11.04.2020

Werdykt australijskiego Sądu Najwyższego, ogłoszony we wtorek 7 kwietnia 2020 w stolicy kraju Canberze, został przyjęty ze zrozumiałym entuzjazmem przez tych katolików, którzy nigdy nie wierzyli w winę kardynała George’a Pella.
Papież Franciszek tego samego dnia w swojej modlitwie wspomniał cierpienia niewinnych ofiar pomówień, a w czasie mszy w Wielki Czwartek w bazylice św. Piotra już wyraźniej modlił się za księży niesprawiedliwie pomówionych o niepopełnione zbrodnie. Czy w istocie wyrok Sądu Najwyższego oznacza ogłoszenie niewinności Pella i czy zamyka sprawę jego wykroczeń?
Przede wszystkim należy przypomnieć, że decyzja Sądu Najwyższego nie dotyczyła problemu winy czy niewinności Pella, tylko formalnej poprawności procedur prawnych wcześniejszych instancji. Trafnie oddaje to tytuł artykułu w opiniotwórczym piśmie środowisk akademickich o zasięgu globalnym, „The Conversation”: „Jak George Pell wygrał w Sądzie najwyższym w sprawie prawnych procedur” (How George Pell won in the High Court on a legal technicality):
How George Pell won in the High Court on a legal technicality
The High Court today granted Cardinal George Pell special leave to appeal, and unanimously allowed the appeal. In other words, Pell won. His convictions were quashed and he will be released from prison. Pell’s prosecution has been socially explosive and legally complex. The cardinal’s convictions by unanimous jury verdicts were a landmark event in Australian history.
Jednym z autorów jest Ben Mathwes, profesor prawa na Queensland University of Technology w Brisbane i autor dwóch książek poświęconych problematyce seksualnych nadużyć wobec dzieci.
Jednak to zwycięstwo nie zamyka sprawy, Pell będzie bowiem „musiał stawić czoło wielu innym procesom sądowym”, jak piszą w zakończeniu artykułu. A wtedy sąd będzie się zajmował winą podsądnego, a nie kruczkami prawnymi.
Autorzy przypominają główne wątki sprawy. Wyrok sądu z 2018 roku, który stwierdził winę Pella w sprawie pięciu przypadków nadużyć seksualnych wobec nieletnich. Zadziwiające jest, z jakim nakładem energii i sprytu zajęli się jedną tylko stroną procesu adwokaci katolickiego hierarchy. W ich wysiłkach nie pojawiła się w ogóle sprawa ofiar. Można powiedzieć, że jest to typowe zachowanie przestępców w sutannach na całym świecie.
Przez moment wydawało się, że w Australii rzecz wygląd inaczej. Pisał o tym profesor Jan Pakulski na łamach oko.press 16 sierpnia 2019 roku w niezwykle pouczającym artykule „Jak zapobiegać pedofilii w Kościele? Porównanie Komisji w Irlandii (klęska) i Australii (sukces)”. Jego zdaniem to właśnie sądy w Australii stanęły po stronie ofiar, te w Irlandii były zaś nazbyt uwikłane w „dyplomatyczne” układy z Kościołem katolickim.
Czy werdykt Sądu Najwyższego w sprawie George’a Pella zmieni optymistyczną wymowę artykułu Pakulskiego? Sprawa nie jest wcale jednoznaczna. Wszystko wskazuje na to, że ten chwilowy sukces może kosztować Kościół katolicki dalszą utratę wiarygodności. Wspomniany Jan Pakulski tak komentuje wyrok Sądu Najwyższego:
Chyba opinia publiczna reaguje bardziej racjonalnie niż elita prawno-polityczna. Pell jest szalenie niepopularny, ciąży na nim wiele poważnych oskarżeń i będą się przeciw niemu toczyły się dalsze procesy. Może ta kontynuacja oskarżeń — a także ujawnienie „wyredagowanych” fragmentów Raportu Królewskiej Komisji Śledczej z 2017 roku — przyczynią się w końcu do bardziej sprawiedliwego zakończenia całej „afery Pella”.
Sprawa jest pouczająca również dla ciągle niezałatwionych spraw wykroczeń, jakich dopuścili się niektórzy polscy hierarchowie katoliccy. W odróżnieniu od innych krajów, oskarżenia ciążące nad polskimi biskupami, nie zostały nigdy ani otwarcie przedstawione, ani tym bardziej osądzone. Wiemy o nich tylko dzięki determinacji niektórych dziennikarzy, którzy często wbrew oporowi własnego środowiska zdecydowali się o nich pisać, mówić i je pokazywać. Rola dokumentalnego filmu braci Sekielskich „Tylko nie mów nikomu” jest tutaj nie do przecenienia. Ciągle oczekiwana część druga zapewne tylko pogłębi ten stan rzeczy.
Pozostaje otwarte pytanie, czy wykorzystywanie własnej siły, również wpływów na organy państwowe i sądownicze, opłaca się Kościołowi w ostatecznym rozrachunku? Czy jeden z problemów, jakie coraz większa część polskich katolików ma z autorytetem Jana Pawła II, nie ma związku z jego niechęcią do otwartego zmierzenia się z przestępstwami niektórych hierarchów i wielu księży? Nawet jeśli polskiemu papieżowi i jego najbliższemu otoczeniu udało się na krótką metę zamieść niewygodne sprawy pod dywan, to na dłuższą metę uderzyły one rykoszetem nie tylko w niego, ale i w sam Kościół.
Osobiście martwi mnie, że dzisiaj papież Franciszek wpisuje się w tę samą logikę wybielania przestępców w sutannach. Co gorsza, wykorzystuje czas zarazy, by jeszcze raz stygmatyzować ofiary, które obciążają „niewinnych” przestępców. Bo tylko tak można zrozumieć jego modlitwy za Pella (niewymienionego z nazwiska, ale każdy, kto analizuje kontekst papieskich wypowiedzi, widzi, że to właśnie o niego chodzi). Czy argentyński papież zdaje sobie sprawę z konsekwencji takich słów? Kiedyś również i jemu historia wystawi rachunek, który i on będzie musiał zapłacić.
Warto przywołać głośny wykład Thomasa Doyle’a, wygłoszony na katolickim Uniwersytecie Gonzagi w Spokane w USA w październiku 2019 roku, poświęcony właśnie problemowi seksualnych nadużyć kleru katolickiego. Doyle jak nikt zna strategie wyparcia przestępstw popełnianych przez pedofilów w sutannach. Jego komentarz nie pozostawia żadnych złudzeń. Otóż jego zdaniem od samego początku ofiary nadużyć seksualnych zdawały sobie sprawę, że oczekiwanie na to, że Kościół instytucjonalny okaże im zrozumienie i współczucie — to strata czasu. Główne źródła takiego stanu rzeczy Doyle upatruje w kulturze klerykalnej, która bardziej chroni księży niż ich ofiary. Przy czym nieustanna obsesja hierarchii katolickiej, by za wszelką cenę bronić swojej reputacji kosztem cierpień ofiar, prowadzi do czegoś przeciwnego, czyli do utraty szacunku i zaufania. Dokładnie takiego skutku należy upatrywać w konsekwencji pyrrusowego zwycięstwa George’a Pella.
Szczególnie odrażający w kontekście afery Pella jest jego komentarz w formie listu otwartego opublikowanego w „The Weekend Australian” po wyjściu z więzienia 11 kwietnia. Otóż George Pell twierdzi, że człowiek wierzący potrafi sobie lepiej radzić z cierpieniem niż ateista (a skąd on to wie?). Warto ten list przeczytać w całości, ale wymaga to płatnego dostępu do witryny pisma.
Są w nim zawarte te wszystkie argumenty, które tak celnie i słusznie w podnosił Richard Dawkins w polemice w 2012 roku. Poczucie wyższości i brak świadomości, że jego postępowanie i zachowanie świadomie czy nie (Pell twierdzi konsekwentnie, że jest niewinny), było i jest źródłem cierpień dla wielu ludzi. Ciążą bowiem na nim nie tylko oskarżenia ofiar bezpośrednio przez niego skrzywdzonych, ale również tych księży, których Pell jako biskup krył. Krótko mówiąc, katolicki Kościół australijski ma przed sobą jeszcze długą drogę do prawdziwego i głębokiego nawrócenia, podobnie jak sam Pell.


„katolicki Kościół australijski ma przed sobą jeszcze długą drogę do prawdziwego i głębokiego nawrócenia”
Czy ja dobrze widzę? Kościół ma się sam nawracać? To jakaś pomyłka. Kościół jest od nawracania innych. Nawet, a może przede wszystkim, przeciwko ich woli. Sam Kościół się nawracać nie musi, bo Kościół wie lepiej, jaka jest wola Boga. Otóż wola Boga jest taka, ze za Kościołem stoi Pan Bóg osobiście, czego nie ma potrzeby dyskutować. Dla siebie Kościół ma „alleluja i do przodu”, a dla innych „będziecie potępieni”. No, chyba, ze zamkniecie jadaczki i spokojnie pozwolicie Kościołowi na to wszystko, na co Kościół ma akurat ochotę. Oto słowo paaaanskie! Panuuuuu niech będą dzięęęęęęęki!
Muszę, się niestety zgodzić z dużą częścią komentarza. Niestety, bo ze smutkiem. Niestety, bo wołałbym, żeby było inaczej. Ale zdaję sobie sprawę – tak mi się przynajmniej wydaje – z pewnych…..mechanizmów, głęboko wpisanych w formację duchownego, już w seminarium, która pewnym typom umożliwia lub wzmacnia wewnętrzne przyzwolenie na najgorsze bezeceństwa. Mechanizmów trudnych do przezwyciężenia, jeżeli w ogóle jest to możliwe. Gdy do tego dochodzi jeszcze stopniowa, najbardziej destruująca moralność – u pewnych typów i tak lichą – najbardziej uzależniająca używka władzy, to mamy na wyjściu obraz, który opisał, precyzyjnie wypunktował i to nie po raz pierwszy Profesor Obirek. Czy to będzie kropla drążąca skałę? Czy może walenie głową w mur? Czas pokaże.
A pozostali hierarchowie? Czy działa tu znana zasada: kto jest bez grzechu niech pierwszy rzuci …. Czy może paniczny lęk, że wyjęcie jednego kamienia z tamy spowoduje absolutny kataklizm i powódź?? W takiej sytuacji mawia się: Bóg raczy wiedzieć. No i może trochę Profesor Obirek i inni którzy znają sprawę od środka.
Przeważnie jednak ludzie zmieniają się wtedy, gdy muszą. Co jest źródłem przymusu to już zupełnie inna sprawa, chociaż, to jest najciekawsze. Być może takim przymusem okaże się dokonany kataklizm.
Najgorsze jest to, że wierni traktują kapłanów jak nadludzi i nie chcą uwierzyć w ich winy. Jest jak w tej anegdocie:
Pewien Żyd przekonywał drugiego, że znany mu rabin jest wręcz święty. – „On w każdy piątek wieczorem rozmawia z samym Bogiem!”
– „Ale skąd o tym wiesz, może to nieprawda?” powątpiewa kolega.
– „Jak to, sam rabin nam o tym mówił!”
– „A może on was oszukał?”
– „Coś ty, człowiek który w każdy piątek rozmawia z samym Bogiem, nie mógłby nas oszukać!”.
Świetne!
Dla mnie ciekawe jest śledzenie mechanizmów wypierania winy, co znakomicie pokazali Sekielscy w „Nie mów nikomu” i zapewnie w następnym filmie, na który wciąż czekamy to się jeszcze pogłębi. Przecież ci pedofilie w sutannach w ogólnie nie zdawali sobie sprawę (albo nie chcieli sobie z tego zdać sprawę) jakiego spustoszenia dokonali w dziecięcych psychikach. To samo zresztą znakomicie pokazał film „Spotlight”. U nas książka Ekke Overbeeka „Lękajcie się” właściwie przeszła bez echa. Lista jest długa… czy już tak zostanie? Pewnie to zależy od każdego znas czy się zgodzimy na taki stan rzeczy czy też będziemy próbowali go zmienić.
A ja nie mam pewności czy można w ogóle mówić o wypieraniu i o winie. A na pewno, nie o poczuciu winy. Bo to zupełnie coś innego niż wina, jako taka. Jeżeli mamy do czynienia (załóżmy) z osobnikami, których (w dużej, może lwiej części) można określić jako perwersyjnych psychopatów, to poszukiwanie u nich winy może przypominać (przepraszam za banalną metaforę) szukanie suchego kamienia w morzu. Czyli czegoś, czego w nich nie ma. Ergo również nie będą wypierać tego, czego nie ma. Mogą najwyżej, kłamać, zaprzeczać – nawet skonfrontowani z faktami. Może nie nawet, ale właśnie dlatego, że zostali postawieni przed ścianą. A spustoszenie w dziecięcych psychikach? Może psychika dzieci, których nadużywali, kompletnie ich nie obchodziła. To byłoby spójne z hipotezą o ,,psychopatyczności”. Gdyby przejmowali się konsekwencjami takich czynów, nie popełnialiby by ich. A po drugie, żeby coś wypierać trzeba być dosyć dojrzałym psychicznie. Wyparcie to dosyć wyrafinowany mechanizm obronny. Nie ma nic wspólnego z prymitywnym kłamstwem
Dziękuje za te uwagi dają do myslenia
Przyszło mi jeszcze do głowy, że Papież Franciszek, jest przekonany o braku winy Pella. I z tego powodu włączył do modlitwy wielkoczwartkowej niewinnie oskarżanych. Patrząc na jego dobrotliwe i strapione oblicze trudno mi uwierzyć, że świadomie broni oprawcy. Może nie wie, że się myli. Wiem, że posypią się na mnie gromy za naiwność, ale trudno.
Się cały czas zastanawiam. . Widzimy skrajności, bo one wystają nad wodę. Ten jedyny warszawski seryjny morderca, dziesiątki ofiar, co odniosły ciężką krzywdę… Nie widzimy wielu innych, co się nie zgłoszą, bo może traktowali to jak dalszy ciąg „zabawy w doktora”, z dziwnie wyrośniętymi już, a ciągle psychicznie infantylnymi ludźmi w czarnych sukienkach, co tak serdecznie, cichym głosem, namawiają do tych rzeczy. Ja np. miałem jako dziecko bardzo silną barierę wstrętu do obcego dotyku. Nawet do przyjaciół moich rodziców. Ale wiemy, że to nie jest powszechne. I dość dokładnie zbadane, w odniesieniu do rozwoju dziecka, seksualności pokwitania itp. Więc różni mieli różnie.Piszę to wszystko tylko, abyśmy uświadomili sobie, że całości zjawiska jeszcze nie poznaliśmy. Być może nigdy nie poznamy. Być może nie musimy. Dla porządku : właśnie z powodu mojej predyspozycji psychicznej i paru przeżyć (nie tragicznych) mam do pedofilów zapamiętany lęk dzikiego zwierzęcia.
Otwiera Pan ( i zamyka) ogromny obszar, który (według mnie jednak) wymaga opracowań, naukowych, psychologicznych, filmowych i literackich. I zapewne tak powoli będzie. Sygnalizując tylko: być może są dzieci, które takiego lęku dzikiego zwierzęcia miały mało? Swoją drogą niezwykle trafne sformułowanie.
W wielkanocnym liście do wiernych kard. Pell napisał m. in. że w czasie odbywania „niezawinionej kary” w więzieniu „pocieszająca byla świadomość, że [swoje cierpienie] mógł ofiarowac Bogu”. Zupelnie tak samo, jak niecałe dwa miesiące temu bp Szkodoń. Wygląda to na jakąś przemyślaną strategię Kościola, bo z kard. Dziwiszem chyba się nie kontaktowali?
Nie widzę powodu, by za tego rodzaju „duchowe porady” płacić 14 dolarów – dlatego podrzucam link do bezpłatnego tekstu z obszernymi fragmentami tego kuriozalnego „listu pasterskiego” australijskiego hierarchy.
https://www.catholicnewsagency.com/news/cardinal-pells-easter-message-we-can-redeem-our-suffering-by-joining-it-to-his-99509
Skoro o kosciele australijskim mowa, to chciałbym polecić miniserial HBO pt. Owieczki Boże.
Sportretowany tam jest jako postac drugoplanowa jeden biskup. Miałem wrażenie, że autorom serialu chodziło o konkretną osobę.
W odpowiedzi na wielkanocny list otwarty kard. Pella – cytat z 20. Listu św, Jana od Krzyża
“Gdy doznasz goryczy i przykrości, pomnij na Jezusa Ukrzyżowanego i milcz.”
Z listu do mnie znawcy problemu: „Poor bastard might have been better off in jail”. A powód takiego stanu rzeczy: „George is still in a world of shit though because now the Vatican is opening and investigation and he is the target of several civil law suits plus some new victims have just come forward”. Nie tłumaczę bo prawdopodobnie komentujący i czytający komentarze czytają przde wszystkim komentarze anglojęzyczne. W polski pojawiły się tylko głosy triumfu. Myślę, że niebawem ich tonacja się zmieni. Wynik procesów może być dla nich zaskakujący.
Z listu do mnie znawcy problemu: „Poor bastard might have been better off in jail”. A powód takiego stanu rzeczy: „George is still in a world of shit though because now the Vatican is opening and investigation and he is the target of several civil law suits plus some new victims have just come forward”. Nie tłumaczę bo prawdopodobnie komentujący i czytający komentarze czytają przde wszystkim komentarze anglojęzyczne. W polski pojawiły się tylko głosy triumfu. Myślę, że niebawem ich tonacja się zmieni. Wynik procesów może być dla nich zaskakujący.
Dostaję coraz więcej głosów, że dla Pella byłoby lepiej gdyby pozostał w więzieniu. najbliższe miesiące przyniosą odpowiedz czy jest to słuszne twierdzenie
Jeśli ktoś tu jeszcze zaglądnie to warto doczytać jak się sprawy mają po odtajnieniu tzw. raportu królewskiego w sprawie chronienienia notorycznego księdza pedofila Gerald Ridsdale przez Pella, rozpisuje sie o tymszeroko prasa autralijska to link to jednego z tekstów: https://www.theage.com.au/national/pell-knew-in-1982-that-ridsdale-was-moved-to-save-church-from-scandal-20200507-p54qr9.html