Telewizja pokazała (585)

30.03.2020

Towarzysz Stalin powiedział kiedyś: Niestety, budujemy socjalizm nie z takimi ludźmi, z jakimi byśmy chcieli, ale z takimi, jacy są.

Niestety, kapitalizm też budujemy z takimi ludźmi, jacy są, a nie z takimi, jakich byśmy sobie życzyli. Także klasa polityczna daleko odbiega od takiej, jaka by mi odpowiadała.

Może warto by też pomyśleć o innym elektoracie.

Jednym z najgorszych czynników jest typowy u nas bałagan i bezmyślność. Podam przykład. „Wyborcza” pisze o tym, że w związku z koronawirusem przesunięto terminy badań i zabiegów chorym onkologicznie. Pacjentka przyjechała do Warszawy na badania przed zabiegiem usunięcia guza, wyznaczonym na początek kwietnia, i tu dopiero dowiedziała się, że zabiegu nie będzie, być może uda się go zrobić w czerwcu. Nikt jej nie zawiadomił.

Czyli niewiele się zmieniło w tej dziedzinie. Jakieś 20 lat temu pojechałem odebrać ze szpitala onkologicznego znajomą po zabiegu. W szpitalu kłębił się tłum pacjentów, którzy tu zjechali z połowy Polski na wyznaczone badania. Ale kilka dni przedtem popsuła się aparatura do badań i nikt nie wiedział, kiedy zostanie naprawiona. Pacjentów o tym nie poinformowano – przyjechali niepotrzebnie. Inny przypadek opisywały media. W Centrum Onkologicznym tłum pacjentów obsługiwała jedna lekarka, bo pozostałym lekarzom zorganizowano w tym czasie konferencję. Pacjentów nie uprzedzono.

To nie są sprawy ideologiczne ani nie wymagają dofinansowania. To po prostu zła organizacja i zła kontrola, która tego szybko nie wychwytuje.

Niestety, mamy taką służbę zdrowia, jaka jest, a nie taką jak byśmy chcieli.

* * *

Prof. Marcin Król w swoim wystąpieniu w telewizji znalazł pewną zaletę kłopotów z koronawirusem. „To jest koniec niskiej pogardy dla ludzi wiedzy. To upadek populizmu. Ufamy specjalistom: profesorom, wirusologom. Ludzie wiedzy będą teraz w wielkiej cenie”, powiedział. Chodzi o to, że w obliczu epidemii dopuszczono do głosu fachowców, a rządzący opierają się na ich opiniach, czego wcześniej prawie nigdy nie robili.

Nie jestem takim optymistą. Widać, że rządzący wprowadzają zmiany wybiórczo, z opóźnieniem i działania dostosowują do swoich potrzeb politycznych. W takiej sytuacji, kiedy zagrażają nam klęski dotyczące zachorowań i rozpadu gospodarki, powinien powstać zespół fachowców, którzy by mieli możliwość szybkiego reagowania i podejmowania decyzji, które byłyby szybko wdrażane. Tymczasem dla rządzących najważniejszy jest ponowny wybór Dudy i wszystkie decyzje dopasowuje się do tego celu i przedstawia się je tak, jakby to on kierował ratunkiem państwa. Ze sceny publicznej, szczególnie z państwowych mediów, nie zniknęły kłamstwa.

A w sejmie premier Morawiecki w żywe oczy kłamie, że Unia nic nie pomaga państwom i tylko państwa narodowe mogą sobie poradzić z obecną sytuacją. Od razu wypunktowano, że Unia pozwoliła, aby niewykorzystane przez państwa członkowskie pieniądze przeznaczyć na walkę z koronawirusem. Polska ma z tego tytułu 7,5 mld euro; gdyby nie decyzja Unii, trzeba byłoby te pieniądze zwrócić. Przypomniano też, że Polska nie podłączyła się w porę do akcji bezpłatnych przelotów ludzi wracających do kraju, fundowanej przez Unię, a akcja LOT-u była odpłatna i dość droga. Politycy nie zmienili się, ich działania dalej są obrzydliwe i nakierowane na robienie wody z mózgu niezorientowanemu elektoratowi.

Trzeba powiedzieć, że niechęć polityków do wykorzystania opinii fachowców nie jest tylko cechą tej ekipy rządzącej. W przeszłości za różnych rządów powstawały naukowe opracowania, zalecające określone działania długo- i krótkoterminowe, i prawie nigdy nie były one realizowane. Także opozycja zapowiadała powołanie komitetów ekspertów, którzy mieliby doradzać partiom, ale jakoś nie widać było, żeby coś tu zostało zrobione. Platforma kilka lat temu powołała „gabinet cieni”. Na czele poszczególnych zespołów miały stanąć różne osoby, których zadaniem miało być „recenzowanie aktywności ministrów PiS-owskiego rządu”. Gabinet powstał, ale nigdy nie dowiedzieliśmy się niczego o skutkach jego aktywności.

Plus tej epidemii widziałbym w czymś innym. Zniknęło chamstwo polityków, wszechobecne i natarczywe. Pokazywani są zwykli ludzie, życzliwi, myślący, mówiący ludzkim językiem. Zapraszani do telewizji fachowcy mówią po ludzku, lekarze, pielęgniarki, ratownicy medyczni to dobrzy, odpowiedzialni ludzie, widzimy ich pracę i problemy, z którymi się borykają. Ludzie wspierają medyków, dostarczając im np. darmowe posiłki. Widzimy ludzką życzliwość, słyszymy dobre słowa. To cios w koszmarkowate PiS, które żywi się złymi uczuciami.

* * *

„Takie maseczki otrzymali lekarze jednego ze szpitali do zabezpieczenia siebie i pacjentów, w tym tych po transplantacji. I to dzień po tym, jak Sejm RP zrobił sobie miłe gadżety z okazji covid-19, rozdając profesjonalne maski posłom, którzy nie wiedzą jak lub nie chcą ich nosić” – napisało na Twitterze Porozumienie Chirurgów.

Zobacz obraz na Twitterze

* * *

Rozsądek i wiara nie zawsze idą w parze. U wikariusza wykryto koronawirusa, jest w szpitalu, a ostatnio odprawiał msze, udzielał komunii i uczestniczył w rekolekcjach w sąsiedniej parafii. W związku z tym kwarantanną objęto 140 osób.

Widać na tym przykładzie jak silne jest przywiązanie do rytuału, często powstałemu przed setkami lat, a jak mała wiara w istotę przekazywanych dogmatów religii i w zalecenia nauki. Jest to słabość wielu religii, gdzie w ten czy inny sposób przemycono rytuały magiczne, wierzy się w moc zaklęć, modlitw, które mają odwrócić zło (wynikałoby stąd, że Siła Wyższa palcem nie kiwnie, widząc zło, póki się jej o to nie poprosi), składanie ofiar (czy Bóg potrzebuje ofiar?), prostracje, błagania itp. I takie przekonanie, że Siła Wyższa w jakiś sposób kieruje zdarzeniami, więc nawet jak spotyka kogoś coś złego, to się przechodzi nad tym do porządku dziennego, a gorąco dziękuje za ocalenie. Porażającym dla mnie zdarzeniem było wystąpienie parę lat temu jakiegoś rodaka katolika, którego cała rodzina zginęła w wypadku samochodowym, a tylko on ocalał. Powiedział, że idzie do kościoła podziękować Bogu za swoje ocalenie.

* * *

Włoscy lekarze i pielęgniarki po wielu godzinach pracy na intensywnej terapii:

https://img.wiocha.pl/images/f/e/fe37382e4cce69d73968ee188f06f55d.jpg
Dobre pytanie

* * *

W ostatnich wyborach ten polityk otrzymał 3501 głosów. Teraz bez struktur zebrał 140 tysięcy podpisów w tydzień i to w trakcie epidemii koronawirusa.

Cud.

Newsweek podaje wyjaśnienie tego cudu:

WP dotarła do instrukcji wysyłanej do pomorskich działaczy PiS: „Koleżanki i koledzy. Pilne. W związku z zagrożeniem wycofania wszystkich opozycyjnych kontrkandydatów z wyborów musimy wspomóc w rejestracji jednego z kandydatów. […] Proszę o przygotowanie minimum 20 podpisów poparcia dla każdego powiatu”.

https://img.wiocha.pl/images/a/8/a8f9088d3aa47302db42e65935598372.jpg

* * *

Epidemia budzi to, co dobre w Polakach – wyjątkiem jest PiS. Wprowadzając w sejmie „tarczę antykryzysową” chroniącą przedsiębiorstwa, posłowie PiS dołączyli do niej nad ranem (sejm po staremu obraduje w nocy) poprawkę pozwalającą na korespondencyjne głosowanie osób przebywających na kwarantannie oraz osób powyżej 60 roku życia. Taką możliwość będą mieli także ci, którzy są w izolacji w domowych warunkach. Chodzi o to, żeby za wszelką cenę przeprowadzić wybory prezydenckie. Takie dołączenie poprawki to cyniczny szantaż – jej odrzucenie blokuje pomoc dla przedsiębiorstw, zresztą też niedostateczną.

Opozycja przypomniała, że w przeszłości Trybunał Konstytucyjny orzekł, iż nie można wprowadzać zmian w Kodeksie wyborczym na 6 miesięcy przed rozpoczęciem pierwszych procedur wyborczych. Tymczasem do 10 maja zostało mniej niż półtora miesiąca. Jak Państwo myślą – czy to miało znaczenie dla posłów PiS?

Może niektórzy posłowie PiS chcieliby się zachować po ludzku, ale na czele partii stoi cyniczny gracz, który w życiu nie wykazał się ludzkimi uczuciami, a statut partii pozwala mu wyrzucić każdego członka. Pisowcy przechodzą swoisty sprawdzian, ale zdaje się, że w polityce bogiem jest skuteczność, a nie współdziałanie dla dobra wyborców. To niewolnicy Jarosława, ale może czują się z tym dobrze?

Za przyjęciem tzw. tarczy antykryzysowej wraz ze zmianą ordynacji wyborczej głosowało 343 posłów, czyli niemal cały klub PiS i zdecydowana większość Koalicji Obywatelskiej. Przeciw była Lewica oraz klub PSL-Kukiz’15. Posłowie Konfederacji wstrzymali się od głosu.

Tej samej nocy sejm głosami posłów PiS odrzucił wszystkie poprawki senatu do budżetu na 2020 r., w tym wniosek dotyczący zwiększenia wydatków na onkologię o 1,9 mld zł, czy dodatkowych 4,6 mld zł na pensje dla nauczycieli.

* * *

Wśród rządzących chyba brak praktyków, stąd pogmatwane przepisy „tarczy antykryzysowej”. Tu by się przydał ktoś taki jakim był minister Mieczysław Wilczek, który wprowadził proste i jasne przepisy umożliwiające działalność gospodarczą (słynne „co nie jest zabronione, jest dozwolone”), dopiero potem biurokraci dopisali mnóstwo wyjątków i ograniczeń.

Zamiast wprowadzić proste oświadczenie właściciela firmy, pozwalające mu uniknąć obecnie płatności i zatrzymać personel, a rozliczyć go na przykład za rok, będzie musiał on przejść biurokratyczną mitręgę. Przy czym jedni przedsiębiorcy otrzymają ulgi a inni nie i zależy to od dziwnych kryteriów. Ktoś, kto ma przychód kilkanaście tysięcy, zostanie zwolniony z podatku, a ktoś kto ma większy przychód, ale sam dochód niewielki, nie będzie zwolniony.

Przy okazji rządzący postanowili przemycić mnóstwo przepisów niezwiązanych z „tarczą”, licząc, że przepchnie się je, bo czas nagli. To na przykład są propozycje zmian dotyczące ordynacji wyborczej czy przepis pozwalającej straży więziennej na użycie paralizatorów. Ten przymus pośpiechu udzielił się części opozycji, która mówi „zagłosujmy za propozycjami, a potem się je poprawi”, tak jakby na przykład nie można było wprowadzić już teraz poprawek w senacie.

Szkopuł w tym, że PiS nie przyjmuje żadnych propozycji zgłaszanych przez opozycję ani poprawek. Ich nieustępliwa postawa przypomina stary dowcip:

Ruszył z przystanku tramwaj, ale jeden człowiek próbował go dogonić i wsiąść. Niestety poślizgnął się i wpadł pod tramwaj, a ten obciął mu dłonie. Ale mimo tego człowiek zerwał się i próbował dogonić tramwaj, lecz znowu się poślizgnął i stracił stopy. Tramwaj się zatrzymał i pasażerowie wciągnęli ofiarę do środka. A ten obrócił zębami klapę marynarki, pokazał znaczek i zawołał: – „Proszę bilety do kontroli!”.

* * *

Jak podaje Warszawski Alarm Smogowy, o 8:00 w niedzielę w stolicy na al. Niepodległości stężenie pyłów PM2,5 było przekroczone o ponad 400 proc. (w pozostałych miejscach czujniki średnio wskazywały między 350 a 600 proc.), a PM 10 o 260 proc. Warszawa znalazła się na czele miast świata o najgorszym zanieczyszczeniu! A wydawałoby się, że wraz ze zmniejszeniem ruchu samochodowego powietrze powinno być lepsze.

Zdaniem Jakuba Chełmińskiego, autora książki „Smog: diesle, kopciuchy, kominy, czyli dlaczego w Polsce nie da się oddychać”:

Przede wszystkim nocą z soboty na niedzielę w Warszawie było zimno, temperatura wynosiła około zera stopni. Pierwsza przyczyna najprawdopodobniej jest więc taka, że przez to mocno grzaliśmy w swoich domach. Co więcej, w sobotę w ciągu dnia było bardzo ciepło, co wywołało zjawisko inwersji (pojawia się, gdy temperatura spada i zimne powietrze zostaje przy ziemi razem ze spalinami emitowanymi z kopciuchów i kominków). Nad miastem zgromadziła się czapa ciepłego powietrza, które nie uciekało w górę i nie mieszało się z tym zimnym położonym niżej. To zjawisko jest całkiem normalne i zawsze wywołuje lekki smog. Teraz jednak doszło do tego to, że wszyscy siedzą w domach i palą w piecach. Trzeba też pamiętać, że tu nie chodzi tylko o ogrzewanie kopciuchami wnętrz, ale także wody. Takie rozwiązania wciąż są bardzo popularne pod Warszawą, w tych budynkach trzeba palić nawet latem, żeby się wykąpać w ciepłej wodzie. W obecnej sytuacji ludzie palą zresztą nie tylko, żeby się ogrzać, ale też dla rozrywki. Zamiast wyjść do restauracji czy do kina, robią sobie wieczory przy kominkach, a przez warunki pogodowe (inwersję), dym utrzymuje się nad miastem jeszcze długo następnego dnia. 

Jest też inna dość prozaiczna sprawa. Wczoraj była bardzo ładna pogoda i ludzie ruszyli na działki, to przecież doskonałe miejsce na izolację na łonie natury. Przejeżdżałem koło takiego zagłębia i widziałem, że na dużą skalę zaczęło się tam wypalanie liści, gałęzi, traw oraz tych wszystkich śmieci, które się grabi. W Warszawie mamy mnóstwo ogrodów działkowych, więc to mogło mieć dość istotny wpływ na katastrofalną jakość powietrza w niedzielę.

* * *

C:\Users\Piotr\Pictures\Saved Pictures\na stres.jpg

PIRS

Print Friendly, PDF & Email
WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com