29.04.2020

Do przykrości związanych z pandemią doszły nachalne działania władz, które codziennie zaskakują nas żądaniami, kłamstwami i bezczelnością, pokazując, że nie przestrzegają prawa. Przez to atmosfera jest nieprzyjemna, bo wszystkiego można oczekiwać. Przypomina się stary dowcip o zajączku, który uciekł ze Związku Radzieckiego do Afganistanu. Po drugiej stronie granicy spotkał osła, upewnił się, że już jest w Afganistanie i odetchnął. Osioł go pyta: „Czemu uciekłeś, przecież podobno u was jest wspaniale?”. „Tak – odparł zajączek – ale ogłosili właśnie, że będą kastrować wielbłądy”. „No i co ci to przeszkadza – przecież jesteś zającem”. „No tak, ale złapią, wykastrują, a potem idź i udowadniaj, że nie jesteś wielbłądem”.
Najsmutniejsze jest jednak to, że nie widać, aby te oczywistości zostały krytycznie odebrane przez elektorat. Nie jest to tylko polska specjalność. Oto co wyczynia prezydent Trump (cytuję OKO.press):
Amerykański prezydent wprowadził w czwartek na swoim codziennym briefingu w Białym Domu w osłupienie dziennikarzy, pytając się swojej koordynatorki ds. walki z koronawirusem dr Deborah Birx, czy nie można wprowadzić światła do organizmu chorego na COVID. „Przypuśćmy, że uderzamy, że uderzamy w ciało ogromnym światłem, czy to ultrafioletowym, czy po prostu bardzo silnym światłem” – mówił prezydent, wymuszając na dr Birx coraz bardziej pokerową twarz. Wszystko dlatego, że dowiedział się, iż wirus źle znosi ciepło i wilgoć.
Ekspertka Białego Domu odpowiedziała dyplomatycznie, że gorączka jest taką właśnie odpowiedzią organizmu na wirusa, która stwarza mu niekorzystne warunki do przeżycia. Prezydent miał jednak w zanadrzu jeszcze jedną teorię:
„Środki dezynfekujące zabijają wirusa w minutę, jedną minutę. Czy jest sposób, żeby zrobić to poprzez zastrzyk, takie czyszczenie? Ciekawe byłoby to sprawdzić”.
Okazało się, że kilka dni wcześniej do amerykańskiego prezydenta napisał niejaki Mark Grenon, który twierdzi, że najlepszym środkiem na koronawirusa jest… ditlenek chloru, mocny środek dezynfekujący. Sam zresztą go produkuje pod nazwą MMS i sprzedaje jako „magiczny lek na wirusa”. Po briefingu w Białym Domu Grenon dał wyraz swojej radości na Facebooku, pisząc: „Trump dostał MMS i informację!! Ludzie, to się dzieje naprawdę!! Panie, pozwól innym zobaczyć Prawdę!!”
Wkrótce po konferencji firma RB, która produkuje środki dezynfekujące Dettol i Lysol, wydała oświadczenie, w którym stwierdza, że „w żadnych okolicznościach nasze produkty nie powinny być stosowane w ludzkim ciele (poprzez zastrzyk, połknięcie czy inną drogą)”. [Media doniosły, że już około 100 osób w Ameryce łyknęło te środki]
Liczba ofiar SARS-CoV-2 w Stanach Zjednoczonych w piątek przekroczyła 50 tys., a wykrytych przypadków – 900 tys.
* * *
Jak oświadczył prezydent Duda, jeśli nie wybierzemy teraz prezydenta, to czeka nas chaos.
Cała ta wredna zmiana jest, jak twierdzi, przywiązana do konstytucji, więc wciśnie nam te wybory, żeby jej nie łamać.


Ale zdaje się, że wyniki wyborów już są znane:

* * *
Zaskakujące jak łatwo degenerują się różne instytucje. Widać, jak można naginać prawo, kiedy na przykład Trybunał Konstytucyjny orzeka wbrew logice (także dawniej, nie tylko za rządów PiS – na przykład ocenił wtedy, że ocena z religii, przedmiotu obcego w szkole, bo nie podlega nadzorowi Ministerstwa Oświaty, może być wliczana do średniej z ocen ucznia i nie narusza to zasady świeckości i neutralności państwa, zaklepał też ustawę obniżającą gremialnie emerytury byłym pracownikom służb), kiedy usłużna jest prokuratura i policja, prześladując ludzi przeciwnych władzy, kiedy prezydent może nie przestrzegać praw określonych przez konstytucję. Niektóre spolegliwe instytucje badania opinii publicznej publikują sondaże, gdzie Duda i PiS mają niemal 100% poparcia. Wszystko to obliczone jest na mało wymagający elektorat, który popiera „swoich”, nie przejmując się doniesieniami o bezprawiu (zresztą mamy też usłużnych dziennikarzy, którzy odpowiednio preparują informacje).
Instytucje, które miały przestrzegać prawa, są narzędziem aktualnie rządzących. Pamiętam, jak Tusk pocieszał kiedyś swoich, gdy rządziło PiS, że „oni mają CBA a my ABW” (czy na odwrót).
Jakoś brak potępienia takich postaw. Często czyta się o tym, że ci spolegliwi mają kredyty, rodziny na utrzymaniu. Owszem, ale wielu jest chętnych do udziału w tej brudnej robocie.
* * *
Dziennikarka TVN opowiedziała swój przebieg choroby. Uderza bałagan służb medycznych, opisywany też przez innych chorych. Trudno dodzwonić się do sanepidu, tam też często gubią dane pacjentów, nie oddzwaniają, nie udzielają istotnych rad, trzeba wielu prób, żeby przyjechał ktoś i zrobił test na koronawirusa. Dziennikarka przebywała w izolacji w domu, razem z partnerem, który się jednak nie zaraził.
Pacjentka, dwa dni po stwierdzeniu przez lekarza, że jest chora, otrzymała z sanepidu informację, że została objęta czternastodniową kwarantanną. Nie ze względu na chorobę (pani z sanepidu nic o niej nie wiedziała), ale ze względu na kontakt z osobami chorymi.
Drugi test wykonano jej znacznie później, niż zapowiedziano. Policja nie kontrolowała przestrzegania izolacji – przyjechali kilka dni po tym, kiedy już okazało się, że pacjentka wyzdrowiała, nazwisko i adres dziennikarki dostali z sanepidu dopiero dzień wcześniej.
To wszystko działo się na początku epidemii w Polsce, kiedy liczba chorych wynosiła tylko 280.
Inna historia, opisana w „Stołecznej”. Ojciec pani Ewy leżał w szpitalu na Bródnie. Któregoś dnia okazało się, że ma także koronawirusa. Pani Ewa go odwiedzała, jej dane są w karcie ojca, ale nikt się z nią nie kontaktuje, choć szpital powinien to zrobić. Dzwoni do stacji sanitarno-epidemiologicznych, żeby wyjaśnić swoją sytuację. Telefony przekierowują ją do placówek poza Warszawą, a tam tylko radzą, żeby zadzwonić na pogotowie, kiedy poczuje się źle.
Po tygodniu pani Ewa i jej partner jadą do szpitala zakaźnego przy ul. Wolskiej, tam przeprowadzają im testy i następnego dnia są wyniki: pani Ewa ma wirusa, partner nie ma. Gdyby sama nie zgłosiła się na badania, to by chodziła i zarażała innych.
Podczas kwarantanny kontaktuje się telefonicznie z panią Ewą urzędniczka z Sokołowa Podlaskiego – warszawskie placówki są przeciążone. Urzędniczka nie ma wglądu do wyników badań, kontroluje tylko czy z panią Ewą jest wszystko w porządku.
Po siedmiu dniach od pierwszego testu przyjeżdżają pracownicy Wojsk Obrony Terytorialnej i pobierają wymaz – ale tylko pani Ewie, mimo że zgłoszono, że para razem odbywa kwarantannę, do partnera przyjadą następnego dnia. Po trzech dniach wyniki: partner zdrowy, pani Ewa – wynik nierozstrzygający. Dzięki pomocy opiekunki z warszawskiej placówki powtórzono pani Ewie test po dwóch dniach, a nie po siedmiu. Wynik ujemny.
Następnego dnia do pani Ewy dzwoni pracownik szpitala z Wolskiej i zaprasza na dodatkowy test – niezależny od tego z sanepidu. Wynik jest dodatni! Wynika to z faktu, że w szpitalu pobiera się wymaz z gardła i nosa, więc test jest dokładniejszy. Nie wiadomo czy obecnie pani Ewa jest zdrowa, czy chora.
Także w „Stołecznej” reportaż poświęcony pracy pielęgniarek i pielęgniarzy. W szpitalach jednoimiennych wszystko teraz jest, ale w innych szpitalach i domach pomocy brak środków ochrony osobistej, kogo stać to może sobie dokupić w internecie. Fragmenty reportażu:
– Obuwia ochronnego brak, tylko przydziałowe klapki, dziurkowane. Załóż sobie na nie reklamówki, jeśli się boisz.
– Przebieranie w jednej szatni. Fartuch z oddziału wiesza się obok ubrania, w którym wychodzi się do domu. Dwie maseczki na pięć pielęgniarek, jedna przyłbica na cały oddział. Personel pomocniczy wchodzi do sal z zakażonymi praktycznie bez ochrony.
– Jeśli przekroczy się próg DPS-u, w którym stwierdzono koronawirusa, to pielęgniarka staje się jego więźniem. Nie może wyjść nawet przez kilka dób, bo nie ma dla niej zastępstwa. Nie dostaje wystarczających środków ochrony osobistej, ale odmówić pracy nie może. Po kontakcie z zakażonym pacjentem test się nie należy, bo nie ma objawów.
Według oficjalnych danych z początku kwietnia: 17 proc. zakażonych stanowi personel medyczny.
* * *
Ukrywanie danych dotyczących pandemii to jeszcze jeden z dowodów słabości tych rządów. Zdaje się, że wśród władz, nie tylko naszego kraju, przeważa koncepcja wyrażona niegdyś przez Lecha Wałęsę: – Zbij pan termometr, to nie będziesz mieć gorączki.
Osoby, które chcą ujawnić dane dotyczące stanu zdrowia pielęgniarek, są zastraszane w szpitalach. Zabrania się fachowcom wypowiadać się na temat tego, co się dzieje i jak się walczy z pandemią.
Pielęgniarki zbierają odpowiednie dane ze szpitali, w których mają organizacje związkowe. Jak podała przewodnicząca Forum Związków Zawodowych Dorota Gardias, na dziś 1655 pielęgniarek jest w kwarantannie, około 500 jest zakażonych koronawirusem, 30 leży w szpitalach, a jedna pielęgniarka zmarła.
* * *
Tomasz Jastrun:
Teraz widać, że Polska nie ma żadnych oszczędności, wszystko zostało przez PiS rozdane na łapówki, by utrzymać władzę. Wielekroć ekonomiści ostrzegali, że nie wolno tak wydawać pieniędzy, że potrzebne jest solidne zabezpieczenie na wypadek jakiegoś nieszczęścia. Tak robią rozsądny człowiek i rozsądne państwo. Rządzący, sami będąc nieszczęściem, założyli, że nie będzie już innego nieszczęścia, podjęli takie ryzyko, to teraz mamy dwa naraz – na dokładkę suszę.

* * *
Z przyjemnością czytam o rodakach, którzy robią coś dla innych – szyją maseczki, pomagają, robiąc zakupy starszym ludziom, którzy nie wychodzą z domów, organizują akcje wspierające itp. Ale obawiam się, że Polska jest inna, pełna lęku i związanej z tym agresji, które przezwyciężają łatwo ludzkie uczucia (jeśli są), nie mówiąc już o chrześcijańskich.
W „Dużym Formacie” relacje ludzi, którzy przechodzili kwarantannę w mniejszych miejscowościach, kierowcy tirów jeżdżący za granicę, ludzie, którzy mają kogoś w rodzinie za granicą (a plotka mówi, że wrócił i zaraża), albo sami byli kiedyś za granicą, mają lekarza w rodzinie, który mógł mieć kontakt z chorymi, a nawet są tylko o to podejrzewani. Mnóstwo nienawiści, ostracyzm, nie zabiera się śmieci z domów, gdzie mieszkają, nie dowozi towarów do sklepów w tej miejscowości, dzieci nie bawią się z ich dziećmi, ludzie wymyślają najgorsze kłamstwa. Były groźby spalenia domu. Zjawisko nie ogranicza się tylko do małych miejscowości. Pielęgniarka z gliwickiego szpitala rano zastała swój samochód pomalowany sprayem i z przebitymi oponami.

Księża oczywiście milczą, tak jak milczeli, kiedy wierni protestowali przeciwko przyjęciu w Polsce nielicznych ofiar wojny w Syrii. Chrystus ma nas bronić, a nie stanowić jakiegoś wzoru zachowania.
Na razie nie doszło do linczu. Na razie.
* * *
Głosować czy nie głosować? Politycy nie mówią o swoich prawdziwych intencjach, kiedy zachęcają do głosowania lub niegłosowania. Warunki są oczywiście kretyńskie, to nie są wybory, a oprócz tego głosowanie narażone jest na różne przekręty.

W tej sytuacji Duda ma przewagę i wciąż duże poparcie elektoratu. Konkurenci nie mieli okazji przeprowadzić kampanii. Ich wyniki będą znacznie niższe, niż byłyby przy normalnej kampanii. M.in. dlatego Kidawa-Błońska i PO wzywają do niegłosowania – do wyborców poszedłby sygnał, że poparcie dla kandydatki i PO znacznie zmalało (a nasz elektorat nie jest zbyt myślący). Natomiast inni kandydaci walczą o wyrobienie sobie pozycji oraz o wzmocnienie obrazu swojej partii, co w przypadku niewzięcia udziału w „wyborach” dałoby marne wyniki. Przy mniejszej konkurencji i mniejszej frekwencji ich wyniki będą lepsze.
Najchętniej udałbym się pod Pałac Prezydencki z transparentem:
SPIEPRZAJ DZIADU!
– Lech Kaczyński.
PIRS

ukłony za zająca i puentę !
Jak zwykle – przeczytałam z zainteresowaniem. Tylko te szpitale JEDNOIMIENNE mnie rozwaliły. Ki diabeł? Kalka z angielskiego?
Też mnie dziwi to nazewnictwo. Najbardziej pasowałoby KORONAWIRUSOWE, bo nawet zakaźne jest zbyt ogólne.