzie…

Jest tysiąc poważniejszych zagrożeń niż koronawirus, a największym zagrożeniem jest ludzka głupota i bezmyślność.

Zbigniew Szczypiński

Polski socjolog i polityk


Ur. 11 sierpnia 1939 w Gdyni – poseł Unii Pracy na Sejm II kadencji. Działał w pierwszej „Solidarności”. Po ponownej legalizacji związku, od 1991 kierował Ośrodkiem Badań Społecznych w zarządzie regionu NSZZ „Solidarność” w Gdańsku.

Przewodniczący Stowarzyszenia Strażników Pamięci Stoczni Gdańskiej.
Więcej w Wikipedii

Print Friendly, PDF & Email

Jedna odpowiedź

  1. Izabela Szaniawska 2020-03-11
WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com