06.04.2020

W potocznym rozumieniu apokalipsa oznacza koniec świata. Tymczasem apocalypsis znaczy objawienie. Jest to gatunek zarówno religijny jak literacki. Było ich, apokalips, wiele: Eliasza, Ezdrasza, Jana, Maryi, Mojżesza, Maryi Słowiańska, Piotra tekst etiopski, Piotra grecki, Piotra z Nag Hammadi, Pawła, Pawła z Nag Hammadi, Sedracha, Sofoniasza, I Tomasza, II Tomasza[1]. Apokalipsa to wizja zapowiadająca przerwę, a nawet bezradność w twórczości człowieka. Wizja wymaga natchnienia, czyli stanu ducha i umysłu, który pozwala w sposób celny i formalnie doskonały formułować treści eschatologiczne. Chciałoby się także dodać – w sposób jasny. Ale to ostatnie, co o apokalipsach można powiedzieć. Jasność umyka z definicji apokalipsy także autorom „Małego słownika teologicznego”[2]. Piszą oni, że apokalipsy to wizje tego, co ma nastąpić, że przybierają formę pouczeń i wkraczają niedyskretnie w tajemnice Boga.
Apokalipsa jako objawienie wypełnia lukę między proroctwem a odkryciem tajemnicy. Zarówno proroctwo jak i tajemnica to kategorie metafizyczne.
Apokaliptyczna wersja historii poprzedza nasze pomysły co do tajnej czy konspiracyjnej jej wersji.
Encyklopedia Britannica z roku 1909[3] pisze, że źródłem apokalipsy są niespełnione proroctwa i powołuje się na opis widzenia z księgi Ezechyjela[4]. Zacytujmy oryginał, który jest rodzajem ówczesnej raportu futurologicznego lub tamtejszej literatury science fiction:
I zadrżą od obliczności mojej ryby morskie, i ptactwo niebieskie, i zwierz polny, i wszelka gadzina płazająca się po ziemi, i wszyscy ludzie, którzy są na obliczu ziemi; i porozwalają się góry i upadną wysokie wieże, i każdy mur obali się na ziemi. [5]
Źródłem niespełnionych proroctw jest prymitywna mitologia i kosmologiczna tradycja okresu magii, czyli przednaukowej nauki.
Prorok w tamtych czasach był nie jasnowidzem a urzędnikiem. W niektórych religiach, jak buddyzm, przetrwał do dziś. Jego celem było wieszczenie zwycięstwa Dobra nad Złem.
Wizja jest literackim wymysłem. Wymaga oczytania. Co wtedy czytano?
Przesłanie proroctwa różni się od przesłania objawienia. Proroctwo jest logiczne, pragmatyczne, polityczne. Apokalipsa jest religijna. Jednakże treść zarówno jednego, jak i drugiego zanurzona jest w świecie nieprawdopodobieństwa. Proroctwo daje do wierzenia, że jego treść jest słowem Boga. Zakłada ciąg dalszy rzeczywistości, podczas gdy apokalipsa jest obrazem świata całkowicie odmiennego, jeśli w ogóle można tu mówić o świecie. Wizje trafiały do wierzących. Ale kto był wtedy ateistą?
Prorok jako urzędnik przemawiał, a potem pisał jako autor, znany swoim słuchaczom i czytelnikom. Objawienie przekazywane z ust do ust było nieznanego autorstwa. Ten łańcuch kończył się w pewnym momencie czasowym. Prorok adresował przekaz do swoich współczesnych. Autor apokalipsy myślał o przyszłych pokoleniach. Jeden i drugi opierał się na historii narodu żydowskiego, czyli ówczesnego Izraela. Czy w innych kulturach religijnych apokalipsa nie jest znana?
Zjedz księgi!
Ostatnia część Pisma Świętego to Apokalipsa Św. Jana. W rozdziale 10 (akapity 8-9) podaje:
A głos, który słyszałem z nieba, znowu skierował się do mnie i mówił: „Idź, odbierz rozwinięty zwój z ręki anioła, który stoi częściowo na morzu, częściowo na lądzie”.
I poszedłem do anioła i powiedziałem mu, aby dał mi ten zwój niewielki. I mówi do mnie: „Weź i zjedz go, napełni on twe wnętrze goryczą, ale w ustach będzie jak miód słodki”[6].
Święty Jan wziął te księgi z Proroctwa Ezechyjelowego. W rozdziale III Proroctwa pierwsze trzy akapity mówią:
I rzekł do mnie: Synu człowieczy! Co przed tobą jest, zjedz; zjedz te księgi, a idź i mów do domu Izraelskiego.
Otworzyłem tedy usta swe i dał mi zjeść one księgi.
A mówił do mnie: Synu człowieczy! Nakarm brzuch twój, a wnętrzności twoje napełnij tymi księgami, któreć daję. I zjadłem je, i były w ustach moich słodkie jak miód[7].
Jak widać korzystanie z już istniejącej literatury na temat, który się porusza, jest zwyczajem wcale nie nowym.
Jedzenie ksiąg to akt przypominający niszczenie przekazu wypracowanego w więzieniu lub w komunikacji szyfrowej. Jaką tajemnicę zjadł Ezechiel? Czy on był adresatem rozkazu „zjedz!” czy jest tylko narratorem? Jeśli treścią przekazu miał być koniec świata, to jedzenie informacji nic nie dało. Księgi musiały zawierać tajemnicę. Tajemnicą nazwiemy wiadomość i system jej ochrony, kiedy przeznaczona jest przez nadawcę tylko do jednego odbiorcy. Czym, wobec tego jest koniec świata albo po prostu sam koniec? Jest to ustanie możliwości odnotowywania przez przestrzeń zachodzących w niej zmian. A także zniknięcie przestrzeni i czasu. A czas to lęk przed śmiercią. Jeśli wybitni fizycy zastanawiali się nad powstaniem wszechświata i próbowali użyć do rozważań aparatu matematycznego, to być może posłanie przybliżające odkrycie tajemnicy mówiło: zniszcz księgi. Tajemnica jest nie do odkrycia.
Możemy inaczej interpretować zjadanie ksiąg. Księga to przepis albo recepta. Produkt wykonany według przepisu lub recepty to potrawa, lub lekarstwo. Zjadamy je, dokonując skrótu między zapisem a zaspokojeniem głodu lub kuracją.
I jeszcze jeden skrót wchodzi w grę. Księga to Pismo Święte a przełknięcie to komunia. Te dwa symbole wydają się najdoskonalsze, choć słabością tego skrótu jest gorycz. Dlaczego komunia miałaby być gorzka? I dlaczego gorycz występuje tylko u św. Jana? Czy gorycz to smak Ostatniej Wieczerzy?
W egzegezie[8] czytamy: „Bóg poleca Apostołowi, aby odebrał zwój z rąk anioła. Anioł każe mu zjeść zwój. Jest to akcja o charakterze symbolicznym, wzorowana na zapisie z Ezechiela (por. Ez 2,8-3,9). Ze spożyciem zwoju wiąże się słodycz i gorycz, prawdopodobnie dlatego, że zwój zawiera objawione rzeczywistości: radosne i bolesne, opiewające miłosierdzie i sprawiedliwość”.
Tajemnica
„Każdy z nas jest w pewnej mierze tajemnicą”[9] – pisał Jerzy Grotowski. Jeśli nie znajdziemy objaśnienia tej tezy, pozostanie banałem. Wiadomość i sposób jej chronienia to tajemnica zarówno tego, kto jest w jej wnętrzu, jak i dla tego, kto jest poza nią. Twórca teatru pasuje się z Bogiem odnośnie do tworzenia światów, a zatem zna ją od środka. Może być przekaźnikiem przesłania boskiego, więc nie różni się od proroka, czyli urzędnika tajemnicy.
Ale może pozostać na zewnątrz sekretu. I wtedy nie rozumie aktu tworzenia świata czy spektaklu. Przystępując do dzieła graniczącego z objawieniem, Apocalypsis cum figuris, Grotowski rozwiązuje problem tajemnicy, do którego przystępował w „Fauście” Marlowe’a. Apocalypsis kojarzy mu się także z innymi dziełami o prawdach ostatecznych. Przypomnijmy, czym jest eschatologia, czyli próba objęcia rozumem i duchem skrajnych doświadczeń człowieka z Dobrem i Złem. Apocalypsis Grotowskiego jest jedynie heroicznym wysiłkiem, którego wymaga objawienie-ujawnienie tajemnic obecnych od zawsze w świecie literatury i sztuki. Każdy ma swoją indywidualną ich listę.
Lista Grotowskiego nie jest odkrywcza: niezrozumiały tekst św. Jana, Dostojewski, Eliott, Weil, Mann. Ale też Karol May, dla którego zabrakło miejsca w spektaklu. Grotowski chciał mu poświęcić osobno międzynarodową konferencję naukową. Nie ma też w spektaklu ani Śakuntali, ani Mahabharaty, a Indie, którym poświecił swoje prochy, okazały się przecież dla niego ważniejsze od Pisma Świętego. Grotowski pisał o swoim doświadczeniu z tajemnicami językiem uczonego, ale zaczynał prościej. Jego pierwsze teksty to reportaże z Azji Środkowej będące klasyczną literaturą faktu. O tym, iż wiedział, o czym pisze, zaświadcza fakt, że powołuje się na Ksawerego Pruszyńskiego. Opis pustyni Kara Kum to początek obcowania z tajemnicą. Ostatni akt natomiast to rozsypanie prochów nad Indiami przez członków zespołu Grotowskiego z Pontedery, którzy utrzymują miejsce „pochówku” mistrza w tajemnicy.
Dziś, kiedy Grotowskiego już nie ma, a jego przyjaciele Flaszen, Osiński i Krotoski puścili łódeczkę ze światełkiem wodami Gangesu, wrzuciwszy ją w Haridwarze, świętym mieście hindusów, Apocalypsis cum figuris sama jest tajemnicą. Co to za figury? Spektakl dzieje się w ruchu. Ruch zamiera momentami, żebyśmy mogli przyjrzeć się układom ciał, czasem najdziwniejszym. Wiele tam ruchu i bezruchu obrazującego świat intymny świętych. Bohaterowie są postaciami z Biblii, lecz powodują nimi instynkty i odruchy, przy których świadków nie trzeba. Kiedy zbliża się śmierć, czyli koniec świata, organizm chce przedłużenia życia. Stąd tyle erotyki a właściwie seksu w Apokalipsie Grotowskiego. On sam żył w celibacie. To jedna z cech jego teatru, który ma w sobie wiele elementów religijnych, a nawet boskich. Te (od teatr) od te-ologii różni się brakiem –atr lub naddatkiem – ologia. Akt stworzenia nie różni się od aktu pierwszego (w dramacie) i aktu płciowego.
W czasach zarazy pisać o tym lżej.
Czym jest teologia tajemnicy? „Tajemnica oznacza przede wszystkim działanie Boga wobec człowieka w historii, działanie, którego rezultatem jest zbawienie albo sąd”[10]. Ta definicja oznacza także teatr. Jest to święte miejsce, w którym realizuje się akt fantazji bazujący na mitologii.
Modlitewnik żołnierza
Kiedy żołnierz jest na froncie, jedyna tajemnica, jaka nie daje mu żyć, to odpowiedź na pytanie: „kiedy?” Jeśli mówimy o tajemnicy wewnętrznej żołnierza, to trzeba podkreślić, że byłaby to odpowiedź. „Kiedy mnie zabiją?”. Wiadomo, że ani na wojnie, ani w czasie pokoju odpowiedzi tej nie pozna. Natomiast z punktu widzenia kogoś, kto na żołnierza patrzy, tajemnicą jest pytanie: kiedy? (go zabiją).
Przywiozłem z Iraku „Polsko-angielski modlitewnik żołnierza”[11]. Wydrukowano w nim uproszczenie fragmentów z rozdziału XI i XII Apokalipsy św. Jana:
Świątynia Boga w niebie się otwarła i Arka Jego Przymierza ukazała się w Jego Świątyni. Potem ukazał się wielki znak na niebie: Niewiasta obleczona w słońce i księżyc pod jej stopami, a na jej (dlaczego małą literą? -k.m.), głowie wieniec z gwiazd dwunastu. Ukazał się też inny znak na niebie. Oto wielki Smok ognisty; ma siedem głów i dziesięć rogów a na głowach siedem diademów. Ogon jego zmiata trzecią część gwiazd z nieba i rzucił je na ziemię. Smok stanął przed mającą rodzić Niewiastą, ażeby skoro tylko porodzi, pożreć jej Dziecko. I porodziła Syna-Mężczyznę, który będzie pasł wszystkie narody rózgą żelazną. Dziecko jej zostało porwane do Boga i do Jego tronu. Niewiasta zaś zbiegła na pustynię, gdzie ma miejsce przygotowane przez Boga.
I usłyszałem donośny głos mówiący w niebie:
>>Teraz nastało zbawienie, potęga i królowanie Boga naszego i władza Jego Pomazańca<<[12]
Nie miałem czasu ani głowy w Bagdadzie, aby analizować ten fragment Apokalipsy, bo ją właśnie przeżywałem. Było po północny. Gejzer światła buchnął przed moim samochodem, a granat minął się z przednią szybą o kilka centymetrów. Lunęła lawina ognia z luf ochrony. Siedziałem z przodu i nie obchodziło mnie „kiedy”. Instynkt samozachowawczy mówił, że z tego wyjdę, że nic się nie dzieje. Rzuciliśmy się do przodu. Zaatakowany ucieka, cofać się nie wolno.
Gdybym był żołnierzem, myślałbym tak: świątynia otwarła się tuż przed samochodem. Gejzer to wielki znak. Księżyc pod stopami to symbol panowania nad doczesnością. Wieniec z dwunastu gwiazd? To Oda do Radości. Hymn Beethovena. Smok to całe Zło. Siedem głów to Zło Doskonałe, bo taką jest w Kabale liczba siedem. Dziesięciorożny to zło do potęgi. Zamiatający ogonem helikopter Chinook, który wykona z nami lot bojowy. Pustynia jest w Biblii symbolem opieki i ochrony. Czego moje doświadczenie nie potwierdza. Apokalipsa o instynkcie milczy.
Modlitewnik podpisał mi z dedykacją jeden z biskupów, który był na wojnie i który mówił językiem zrozumiałym dla żołnierzy, co pokazał w filmie „Kler” Ryszard Smarzowski: „Pan Bóg nie potrzebuje grzeszników. Zostawia ich, żeby się poprawili. Kto to powiedział? Jakaś pizda żydowska”. Szukałem w Babilonie kapelana, żeby mi powiedział, jak on rozumie ten fragment Apokalipsy. Szukałem go w namiotach wylepionych rozkładówkami „Penthouse’a”. Zakłopotany spuścił głowę. „Jak idzie na śmierć to myśli o przedłużeniu życia. Tak jest na wszystkich wojnach”.
Początki futurologii, czyli „jutroznawstwa”
Apokalipsa to zaczątek zwyczaju przewidywania przyszłości. Wszystkie religie znają tę metodę. We wszystkich językach jest czas przyszły. I do wszystkich pasuje parafraza tezy Wittgensteina: co się da przewidzieć, da się jasno przewidzieć, czego nie można przewidzieć, o tym trzeba milczeć. Prawie wszystkie futurologie biorą za punkt wyjścia koniec. Co będzie po końcu, jeśli być może. Wszystkie zakładają, zapewne obserwując los człowieka, że w pewnym momencie zegar biologiczny staje i nie da się naprawić. Apokalipsa będąca przepowiednią może być bardzo krótka. W części pism świętych jutroznawstwo sprowadza się nie do informacji o tym, co będzie, a do informacji, że jest ktoś taki, kto wie, co będzie.
(Królowie cudotwórcy) wiedzieli, czy miała wybuchnąć wojna, i wszystko było jasne dla ich oczu; wiedzieli, czy nastąpi rzeź, czy głód, czy wybuchną kłótnie…[13].
Świat opisywany przez apokalipsy jest straszny. W mezopotamskiej Enuma Eliš, która jest księgą o początkach świata, wszystko zaczyna się od apokalipsy. Koniec świata jest jego początkiem. Wojna bogów młodych ze starymi jest tak okrutna i przerażająca, że wszystko, co się będzie działo w świecie stworzonym z kawałków ciała Tiâmat, nie przerazi nas, bo niczego gorszego już nie zaznamy. Czytając Enuma Eliš, mamy wrażenie, że to wielki wybuch, od którego wszystko się zaczyna.
Wielka bitwa to także punkt odniesienia u Celtów, Chińczyków oraz hindusów[14]. Celtowie pomieszali ludzi i bogów, a także świat rzeczywisty i Tamten. Można było za żywota przejść z jednego do drugiego, żeby zobaczyć, jak tam jest. I dało się wrócić. Na Tamtym Świecie można było spotkać potwory, ale też i zwykłych mieszkańców tego świata. Można było przyłączyć się do ich rajskich uczt i zabaw. Przeszkadzały w tym potwory. Dochodziło do bójek. Natomiast prawdziwe bitwy rozgrywały się w mitologiach chińskiej i hinduskiej.
Bitwa na równinie Mu odbyła się trzy tysiące lat temu. Wojowały dwa światy a ściślej dwie pary dwu światów. Zresztą nie ma bitwy, w której uczestniczyłaby tylko jedna strona. Chińska bitwa wymagała udziału dwu dynastii Yin i Chou. Drugie pole bitwy zajęli nieśmiertelni: bogowie i duchy. Z kolei hindusi wojowali na polach Kurukszetry i na kartach Mahabharaty, w której opowiedziano najpierw ustnie, potem pisemnie wielką wojnę Baratów, czyli Indusów.
Bitwę, a raczej przygotowania do niej, znajdziemy nawet w historii pokojowo usposobionych Finów. Mówi o tym ich Kalevala. Opis świata, skąd przychodzi Zło, zajmuje kilkadziesiąt wersów siedemnastego runa. Epos kończy się jednak nie apokalipsą a narodzinami potężniejszego od bohaterów narodowych chłopca, którego powiła dziewica.
Celtowie czcili żywioły. Pandemia koronawirusa to jeden z żywiołów, o których mówi polska modlitwa: „Od powietrza, głodu, ognia i wojny zachowaj nas Panie”. O wodzie nie ma mowy. Woda jest święcona. Natomiast klęski od powietrza to tajfun, cyklon i trąba powietrzna. Czasami trucizna, jak w Bhopalu, gdzie z fabryki Union Carbide ulotnił się cyjanian potasu, zabijając ludzi, krowy i ptaki.
Koronawirus to żywioł nowy. Żaden znany. Pierwszy, który pokazał, co to globalizacja. Pierwszy, który wywołał wojnę światową we wszystkich punktach globu jednocześnie. Pierwszy, który pokazał, co znaczy fraza w języku knajackicm: „pójść po całości”.
Jest to jak u Celtów wojna na dwu polach – biologicznym i gospodarczym. I jak u nas – medycznym i politycznym.
Boccaccio patrzył na zarazę z przymrużeniem oka. Camus porównywał reportaż Daniela Defoe (a właściwie de Foe) z doświadczeniami mieszkańców Oranu, gdzie zresztą też widać czasem uśmiech. W Polsce odżył świat szekspirowski, gdzie władca podobny do Ryszarda III ma w dupie zarazę, lekarzy i chorych. Wszyscy aktorzy tego dramatu, od władcy jak u Andersena poczynając, chodzą bez masek. Twarz jest naga.
Bitwa, śmierć i narodziny to kolej zdarzeń w każdej mitologii. Nasza pandemia była przewidywana już od dawna. Pisała o tym wielokrotnie Arundhati Roy. Pisze także dziś[15]:
Historycznie — pandemie zmuszały ludzkość do zrywania z przeszłością i wymyślania świata na nowo. Obecna niczym się nie różni od przeszłych. Mamy bramę między jednym światem i następnym. Możemy przejść, ciągnąc za sobą przesądy, nienawiści, nasze chciwości, wydruki z banków, nasze martwe idee, martwe rzeki, zadymione nieba lub też przejdziemy lekko z małym bagażem, gotowi wyobrazić sobie inny świat. I gotowi o świat ten walczyć.
To samo pisze Olga Tokarczuk:
Na naszych oczach rozwiewa się jak dym paradygmat cywilizacyjny, który nas kształtował przez ostatnich dwieście lat: że jesteśmy panami stworzenia, możemy wszystko i świat należy do nas[16].
Moja Joasia mówi: „Świat zamknął nas w klatkach i uświadomił, że jesteśmy tu gośćmi”.

Krzysztof Mroziewicz
Dziennikarz, pisarz, dyplomata
Ur. 20 lutego 1945 w Słupicy koło Jedlni. Absolwent Uniwersytetu Warszawskiego; studiował na Wydziale Matematyki i Fizyki oraz w Instytucie Dziennikarstwa i Nauk Politycznych. Ambasador RP w Indiach w latach 1996-2000.
- Apokryfy Nowego Testamentu cz. 1 pod red. Ks. Marka Starowieyskiego, WAM Kraków 2003.
- K.Rahner, H.Vorgrimler Mały słownik teologiczny PAX Warszawa 1987 s. 19.
- The Enciclopaedia Britannica Eleven Edition vol. II Cambridge: at the University Press 1910, str. 169.
- Pismo Święte Starego i Nowego Testamentu podług textu łacińskiego Wulgaty, przekład X. Jakóba Wujka, tom II Michał Glücksberg MDCCCLX XIV (1874) s. 289 i dalsze.
- Biblia to jest całe Pismo święte Starego i Nowego testament z hebrajskiego I greckiego języka na polski wiernie przetłumaczone. Brytyjskie i Zagraniczne Towarzystwo Biblijne. Warszawa 1988 s. 779. (Przekład ten jest niemal identyczny z przekładem Wujka- k.m.).
- Apokalipsa świętego Jana Apostoła Przekład z języka greckiego i komentarz ks. Jan Kanty Pytel Wydawnictwo Świętego Wojciecha Poznań 2007 s. 38-9.
- Biblia op. cit. s. 739.
- Apokalipsa op. cit. s. 119.
- Grotowski. Teksty zebrane Krytyka Polityczna Warszawa 2012 s. 449.
- Mały słownik… op. cit.
- Wydawnictwo Ordynariatu Wojska Polskiego Warszawa 2003.
- Ibidem s.76.
- Popol Vuh Ksiega rady narodu Quiche PIW Warszawa 1980 s. 143.
- Indusi to mieszkańcy a hindusi to wyznawcy (k.m.).

Dziękuje, świetny tekst. Uwielbiam czytać Pana Mroziewicza. Erudyta.
Ale uciekły przypisy 15 i 16.