13.03.2020

To było dokładnie siedem lat temu. 13 marca 2013 roku nikomu nieznany kardynał z Argentyny Jorge Maria Bergoglio został wybrany na papieża i wybrał po raz pierwszy w historii papiestwa imię Franciszka.
Przez te siedem lat wiele razy o nim pisałem w SO, przeważnie dobrze, niekiedy z entuzjazmem, a kilka razy z przekąsem. Lubię go po ludzku, cieszę się, że od początku zajął się najbardziej palącym problemem współczesnego świata, czyli uchodźcami i ekologią. Pisał o tym dużo, jeszcze więcej zrobił. To mu nie zostanie zapomniane.
Jednym z najważniejszych jego tekstów pozostaną dokumenty podpisane wraz z innymi: w 2016 z luteranami i w 2019 z muzułmanami. Warto z nich przywołać kilka fragmentów choćby z tego względu, że przeszły u nas prawie bez echa.
Chodzi o wspólną deklarację katolików i luteranów, ogłoszoną przez papieża Franciszka w Lund razem z biskupem Munib Yunanem, prezydentem Światowej Federacji Luterańskiej 31 października 2016 roku. Wynika z niej nie tylko jednoznaczna gotowość przezwyciężenia historycznie ukształtowanych stereotypów i nagromadzonych uprzedzeń, ale również wzajemna gotowość czerpania ze wspólnej historii.
Najpierw jest w niej mowa o trwającym od pół wieku ruchu ekumenicznym i wzajemnym zbliżeniu się obu Kościołów oraz odkryciu, że mamy znaczenie więcej wspólnego niż dzielących nas różnic:
Pięćdziesiąt lat trwałego i owocnego dialogu ekumenicznego między katolikami a luteranami pomogło nam przezwyciężyć wiele różnic i pogłębiło nasze wzajemne zrozumienie i zaufanie. Jednocześnie zbliżyliśmy się do siebie poprzez wspólną służbą naszym bliźnim — często w sytuacji cierpienia i prześladowania. Poprzez dialog i wspólne świadectwo nie jesteśmy już obcymi. Przeciwnie, nauczyliśmy się, że to, co nas łączy, jest większe niż to, co nas dzieli.
Jednak nie tylko uznanie wspólnych wartości zbliża obie wspólnoty religijne, również świadomość obopólnych win jest istotna w tym zbliżeniu, gdyż umożliwia stanięcie w prawdzie. Jednym z tych elementów, który bodajże najbardziej przyczynił się do historycznych podziałów, było wykorzystywanie religii do celów politycznych:
Chociaż jesteśmy głęboko wdzięczni za dary duchowe i teologiczne otrzymane za pośrednictwem Reformacji, to wyznajemy także i opłakujemy przed Chrystusem to, że luteranie i katolicy zranili widzialną jedność Kościoła. Różnicom teologicznym towarzyszyły uprzedzenia i konflikty, a religia była traktowana instrumentalnie do celów politycznych.
Wspólna deklaracja kończy się wyzwaniem do twórczego i kreatywnego zaangażowania w budowanie jedności:
Wzywamy wszystkie parafie i wspólnoty katolickie i luterańskie do śmiałości i kreatywności, by były radosne i pełne nadziei w swoim zaangażowaniu, by kontynuowały wspaniałą drogę, która jest przed nami. Zamiast konfliktów z przeszłości, Boży dar jedności między nami powinien kierować współpracą i pogłębiać naszą solidarność.
Właśnie na przykładzie tego tekstu można zobaczyć jak bardzo teologia kontrreformacyjna, która nadal dominuje nad Wisłą, oddalił się od źródeł chrześcijańskich.
Drugi dokument to deklaracja o braterstwie, podpisana 4 lutego 2019 roku w Dubaju przez Papieża Franciszka i przez Wielkiego Imama Al-Azharr Ahmad Al-Tayyeb. Najchętniej przywołałbym cały ten dokument, bo tak bardzo odstaje od tego, co zwykło się myśleć zarówno o papiestwie, jak i o islamie. Ale może wystarczą niektóre fragmenty. Zresztą całość każdy może znaleźć na różnych stronach internetowych.
Oto wstępna deklaracja obu przywódców religijnych:
W imię Boga i wszystkiego, co do tej pory zostało powiedziane; Al-Azhar al-Sharif i muzułmanie Wschodu i Zachodu, wraz z Kościołem katolickim i katolikami Wschodu i Zachodu, deklarują akceptację kultury dialogu jako drogi; współpracy jako kodeksu postępowania; wzajemnego porozumienia jako metody i standardu. My, którzy wierzymy w Boga i w ostateczne spotkanie z Nim i Jego sądem, na podstawie naszej odpowiedzialności religijnej i moralnej, oraz poprzez ten dokument, wzywamy samych siebie, przywódców świata, a także twórców polityki międzynarodowej i gospodarki światowej, by usilnie starać się o upowszechnianie kultury tolerancji i współistnienia w pokoju; interweniowania tak szybko, jak to możliwe, by powstrzymać przelewanie niewinnej krwi i położenie kresu wojnom, konfliktom, degradacji środowiska oraz upadkowi moralnemu i kulturowemu, jakiego obecnie doświadcza świat.
Pojawia się w tym dokumencie ciekawa refleksja historyczna:
Historia pokazuje, że ekstremizm religijny, ekstremizm narodowy, a także nietolerancja wytworzyły na świecie, czy to na Wschodzie, czy też na Zachodzie, to co można by nazwać oznakami „trzeciej wojny światowej w kawałkach”. W niektórych częściach świata i w różnych tragicznych okolicznościach znaki te zaczęły być boleśnie widoczne, podobnie jak w sytuacjach, gdy nieznana jest dokładna liczba ofiar, wdów i sierot. Widzimy ponadto, że są inne regiony przygotowujące się, by stać się teatrami nowych konfliktów, gdzie rodzą się ogniska napięć i gdzie gromadzona jest broń i amunicja, a wszystko to w sytuacji światowej, zdominowanej niepewnością, rozczarowaniem, obawami o przyszłość i kontrolowanej przez krótkowzroczne interesy gospodarcze.
Warto też zwrócić na taką oto deklarację dotyczącą terroryzmu, z którym wielu katolików utożsamia islam:
Terroryzm jest godny pożałowania i zagraża bezpieczeństwu ludzi, czy to na Wschodzie, czy na Zachodzie, na Północy czy Południu, i szerzy panikę, terror i pesymizm, ale nie jest on spowodowany religią, nawet gdy terroryści posługą się nią instrumentalnie. Jest to raczej spowodowane nagromadzeniem błędnych interpretacji tekstów religijnych oraz polityką związaną z głodem, ubóstwem, niesprawiedliwością, uciskiem i arogancją. Dlatego konieczne jest zaprzestanie wspierania ruchów terrorystycznych poprzez dostarczanie finansów, broni i strategii oraz prób usprawiedliwiania tych ruchów, używając nawet mediów. Trzeba to wszystko uznać za zbrodnie międzynarodowe, zagrażające bezpieczeństwu i pokojowi na świecie. Taki terroryzm musi być potępiony we wszystkich jego formach i przejawach.
Może wystarczy tych cytatów. Pozostaje pytanie związane z tytułem tych rocznicowych rozważań. Jaki to ma związek z koronawirusem?
Ano taki, że papież Franciszek ograniczył do minimum kontakty z ludźmi, polecił zamknąć Bazylikę św. Piotra i modli się sam w zamkniętej izdebce. Zresztą tak, jak przykazał Jezus:
Gdy się modlicie, nie bądźcie jak obłudnicy. Oni lubią w synagogach i na rogach ulic wystawać i modlić się, żeby się ludziom pokazać. Zaprawdę, powiadam wam: otrzymali już swoją nagrodę. Ty zaś, gdy chcesz się modlić, wejdź do swej izdebki, zamknij drzwi i módl się do Ojca twego, który jest w ukryciu. A Ojciec twój, który widzi w ukryciu, odda tobie (Mt 6, 5-6).
Ciekawe, że jego polskim urzędnikom z takim trudem przychodzi praktykowanie tego ewangelicznego wyzwania.


Odradzam lekturę Terlikowskiego, kiedyś próbowalem z nim polemizować na łamach Rzepy, ale to strata czasu i nerwów. Mam też nieodparte wrażnie, że ten publicysta prawicowy podobnie jak większość z nich, ma mentalność trolla, cieszy go wręcz polemika, nią jest napędzany, a co najgorsze znajduje w niej potwierdzenie własnego fundamentalizmu religijnego.
Na czas zarazy polecam natomiast trzezwą refleksję Agaty Diduszko-Zyglewskiej w Krytyce Politycznej: https://krytykapolityczna.pl/kraj/czy-szatan-opetal-polski-kosciol/ przynajmniej jest to głos obywatelskiej troski a nie rojenie pseudoteologa.
Panie Profesorze. Dla mnie Terlikowski podobnie jak dla Pana jest postacią odporną na argumenty merytoryczne. Fanatyzm, który moja znajoma nazywa „świętojebliwym kretynizmem” nie nadaje się do komentowania. Pół biedy kiedy publikuje to w pisowskiej gadzinówce „Do rzeczy”. Kiedy jednakże korzysta z publikacji w Rzepie i na dodatek w weekendowym magazynie Plus-Minus, dodatkowo w tak trudnej jak dzisiaj sytuacji społecznej prowokuje do komentarza. Sam Terlikowski jest niegroźny, a nawet w swoim fundamentaliźmie groteksowy, ale reprezentuje fatalne oblicze koscioła hierarchicznego i tylko o to mi chodziło.
*
Dziekuję za link do Krytyki POlitycznej – zaraz biorę sie za lektuę.
Nie potrafię, nie jestem w stanie zrozumieć dlaczego red. Chrabota udostęnia swoje łamy tak dogmatycznemu człowiekowi. Ilość kliknięć to chyba nie jest dobry argument.
Jezus przykazał – za jego przykładem papież Franciszek modli sie w samotnosci i zamknął dla ludzi Bazylikę Piotrową a panowie Gądeccy, Depo, Jędraszewscy i przewodzący im „papież cywilny” Terlikowski wiedzą lepiej jak działać w czas zarary.
Warto przeanalizować argumenty tego ostatniego, bowiem zwłaszcza one są wyjątkowo bałamutne, kłamliwe bądź podszyte nieznośną hipokryzją. Podsumowują one także argumentację hierarchów.
Cóż zatem proponuje Terlikowski we wczorajszym artykule: https://www.rp.pl/Plus-Minus/303139999-Tomasz-Terlikowski-Antykatolicyzm-w-czasach-zarazy.html
Zaczyna od informacji, że obecnie codziennie uczestniczy we mszy a także bywa przy innych okazjach w kościołach, oraz chodzi do sklepu na zakupy i był nawet w kinie, przechwalając się, że i kościoły i kina są teraz pustawe. Samousprawiedliwieniem jego obecnosci jest fakt, że przecież w marketach jest więcej ludzi. Świetnie zdaje sobie sprawę, o czym pisze, że takie postępowanie „…można uznać za dowód skrajnej nieodpowiedzialności”. Ale przecież jemu wolno w imię wyższych racji!.
Atakuje natomiast polityków liberalnych i lewicowych, którzy nawołują do zamknięcia kościołów, nie postulując zamknięcia sklepów, restauracji, etc. (Pospieszył się, bo właśnie wczoraj rząd zdecydował o zamknięciu tych ostanich.) Łaskawie zgadza się z wcześniejszymi decyzjami rzadu, choc ich nie pochwala, np. o zamknięciu szkół.
Następnie argumentuje dlaczego kościół nie może wyrzec sie publicznego sprawowania eucharystii przedkladając życie wieczne nad doczesne. Według niego to istota KRK. A msza (w ustach Terlikowskiego koniecznie „święta”) i komunia czyli przyjmowanie żyjacego boga są dla katolików najważniejsze. Kompletnie ignoruje fakt, że nikt nie postuluje zamknięcia kosciołów i nie odprawiania mszy na zawsze, tylko na kilka tygodni, na czas zarazy.
Dalej wychwala wyjątkowo szkodliwą społecznie decyzję Gądeckiego o zwiększeniu częstotliwości mszy cytując tego hierarchę: „Tak jak szpitale leczą choroby ciała, tak kościoły służą m.in. leczeniu chorób ducha, dlatego jest niewyobrażalne, abyśmy nie modlili się w naszych kościołach” . Przeciwstawiając tę decyzję błędnej jego zdaniem decyzji włoskich biskupów powołuje się na równie niemądre pomysły cekrwi prawosławnej, jakoby modły miały moc zwalczania wirusa. Kwintesencją głupoty hierarchów i publicystów odwołujacych sie do tej argumentacji jest zdanie Terlikowskiego: „To pokazuje, że polski Kościół (i oby tak zostało) nie ulega logice świata.” Właściwie trudno o czystrzy, bardziej kliniczny przykład albo głupoty i nieodpowiedzialności, albo szkodnictwa społecznego. Wole wierzyć, że to tylko fanatyzm i głupota a nie nie cynizm skazujący ludzi na zarażenie smiertelną czasami chorobą.
Na koniec nawołuje do uszanowania takiego punktu widzenia niektórych jak to nazywa wierzących chrześcijan w imię inności i odmienności, chociaż świetnie zdaje sobie sprawę, o czym pisze, „…że te słowa ludziom niewierzącym mogą się wydawać kuriozalne, że to dla nich dowód fanatyzmu i ciemnoty.” Kończy zaś swój wywód takimi zdaniami: „Jeśli ktoś nie chce chodzić do kościoła, niech nie chodzi, ale pomysł, by zakazać tego innym ludziom, jest kuriozalny. I niestety, obawiam się, że ma źródła w dziwacznej antyreligijności.” (Nawiasem – chętnie bym poznał chrześcijan niewierzących.)
*
Całość tej argumentacji jest dowodem straszliwej hipokryzji i kłamstwa, a zarazem dowodem wyjątkowej ciemnoty prowadzącej do skrajnej nieopdowiedzialności:
1. Eucharystia jest możliwa duchowo a niekoniecznie fizycznie, co podkreślają i papież i hierarchowie.
2. Modlić się można w domu czy w dowolnym innym miejscu a nie tylko w kościele.
3 Czasowe zawieszenie mszy a nawet czasowe zamkniecie kosciołów ma służyć przerwaniu łańcucha rozprzestrzeniania się zarazy, a nie oddaleniu wierzących od boga czy od życia wiecznego.
3. Z czego miałoby wynikać, że zawieszenie czasowe mszy a nawet zamknięcie kościołów oddala wiernych od życia wiecznego?
4. Dostępność mszy w mediach jest codzienna i powszechna i jak już ktoś koniecznie musi, może z tej dostepnosci skorzystać bez ryzyka zarażenia sie chorobą.
4. KRK, który z taką determinacją głosi ochronę życia od poczęcia do naturalnej śmierci, nagle ma to życie narażać w imię życia wiecznego? To nawet nie hipokryzja a zwykłe świństwo.
*
Całość takiego działania i stojacego za nim myślenia jest dowodem skrajnej nieodpowiedzialności i postawy aspołecznej. Nikt nie ma prawa narażać drugiej osoby na chorobę. Ani papież, ani zaden biskup ani nawet wybitny a samozwańczy, pożal sie boże, „teolog” Terlikowski czy inny Lisicki.
Po pierwsze dlatego, że społeczeństwo nie składa się z samych wierzących a zatem istnieje ryzyko zarażenia myslących inaczej z powodu głupoty fanatyków czy hierarchów. Po drugie narażanie zdrowia i zycia nieświadomych a nawet świadomych wiernych jest działalnością przetępczą.
Nawet jednak gdyby wszyscy hierarchowie i fanatycy i wierzący byli zgodni co do w/w argumentacji, to działanie na szkodę własną w polskim porządku prawnym jest także zabronione. Nie tylko prawnie – także moralnie kłóci się to z elementarnymi zasadami ewangelii. Hierachowie i fanatycy doskonale to wiedzą, a mimo tego działają w sposób tak nieodpowiedzialny.. ..jeśli chodzi o innych. KIedy bowiem mowa o nich samych to zachowuja się racjonalnie. Dzień po tym omawianym kuriozalnym komunikacie pana Gądeckiego w sprawie zwiększenia częstotliwości mszy miał się zebrać episkopat na posiedzeniu plenarnym. Przełożono to spotkanie w obawie o ryzyko zarazenia koronawirusem – to przykład takiej klinicznej hipokryzji.
*
Kolega, który wyłapuje takie teksty jak Terlikowskiego (wcześniej: https://dorzeczy.pl/kraj/132406/terlikowski-rola-kosciola-jest-dbalosc-o-zbawienie-duszy-i-zycie-wieczne-nie-o-zycie-doczesne.html) czy Liśickiego: https://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/7,114883,25773774,naczelny-do-rzeczy-o-decyzji-episkopatu-wloch-ws-koronawirusa.html#s=BoxOpImg8 albo nawiedzonego księdza z Krakowa: https://dorzeczy.pl/kraj/132159/wlochy-bez-mszy-swietych-mocny-komentarz-ks-isakowicza-zaleskiego.html
wpominał o propozycji jakiegos internauty. Proponował on mianowicie aby tych fanatyków i część, co bardziej zawziętych hierachów przepuścić przez wszyskie możliwe msze, a kiedy na dobre zarażą się koronawirusem poddać eksperymentalnej terapnii – zamknąć w kościele dostaczać hostię do spożywania, wodę święconą do picia oraz mycia i po kieliszku wina mszalnego dziennie na osłodę. Być może ich bóg uczyni cud i wyzdrowieją, a jeśli umrą to : „bóg rozpozna swoich”. Napisałem o tej makabrycznej koncepcji nie po to aby epatować czytelników, ale aby zwrócić uwage na fakt, że takie nieodpowiedzialne, apsołeczne, podszyte kłamstwem i hipokryzją myślenie i działanie hierarchów, księży, fanatyków rodzi gniew, frustrację i wzburzenie społeczne. W czasach zarazy są to zjawiska psychospołeczne, które mogą być groźne dla życia zbiorowego, ponieważ mimowolnie duża część społeczeństwa poszukuje winnych i opowiedzialnych. Nie lekceważyłbym tych zjawisk, bo raz uruchomione są bardzo trudne do opanowania.
„(Nawiasem – chętnie bym poznał chrześcija[n] niewierzących.)”. To ciekawy temat jest: niewierzący chrześcijanin. Co to w ogóle znaczy chrześcijanin? Jakie jest minimum bycia chrześcijaninem? Wiara w boskość Chrystusa? Czy spełnianie w życiu przykazania miłości? Podobnie: co to znaczy być niewierzącym? Onegdaj wystarczył brak wiary w jakikolwiek dogmat chrześcijaństwa, by znaleźć się poza wspólnotą, a nawet na wygnaniu, w kryminale lub na stosie. Sądzę, że w Polsce mamy tylko niewierzących chrześcijan i pewien procent wierzących katolików. W co nie wierzą pierwsi, nie wiem, drudzy wierzą w udział we mszy, chrzest, JP2, modlitwę, żołnierzy wyklętych, Rydzyka i Licheń.
„13 marca 2013 roku nikomu nieznany kardynał”
.
Niech będzie, że się czepiam, ale chyba pamiętam artykuł z Wyborczej z 2005r. wymieniającego Bergoglio jako jednego z faworytów konklawe w 2005 (głowy nie dam).