Καιρός – antybajka

03.04.2020

To jest ten czas. Czas lęku i strachu. Czas umierania i śmierci. Nigdy wcześniej w telewizjach i internetach nie ogłaszano z tak zabójczą regularnością i precyzją liczb: ilu zakażonych, ile zmarło…, a dopiero na koniec pojawiają się dane o ozdrowieńcach.

Czas upadku wielkich. Pewien znany człowiek Donald T., powiedział publicznie bodajże 29 marca, że problemem jest śmierć. Powtórzył potem to słowo kilkakrotnie w swoim wystąpieniu, licząc zapewne na to (a raczej jego doradcy, bo czytał z kartki), że przerazi to odpowiednio mocno 250 milionów Amerykanów i zostaną w domu. W kraju, w którym od stuleci trąbi się ludziom o wolności, wmawia, że na tym oparte jest ich życie. Teraz wszyscy mają się ograniczyć, pozbawić, przestać robić to, na co mają ochotę. W chwilę później prezydent USA, usiłował tchnąć w rodaków wiarę w wielkość swojego kraju. Mówił, że gdy skończy się ten koszmar, Ameryka odrodzi się błyskawicznie jeszcze silniejsza. Jednak widać było, jak bardzo jest zgaszony i złamany. Nawet słowa o renesansie mocarstwa czytał z podsuniętego tekstu.

Czas „wielkości” małych. Inny polityczny celebryta, Viktor O. z wdziękiem słonia zapewnił sobie to, na co miał nieskrywaną ochotę – władzę niepodzielną. A wszystko, dzięki wirusowi, a dokładniej za sprawą ludzkiej biedy, oparł się na powszechnym i najbardziej ludzkim uczuciu – lęku. Można by ukuć nowy termin, na aktualną jego postać: kowidofobia. Lub sarsofobia, jak kto woli.

Czas na antybajkę. Nie za górami ani za lasami, a całkiem blisko, na warszawskim Żoliborzu od wielu lat, żyje sobie pewien człowiek. Żadna bestia ani potwór. Ludzi w jego wieku, kiedy nie budzą sympatii, nazywa się starcami; sympatyczni – zyskują miano staruszków. On również ma καιρός. Od urodzenia było ich dwóch, zawsze i wszędzie, razem, nawet gdy nie widywano ich obok siebie. Każdy bliźniak monozygotyczny zna to podstawowe, rzec można immanentne, uczucie. Przypomina pewność, że w powietrzu jest powietrze. Dziesięć lat temu został sam. Co się wtedy stało, nikt się nigdy nie dowie. On sam tego nie wie. Takie tajemnice zabiera się do grobu. Żadna ekshumacja nie przyniesie sensownej odpowiedzi. I to był początek czasu destrukcji.

Niezmordowanie i skutecznie zaczął dokonywać zmiany. Demagogicznie i perfidnie nazywał ją dobrą. Miażdżąc po drodze wszystkich i wszystko, co mu się sprzeciwiało albo mogło sprzeciwić. Konstytucja, Trybunał, sądy, kultura, edukacja, media, państwo, cały kraj – od tej pory mają przypominać te z czasów, gdy obaj z bratem żyli w błogim, nierozłącznym związku. Nieprzypadkowo pojawiają się głosy oburzenia, że wraca PRL.. Tak, za chwilę na półkach będzie tylko ocet. Do realizacji celu jest już tak blisko… Przez 95 miesięcy regularnie powtarzał: jesteśmy już blisko, coraz bliżej. Nikt nam nie przeszkodzi. Był gotów sprzysiąc się nawet z tymi, których skrycie nie cierpiał albo nimi gardził, a nawet nienawidził. Przekupywał, szantażował, groził – ręka podniesiona na Kościół to ręka podniesiona na Polskę. Dokonał operacji mentalnego klonowania i otoczył się kilkoma „bliźniakami”. Gdy któryś zdradził, strącał go w niebyt, jak kiedyś Józef S. Swoimi działaniami udowodnił, że niemożliwe jest być po ludzku prawym. I spotkała go niespodzianka, bolesne zaskoczenie – pojawił się konkurent. Odrobina protein z osłonką zbudowaną z lipidów. Coś, co nie żyje, a zabija, jakby było najpotężniejszą istotą na świecie. Nastał czas wirusa.

Onego czasu, gdy SARS- CoV-2, zdominował wszystkie media i umysły, on poczuł się zagrożony w swojej władzy i pozycji. Szach – mat! Wszak był na ustach wszystkich. Jak król, o którym ciągle plotkują dworzanie, jak ojciec – despota, którego każdy ruch śledzą zatrwożone żona i dzieci, usiłując uprzedzić narastanie furii i uciec w bezpieczne miejsce lub wysłać ulubioną córkę, żeby udobruchała tatusia.

Szach – mat! Pojawił się cezar – cesarz wszystkich cesarzy. Po chwilowym nokaucie nasz protagonista zrobił to, co zawsze. Postanowił użyć wirusa. Robi wszystko, żeby na wirusowym ogniu upiec dwie pieczenie. Co najmniej dwie. Pierwsza to jeszcze większa władza, czyli afrodyzjak i spełnienie jednocześnie. Druga bardziej ukryta, ale niemniej ważna – odzyskał pole, które chwilowo opuścił, zepchnięty z piedestału.

Nadarzyła się sposobna okazja. Wybory. Świat i ludzkość zwarły się w morderczym uścisku walki z pandemią, miliardy ludzi zamykają się w domach, a on ogłasza: czas na wybory. Wie, że to ostatnia szansa, żeby przed śmiercią dokończyć dzieła. Niektórzy mówią, że podobnie jak w każdej porządnej i szanującej się sekcie, wyznawcy mają odejść do „lepszego świata” razem z guru.

Jednocześnie, pozornie przy okazji, ponownie zwrócił uwagę całego polskiego światka na siebie. Reflektory, telewizje, gazety, portale znowu pełne są głosów oburzenia, wymieniając jego nazwisko; jego społeczne role odmieniane są przez wszystkie przypadki. Politycy protestują, rezygnują z rywalizacji, oskarżają go morderstwo…

Dziennikarze i politolodzy wskazują na tło historyczne i polityczne konsekwencje jego posunięć albo publikują złośliwe i szydercze paszkwile – ujawniając intelektualną bezradność w zetknięciu z najzdolniejszym z uczniów Machiavellego. Prawnicy wskazują na łamanie prawa i konstytucji. Filozofowie grzmią na temat cywilizacyjnych i kulturowych następstw. Profesorowie psychiatrii mówią, że są nieszanowani. Nawet artyści zaangażowali się w batalię, modyfikując odpowiednio swoje zdjęcia profilowe lub publikując gorące apele na swoich instagramach i tweeterach. Zwykli ludzie zamieszczają na portalach społecznościowych mniej lub bardziej zabawne memy.

Nie wiedzą, co czynią, ponieważ myślę, że on się cieszy! Z każdego artykułu, felietonu pełnego złości, żalu, gniewu. Z każdej chłodnej analizy rzeczowo, krok po kroku, wyłuszczającej, co on takiego robi i dlaczego? Co nim kieruje, co myśli, jakie ma intencje, o co mu chodzi, z jakiego powodu działa tak – a nie inaczej.

Czas Jonasza. Jeśli chcecie go pokonać – zamilknijcie. Nie wymieniajcie jego nazwiska, funkcji, komunikatów. Nie komentujcie tego, co powiedział i zrobił – on i jego gwardia, nazywana zakonem. On działa według starej zasady: nieważne jak – dobrze czy źle, ważne, że o mnie.

Spójrzcie na jego minę, gdy siedzi w ławie sejmowej, pełen ukontentowania, Pewnie wyobraża sobie, co o nim myślicie i jego satysfakcja rośnie z minuty na minutę. Jeszcze nie raz was zaskoczy.

Jonasz

Print Friendly, PDF & Email

Jedna odpowiedź

  1. Arko 2020-04-04
WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com