27.04.2020

W pierwszym odruchu chciałem poniższe uwagi zatytułować „Lektury w czasie zarazy”, ale taki tytuł wydal mi się nazbyt pretensjonalny. Jak kwaśno zauważył Jerzy Pilch, dzisiaj wszyscy piszą o zarazie i już niebawem grozi nam zalew wspomnień, pamiętników, a dziś trzeba dodać blogów, youtubów i innych jeszcze środków utrwalania własnego ego uwięzionego w domowych pieleszach. Stąd nadmiar czasu.
Przymusowy pobyt w czterech ścianach w moim życiu oznacza przede wszystkim większą ilość czasu na czytanie. Jest to też swoisty powrót do czasów życia zakonnego, zwłaszcza w pierwszych latach, gdy kontakt z tzw. światem zewnętrznym był odmierzany kroplomierzem. Mówię o tym w częstszych niż zwykle i dłuższych rozmowach telefonicznych z rodziną, zwłaszcza mamą, z przyjaciółmi, a czasem tez z różnymi dziennikarzami, których ciekawi co porabiam i co myślę, zwłaszcza o politykach i księżach.
Jest to temat w istocie wdzięczny, ale tym razem nie o tym. Bo tak naprawdę i politycy, i księża są tematem nazbyt przewidywalnym i przez to śmiertelnie nużącym.
Piszę o tym również w dłuższych niż zwykle mejlach do ludzi często przypadkowych, którzy reagują na moje teksty, wykłady i inne formy obecności w przestrzeni publicznej. Częściej też niż zwykle przyjaciele dzielą się ze mną swoimi lekturami. Starając się podtrzymać nadwątloną pandemią egzystencję pobliskiej księgarni, raz w tygodniu wybieram się na zakup upatrzonej wcześniej książki. W minionym miesiącu tych książek zakupionych i przeczytanych było trzy. Chciałbym o nich krótko napisać w kolejności, w jakiej je przeczytałem.
Magiczna Moskwa
Pierwszą był Mistrz i Małgorzata. Nie ukrywam, że sprowokowała mnie lektura tej książki w radiowej dwójce. Powiem banał, ale czasem warto banały przypominać. To książka kultowa jednego z najważniejszych pisarzy rosyjskich XX wieku, Michaiła Bułhakowa.

Moje pierwsze zetknięcie z tym arcydziełem było filmowe. W ramach studenckich zajęć na teatrologii na Uniwersytecie Jagiellońskim mieliśmy studyjny pokaz filmu Andrzeja Wajdy „Piłat i inni”. Pamiętam, jak zachwyciła mnie rola Jeszui, grana przez genialnego Wojciecha Pszoniaka. Dzielnie mu sekundował Jerzy Kreczmar w roli Piłata. Tak więc nim zaciekawiłem się Moskwą i jej magicznym Massolitem zafascynowałem się przedstawieniem Jezusa i jego rozmów z Piłatem. Dzisiaj jednak to głównie Moskwa tak cudownie przedstawiona przez Bułhakowa i genialnie podpatrzone absurdy sowieckiej dyktatury, a zwłaszcza zniewolonej przez nią kultury.
Dzisiejsze psucie polskiej kultury przez ministerstwo — tylko siłą inercji nazwane kultury i dziedzictwa narodowego — jako żywo przypomina tamtejsze czasy. Ufam, że zarówno minister, jak i poddani mi urzędnicy staną się niebawem materią groteskowych utworów, jak to się stało z ówczesna Moskwą. Lektura więc ze wszech miar warta polecenia jako zastrzyk optymizmu w czasach pisowskiego zniewolenia. Nie tylko kultury zresztą. Co się staje z naszą przeszłością, kulturą religią — nie chcę się rozpisywać, ale i te wymiary naszego życia czekają na opisanie przez pióro równie wnikliwe, jak to Bułhakowa.
Georgia mniej znana
Ocalisz życie, może swoje własne to zbiór opowiadań amerykańskiej autorki Flannery O’Connor (1925-1964), po który sięgnąłem tylko dlatego, że znajoma anglistka wspomniała o jednym opowiadań z tego zbioru zatytułowanego „Uchodźca” jako lekturze obowiązkowej dla jej studentów. Korzystając z najbliższej księgarni, kupiłem opasły tom i dosłownie dałem mu się porwać. I nie odłożyłem go, dopóki nie przeczytałem wszystkich opowiadań.

To lektura wręcz olśniewająca. Uroda każdego z zawartych w tomie opowiadań polega na tym, że są nieoczywiste. Nie sposób przewidzieć, jak się zakończą, a jednak sposób konstruowania narracji sprawia, że nie sposób się od nich uwolnić.
Dla autorki ważny był jej katolicyzm przeżywany na protestanckim Południu Stanów Zjednoczonych. Jednak to katolicyzm przeżywany na sposób określony przez Witolda Gombrowicza jako „kościół międzyludzki”, bo wiara nie oznacza przynależności instytucjonalnej, ale sposób życia. Religijność bohaterów tych opowiadań jest bulwersująca a niekiedy wręcz brutalna. Dla polskiego katolika na pewno będzie to lektura zaskakująca, a zwłaszcza poznanie opowiadania, od którego zaczęła się moja przygoda z magiczną prozą Flannery O’Connor, czyli „Uchodźcy”.
Dodam tylko, że tym uchodźcą jest polski katolik, który znalazł się w Georgii na Południu Stanów Zjednoczonych wraz z rodziną po drugiej wojnie światowej. Ocalisz życie, może swoje własne to znakomita lektura na czas zarazy, który zmusza do przemyślenia na nowo również naszej religijności.
Triest oczyma starszego pana
Italo Svevo to pisarz słabo w Polsce znany. Owszem już w latach 60. minionego wieku ukazało się dwie jego powieści, Jedno życie (1960) i Zeno Cosini (1966), a na początku XXI wieku Starość (2002), to dopiero w zeszłym roku pojawił się polski przekład jego ostatniej i być może najważniejszej powieści Wyznania starca (2019). Do tego ostatniego przekładu wstęp napisał Dario Prola, który jest w ogóle znakomitym wprowadzeniem do całej twórczości triesteńskiego pisarza, na którego geniuszu jako pierwszy poznał się jego nauczyciel angielskiego James Joyce. W swojej ojczyźnie nie miał raczej szczęścia do czytelników, dopiero po śmierci przyszło uznanie.

Wyznania starca to proza najwyższej próby, a każdy z pięciu rozdziałów to małe arcydzieło zapisów stanów świadomości starzejącego się mężczyzny, który nie bez ironii przygląda się samemu sobie. Ten rodzaj literatury każe wierzyć, że to nie medialny czy polityczny zgiełk, ale głębinowa refleksja nad życiem stanowi o soli życia. Uczy dystansu nie tylko do dzisiejszych, często wydumanych problemów, ale dostarcza klucza do rozumienia tego, co najważniejsze – przemijania i kurczenia się, wraz z ubytkiem sił fizycznych, świata wokół nas.
Relacja z najbliższymi, żoną, córką i synem, a przede wszystkim wnukiem stają się przedmiotem wnikliwych obserwacji. Być może zbliżony do narratora wiek i coraz bardziej wyostrzona świadomość granic własnej cielesności sprawiła, że podsunięta mi przez kolegę lektura wzbudziła we mnie pragnienie zapoznania się z całym dorobkiem Svevo.


Panie profesorze .. ! Może to nie jest literatura najwyższych lotów , jak ta którą Pan polecił… Lecz na pewno warta przeczytania …Scenariusz zapaści naszej cywilizacji , może bardzo pesymistyczny , lecz niestety realny…Książka istnieje również w formie audiobooka …Bardzo dobrze przeczytanego …https://www.swiatksiazki.pl/drugi-sen-6624833-ksiazka.html . Chciałbym również polecić książkę Erika Larsena pt :W ogrodzie bestii… Oparta na wspomnieniach Ambasadora USA w Berlinie w latach 1933-34…Która pokazuje jak dzięki głupocie i zaniechaniom Europy i USA Hitler doszedł do absolutnej władzy w Niemczech….https://lubimyczytac.pl/ksiazka/214065/w-ogrodzie-bestii
No niestety!! Wczoraj obiecałem sobie, że nie kupię żadnej nowej książki (przez dwa tygodnie). Ale po rekomendacji i opisie Pana Profesora – musiałem. Jutro odbieram z księgarni dwie pozycje.
Dzięki Ci za to, że tak często mam tu per procuram dostęp do książek, o których bym się już w życiu nie dowiedział. Jako dzieciak byłem nałogowcem. Czytałem przez pierwszą część dnia w szkole, pod ławką, po południu jechałem do biblioteki na Koszykową. Czas miałem ograniczony, więc nie raz – aby znaleźć coś rzeczywiście wartego przeczytania – traciłem ponad godzinę na czytanie katalogów, albo grzbietów książek w „podręcznej”. Jestem nadal ciekaw świata, jak jakaś sroka, ale periculum in mora ! Więc Twoje rekomendacje oszczędzają mi właśnie czasu bezpłodnie traconego na czytanie grzbietów, albo tekstów niewartych.
Oczywiście idzie tu o lektury Goryńskiego dla przyjemności Goryńskiego. Fachowe pchają się w nadmiarze, bez szukania, i nie nadążam.
To ministerstwo : to było jeszcze za poprzedniej władzy. Ja poczułem chęć artystycznej wypowiedzi na jego temat. To było proste. Chciałem tylko zmienić jedną literkę w brązowym napisie na murze ministerstwa, tam, na Krakowskim. Dodać kreseczkę do „L”. Zrobiłem fotkę napisu, opracowałem imitację fragmentu litery (z gipsu), postarałem się o stosowny kombinezon i drabinkę. I wtedy oni raptem te litery z brązu zerwali, bo dodali to dziewictwo narodowe. Zostałem się jak głupi. Nigdy nie wiadomo, ile czasu… gdzie kres…