27.04.2020

Wielce Szanowni Państwo! Drodzy Przyjaciele!
Stwierdzenie, że mamy do czynienia z „czasem niezwykłym” jest banałem. Jednak „niezwykłość” ta niesie ze sobą wiele niepokojących pytań. Także tych dotyczących sfery publicznej. Wielu z nas czuje, że stanęliśmy w jakimś punkcie zwrotnym. Może się tak zdarzyć (czy jest to już przesądzone?), że w ciągu następnych 2-4 tygodni Polska stanie się zupełnie innym krajem.
Jak do tego doszło? Co to oznacza? Jakie mogą być dalsze scenariusze?
Pozwalam sobie podzielić się z Państwem moją refleksją na ten temat. Jeśli ktoś z Państwa znajdzie chwilę i zechce przeczytać załączony tekst — będę bardzo wdzięczny. Jeśli zechce się nim podzielić z innymi osobami — tym bardziej.
Dlaczego go napisałem — wyjaśniam na samym początku. Towarzyszyła w tej pracy m.in. myśl o moich kolegach z lokalnego środowiska, którzy zaangażowali się w działania wspierające obecną władzę. Jedni mniej, inni bardziej, niektórzy… całym sobą. Pisałem z myślą o naszej przyszłości. Jak się „pomieścimy” w Polsce i czy będzie ona wspólna?
Więc wysyłam ten tekst także do nich. Liczę, że go przeczytają. I pomyślą: co dalej? Czy TAK to ma wyglądać, jak do tej pory? Co więc będzie następnym krokiem?
Ale te pytania tak naprawdę stają z całą mocą przed nami wszystkimi.
To nie jest lekka lektura — zdaję sobie z tego sprawę. Ale czuję, że naszym obowiązkiem jest myśleć i dzielić się z innymi, także (a może przede wszystkim) niepokojami dotyczącymi przyszłości naszego kraju. Stąd — głos przestrogi.
Pozdrawiam serdecznie, pozostaję z wyrazami szacunku oraz nadzieją (!), że złe scenariusze nas nie dotkną. Choć…
Cezary Obracht-Prondzyński
Prof. zw. dr hab., socjolog, antropolog, historyk.
Urodził się w Bytowie w 1966 r.
Pracuje w Instytucie Filozofii, Socjologii i Dziennikarstwa, gdzie jest kierownikiem Zakładu Antropologii Społecznej, a w latach 2005-2012 był dyrektorem tegoż instytutu.
Jeśli ktoś z Państwa woli pobrać tekst profesora (w formacie PDF) na własny komputer, zamiast czytać w naszej witrynie, to tu jest odnośnik.
KONIEC_DEMOKRACJI
Przeczytałem uważnie. Nie sposób się nie zgodzić z diagnozą autora. Zabrakło mi jednak uwaględnienia jednego, ale ważnego aktora w tym procesie destrukcji demokracji – potężnego Kościoła katolickiego. To ta instytucja jest najwięszym beneficjentem „dobrej zmiany” i to ona ponosi odpowiedzialność za „sakralne uwiarygodnienie jej działań”. Bez tysięcy błogosławieństw ze strony wikarych, proboszczów, biskupów a przede wszystkim znanego zakonnika z Torunia te ciągle jeszcze liczne rzesze katolików/wyborców nie udzieliły by wsparcia ten destrukcyjnej machinie. Stąd nawet tak przejmujący opis jakiego dokonał profesro Cezary Obracht-Prondzyński pozostaje ułomny. Również ewentualne środki zaradcze muszą uwzględniać presję właśnie na tę instytucję, która zdradziała szarego człowieka za przysłowiową miskę soczewicy. Obawiam się, że tak soczewica stanie Kościołowi w gardle, a nawet już sie to staje. Dlatego trzeba o tym napisać, zwłaszcza jeśli ma się ambicje dotarcia do wszystkich.
Upadek PIS ( który wcześniej lub pózniej nastąpi ….) pociągnie za sobą również upadek polskiego Kościoła zwanego katolickim…Będzie to jedyny + pisowskich rządów …….
Dodałbym też do listy kryzys dojrzałości. Jako społeczeństwo wciąż nie zerwaliśmy pępowin/łańcuchów wiążących nasze nogi z kulami – matki, romantycznej mitologii patriotycznej i ojca, katolickiego drylu. Patrząc na przykłady historii dojrzewania Czechów albo szczególnie Niemców nie można mieć złudzeń, że wejście w dorosłość to łagodny proces. A PiS jest taką polską wersją kontrreformacji – wziął pod skrzydła wszelkie reakcyjne pomysły i ideologie rodem z przeszłych wieków, jakie jeszcze istniały po 2000 roku. Wszystko po to, aby wykorzystać społeczną niedojrzałość. To wszystko też działo się przy podniesionej kurtynie. Weźmy chociażby Zjazd Programowy z 2015 roku.
Bardzo podoba mi się ta staranna i przemyślana diagnoza Autora. Rozumiem, że z braku niezbitych dowodów Autor powstrzymał się przed stwierdzeniem, że ta władza nie od dzisiaj, a już od 2007 pokazuje, że jest gotowa zrobić wszystko, zrealizować każdą formę przemocy, włącznie z tzw. samobójstwami. Wcześniejsze działania PC pozostają wciąż nieznane opinii publicznej.
Do wyborów prawdopodobnie nie dojdzie. Nie widzimy tego, ale z pewnością trwają zakulisowe rozmowy z UE, NATO i USA. Stawka dla geopolityki tych podmiotów jest tak wysoka, że nie pozwolą Polsce dryfować w nieznanym/wiadomym kierunku.
Szansa była ..po 1989 . By SPRÓBOWAĆ budowy ŚWIECKIEGO społeczeństwa obywatelskiego …Koncertowo ją zmarnowano…’ elity” Solidarnościowe , dały się jak dzieci ograć Kościołowi…Rezultat na dzień dzisiejszy PL to taki katolicki Iran Europy…
Bardzo trafny opis tego co jest. Historia pokazuje, ze zniewolenia narodow nastepowaly przy uzyciu sily i przemocy jakkolwiek to rozumiec. Jak dotad zmiany w Polsce wprowadzane sa bez stosowania tych metod a jednak jestesmy krok od rzadow autorytarnych a wrecz dyktatury jednego posla, ktory odkryl klucz pozwalajacy lamac obowiazujace prawo uzyskujac poparcie wiekszosci glosujacych. Jak to mozliwe, niestety autor nie udzielaa odpowiedzi.
To nie jest staranna diagnoza, tekst zwraca uwagę na błędy rządzących lecz jednocześnie przyjmuje je za bazę do budowy mało uzasadnionych przewidywań wtedy opartych przede wszystkim na chęci politycznej konfrontacji.
Kilka punktów po szybkim przeczytaniu:
– władza źródłem konfliktów – istotnie lecz w wielu przypadkach konfliktogenna jest opozycja, przy czym nie potrafiła wygrywać wyborów – po obu stronach nie ma to wtedy wiele wspólnego z dobrym standardem w polityce
– kryzys przywództwa – istotnie, lecz w większej mierze po stronie opozycji, przynajmniej już w perspektywie średnioterminowej, niestety
– kryzys komunikacji społecznej – istotnie, i właśnie wiele winy leży tu po stronie opozycji – to jest punkt najważniejszy
– po tak przygotowanych wyborach prezydenckich żadne następne nie będą demokratyczne – stwierdzenie nieuzasadnione
– WOT-ochrona urn – warunkowane predyspozycją politycznej konfrontacji, nieuzasadnione
– gnijąca władza – nieładne, dobry przykład na powody klęski opozycji, leżące jakże często w niefortunnych sformułowaniach
– wspierające się społeczności lokalne – z przyjemnością przeczytałem że do takich według autora należą parafie, coś podobnego..
Kochani ! My tu sobie gadu gadu, a już pół kuśki w dupie. Ale ja wierzę, że i stąd, z tej „niszy” coś się może zacząć. (jak kiedyś KOD).
Od tego miejsca czytajcie uważnie !
W dniu wyborów wyjdę przed dom i spalę publicznie moją kartę wyborczą (albo cały ten „pakiet”). I wzywam wszystkich co „są, więc chcą”, aby zrobili to samo. Mili…/policjanci są zbyt nieliczni, aby wyłapać „podpalaczy” i ukarać ich 10 tys. grzywny za zaśmiecanie ulic i roznoszenie wirusa demokracji. A ten popiół z ulic nie da się łatwo zamieść pod dywan.
P.S. : Należę do „grupy ryzyka”. Tak naprawdę stanowimy tylko ryzyko świadectwa prawdy dla IPN, bo tylko pan Alzheimer potrafi zamazać naszą pamięć. Więc patrząc wstecz, w historię USA pamiętam te dwie akcje, chyba ostatnie sensowne w dziejach ruchów młodzieżowych tego kraju. Pierwsza, to poparcie dla ruchu M.L. Kinga, druga – palenie kart powołania do armii, do przegranej wojny w Wietnamie. Oczywiście to nie ta akcja zmusiła Forda do zakończenia wojny, ale z pewnością się przyczyniła i przeszła do historii tego kraju, jako coś, czego można się nie wstydzić