30.10.2021

„Arianie”, Teatr Stary – Nowa scena, premiera 20 marca 2021
Czy można za pomocą środków stricte teatralnych, przedstawić traktat teologiczno-filozoficzno-moralno- społeczny, który jednocześnie jest: zrozumiały dla widza, budzi śmiech, porusza i zastanawia, nie upraszcza żadnej z wypowiadanych kwestii… A przywołując wydarzenia sprzed 500 lat, nawiązuje do aktualnych spraw, nie popada w gazetowy bełkot tudzież w tanie moralizatorstwo? Spektakl „Arianie” przynosi pozytywne odpowiedzi na te pytania.
Sześciu aktorów, dwie kobiety i czterech mężczyzn, wcielają się w niezliczoną ilość ról, rysując przed widownią zapełnioną do ostatniego miejsca, wzrost i upadek „najbardziej intrygującego ruchu religijnego intelektualnego i społecznego”. Tak nazywa Arian, czyli Braci Polskich, autor krótkiego opisu przedstawienia na stronie internetowej teatru. Z perspektywy Kościoła katolickiego była to kolejna herezja, odłam kalwinizmu, którego przedstawiciele głosili poglądy zaskakująco współczesne. Propagowali trzeźwy i rzeczowy, racjonalny stosunek do zapisów biblii, logicznie wywodząc z nich zarówno sprzeciw wobec dogmatu o Trójcy świętej, powszechną równość wszystkich ludzi, jak i płci, tolerancję dla wyznawców innych religii, powszechny dostęp do edukacji, wprowadzenie języka polskiego do nabożeństw i zakaz używania przemocy.
Przedstawienie zaczyna się od prezentacji video: na dużym ekranie pojawiają się kolejno, w dużym zbliżeniu, twarze aktorów, wygłaszających kwestie zaczynające się od Chciałbym zapytać… Pytania dotyczą relacji pomiędzy religią, kulturą, jednostką i społeczeństwem. Jednym z najważniejszych jest następujące: „Czy rozbieżność poglądów może prowadzić do ataku na osobę, która je głosi ?”
Po kilku minutach światła powoli odsłaniają scenę, zakrytą półprzezroczystą kurtyną, za którą widać sylwetki aktorów skupionych wokół mikrofonu. Śpiewają inkantacje, przywodzące na myśl mistyczne i transowe wokalizy mnichów buddyjskich. Po kilku minutach rozchodzą się po niezbyt dużej scenie i każdy z nich zaczyna odtwarzać monotonnie powtarzające się ruchy; wyglądają, jakby wykonywali mechaniczny taniec albo ćwiczenia tai-chi. Co kilka chwil jedna z postaci wydaje z siebie przeraźliwy krzyk, na który gwałtownie reagują pozostali. Nieruchomieją albo zaczynają wykonywać konwulsyjne ruchy. To zapowiedź, tego, co będzie się działo na scenie.
Autor tekstu i reżyser spektaklu Beniamin. M Bukowski zrekonstruował i zaprezentował w kilku, następujących po sobie obrazach początki myśli ariańskiej, a następnie poszukiwanie przez jej twórców bezpiecznego miejsca w XVI-wiecznej Europie, ogarniętej wojnami domowymi, herezjami i prześladowaniami Świętej Inkwizycji. Każde wydarzenie umiejscowione jest w czasie i przestrzeni poprzez cyfrowy wyświetlacz pokazujący rok i miasto, w którym rozgrywają się epizody. Gdy Arianie wygłaszają pochwały na temat państwa polskiego, podkreślając tolerancję dla różnych wyznań, z której słynie ono w Europie, widzowie wybuchają śmiechem.
Z perspektywy szesnastowiecznego racjonalisty, który uważnie i rzeczowo bada Pismo święte, stawia trudne pytania, nie boi się dyskusji, Polska jawi się jako światłe i nowoczesne państwo, które staje się bezpieczną przystanią dla otwartych umysłów poszukujących prawdy. Arianie szybko poszerzają swoje wpływy wśród ludności polskich miast i miasteczek, głosząc humanistyczne poglądy i żyjąc według nich. Nie na długo jednak, bo w kolejnych scenach ujawnia się rola Kościoła katolickiego. Aktor, który przed chwilą był jednym z Arian, zmienia wyraz twarzy, zakłada tekturową tiarę i błyskawicznie przekształca się w diabolicznego hierarchę, który poczuł się zagrożony z powodu rosnącego uznania dla nowych idei. I stopniowo, za pomocą intryg, nacisków i szantaży, którym poddaje głowę państwa, doprowadza do ograniczenia, a potem coraz ostrzejszych prześladowań Braci Polskich.
Wszystko to pokazane jest w formie dynamicznie zmieniających się scen; w języku gestów i symboli aktorzy odtwarzają nasilające się ataki na myślicieli-heretyków. Smakowitym (teatralnie!) kąskiem jest parodia pewnego programu telewizyjnego, który na scenie przybiera nazwę „Kościelne rewolucje”. W atrapie telewizora prowadząca program komicznie i z sarkazmem odtwarza przekaz telewizji publicznej pełen szczucia, szyderstwa i nagonki politycznej. Środki teatralne użyte w spektaklu sprawiają, że aluzje do aktualnej sytuacji społeczno-politycznej przekazywane są w formie inteligentnej, subtelnej i nie nachalnie.
Widownia reaguje żywo. Wielokrotnie słychać śmiech, np. po słowach arcybiskupa o nowej zarazie. Po chwili na widowni zapada głuche, pełne napięcia milczenie podczas sceny, w której krakowscy żacy, podburzani przez kler, organizują „pogromik”, bijąc, próbując utopić jednego ze znamienitszych Braci Polskich.
Arianie chronią się w Rakowie, tworząc tam najliczniejszą społeczność, która ściąga wiele światłych umysłów tamtego czasu. Akcja przenosi się symbolicznie do nowego miejsca, co zostało zaznaczone przez oderwanie pierwszej litery z neonu „KRAKÓW”, świecącego do tej pory w tyle sceny.
Stopniowo jednak robi się coraz mroczniej, narastają konflikty wewnątrz grupy wyznawców… Prawdopodobnie zamiarem reżysera było pokazanie starej prawdy: tam, gdzie dyskutuje dwóch Polaków, pojawiają się trzy sprzeczne opinie. Kościół katolicki nie ustaje w knowaniach. Szczególnie wymowny jest dwuznaczny taniec arcybiskupa z królem–władcą. W efekcie pojawia się oskarżenie Arian o zdradę i sprzyjanie Szwedom. Nowe edykty królewskie nie mają już nic wspólnego z dotychczasową tolerancją.
Nasilają się otwarte prześladowania, narasta chaos, krzyki, w powietrzu fruwają kawałki tektury i trocin. Jedna z postaci wygłasza długi monolog, piętnujący odpustowy blichtr katolickiej obrzędowości. W tle pokazano, w jaki sposób Bracia Polscy zostali wygnani z kraju, bądź zmuszeni do przyjęcia wiary katolickiej. Przelotna nadzieja na skryte istnienie Sióstr Polskich szybko zostaje rozwiana. One również zostają zmuszone do wyparcia się swoich przekonań.
Spektakl kończy się sceną, w której na metaforycznej mapie Krakowa aktorzy pokazują, w jaki sposób pozostałości po Arianach w postaci ulicy Braci Polskich zostały otoczone i zdominowane przez inne ulice św. Faustyny i ks. Figlewicza (spowiednika Karola Wojtyły).
Publiczność nagradza aktorów długimi brawami, a oni sprawiają wrażenie autentycznie poruszonych odegranymi rolami. Kiedy trzeci raz wracają na sceną wraz z reżyserem, każdy trzyma kartkę z napisem: ,,Stop torturom na granicy’’.
Spektakl na długo pozostaje w pamięci. Każdy kto się na niego wybierze, spojrzy na aktualną sytuację Polski w inny sposób. Arianie żyjący 500 lat temu mogą być przewodnikami na tej drodze.
Jonasz

Z przejęciem czytam recenzję/esej Jonasza z Arian w krakowskim Starym Teatrze. Nawet gdyby mi się nie udało obejrzeć spektaklu, wiem, że to prawdziwe wydarzenie teatralne. Optymistyczne – ponieważ w naszej historii byli kiedyś myśliciele religijni (Bracia Polscy). I pesymistyczne – bo w aktualnej wierze Polaków nie ma już miejsca na myślenie, tylko na emocje. Najczęściej złe, skoro są tak skutecznie wykorzystywane przez rządzących.
Jak tylko będę w Krakowie to wybiorę sie na „Arian”. To najbliższy memu sercu epizod (niestety to było tylko epizod) w polskiej historii. Trzy razy startowałem z wnioskiem na grand to NCN, który dostawał dobre recenzje, jednak nie znalazł łaskawości w oczach decydentów i planowanej książki o polskich braciach i ich wpływie na zachodnią myśl teologiczną (unitarianie w USA do dziś z nich czerpią) i filozoficzną (bez nich nie było by listu o tolerancji Johna Locka) pewnie już nie napiszę. Może młodsi temat podejmą bo warto. To właśnie polscy arianie udowodnili, że można być otwartym na innych i tych innych do Polski przyciągać. Katolicyzm wszystko stłamsił. I tak trwa do dzisiaj.