o książce Obirka?
09.03.2020

Znowu wracam do książki „Wąska ścieżka. Dlaczego odszedłem od Kościoła”, a ściślej do debaty w siedzibie Agory, która odbyła się 5 marca.
Trzeba powiedzieć, że tego już dawno nie było; a w każdym razie nie miałem świadomości, że to się zdarza obecnie w kraju, który nominalnie odzyskał pełną wolność w 1989 roku. W tym również wolność słowa. Okazuje się, że jest to jednak wolność starannie reglamentowana i to w Kościele katolickim, który miał w odzyskaniu wolności słowa niebagatelną rolę. A jednak to właśnie katolickie media po 1989 roku okopały się w świadomie i dobrowolnie stworzonym getcie medialnym i to na długo przed tym, gdy medioznawcy i politolodzy znaleźli na to określenie – bańki filtrującej czy informacyjnej.
Znanym powszechnie i szczególnie odrażającym jest przypadek konsorcjum toruńskiego redemptorysty Tadeusza Rydzyka, który nie tylko swoje kolejne medialne przekaźniki izolował kordonem sanitarnym od wszelkich mediów liberalnych i lewicowych, ale skutecznie wytworzył skansen w dość jednak zróżnicowanym środowisku mediów katolickich.
W tym kontekście pozytywnie wyróżniał się „Gość Niedzielny”, którym od 1974 roku kierował ks. Stanisław Tkocz. Dzięki starannie dobranemu gronu współpracowników ks. Tkocz sprawił, że „Gość Niedzielny” stał się jednym z najbardziej wpływowych (pod koniec lat 70. osiągnął nakład 200 tys. egz.) tygodników katolickich. Można go określić jako tygodnik środka. Zawieszony w stanie wojennym od 1982, wznowił swoją działalność, nadal utrzymując wysoki nakład i równie wysoki poziom merytoryczny. Zastępcą ks. Tkocza był Andrzej Grajewski, autor znanej książki o współpracy kleru z tajnymi służbami w krajach uzależnionych od Rosji sowieckiej.
Niestety po śmierci ks. Tkocza w 2003 roku, „Gość Niedzielny” zbliżył się do środowisk fundamentalistycznych, czego symbolem była napaść nowego naczelnego ks. Marka Gancarczyka na Alicję Tysiąc, co było jednym z powodów jego odwołania w 2008 roku. Jego następcą został ks. Adam Pawlaszczyk, który powoli przywraca tygodnikowi charakter, jaki wypracował ks. Tkocz.
Z tym większym zaskoczeniem dowiedziałem się o nowych praktykach cenzuralnych tygodnika. Otóż opublikowany na jego łamach tekst został zdjęty po interwencji „kogoś ważnego” (jak się domyślam, bo nie wiem), zapewne któregoś z hierarchów.
Otóż ten znany jak się rzekło katolicki tygodnik, stanowiący dla wielu katolików jedyne źródło informacji o Kościele i świecie (w każdym razie dla tych, którzy nie są w stanie czytać ani „Naszego Dziennika”, ani „Niedzieli” o „Tygodniku Powszechnym” nie wspominając) opublikował, dość rzetelną relację z debaty, której punktem wyjścia była książka wyżej wspomniana książka „Wąska ścieżka”. Relacja po kilku godzinach została zdjęta, ale — jak wiadomo — w sieci nic nie ginie, więc i ślad po rzeczonym sprawozdaniu pozostał.
Nie wystawia to najlepszego świadectwa tygodnikowi, a zwłaszcza interweniującej tajemniczej ręce.
Pozwalam sobie przywołać niektóre fragmenty tego tekstu, by Czytelnik sam wyrobił sobie zdanie na ten temat, a tu dla chętnych łącze do tekstu autorstwa redaktora warszawskiego oddziału „Gościa Niedzielnego Tomasza Gołąba:
Były jezuita, prof. Obirek: od 15 lat staram…
63-letni Stanisław Obirek, teolog, historyk, antropolog kultury i profesor nauk humanistycznych UW w 2005 r. ogłosił, że występuje z zakonu jezuitów i rezygnuje z kapłaństwa. – Moje życie to historia głębokiego rozczarowania człowieka, który związał się z Kościołem i jezuitami jako 20-latek, pełen nadziei, że to dobry wybór życiowy, wbrew rodzinie i przyjaciołom.
*
Rzecz wydaje mi się wręcz symptomatyczna. Bo tak chętnie sięgające do tematów religijnych media prawicowe zgodnie ją przemilczają; podobnie zresztą fundamentalistyczne pisma katolickie, o których wspomniałem. Ich wybór i sprawa. Jednak, skoro „Gość Niedzielny” zdecydował się już omówić debatę, to chyba warto było to omówienie pozostawić, bo stanowi ciekawy przykład recepcji tematów dla Kościoła katolickiego trudnych czy wręcz wstydliwie przemilczanych. A takie właśnie podejmuje nasza wspólnie z Arturem Nowakiem napisana książka „Wąska ścieżka”.
Zacznijmy od tytułu zdjętego artykułu: „Były jezuita: prof. Obirek od 15 lat staram się dokuczać Kościołowi”; w pełni oddaje on moje obecne zaangażowanie w dialog z instytucją. Choć nie uwzględnia faktu (o tym zresztą w debacie nie było mowy), że to instytucja Kościoła katolickiego pierwsza zaczęła mi dokuczać, skutecznie wpływając na dwie uczelnie w tym kraju, by byłego jezuity nie zatrudniły (jedna prywatna, która po roku mnie zwolniła, choć miała ochotę zwolnić już po pierwszym semestrze pod wpływem interwencji kardynała Dziwisza i tylko nacisk mediów powstrzymał ją od tego — i drugi uniwersytet państwowy, który uzależniał moje zatrudnienie od… opinii miejscowego biskupa).
Co więcej, nie jest to przykład odosobniony, ale raczej ilustracja powszechnej reguły ostracyzmu społecznego, z jakim spotykają się byli księża. To, że mimo wszystko pracuję, publikuję i dokuczam, to świadczy mimo wszystko o sile polskiej młodej demokracji, która znajduje sposoby, by się Kościołowi przeciwstawić i stworzyć enklawy, których ta instytucja do końca nie kontroluje.
W pierwszej części swego sprawozdania redaktor Tomasz Gołąb przedstawił spotkanie bardzo rzetelnie, tak faktycznie jest i tak mówiłem, jak napisał:
Moje życie to historia głębokiego rozczarowania człowieka, który związał się z Kościołem i jezuitami jako 20-latek, pełen nadziei, że to dobry wybór życiowy, wbrew rodzinie i przyjaciołom. Prawie przez 30 lat utwierdzałem się w tym. Około 2000 r. doszedłem do wniosku, że to wybór nie najlepszy i niejedyny możliwy – dzielił się prof. Obirek podczas spotkania z czytelnikami wywiadu-rzeki, który przeprowadził z nim Artur Nowak, adwokat i pisarz. – Owszem, czytałem wcześniej rosyjską broszurę propagandową „Cziornaja gwardia Watikana”, ale jezuici dostarczyli mi XVI- i XVII-wiecznej literatury, która temu przeczyła. Dzięki zakonowi poznałem dość gruntownie historię katolicyzmu i dogmatów. Po 1989 r., co zaskakujące dla mnie i mojego pokolenia, Kościół przypomniał sobie jednak, że warto być siłą polityczną. To mnie irytowało jako księdza i jezuitę. Wydawało mi się, że można przekonać braci i biskupów, że nie tędy droga. Wielokrotnie spotkałem się z oporem materii, zakazami i nakazami. Na to nałożył się długi pontyfikat Jana Pawła II, który po początkowej euforii, przerodził się w duże rozczarowanie. Deklaracja „Dominus Iesus” była linią demarkacyjną: zrozumiałem, że nie można zreformować tej instytucji, a jedynie stać z boku i jej dokuczać, co staram się czynić od 15 lat – mówił były jezuita, podkreślając że obie jego decyzje: o wstąpieniu i o wystąpieniu z zakonu były dobre. – To jest jak z małżeństwem. Moja euforia, związana z poznawaniem partnera trwała długo, ale po 20 latach związku okazało się, że partner jest niereformowalny. Przywary okazały się nie teoretyczne, a wpisane w strukturę tej instytucji. Były na tyle dokuczliwe, że zdecydowałem się na odejście.
Krótko zostały omówione glosy innych dyskutantów, a dłużej prof. Magdaleny Smoczyńskiej i ks. prof. Andrzeja Kobylińskiego. Oto relacja z wypowiedzi Smoczyńskiej:
Miałam świetnych katechetów, spotkałam tony wspaniałych cudownych księży, świetnie znam katechizm, doświadczenia naprawdę wspaniałe. Ale wyczerpała mi się cierpliwość na to, co z tego Kościoła wylazło: nacjonalizm, dziki antysemityzm. To zaczęło się panoszyć. Postanowiłam nie czynić aktu apostazji, bo już nie wierzę w Kościół, który przestał mieć coś wspólnego z Jezusem. Przestałam firmować ten Kościół. Księżom bardzo głęboko współczuję. Ale nie zamierzam wrócić do Kościoła ani nie zamierzam go ratować. Ale będę pilnie się przyglądać i pilnować, żeby przestał szkodzić na przykład ofensywą antygenderową i stosunkiem do LGBT. Jeśli dziś mamy drugie miejsce w Europie w liczbie samobójstw młodzieży, po ofensywie firmowanej przez abp. Jędraszewskiego samobójstw będzie jeszcze więcej. Strefy „nur für Deutsche” tworzone są już w jednej trzeciej Polski. To straszne, bo chrześcijanie i ludzie empatyczni powinni chronić te dzieci i nie pozwolić na szerzenie nienawiści.
I z wypowiedzi Kobylńskiego:
Książka jest o tym, co w życiu najważniejsze. To forma autobiografii intelektualnej. Zawiera wiele wątków o filozofii, kulturze, teatrze, sporach światopoglądowych ostatnich 50 lat. Obydwaj autorzy zostali w młodości wykorzystani przez księży pedofilów. To ważny wątek. Chciałbym publicznie podziękować za odwagę publicznego mówienia o krzywdzie doznanej w młodości. Ale odejście z Kościoła może być wieloznaczne, bo chrześcijaństwo jest podzielone dziś na niemal 50 tys. denominacji. Podobnie Kościół katolicki podzielony na frakcje i prądy, na silny nurt konserwatywny i silny liberalny. W książce prof. Obirek prezentuje manifest katolicyzmu liberalnego — stwierdził kapłan, dodając, że Kościołowi może dziś grozić schizma. – Co 10 godzin ktoś na świecie zakłada dziś nowy Kościół chrześcijański, z nowym rozumieniem dogmatów i moralnych wskazówek. Schizma dokonuje się więc cały czas. To globalny proces pentekostalizacji Kościoła, którą zajmuję się naukowo kilkanaście lat. Trendy laicyzacyjne dotyczą miliarda mieszkańców Ziemi. Ale 6,5 miliarda dotyczy proces desekularyzacji, czyli wiosny, ożywienia religijnego. Mamy z tym do czynienia na przestrzeni ostatnich 20 lat”.
Nic dodać, nic ująć. To znaczy — ująłbym się za redaktorem Gołąbem, którego tekst powinien wrócić na łamy tygodnika, tym bardziej że pan redaktor jest kierownikiem oddziału warszawskiego.


Miałem okazję ogladać tę debatę transmitowaną przez portal gazeta.pl. Byłem pod wrażeniem uczciwości intelektualnej dyskutantów (panelistów) i nie mam wątpliwości, że to był prawdziwy głos katolików zatroskanych o kierunek ewolucji kościoła instytucjonalnego w Polsce. Cenzurowanie tej debaty przez wskazane medium katolickie zupełnie mnie nie dziwi, bo w Polsce od wielu lat racje merytoryczne mają hierarchowie. Komuś najwyraźniej pomyliła się władza z rozumem, a to niezupełnie to samo.
Ucieczka hierarchów i większości księży w swoisty konserwatyzm, który bez przesady można nazwać ciemnogrodem wykluczającym inaczej myślących, dla mnie jest dość oczywista i zrozumiała. Biskupi a w ślad za nimi wiekszość księży zamiast niepewnych trendów nowoczesności, wolą sprawdzony, bezpieczny i co najważniejsze nie wymagający wysiłku i ryzyka kierunek konserwowania status quo. A że wiernych ubywa? Że KRK jest coraz bardziej oderwany od życia? Że następuje postępujące odreligijnienie ludzi? Tego na razie katabasy nie odczuwają dopóki jest taca, kasa z innych opłat i …święty spokój. KRK instytucjonalnie i kadrowo nie jest ani przygotowany, ani nie umiejacy, ani nie muszący, ani wreszcie nie chcący dialogu ze światem. Bez spełnienia tych czterech warunków żadnego dialogu wewnątrz KRK ani tym bardziej na zewnątz nie będzie.
Zamiast dialogu mamy krucjatę antytęczową i antyekologiczną pana Jędraszewskiego, któremu w sukurs idą deklaracje większości członków episkopatu. Nawet wydawałoby się do niedawna otwarty arcybiskup Ryś okazuje sie hipokrytą chętnie atakując Lemańskiego a usprawiedliwiajac Rydzyka czy Jędraszewskiego, zresztą w trakcie podobnej debaty: https://wiadomosci.onet.pl/religia/aktualnosci/abp-grzegorz-rys-mocne-slowa-o-pedofilii/m2c1j1h?utm_source=detal&utm_medium=synergy&utm_campaign=allonet_detal_popularne
Głosy takie jak Profesora Obirka, Bartosia czy kilku innych intelektualistów pozostają swojego rodzaju Kisielowym „Wołaniem na puszczy”. Co prawda nieoczekiwanie dla Kisiela komunizm sie wywrócił, więc może nieoczekiwanie dla w/w sprawiedliwych KRK w Polsce też się wyłoży… np. na koronawirusie. Tu zbiorowa modlitwa będzie potęgować epidemię zamiast ją wygaszać. Jedyna nadzieja w tym, że większość księży i hierarchów w obawie o własne życie ograniczy działalność duszpasterską.
Tak też to widzę. To reakcja symptomatyczna, tzn. red. Gołąb się wychyli i dostał po nosie, innych nawet na wychylenie nie stać. Inną sprawdzona metoda KRK jest przemilczanie czyli damnatio memoriae. Ale to też nic nowego, już faraonowie wiedzili jak wymłotkować niewygodnych heretyków (casus Echnatona).
Pełna zgoda z przemilczaniem. Tyle tylko, że w świecie współczesnym nie da się przemilczeć ludzkich opinii docierających do odbiorców za pośrednictwem wielości mediów. Nawiasem mówiąc tonący polski oddział KRK odtrąca ręce wyciągnięte z pomocą i na własne życzenie tonie nieodwołalnie. Przypomina mi się licealna bajka o TOŃKU – toń k…a jak nie umiesz pływać.
katabasy nie odczuwają dopóki jest taca, kasa z innych opłat i …święty spokój….Mamy sojusz ołtarza z tronem ( PIS ) , by Kościół bez żadnych ograniczeń mógł się przyssać do państwowego cycka…Na 2019 było tego bagatela 19 MLD PLN… Na 2020 będzie zdecydowanie więcej …Oni doskonale wiedzą że jest to ich ostatnie 5 minut..Za 10 -15 lat polskie kościoły w niedzielę będą świeciły pustką…
Z wielką przyjemnością obejrzałem rzeczoną dyskusję na, że tak powiem, łamach internetu. Wyobraziłem sobie, że w latach 70. mógłbym stać, razem z prof. Obirkiem, paniami Graff i Smoczyńską, w kościele i przekazać wzajemnie znak pokoju i zgody. I pomyślałem, że dzisiaj, moglibyśmy – mimo różnych życiorysów, ale w podobieństwie ideowego dojrzewania – stanąć znów razem i przekazać wzajemnie znak pokoju i zgody, ale już nie „w” kościele, ale „o b o k” kościoła lub „n a p r z e c i w” kościoła. Z tym, że ja w radykalizmie postąpiłem krok dalej. A zachowanie mediów katolickich jest banalnie przewidywalne. Nie ma czego od nich oczekiwać.
Jest taka anegdotka amerykańska z czasów prohibicji. Przyjeżdża do małego miasteczka gość do hotelu, po czym schodzi do saloonu i pyta barmana, gdzie moze dostac whisky. Barman wyprowadza go na ulicę i pokazuje oddalony o pól kilometra kosciół. Gość pyta – tam moge dostać? Nie, odpowiada barman, tylko tam nie można dostać whisky (whiskey). Parafrazując tę anegdotkę możnaby dzisiaj powiedzieć – tylko tam można dostać wiele paskudnych rzeczy. Każdy wierny musi sam sobie odpowiedzieć czy bedzie tolerować taki stan rzeczy, czy się z tej sodomy i gomory wyswobodzi.
@ sławek : Na pewno nie na koronawirusie, bo to przecież papierowy tygrys, „popanc” nadmuchany przez media, które chcąc poprawić swą chudą kondycję wyrywają sobie każdy kąsek. Przypomina mi to zapamiętaną z dzieciństwa naszą parodję wstępnej melodyjki popularnego serialu kowbojskiego :”z ręki do ręki z ręki do ręki Bo nędza…”
Oczwiście, ta nierządnica upadnie, ale przyczyna jest gdzie indziej. Kościół katolicki w Polsce znajduje się obecnie w sytuacji znanego z bajek ucznia czarnoksiężnika.Przywołał mianowicie dla obrony swojej dominacji politycznej Siedem Grzechów Głównych. Te wywołane z lasu paskudy będą mnożyły się i uwijały jak te zaczarowane miotły z bajki. Ten wir właśnie wessie nasz kościół. Bo nosiciele tych „cnót „są aspołeczni, zaś ich część jest nawet wrogami społeczeństwa. Które to zobaczy i może nawet uwierzy własnym oczom. Wtedy będzie koniec. Nie wiary, ale z pewnością tej sekty. I może więcej ludzi niż dziś uwierzy w wolność.
Zgoda – koronawirus jest taką mała barykadą, której pokonanie bedzie te instytucję kosztować zależnie od toksyczności samego wirusa. Sam wirus moze się okazać bardziej lub mniej groźny, ale fobie które wywoła odbiją się na całym naszym życiu, także na najbardziej zepsutej jego części – katabasach. A „Siedem Grzechów Głównych” raz uruchomione robi swoje i zrobi swoje do końca.
Przyczynkiem do tej dyskusji o dzisiejszej sytuacji KRK w Polsce jest apel prymasa o zwiększenie częstotliwości mszy w kosciołach: https://wiadomosci.onet.pl/kraj/koronawirus-w-polsce-nowe-zalecenia-kosciola-ws-mszy-swietych/1v5c6tw
Włosi zakazuja mszy podobnie jak wszelkich innych zgromadzeń, nasz rzad wydaje zakaz imprez masowych a KRK nawołuje do zwiększenia częstotliwości, z uzasadnieniem, że bedzie mniej ludzi na pojedynczej mszy. W tym samym czasie rozmodlony redaktor naczelny pisma świeckiego ubolewa nad decyzją episkopatu Włoch: https://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/7,114883,25773774,naczelny-do-rzeczy-o-decyzji-episkopatu-wloch-ws-koronawirusa.html#s=BoxOpImg8 a ksiądz ubolewa, że ci Włosi tacy bezbożni: https://dorzeczy.pl/kraj/132159/wlochy-bez-mszy-swietych-mocny-komentarz-ks-isakowicza-zaleskiego.html
Nawet nie wiem jak to skomentować – cynizm, głupota, brak empatii, podstawowy brak odpowiedzialnosci czy totalny ciemnogród? Strach się bać – od ludzi jako tako wykształconych powinniśmy wymagać dużo więcej zdrowego rozsądku i działania dla dobra publicznego, a nie na szkodę społecznosci. Żadna religia nie usprawiedliwia takiego ryzyka ani takiego szkodnictwa.
W związku z wypowiedziami oberkatolików, jak Terlikowski i Lisiecki – że udział we mszy jest niezbędny dla zbawienia – pomyślałem, jakie oni mają okropne wyobrażenie swego boga, który – podobno – jest miłością. Tymczasem, wg nich, jest małostkowym narcyzem, który ponad przykazanie miłości, nawet wrogów, czynienie dobra itd., przekłada rytuał, rzępolenie organisty-amatora i powtórzone po raz enty kazanie na swoją cześć. Bełkot Terlikowskiego i Lisieckiego jest dobrym powodem do postulatu likwidacji transmisji mszy w radiu i tv. Tylko osobisty udział jest warunkiem zbawienia (i bycia Polakiem).
Terlikowski, Lisicki, Gądecki i np. Cejrowski to rzeczywiście ludzie używający bełkotu wobec braku sensownych argumentów. Ich wyobrażenie własnego boga jest na miare ich ciasnych i paskudnych cech charakteru. Ten bóg jest zatem hipokryta, chamem, nienawistnikiem i mściwym złoczyńcą, przypadkiem tylko (jak PiS) odwołujacym sie do ideologii miłosci dla zmylenia przeciwników. Szczęść im boże!
Zluzujcie panowie majty 🙂 Ja się nastawiam na tony śmiechu. Wraz z postępem epidemii i powiększającą się histerią mediów, będzie panika. Ale to jaka panika! To będzie pierwszorzędna panika w kołtuniastym katolickim stylu. Będą msze przebłagalne, wotywne, będą nocne czuwania, procesje, litanie, koronki, mrzonki, sadzonki i co tam jeszcze mają w repertuarze. To zamiast mycia rąk, codziennej zmiany ubrania i gorącej kąpieli (choć sauna grupowa i uduchowiona też brzmi dobrze, oj dobrze :). Może ktoś wpadnie na stary, wypróbowany sposób samobiczowania albo przebłagania bóstwa ofiarowując mu ludzi? Dziewice? Rodzice, pilnujcie od teraz swoich dzieci!! Robię zapas wina i szykuję fotel. Będzie kabaret co najmniej jeszcze przez 3 miesiące. Nie żebym nie miał szacunku do owych ludzi jaki należy się człowiekowi. Widzę tam cieniuteńką już tylko granicę między śmiertelną powagą, a niepohamowanym wybuchem śmiechu. Uwielbiam humor sytuacyjny i śmieję się choćby z samego siebie 🙂 A tu codziennie nowy numer :):)
W nawiązaniu do takiej konwencji przytaczam wierszyk jednego z komentatorów.
Wierszyk polskiego katolika we wpisie pod artykułem z portalu dorzeczy.pl o stanowisku księdza wobec zarządzenia władz o odwołaniu mszy świętych :
https://dorzeczy.pl/kraj/132159/wlochy-bez-mszy-swietych-mocny-komentarz-ks-isakowicza-zaleskiego.html
„JESUS IP godz. 23:29 dnia 9 marca 2020
Wciąż wędruję bezdrożami,
Odżywiam się korzonkami,
Mówię wszystkim dla swej chwały:
– Jestem Jezus zmartwychwstały.
Lecz lewactwo pier . . . . . e
Patrzy na mnie rozbawione,
Tylko klepią mnie po plecach
Wykrzykując: – Ale heca!
Lecz uwierzą niedowiarki,
Gdy usmażą się na skwarki,
Gdy mój ojciec wszechmogący
Spali ich ogniem piekącym.
Idzie Jezus krętą drogą
Utykając jedną nogą.
– Po kija ja zmartwychwstałem,
Przecież w Niebie dobrze miałem.
Muszę tułać się niebogi,
Choć mnie bardzo bolą nogi.
Nikt mi nawet nie współczuje,
Dookoła same ………………….
P.S.
Z uwagi na zagrożenie koronawirusem odwołuję spotkania z wyznawcami.”
To mycie rąk. Mam jeszcze ostatni kawałek mydła antyseptycznego pod nazwą DETTOL, które polecił mi 30 lat temu R.R. Stiller, po kolejnym powrocie z Anglii. Używam go do dziś, przy jakichś kłopotach skórnych, z dobrym skutkiem. W polskich ani niemieckich aptekach go wtedy nie było, ale dostałem w małym indyjskim sklepiku w Darmsztacie. Sprawdziłem teraz w sieci. Rzeczywiście jest u nas, ale tylko w płynie, z zapachami i oczywiście grubo droższe. U Hindusów kosztowało wtedy 2 DM.
Przepraszam, że pozwlam sobie zwrócić uwagę na rozmowę ze mną na portalu na temat, która się dziś pojawiła: https://natemat.pl/302051,koronawirus-a-kosciol-jak-biskupi-traktuja-chorobe-podcast-polityka-3
Rzecz wydaje mi się o tyle ciekawa, że prowadząca kilka razy powtórzyła ze jest ateistka i własnie dlatego interesuje ją, co kościół zamierza lub nie zamierza robić. Pozwoliła mi w ten sposób wyrazić, co ja sam o tym myślę. Zresztą w dużym stopniu podzielam zdania szanownych komentatorów (ciekawe brak komentatorek).
Brakuje mi Małpy z Paryża (jeśli to kobieta). A te linki nie otwierają się.
wywolano mnie do tablicy, a wiec jestem 🙂
Znalazłem ten podcast. Z dzisiejszej perspektywy wydaje się, że część episkopatu zdaje sobie sprawę z zagrożenia, bo już przy tych mszach upierają się mniej. Ponadto odwolali spotkanie plenarne episkopatu, bo strach jest u nich większy niż wiara w boga.
*
Wyczytałem, że dzisiaj o 17.30 ma sie odbyć potężne nabożeństwo z okazji 7 lecia pontyfikatu Franciszka w świątyni opatrzności bozej w W-wie a pan Nycz zaprasza hierarchów, kler, wiernych do masowego uczestnictwa. Podobno mają być obecne władze państwowe.
Pod tą wiadomością jeden z komentatorów napisał: zamknąć ich wszystkich do końca epidemii, nie dać żryć i niech im duch świety zwiastuje – może się czegoś nauczą!
Jak widać niektórzy nasi rodacy są ludźmi wielkiej wiary – może niekoniecznie w boga, ale w drastyczne czy wręcz drakońskie środki wychowawcze.
Swoją drogą epidemia koronawirusa jest rzeczywiście testem wielu naszych cech, postaw, emocji , a przede wszystkim racjonalności i morale.
obserwuje scene polityczno-spoleczna z dystansu, z Francji, od pewnego czasu zauwazam zmiane, jest ona jescze bardzo niesmiala, ale jest! Chyba po raz pierwszy zostala zorganizowana debata publiczna o tak szerokim zakresie ( transmisja przez Ineternet), debata krytyczna wobec polskiego kosciola. Jest ona wynikiem filmu Kler, braci Sekielskich jak rozgloszanie afer pedofilkich wsrod ksiezy. Spoleczenstwo sie budzi, bo przeciez to ludzie tworza kosciol, a nie proboszcz czy biskup! Jacy katolicy taki kosciol. Droga jest dluga, ale juz zrobiono pierwsze kroki, i ten marsz nie zatrzyma sie.