Andrzej Lubowski: Czy leci z nami pilot?

17.03.2020

Korespondencja z USA

Photo by Sambeetarts on Pixabay

Donald Trump właśnie wystawił sobie cenzurką za zmagania z COVID-19. Ci z Państwa, którzy podejrzewają, że jest z siebie zadowolony, nie mylą się. Prezydent USA jest z siebie bardzo zadowolony. Więcej — jest sobą zachwycony. Jak zawsze.

8 lutego leciałem z San Francisco przez Miami do Guayaquil, największego miasta Ekwadoru. Na lotnisku w Guayaquil ekipa tamtejszych medyków sprawdzała moją temperaturę, świeciła latarką w oczy, zaglądała do gardła. Następnego dnia wylądowałem na lotnisku Baltra na Galapagos, gdzie czekała mnie ta sama procedura. 6 dni później statek, który miał mnie zabrać z małej wysepki San Cristobal, wysłał do mojego hotelu lekarza, który wypytał mnie, skąd przybywam, gdzie spędziłem ostatnie tygodnie i powtórzył badania z ekwadorskich lotnisk.

Tydzień później, 23 lutego, wracałem do domu. Na lotnisku w Miami odczekałem prawie godzinę w kolejce do kontroli paszportowej. Nikt mnie o nic nie pytał, gdy wjeżdżałem do USA. Nikt mnie o nic nie pytał kilka godzin później, gdy wsiadłem do samolotu Miami – San Francisco. Tego dnia miasto Wuhan, epicentrum epidemii w Chinach, władze w Pekinie odcięły od reszty świata.

Jeszcze 28 lutego, tego samego dnia, gdy liczba potwierdzonych zarażeń wyniosła 85 tysięcy, a liczba ofiar śmiertelnych sięgnęła 2900, Trump przekonywał, że cały ten wirus to zawracanie głowy, po prostu „hoax”, czyli bujda, wymysł Demokratów i innego plugastwa, aby mu zaszkodzić. Kilka dni później był przeciwko wpuszczeniu do portu statku „Grand Princess”, bo na jego pokładzie u kilku pasażerów stwierdzono obecność wirusa COVID-19. „Podobają mi się nasze wskaźniki. Nie chcę, aby się podwoiły z powodu jednego statku”. Prostym językiem – nie psujcie mi statystyk!.

13 marca, bez zająknięcia się, ogłosił stan nadzwyczajny.

Nie ma sobie nic do zarzucenia. Ani tego, że obciął fundusze na CDC – Centrum Kontroli Chorób, ani tego, że ostentacyjnie lekceważył ostrzeżenia naukowców, ani tego, że zwlekał z decyzjami, choć nie trzeba było być geniuszem, aby widzieć, co się dzieje wokół. Gdy wreszcie dotarło do niego, że kroi się kryzys, ilekroć się pojawiał przed kamerami, powtarzał bajki o milionach testów, które wędrują każdego dnia po kraju, i że każdy, kto chce się zbadać, i komu lekarz zaleca, może się zbadać. A wszystko to działo się, zanim moc produkcyjna wszystkich amerykańskich laboratoriów doszła do 25 tysięcy dziennie. Czyli kłamał jak z nut. Nieustannie i bez mrugnięcia powieką.

Ameryka zmarnowała czas. Zaprzepaściła szanse skorzystania z doświadczeń krajów, które poznały wcześniej niszczycielską siłę wirusa.

Błazenada Trumpa to wszystko nawet operetkowe, gdyby nie fakt, że ceną za jego niewiarygodną głupotę, ignorancję i arogancję będzie życie ludzkie. Setek tysięcy, w dobrym scenariuszu. Choć nie można wykluczyć i milionów.

Odpowiedź na pytanie postawione w tytule „Czy leci z nami pilot” brzmi po prostu „nie”. W samolocie rozlega się głos: witajcie w Ameryce. Mówi wasz pilot. Jestem właśnie w Mar a-Lago”. Wierzcie mi- jest SUPER!

P.S. A co z naszymi pilotami? Co z testami? Ile ich przeprowadzono? Im mniej, tym większe szanse, aby móc się chwalić, że radzimy sobie lepiej niż inni. Do czasu.

Andrzej Lubowski

Print Friendly, PDF & Email

6 komentarzy

  1. narciarz2 2020-03-17
  2. Obirek 2020-03-17
    • Andrzej Goryński 2020-03-18
  3. jrk 011 2020-03-22
  4. Andrzej Jeziorowski 2020-03-26
  5. jrk 011 2020-04-02
WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com