19.03.2020

Od wybuchu epidemii koronawirusa w Polsce i faktycznego zawieszenia kampanii wyborczej prezydent cynicznie i bezwzględnie wykorzystuje nieokreślony stan nadzwyczajny. Określony definiuje konstytucja, według której nie można w okresie obowiązywania przepisów o takim stanie prowadzić kampanii wyborczej i wybory należy przesunąć. Konstytucja jasno mówi, kiedy te wybory mogą się później odbyć. By tego uniknąć, władza, z udziałem opozycji wprowadziła stan zagrożenia epidemicznego. Ogranicza ona liczne wolności osobiste i prawa obywatelskie, jak w konstytucyjnym stanie nadzwyczajnym, poza jednym – nie ma wpływu na termin wyborów.
Kandydaci opozycji – wszyscy – zawiesili swoją aktywność. Podstawowym sposobem komunikowania się z wyborcami są spotkania z nimi, im liczniejsi uczestnicy, tym lepiej. I z tego właśnie narzędzia wszyscy zrezygnowali, nie chcąc narażać uczestników – także siebie i swoich sztabowców – na zakażenie wirusem.
Ale jednak – nie wszyscy, bo oto jeden z zapałem ruszył w Polskę z gospodarskimi wizytami, których organizacja i klimat są, jako żywo, kopią takich wizyt Edwarda Gierka, a współcześnie – Kim Dzong Una. Szpitale, wojsko, linia produkcyjna środka odkażającego w państwowym Orlenie – w telewizyjnym przekazie Andrzej Duda wypada atrakcyjnie w kurteczce czy mundurku, z zatroskaną miną wsłuchujący się w objaśnienia lekarzy, inżynierów i generałów. Towarzyszy mu świta służb, urzędników, kierowców i oficerów ochrony oraz tabun dziennikarzy, osobliwie telewizji państwowej.
I niech nikt nie rżnie głupa, twierdząc, że to wyraz troski pana prezydenta o zdrowie i dobrostan obywateli oraz że w ten sposób wypełnia swoje konstytucyjne obowiązki. Lepiej obowiązki by wykonywał, zbierając Radę Bezpieczeństwa Narodowego, czy autentycznie wspierając morale narodu, a szczególnie pracowników ochrony zdrowia.
Jeśli jest to wyraz troski, to tylko o wynik wyborów.
Politycy opozycji, ale także prawnicy, ale także poważni publicyści jednoznacznie stwierdzają, że przeprowadzenie wyborów w takich warunkach, wyborów uczciwych, w których wszyscy kandydaci mają jednakowe prawa i identyczne możliwości rywalizowania o najwyższy urząd w państwie, nie jest możliwe.
Profesor Włodzimierz Wróbel, sędzia Sądu Najwyższego, wybitny prawnik i odważny człowiek napisał: „wprowadzone [epizodyczną ustawą o stanie epidemicznym – przyp. PR] ograniczenia praw i wolności, w szczególności dotyczące swobody przemieszczania się, czy prowadzenia działalności gospodarczej, a także te ograniczenia, które można wprowadzić w przyszłości, jakkolwiek w pełni uzasadnione koniecznością spowolnienia rozpowszechniania się epidemii, odpowiadają wszystkim cechom stanu nadzwyczajnego w rozumieniu art. 228 Konstytucji”. (Włodzimierz Wróbel: W czasie stanu zagrożenia epidemicznego nie można przeprowadzić wyborów prezydenckich).
Z tego prostego, zrozumiałego dla przeciętnie inteligentnego człowieka argumentu wywiódł wniosek, że wybory w tych okolicznościach nie mogą się odbyć. Rzetelność i uczciwość nie pozwalają mu inaczej stwierdzić.
Inaczej jest z żądnymi władzy i utrzymania się przy niej politykami „Prawa i Sprawiedliwości”, którzy słyszeć nie chcą o przełożeniu wyborów.
Niestety, gadał dziad do obrazu. Obraz ma jedną odpowiedź – nic takiego się nie dzieje. Wszystko gra.
Słupki rosną i będą rosnąć, bo publiczność nie ma z kim Dudy porównać. W mediach – państwowych zwłaszcza – króluje (powinno się powiedzieć – prezyduje, ale nie można, skoro prezes jest jeden) prezydent.
Porażający był bezczelny cynizm Andrzeja Dudy, gdy ze świętoszkowatą miną, pełną obłudnej troski wyszedł 17 marca przed kamery, by zawracać głowę Polakom powiadomieniem, że przez kwarantannę ministra Wosia przesuwa o jeden dzień Radę Gabinetową. Wydarzenie zgoła błahe, ale wartość tych dwóch minut obecności w domach milionów Polaków w trakcie kampanii – bezcenna. Potwierdza się w ten sposób przekonanie, że Andrzej Duda nie ma zamiaru ustąpić, nawet o jeden dzień przesuwając termin wyborów. Duża część jego elektoratu kupuje ten miraż i ufa, że to wszystko z troski o zdrowie i bezpieczeństwo Polaków, a nie z zimnej kalkulacji, gdy katastrofa otworzyła przed Dudą okienko…
Wyjątkowo trafnie warunki nieuczciwej rywalizacji ilustruje zestawienie ponad 17 godzin w telewizji publicznej dla prezydenta z 44 sekundami dla kandydata Lewicy!
Agata Szczęśniak w „oko.press” podliczyła czas obecności kandydatów w TVP w lutym:
Andrzej Duda: 1 godzina 13 minut 30 sekund,
Krzysztof Bosak: 37 minut 22 sekundy,
Małgorzata Kidawa-Błońska: 30 minut 30 sekund,
Władysław Kosiniak-Kamysz: 15 minut 32 sekundy
Szymon Hołownia: 5 minut 37 sekund,
Robert Biedroń: 44 sekundy.
A przecież Andrzej Duda występuje nie tylko pod postacią kandydata. Oprócz czasu dla swojego Komitetu Wyborczego miał swój czas antenowy jako głowa państwa: 16 godzin 7 minut 45 sekund. Łącznie daje to 17 godzin 21 minut 25 sekund.
W takich warunkach bezczelnej dominacji w mediach publicznych, gdy jednocześnie nie można spotykać się bezpośrednio z wyborcami, by ich wysłuchać, przekonać, zachęcić (co Polacy dobrze rozumieją i akceptują, chodzi wszak o ich zdrowie i życie) – trzeba wziąć pod uwagę rozwiązanie atomowe: bojkot wyborów!
Piszę to z oporami i bólem: oto trzydzieści lat demokracji, w której świętym prawem obywatela jest wybór jego przedstawicieli, czynność, za której pośrednictwem każdy wrzucając kartkę do urny, inwestuje w wybrańca swoje nadzieje na lepsze jutro – diabli wzięli.
Nie tylko dzisiaj, gdy mimo wzmagania się fali zachorowań marionetkowy prezydent lansuje swoje wdzięki w telewizorze, ale w ostatnich czterech i pół roku brutalnego demontażu państwa prawa i fundamentów przyzwoitej polityki. Wszystko bowiem obóz Dobrej Zmiany podporządkował polityce skutecznej, której celem jest wyłącznie zwycięstwo i upokorzenie przeciwnika, a nie uporządkowanie państwa, przestrzeganie ustalonych reguł i procedur, rzeczywista praca dla przyszłości całej zbiorowości.
– Jak im się nie podoba, niech jadą – krzyknęła parę lat temu posłanka Hrynkiewicz pod adresem lekarzy-rezydentów.
Nie tylko oni przeszkadzają tej władzy, która chciałaby się pozbyć wszystkich niezadowolonych. A ponieważ nie jest to (jeszcze) możliwe, władza ich albo ignoruje, jak niepełnosprawnych w Sejmie, albo pokazuje im palec, jak chorym onkologicznie.
I właśnie tak robi teraz kandydat Duda: pokazuje rywalom środkowy paluch.
To nie jest uczciwa rywalizacja, w której debatuje się i przerzuca argumentami, walcząc o serca i umysły wyborców. Opozycja nie ma nic do gadania nie dlatego, że nie ma nic do powiedzenia, tylko dlatego, że nie ma dostępu do Polaków i jej przekaz pozostaje niemy.
Jeśli więc wyborów nie można przełożyć, bo decyzja jest w ręku głuchego na apele Jarosława Kaczyńskiego i nikogo więcej — a dla tego machera każde ustępstwo to klęska — i warunki nie pozwalają na prowadzenie normalnej kampanii, należy od stołu do gry znaczonymi kartami — wstać i odejść. Nie wolno decyzji odkładać, bo to gra w benkla się toczy.
Z szulerem się nie gra.
Szachrajstwo się bojkotuje.
Piotr Rachtan
PS: Determinację obozu rządzącego potwierdziła marszałek Witek 18 marca na konferencji prasowej, mówiąc, że „państwo polskie dołoży wszelkich starań, aby wybory odbyły się terminowo”. No cóż, niech PiS swoją sfałszowaną legitymację władzy samo sobie drukuje na Nowogrodzkiej. Objęło przecież siedzibę po drukarni…
Piotr Rachtan

Też jestem za bojkotem. Ale nie podzielam oporów i bólu Autora. Reguły demokratyczne zostały całkowicie zlekceważone dlatego byłby to bojkot tych, którzy niszczą samą istotę demokratycznych wyborów.
Się nie boję kota. Jak każdy przeciętny żółw. Ale one są skazane na taką jakąś pasywność. I żyją długo, ale nudno. Chyba że spotka je zupa. Na co właśnie się pokroiło naród.
Moim zdaniem trzeba tę farsę zaskarżyć do sądu, bo jest to ewidentne złamanie prawa, art 2 i 127.1 Konstytucji, Ordynacji Wyborczej, Traktatu o UE. Nie jestem prawnikiem, nie powiem, jak to zrobić, ale chyba ktoś to wie.
A może by zaskarżyć Dudę et consortes za powodowanie zagrożenia dla zdrowia i życia obywateli? Jest jakiś nakaz o ograniczeniu kontaktów, czy nie ma? Czy jest możliwość odbywania sterylnego głosowania, dezynfekcji lokali, rękawiczek jednorazowych, itp? Czy komisje mogą zagwarantować bezpieczeństwo własne oraz wyborców? Czy liczenie setek kart wyborczych nie będzie graniczyło z pewnością zakażenia? Co mówi prawo na te okoliczność? Tuz obok wisi artykuł z paragrafami kodeksu karnego.
Pamiętajmy, ze na szczycie tej hucpy stoi osobnik, który zwłoki własnego brata przerobił na surowiec polityczny. (Nie chce się tu odwoływać do gastronomii, ale zwykle mówi się inaczej.) Władzę zdobył rozdając ten surowiec z drabinki na Krakowskim, a jego partia jadła mu ten surowiec z ręki. Tacy ludzie nie mają żadnych hamulców moralnych. Opozycja się ciągle nabiera na własne nadzieje, ze jakieś hamulce jednak są. Bojkot będzie chybiony, bo władza zwiezie swoich autobusami i wygra przy frekwencji 5%. Im to zwisa, ze przy okazji zarażą kilkuset swoich zwolenników. Albo kilka tysięcy. Im nie przeszkadza pójście po trupach do władzy, bo raz już to zrobili. To są tacy ludzie i liczenie na ich przyzwoitość jest naiwnością. Natomiast zaskarżenie do sądów i prokuratury to może być jednak jakaś droga, jeśli to odpowiednio nagłośnić. Nawet, jeśli oni jednak zrobią te wybory, to będzie podstawa, żeby je potem unieważnić.
Przyłączam się do pomysłu bojkotu, ale warto go uszczegółowić kilkoma poważnymi działaniami:
1. Kandydaci opozycyjni powinni zawiazać jakis rodzaj porozumienia lub sojuszu na rzecz uczciwych wyborów, co oznacza przełożenie tychże na czas po zagrozeniu epidemicznym, zwanego dalej „sojuszem”.
2. Kandydaci opozycyjni powinni wskazać skalę zagrożenia Polaków w razie nie przełożenia wyborów –
– zagrożenie dla wyborców, zagrożenie dla członków komisji, pozbawienie prawa wyborczego chorych na koronowirusa oraz odbywających kwarantannę przez niemożliwość wzięcia udziału w wyborach. Suma tych zagrożeń uzasadnia poważne oskarżenie rządzących o naruszenie polskiej racji stanu i działania przestępcze w postaci narażania zdrowia i życia Polaków przez organizację wyborów. Sojusz powinien wezwać Polaków do masowego bojkotu wyborów jeżeli rządzący upierać się będą przy dacie majowej.
3. Sojusz powinien dokonać merytorycznej oceny działań rządu w zakresie przeciwdziałania epidemii.
4. Sojusz powinien, korzystając z ekspertów wypracować i zaproponować własny scenariusz ratowania zdrowia Polaków w zakresie epidemii oraz działań osłonowych dla gospodarki, pracowników i pracodawców, emerytów, rencistów i młodzieży dążąc do wprowadzernia tych pomysłów w życie.
5. W przypadku przeprowadzenia wyborów w maju Sojusz powinien z góry zapowiedzieć sfałszowanie takich wyborów przez brak równych szans, nieuznanie ich wyniku oraz bojkot osoby wyłonionej w takich wyborach na urząd prezydenta, jako pozbawionej jakiejkolwiek legitymizacji.
6. Być może Sojusz może zaproponować dużo więcej niż jestem w stanie w tej chwili wymyślić.
*
Mnie się zdaje, że upieranie się rządzących przy majowym terminie wyborów może, wbrew pozorom zaszkodzić im duzo bardziej, niż gdyby przełożyli termin wyborów na okres po opanowaniu epidemii. Do 10 maja pozostało jeszcze 50 dni i wydarzy się jeszcze wiele rzeczy zmieniających sytuację.
Bojkot wyborów przez obywateli z czynnym prawem wyborczym nie ma znaczenia.
To ci, co uzyskali (zdobyli wymagane podpisy) bierne prawo wyborcze powinni zbojkotowac wybory. Byc może udaloby sie przekonac nawet Bosaka (z tego, co sie orientuje podpisow nie zdobyl) do zaniechania staran o nie.
Wtedy dopiero bojkot mialby sens.
Wybory, a kandytat jeden.
Bojkot wyborów przez obywateli z czynnym prawem wyborczym nie ma znaczenia.
To ci, co uzyskali (zdobyli wymagane podpisy) bierne prawo wyborcze powinni zbojkotowac wybory. Byc może udaloby sie przekonac nawet Bosaka (z tego, co sie orientuje podpisow nie zdobyl) do zaniechania staran o nie.
Wtedy dopiero bojkot mialby sens.
Wybory, a kandytat jeden.
Na prośbę Z. Szczypińskiego:
Bojkot to ostatnia sprawa, jaka może zaszkodzić rządzącym. Ogłoszą swoje zwycięstwo, mówiąc, że opozycja sama uznała, że nie ma szans z ich wymarzonym kandydatem. Wycofanie się wszystkich pozostałych kandydatów, tak aby marszałek Sejmu musiała zarządzić nowe wybory, w warunkach tej władzy potraktowane będzie jako spór prawny, konstytucyjny, którego rozstrzygnięcie trzeba będzie powierzyć Trybunałowi Konstytucyjnemu – a ten orzeknie, co trzeba.
Niech wybory odbędą się, nawet w ostrym stanie pandemii, frekwencja będzie bardzo mała, bo ludzie nie pójdą do wyborów ze strachu (słusznego) przed Covid 19, niech ten prezydent ma legitymację 10% uprawnionych, niech tak się stanie. Ale nie jako skutek wezwania do bojkotu a ze swej zachłanności na władzę i ze strachu przed jej utratą. Czasy, jakie przed nami będą takie, że to, kto jest prezydentem ma jakby mniejsze znaczenie – tak myślę.
Bojkot byłby dobry, gdybyśmy grali z przeciwnikiem przestrzegającym jakichkolwiek reguł. Tak niestety nie jest.Można mieć pewność,że bojkot zostanie uznany za zejście z placu boju, a nieobecni racji nie mają.Nie chcecie głosować? Oddajecie prezydenturę walkowerem? To byłoby w ten sposób wykorzystane.
Rozwój epidemii , który oglądamy na przykładzie kilkunastu krajów, wskazuje,że mimo budzącej szacunek dyscypliny ludzi w Polsce , fala wzrośnie.Nie uda się ukryć liczby zakażonych przez ograniczanie dostępu do testów. Przy kwarantannie setek tysięcy – nie będzie chetnych do pracy w komisjach, ani zbyt wielu chętnych , poza naprawdę kochającymi Prawo i Sprawiedliwość – do wizyt w lokalach wyborczych. Poczekajmy jeszcze na koniec fali powrotów do kraju i na tych powrotów skutki.
A kandydatów zachęcajmy do wypracowania i ogłoszenia wspólnego stanowiska w sprawie terminu majowego wyborów prezydenckich.Miałoby to większe znaczenie, niż poszczególne, oddzielne głosy. Duda zostałby w pozycji : sam przeciwko większości – jako że większość obywateli głosuje na partie inne , niz PiSć
Jaką wiarygodność będą miały wybory przy 10% frekwencji z jednym AD kandydatem…??!
Taką samą jak Trybunał Konstytucyjny i KRS itd. I co? I nic.
Tzn jako naród na nic lepszego niż PIS i Kaczyński nie zasługujemy…
Jak powiedział Donald Tusk w wywiadzie dla GW, tylko wariat albo zbrodniarz może posłać ludzi do wyborów. Ja bym zastąpił „albo” łącznikiem „i”. Jeśli epidemia się naprawdę rozwinie, to wtedy nie będzie można zorganizować komisji wyborczych. Jeśli epidemia wygaśnie, to będziemy się cieszyć nawet mając Dude jako pajaca na sznurku. Tak czy inaczej, chyba można składać doniesienia do prokuratury i pozywać organizatorów za łamanie ich własnego prawa.
Kandydaci powinni wezwać Dudę do złożenia inicjatywy w sprawie przesunięcia terminu wyborów i zaprzestania prowadzenia kampanii teraz, Jeśli nie będzie reakcji: złożyć podpisy i tego samego dnia zrezygnować z kandydowania z powodu epidemii.