13.03.2020

Kościoły pozostaną otwarte, a liczba mszy zostanie zwiększona. Jest to właściwie decyzja Episkopatu, który „nie mógł sobie wyobrazić, aby Polacy nie mogli modlić się w kościołach, bo przecież kościoły leczą dusze”. Minister zdrowia, Łukasz Szumowski, nazwał ten pomysł „sensownym”.
Kiedy zdrowie zbiorowości zawierzane jest Matce Boskiej, to kwarantanny i szczepienia stają się zbyteczne, a mycie rąk stratą czasu. Hierarchowie nie zalecają takich środków. Wystarczy modlitwa i silna wiara. Umrze trochę ludzi, bo to i tak nie jest w naszych rękach, ale potem wszyscy, którzy przeżyją, zostaną z Kościołem. Społeczność religijna wyjdzie z okresu zarazy osłabiona, ale mocno związana z Bogiem. Tak mówi historia.
Kościół obawia się, że gdyby świątynie zostały zamknięte na czas nieokreślony, to wierni już nigdy by nie powrócili w tej samej liczbie.
Obawy te są uzasadnione.
Wielu katolików już dawno chciało odejść od Kościoła, ale nie mieli siły albo odwagi. Teraz będą mieli impuls i alibi, aby to uczynić. Ale są też wierni, którzy rozważają modlitwę indywidualną. Ta grupa jest znacznie większa od pierwszej.
Modlitwa w domu jest bezpiecznym i logicznym posunięciem chroniącym zdrowie zbiorowości. Ale Kościół nie chce do tego dopuścić. Dlaczego? Nie chodzi tylko o datki, które przecież można przesłać pocztą. Wierni mogą odkryć, że modlitwa poza kościołem, w samotności, albo w obecności krewnych, zaspakaja potrzeby spirytualne i zapewnia kontakt z Bogiem. W konsekwencji pojawi się myśl, że Kościół nie jest potrzebny do zbawienia, a chrześcijaństwo jest możliwe bez świątyni.
Byłby to czarny scenariusz dla polskiego Kościoła. Hierarchowie chcą mu za wszelką cenę zapobiec. Będzie to jednak trudne zadanie. Nawet jeżeli szczepionka na koronawirusa stanie się wkrótce dostępna, to Kościół w Polsce i tak poniesie straty za irracjonalne propozycje, które naraziły wiernych na infekcję, a być może też i na śmierć.
Kościoły pozostaną otwarte. I dla wiernych. I dla wirusa.
Dariusz Wiśniewski

Znałem kiedyś sympatycznego Wirusa. Taki dziennikarz z Ekspressu Wiecz.. (Kaczki zadeptały).
Postać ze „Złego” Tyrmanda. Sympatyczni umierają prędzej. Ale żyją więcej.
A wierni (na razie) mają się modlić w domu ? Jak te żydy? Tam przecież nie ma Tacy !!!
W roku 1990 jechaliśmy z kolegą tramwajem z dworca centralnego do jednego z ministerstw na jakies spotkanie. W pustawym tramwaju starszy jegomość, najwidoczniej wczorajszy, strasznie pomstował na rząd. Najbardziej przeszkadzało mu pochodzenie etniczne rządzących. Znudzeni podróżni odwracali głowy. Kiedy dziadek doszedł do nas, zaczął swoje lamenty przeplatane kłątwami. Kiedy dotarł do frazy: „…tak, bo w tym rządzie to same żydy…” mój kolega przerwał mu komentarzem: „panie – dużo gorzej – nie dość, że same żydy, to jest jeszcze jeden Syryjczyk”. Dzadka zamurowało – popatrzył na nas złowrogo jaką tu nam karę wymierzyć, ale że był mniejszy, to odszedł od nas, głośno pod nosem mamrocząc: „…głupie chu.e”! (Dla wszystkich młodszych czytelników informacja – Tedeusz Syryjczyk był mnistrem przemysłu w rządzie Mazowieckiego.)