Zbigniew Szczypiński: Dzieje się!

22.03.2020

To już wiemy. Nic nie będzie takie jak było. Pandemia, a jesteśmy na jej początku, zmieni wszystko. To znaczy – dobrze by było, aby zmieniła. Czy tak się stanie – zobaczymy. W tym „my” w słowie „zobaczymy” mieszczę się niekoniecznie.

Pisałem tydzień temu, że świat po pandemii będzie na pewno inny — ważne, aby był lepszy. Ten ton, ta nuta stała się teraz powszechna, wystarczy otworzyć strony publicystyczne gazet czy portali internetowych. To dobrze – pytanie tylko jak długo potrwa ten stan wzmożenia moralnego i chęć zajmowania się takimi tematami „z górnej półki”.

Jesteśmy na początku drogi. Szpitale, jak dotychczas, przyjmują zakażonych, w szpitalach pracują jeszcze lekarze, pielęgniarki, ratownicy medyczni i cała reszta personelu. Patrząc na filmowe relacje z Lombardii – najbardziej rozwiniętego regionu Włoch, łatwo sobie wyobrazić co będzie się działo w polskich szpitalach, z ich materialną i kadrową mizerią. W polskich szpitalach, w których pracują lekarze, którzy nie wyjechali (pamiętamy okrzyk posłanki PiS-u – „niech jadą”, na sali sejmowej, w trakcie strajku lekarzy-rezydentów), w polskich szpitalach, w których większość pielęgniarek jest w wieku emerytalnym, w których dramatyczne brakuje sprzętu i aparatury ratującej życie – sceny oglądane na filmach angielskiej stacji telewizyjnej to „małe piwo” do tego, co może stać się w Polsce.

Jesteśmy w drugim tygodniu restrykcyjnych działań, jakie podjął rząd i jak na razie Polacy wykazują się nietypowym jak na nasz charakter narodowy zdyscyplinowaniem. To drugi tydzień – co będzie w drugim, trzecim miesiącu?

Obserwuję u wielu ludzi zachowania typowe dla paniki jako reakcji na stres tak silny, że nie byli w stanie go znieść. Zachowania te to absolutny rygoryzm w stosunku do własnej osoby – ja nie wychodzę z domu, mam zapasy na trzy miesiące, zamawiam tylko przez internet i niech mi zakupy dostarczą zgodnie z moim zamówieniem, ja przeżyję! To tak się nie da. Pełna izolacja powoduje stres tak głęboki, że nastąpi — to, co wiemy z badań i obserwacji społeczności izolowanych (są nimi więźniowie) – wybuch agresji, niekontrolowanych zachowań, groźniejszych w skutkach niż choroba, jaką niesie Covid- 19. Pomijam, że postawy takie są wyrazem krańcowego egoizmu – ja zostaje w domu, zamawiam przez telefon, a inni tacy niech przyniosą, co zamówiłem, a inni tacy niech upieką bułeczki, rozleją mleczko, zapełnia zieleniaki warzywami i owocami. Niech to zrobią inni, ja zostaję w domu.

Czas epidemii to dobry czas na przemyślenie – czy żyjemy w normalnym państwie, czy jest normalne, do przyjęcia, państwo, w którym, jego decyzją, nie gry sił rynkowych, lekarz zarabia w stosunku do pracownika banku śmiesznie mało. A i tak pamiętamy i autora i jego hasło – „pokaż lekarzu, co masz w garażu”. Czy jest normalnym państwo, w którym prezes Narodowego Banku Polskiego, banku banków, na konferencji prasowej, do kamery mówi, że NBP ma pieniędzy nieprzebrane mnóstwo, że żaden koronawirus nas nie pokona? Słuchając Adama Glapińskiego, mówiącego, że dysponuje on nieprzebraną ilością gotówki, zrozumiałem nareszcie, dlaczego płacił on swoim długonogim asystentkom o blond włosach takie pieniądze – 50 tysięcy miesięcznie plus premie. To jest chory system i on musi się zmienić. Zrozumie to również Adam Glapiński, gdy powali go chiński wirus.

Czy jest normalne państwo, w którym, po wprowadzonych podwyżkach płacy minimalnej, młody nauczyciel pracujący w publicznej, a więc państwowej szkole zarabia mniej niż woźny? Minister oświaty i wychowania, gdy zaczynała się wymuszona epidemią e-edukacja, wzywał nauczycieli do wyposażenia się w sprzęt: laptopy, komputery, a gdy ktoś ich nie ma — do wzięcia kredytu i zakupu potrzebnego sprzętu. To mówił minister polskiego rządu do polskich nauczycieli, którzy zarabiają jedną dwunastą tego, co asystentki prezesa NBP. Ten sam minister, nie dalej jak przedwczoraj, przypomniał i nawet wyznaczył datę, od której nauczyciele pracujący w systemie zdalnego nauczania mają przede wszystkim realizować podstawę programową. Tak jest, epidemia epidemią a wychowywanie nowego człowieka przede wszystkim.

I na koniec – premier, prezydent, marszałek sejmu, politycy rządzącego ugrupowania powtarzają jak mantrę – nie ma powodów do wprowadzenia stanu nadzwyczajnego, który powoduje przesuniecie wyborów prezydenckich, jakie mają się odbyć 10 maja. Oni mówili nie swoim głosem – to był glos Jarosława Kaczyńskiego. Teraz już nie muszą. Przemówił sam Jarosław Kaczyński i utwierdził przekaz dnia – wybory będą 10 maja.

Zapamiętajmy – tak mówi prezes rządzącej partii.

Wybory nie odbędą się 10 maja tego roku. Mogą odbyć się, jak dobrze pójdzie, 10 maja przyszłego roku.

I wtedy trzeba będzie rozliczyć obecną ekipę za całokształt.

Jak dotąd, co naturalne i dobrze opisane w literaturze przedmiotu, rządzącym rośnie. Zawsze w sytuacji zagrożenia ludzie mają tendencję do skupianiu się przy mających władzę jako tych, którzy mogą ich obronić. Ale tak jak rośnie poparcie na początku zagrożenia — tak spada, gdy wymknie się ono spod kontroli. To wie Jarosław Kaczyński i liczy, że do 10 maja nie będzie tego kolapsu w sondażach. Ale maj to będzie szczyt zachorowań. Oby wystarczyło sił polskim lekarzom i całej reszcie medycznego personelu.

Za dwa, trzy lata świat wyjdzie na prostą. Zagrożeniem staną się inne nadciągające klęski. Klęski, które są pochodną naszych działań, myślę tu o klęsce klimatycznej. Katastrofa klimatyczna będzie znacznie większa niż pandemie tego czy innego wirusa. Jeżeli przy władzy zachowamy takich ludzi, którzy nie wierzą w to, że ocieplenie klimatu i związane z nim klęski klimatyczne zależą od ilości spalanego węgla — a to jest wspólna cecha polskich władz — to biada wszystkim, którzy będą wtedy żyli.

Jesteśmy na początku drogi. Trzeba zmienić wiele, bardzo wiele. Wymaga to wiedzy — a nie wiary, że to Matka Boska nas obroni, wymaga wyobraźni, sięgającej dalej niż kadencja sejmu. I wymaga determinacji w działaniu, opartej o tę wiedzę i wyobraźnię.

Wybierając ludzi do ciał przedstawicielskich, do władz publicznych — trzeba patrzeć na nich przez pryzmat ich dokonań; tego, kim są jako ludzie, a nie na produkty sztabów marketingowych, które pieniądze z naszych podatków wydają na badania i działania ekip wyborczych.

I na koniec – może po pandemii w nowym świecie dojrzeje czas do wprowadzenia, choćby na początek w małym zakresie, ot na przykład w działaniach międzynarodowych ciał przedstawicielskich takich jak ONZ, systemu podejmowania decyzji przez maszynę myślącą, taką, jakiej jeszcze nie ma, ale będzie, samouczącej się, o inteligencji 1000-krotnie wyższej niż nasza, ludzka. Może katastrofa klimatyczna to wymusi.

Sztuczna inteligencja połączona z tzw. Deep learning to jeden z trendów, które rozwiną się w bliskiej przyszłości

Szkoda, że tego nie zobaczę.

Zbigniew Szczypiński

Polski socjolog i polityk


Ur. 11 sierpnia 1939 w Gdyni – poseł Unii Pracy na Sejm II kadencji. Działał w pierwszej „Solidarności”. Po ponownej legalizacji związku, od 1991 kierował Ośrodkiem Badań Społecznych w zarządzie regionu NSZZ „Solidarność” w Gdańsku.

Przewodniczący Stowarzyszenia Strażników Pamięci Stoczni Gdańskiej.
Więcej w Wikipedii

Print Friendly, PDF & Email

Jedna odpowiedź

  1. Jerzy Łukaszewski 2020-03-26
WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com