Telewizja pokazała (586)

 01.04.2020

Epidemia koronawirusa obnażyła słabości rządów, systemów i ludzi. Nawet bogate i zorganizowane państwa czeka trudny okres, a co będzie z biednymi? Pisałem o Indiach, które nie są przygotowane do niesienia pomocy milionom ludzi, a ze względu na biedę i gęstość zaludnienia czeka ich rozprzestrzenienie wirusa.

Koszmar trwa w Iranie. Władze ukrywają rozmiary katastrofy, ale nawet rzecznik ministerstwa zdrowia napisał ostatnio, że wirusem zakaża się 50 osób na godzinę, a jeden pacjent umiera co 10 minut. Dodatkowo sytuację pogarsza stanowisko duchowieństwa – ajatollah Chamenei nie pozwolił na wprowadzenie zakazu podróżowania między prowincjami i tysiące pielgrzymów roznoszą wirusa po kraju. Duchowni głoszą, że sam pobyt w mauzoleum Fatimy al-Masumy uodparnia na wirusa albo przyspiesza wyleczenie.

W Polsce nie odbiegamy od krajów islamskich, jeśli idzie o poglądy duchowieństwa. Niedawno polscy kapłani głosili, że „Chrystus nie zaraża”, więc nie należy ograniczać wizyt wiernych w kościołach. Teraz ksiądz Tadeusz Guz z Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego przekonywał w TV Trwam, że w kościołach w czasie nabożeństw wiernym nic nie grozi, bo „Bóg żadnych wirusów nie rozprzestrzenia”. Wyraził też pogląd, że w sprawie epidemii koronawirusa państwo powinno współpracować z Kościołem. A potem przekonywał, że wierni nie powinni obawiać się COVID-19 w czasie mszy czy innych nabożeństw:

– Niektórzy zaczęli się obawiać, że kapłan może zarażać. Kapłan ma po pierwsze konsekrowane dłonie. Po drugie, jako jedyna osoba w zgromadzeniu liturgicznym ma obmywane dłonie przy ofiarowaniu darów. Ma umyte ręce w sensie nie tylko takim, jakiego oczekuje minister zdrowia, ale także w sensie nadprzyrodzonym.

Żadne udzielanie komunii świętej nie zagraża ani jednemu Polakowi, bo jest świętym aktem. Nie jest miejscem przestrzenią i czasem rozprzestrzenianiem wirusów, tylko przychodzeniem Boga.

Piotr Milewski w Newsweeku pisze z Ameryki, jakie problemy ją czekają. Już teraz Ameryka przoduje w zachorowaniach na świecie. W USA pomoc medyczna to wielki biznes. Problem w tym, że mało kogo stać nawet na ograniczone ubezpieczenia, które nie zapewniają w razie choroby pełnej opieki medycznej. Poważna choroba oznacza bankructwo, a często i śmierć. Dlatego zarówno pracownicy, jak i lekarze przychodzą do pracy, nawet gdy są chorzy. Nie ma zwolnień lekarskich, nie obowiązują one pracodawców. Według statystyki z października ubiegłego roku, 90% zarażonych grypą pracowników umysłowych chodziło do pracy (leczenie groziło im bankructwem), 60% chorych lekarzy przyjmuje pacjentów.

Mieszkańcy USA wydają rocznie na leczenie 3,5 bln dolarów, czyli 17,5% PKB. Doba w szpitalu – sam pobyt bez żadnych świadczeń medycznych – kosztuje średnio 4293 dolarów. Obama próbował wprowadzić ubezpieczenia dla ludności, ale napotkał wielki opór. Prawica wmówiła ludziom, że to socjalistyczne rozwiązanie, a socjalizm w USA w świadomości wielu ludzi to wymysł diabła. To, co się częściowo Obamie udało, próbuje teraz zniszczyć Trump.

Jak pisze Milewski:

Gdy epidemia objęła pół kraju, lokator Białego Domu przestał ględzić, że „wirus jest oszustwem demokratów i mainstreamowych mediów”, „pewnego dnia w cudowny sposób zniknie”, a „chorzy w błyskawiczny sposób wyzdrowieją, nawet nie będą musieli iść do lekarza”. Teraz znów go korci, by „otworzyć gospodarkę po Wielkanocy, bo to specjalny dzień”. Przekonuje, że USA „radzą sobie znacznie lepiej niż Europa, mają najlepszych naukowców, lekarzy, pielęgniarki, dokonujących każdego dnia nadzwyczajnych rzeczy”. To też nieprawda.

Zarządzane przez finansjerę szpitale dysponują 2,8 łóżka na tysiąc mieszkańców, co znaczy, że Ameryka zajmuje 32. miejsce wśród 36 członków Organizacji Współpracy Gospodarczej i Rozwoju (OECD). Wskaźnik umieralności niemowląt wynosi 0,61 proc. (27. pozycja na świecie, m.in. za wszystkimi krajami Europy Środkowo-Wschodniej włącznie z Białorusią). Średnia długość życia jest bliska najniższej, jeśli chodzi o państwa rozwinięte.

Każdy kraj przeżywa kryzys. System ochrony zdrowia trzeszczy, a fala epidemii dopiero narasta. Gospodarki przeżywają wstrząs. Póki wszystko na świecie się kręciło, póty nie widać było mankamentów. Przypomina to jazdę na rowerze – póki się pedałuje, to się jedzie, zwolnienie powoduje upadek. Świat z powodu koronawirusa zwolnił.

* * *

Lekarz od rządu mam zakaz mówienia o pandemii wszystko inne dali ludzie

* * *

Z rzadkich sympatycznych wiadomości.

Lądownik na Marsie wyposażony jest w urządzenie „Kret” polskiej produkcji, przeznaczone do kopania gruntu. I nagle „Kret” przestał działać. Inżynierowie NASA wiedzeni polskim natchnieniem walnęli „Kreta” łopatą i zaczął działać.

* * *

Jakub Bierzyński, socjolog, prezes domu mediowego OMD, publicysta, ma niewesołe spostrzeżenia dotyczące naszej sytuacji i postępowania władz. Jego zdaniem kwarantanna domowa jest mało skuteczna. Azjaci mają doświadczenie z epidemiami i wybrali inną drogę.

W żadnym kraju azjatyckim nie zastosowano kwarantanny domowej. Oni wiedzą, że to nie działa. Dlatego, że kwarantanna jest skuteczna wtedy, kiedy dotyczy osób chorych, a nie wtedy, kiedy miesza się osoby chore ze zdrowymi. Przecież najwięcej zakażeń jest w rodzinie. […] Te osoby wzajemnie się zarażają. A potem ci zarażeni muszą wyjść – zrobić zakupy, iść do pracy, izolacja wszystkich jest niemożliwa.

W Azji, po pierwsze, zareagowano błyskawicznie. Natychmiast wprowadzono kontrolę sanitarną na granicach. Na Tajwanie np. wtedy, kiedy koronawirusa jeszcze tam nie było. Wprowadzono testy na obecność koronawirusa wśród wszystkich, którzy granicę przekraczają. A potem izolowano chorych w specjalnych ośrodkach – przeznaczono na nie hotele, sanatoria itd. Bo chorych trzeba izolować. Ale w prawdziwej kwarantannie, a nie w kwarantannie domowej.

JB ocenia, że PiS znakomicie kieruje nastrojami społecznymi i chce je utrzymać do 10 maja. Jego zdaniem to się nie uda, bo nie można zakryć rzeczywistości. Liczba zachorowań podwaja się co 48 godzin. Według naszych analiz 10 maja będzie 10 tys. zakażonych, więc nie ma takiej opcji, żeby się nie posypało.

Przewiduje, że jesienią skala bezrobocia będzie gigantyczna, będą miały miejsce liczne bankructwa i hiperinflacja. Ludzie w końcu zbuntują się, widząc niekompetencję władzy i liczne popełnione przez nią błędy. PiS upadnie… albo wprowadzi dyktaturę.

Mnie niepokoi możliwa sytuacja, kiedy PiS – ulegając prośbom opozycji – wprowadzi stan nadzwyczajny i utrzyma go przez następne lata, aż sytuacja zdrowotna i gospodarcza w kraju staną się lepsze. A kto wie, czy to nastąpi jeszcze za życia prezesa.

* * *

Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy zakupiła w Chinach dla lekarzy materiały ochrony osobistej i sprzęt medyczny. Żeby nie ponosić dodatkowych kosztów i szybko przywieźć zakupy do kraju, poprosiła MON o ich przywiezienie samolotami wojskowymi w ramach natowskiego limitu SALS. Otrzymali pozytywną odpowiedź i ustalono loty na 7-9 kwietnia. Po interwencji urzędników Kancelarii Prezesa Rady Ministrów sprawa upadła — KPRM uznała, że państwo pomoże w transporcie, ale potem przejmie ten sprzęt i to rząd sam zdecyduje, dokąd i kiedy on trafi, już bez udziału Wielkiej Orkiestry. Na to WOŚP się nie zgodziła.

Jerzy Owsiak:

Jesteśmy bombardowani telefonami ze strony szpitali, które nie są w systemie, a przeżywają ogromne trudności w codziennym zaopatrywaniu lekarzy i personelu medycznego w artykuły ochronne. Na dzień dzisiejszy najwięcej takich próśb otrzymujemy z oddziałów położniczych, gdzie każdego dnia mają miejsce porody. Niektóre ze szpitali nie mają dosłownie żadnych dostaw materiałów ochronnych. Tak więc, jak tylko transport zakupionego przez WOŚP wyposażenia medycznego (w tym 50 tysięcy pakietów indywidualnej ochrony osobistej) zostanie dostarczony do Warszawy, w pierwszej kolejności do tych właśnie oddziałów Orkiestra wyśle wsparcie.

* * *

Wirusolog prof. Krzysztof Pyrć cztery lata temu napisał artykuł „Ludzkie koronawirusy”, gdzie mowa jest także o zagrożeniach, jakie niosą. W wywiadzie prof. Pyrć mówi:

W przypadku koronawirusów średnio raz na dekadę pojawia się nowy wirus, który przenosi się na ludzi ze zwierząt. Pojawiały się w Chinach, na półwyspie Arabskim, a nie znamy jeszcze zagrożenia np. w Afryce. Proszę jednak pamiętać, że koronawirusy to niejedyne wirusy, które są dla nas niebezpieczne. W XXI wieku nawiedził nas już wirus Zachodniego Nilu, SARS, pandemia grypy, potem MERS, ebola, zika, odra, a teraz SARS 2. Tak że można powiedzieć, że wiedziałem, że coś takiego się wydarzy, ale nie podejrzewałem nawet skali wydarzenia. Nie było oczywiście wiadomo, gdzie pojawi się zagrożenie i kiedy dokładnie to się stanie.

Zagrożenie związane z chorobami wirusowymi nie istniało w świadomości społecznej. W przyszłości powinniśmy pamiętać o konsekwencjach nieprzygotowania, bo taka sytuacja wcześniej czy później z pewnością się powtórzy.

Jego opinia o wyborach i związanym z nimi zagrożeniem:

Wybory teraz to dla mnie kompletny absurd! Nawet jeżeli epidemia zacznie przygasać, to tak duże złamanie zasad może sprawić, że przyjdzie druga fala epidemii, która nas zmiecie.

* * *

C:\Users\Piotr\Pictures\Saved Pictures\Aaa.jpg

* * *

Jan Wilam, lekarz anestezjolog i właściciel wydawnictwa medycznego „alfa-medica press” z Bielska-Białej. Wydawnictwo przetłumaczyło i bezpłatnie udostępniło na swojej stronie internetowej przewodnik szpitala uniwersyteckiego FAHZU w chińskiej prowincji Zhejiang, który opisuje sposoby walki z koronawirusem.

Fragmenty rozmowy JW z Pawłem Pawlikiem (Onet):

– W Chinach sukces w walce z epidemią osiągnięto nie wskutek optymalnego leczenia chorych, ale na drodze decyzji administracyjnych — to kwarantanna i izolacja chorych doprowadziły do zmniejszenia liczby zachorowań.

To jakie będą następstwa epidemii w Polsce, nie zależy od tego, czy będziemy mieli w szpitalu 20 respiratorów, czy o dwa więcej. Oczywiście, niezbędny jest dostęp do badań diagnostycznych, potrzebne są środki indywidualnej ochrony — bez maseczek i kombinezonów ochronnych nie da się pracować. Ale działania polegające na gorączkowym doposażeniu szpitali nie będą miały kluczowego znaczenia.

Efekty będą zależały od tego, ile osób zachoruje. A zapobieganie zachorowaniu jest bardzo proste: siedź w domu, nie spotykaj się z innymi osobami, zabezpiecz osoby starsze. Tak jak napisałem we wstępie do polskiej wersji skryptu, kluczem do wygrania tej wojny są działania administracyjne i edukacyjne, a nie heroiczny wysiłek lekarzy, pielęgniarek, ratowników i wszystkich innych pracowników służby zdrowia.

– Nie chcę być złym prorokiem i nadal mam nadzieję, że nie zrealizuje się u nas do końca scenariusz włosko-hiszpański. Oba narody płacą wysoką cenę za swoje „luzackie” podejście do życia i odkładanie wszystkiego do jutra – włoskie „Va bene, domani” i hiszpańskie „Hasta mañana” nie sprawdzają się w czasach zarazy. Boris Johnson i Donald Trump też nie widzieli problemu, lekceważyli zagrożenie i „przegapili” początek epidemii. Już dzisiaj w USA jest więcej zachorowań niż w oficjalnych chińskich statystykach. Również wybory przeprowadzone we Francji nie były dobrym pomysłem.

My byliśmy w lepszej sytuacji — można było obserwować kraje, które w rozwoju epidemii „wyprzedzały” nas o tydzień czy dwa — i można było wyciągać wnioski. 10 dni temu pisałem, że decydenci służby zdrowia powinni myśleć o budowaniu wielkich polowych szpitali (dzisiaj dodam: wyposażonych w stanowiska do prowadzenia tlenoterapii), ale w momencie, kiedy trzeba było o tym decydować, nasi prominenci chwalili się, jak niskie są odsetki zachorowań i jak wysokie mają wskaźniki zaufania publicznego. Zresztą w wielu mediach nadal dominuje propaganda sukcesu. Ale jeżeli się kłamie w czasach epidemii, to kłamstwo ma krótkie nogi, bo rzeczywistość i liczba zgonów wszystko zweryfikują. W Polsce jest już epidemia. I nie można wykluczyć, że na święta będziemy mieli wariant włosko-hiszpański i trzycyfrową liczbę zgonów w ciągu doby.

– Nie potrafię odpowiedzieć, kiedy epidemia wygaśnie. Może za sześć tygodni, może za 10-12. Wiele zależy od nas. Dlatego powtarzam: ograniczmy kontakty, zostańmy w domu, zabezpieczmy osoby starsze i zagrożone ciężkim przebiegiem choroby.

Obserwować należy też strategie innych państw w walce z epidemią — przyszłość pokaże, w których krajach podejmowano optymalne decyzje. Pewne nadzieje wiązałbym też z najnowszymi doniesieniami medycznymi — weryfikacji wymagają zarówno doniesienia o dobrych efektach terapii skojarzonej stosowanej we Francji, jak i skuteczność prewencyjnego stosowania szczepionki przeciw gruźlicy wdrożone w Australii. I może to właśnie pozwoli wcześniej zdusić epidemię.

* * *

Epidemia koronawirusa jest przygnębiająca. Smutne doniesienia o chorych i zmarłych nakładają się na sytuację polityczną, która już przedtem działała deprymująco. Denerwuje bezsilność, kiedy obserwujemy głupie czy szkodliwe działania ludzi. Natura ludzka nie zmienia się i nie wiemy, co jeszcze wymyślą politycy, którzy głównie dbają o swoje interesy. Poza tym jesteśmy bezpośrednio zagrożeni – możemy zachorować i nawet umrzeć.

Powinna pomagać wiara, światopogląd, ale jakoś nie widać, żeby przekonania pomagały wielu osobom w osiągnięciu równowagi.

Istnieje wiele wyznań religijnych, gdzie wyznawcy nie uznają interwencji lekarza, gdyż wierzą, że jeśli Bóg zechce, to chorego uleczy. Jednym z takich wyznań są Christian Scientists (Stowarzyszenie Chrześcijańskiej Nauki). Tom Lehrer, opisując parędziesiąt lat temu napiętą sytuację polityczną, która groziła gdzieś wojną, powiedział, że ludzie poczuli się tam jak Christian Scientist with appendicitis, czyli wyznawca CS, który ma zapalenie wyrostka robaczkowego. Coś podobnego dzieje się teraz. Faktycznie, nie widać zmniejszenia niepokoju, powszechnego zaufania Sile Wyższej.

Jedną ze wskazówek, którą staram się kierować, jest rada, jakiej udzielił w „Bhagawadgicie” bóg Kriszna swemu ziemskiemu przyjacielowi Ardżunie. Była ona mniej więcej taka: Masz wpływ tylko na to, co robisz, ale już nie na skutki działania, więc staraj się robić wszystko jak najlepiej i nie przejmuj się skutkami.

Jest to logiczne. Czasem gryziemy się jakimiś swoimi działaniami w przeszłości, oskarżając się o głupotę, ale przecież w tamtym momencie byliśmy tak mądrzy, jak pozwalała nam sytuacja. Po co się więc gryźć przeszłością?

Staram się stosować do tej rady, ale wciąż się gryzę rozpatrując swoje przeszłe działania czy planując przyszłe. Znacznie lepiej idzie mi udzielanie mądrych rad innym.

* * *

Zdumiewające jest nachalstwo i cynizm pisowców. Państwo sobie wyobrażają korespondencyjne wybory? Najpierw trzeba przygotować jakieś 15 mln kart do głosowania, włożyć do kopert, zaadresować i wysłać. Listonosze muszą dostarczyć za pokwitowaniem, więc pewnie założą kombinezony i maseczki. Po wypełnieniu kart trzeba będzie je wysłać za pokwitowaniem, pewnie pocztą, chyba że będą umyślni kurierzy. No i potem komisje zakładają maski, rękawiczki itd. i sprawdzają karty.

I nikt w tej partii nawet nie piśnie, że to kretynizm, a powinni głośno wołać, ale jak wódz zmarszczy czoło to lepiej ogon pod siebie i udawać, że logika może wyglądać i tak.

PIRS

Print Friendly, PDF & Email
WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com