23.04.2026
Są w polskiej polityce ludzie, którzy coś wiedzą. Są tacy, którzy coś rozumieją. I jest jeszcze trzeci gatunek – ludzie, którzy wiedzą wszystko, rozumieją wszystko i dodatkowo uważają, że tylko oni wiedzą i rozumieją. Sławomir Cenckiewicz należy do tej trzeciej kategorii: do ludzi, którzy zamiast lustra mają ekran projekcyjny i wyświetlają na nim własne podejrzenia, aż zaczynają je brać za rzeczywistość.
I oto ten właśnie człowiek – historyk od teczek, prokurator od sugestii, demiurg od insynuacji – odchodzi z Biura Bezpieczeństwa Narodowego z oświadczeniem, które brzmi jak skarga strażaka, że w mieście wybuchł pożar, choć sam chodził z kanistrem i zapałkami.
AKT OSKARŻENIA I: WAŁĘSA – PRZYPADŁOŚĆ ZWANA „BOLKIEM”
Epizod pierwszy, fundamentalny: Lech Wałęsa. Współautor książek, wywiadów, konferencji – nie badacz, tylko akwizytor jednej tezy. „Demaskacja Wałęsy to obowiązek wobec historii” – mówił z miną człowieka, który właśnie niesie tablice z góry Synaj.
Tyle że w tej „demaskacji” dokument bywał pretekstem, a konkluzja – punktem wyjścia. Najpierw wyrok, potem uzasadnienie. Najpierw „Bolek”, potem selekcja papierów.
To nie była historiografia. To była monomania w todze nauki.
AKT OSKARŻENIA II: WSI – ANEKS JAKO FETYSZ I POLITYCZNY TALIZMAN
Epizod drugi: Wojskowe Służby Informacyjne i ich aneks – ten sam, który latami krążył po korytarzach władzy jak zaklęty pergamin. Cenckiewicz uczynił z niego relikwię. „Prawda, której boją się ujawnić” – powtarzał.
Aneks miał być młotem na elity, latarnią dla ludu i krzyżem dla winnych. Tyle że kolejni prezydenci – od Lecha Kaczyńskiego po Andrzeja Dudę – odmawiali publikacji, bo między faktami a interpretacją zionęła tam przepaść.
I nagle, gdy Karol Nawrocki rozpoczyna procedurę odtajnienia, Cenckiewicz znika z BBN jak statysta po zdjęciu dekoracji.
Zbieg okoliczności? Owszem. Taki sam jak wszystkie jego „systemy wpływów”.
AKT OSKARŻENIA III: KOMISJA DS. WPŁYWÓW ROSYJSKICH – TEATR Z WYROKAMI PRZED PREMIERĄ
Epizod trzeci: komisja do spraw wpływów rosyjskich. Narzędzie, które miało badać, a zaczęło sugerować; które miało ważyć, a zaczęło walić. Cenckiewicz był tam w swoim żywiole.
„System podporządkowywania Polski Rosji” – ogłaszał. Bez trybu przypuszczającego, bez cienia wątpliwości. System gotowy, wszechobecny, wygodny.
Nazwiska? Donald Tusk – oczywiście. Radosław Sikorski – rzecz jasna. W tle wszyscy, którzy nie pasowali do obrazu świata, w którym każde spotkanie to układ, a każdy podpis – zdrada.
Dowody? W drugiej kolejności. Najpierw narracja, potem dopasowywanie.
To nie była komisja. To był teatr, w którym scenariusz napisano przed premierą.
AKT OSKARŻENIA IV: UTRATA POŚWIADCZENIA – DIAGNOZA ZAMIAST SPISKU
I przychodzi moment, w którym państwo mówi: dość. Człowiek od bezpieczeństwa traci dostęp do informacji niejawnych. Decyzja administracyjna, ale o ciężarze wyroku.
Cenckiewicz odpowiada: „moja wiedza jest powodem represji”. To zdanie powinno być eksponatem w muzeum pychy.
Bo kiedy ktoś twierdzi, że jest prześladowany za wiedzę, zwykle chodzi o coś innego: o brak zdolności do odróżnienia wiedzy od przekonania.
Państwo nie zabiera dostępu z zazdrości. Państwo zabiera dostęp, gdy przestaje ufać.
AKT OSKARŻENIA V: BUTA – NAJTAŃSZY ZAMIENNIK ROZUMU
Cenckiewicz przez lata nie prowadził sporów – on je kończył, zanim się zaczęły. Oponent nie był partnerem, tylko przeszkodą. Krytyka nie była argumentem, tylko dowodem spisku.
To styl człowieka, który nie dopuszcza błędu, bo wtedy musiałby dopuścić myślenie.
A myślenie bywa bolesne.
AKT OSKARŻENIA VI: NAWROCKI – PREZYDENT I JEGO WŁASNY WYBÓR
Karol Nawrocki nie odziedziczył Cenckiewicza. On go wybrał. Dał mu gabinet, wpływ i dostęp do centrum państwa.
To była decyzja polityczna i osobista zarazem – decyzja, by zaufać człowiekowi, który świat widzi jak planszę do gry „Kto jest zdrajcą?”.
Efekt był przewidywalny: napięcie, konflikty, instytucja zamieniona w megafon.
A teraz ten sam Nawrocki odtajnieniem aneksu WSI odcina się od własnego doradcy – jak chirurg odcina źle zszytą ranę.
Zostaje blizna. I pamięć decyzji.
AKT OSKARŻENIA VII: OD DEMASKATORA DO SKARŻĄCEGO – OBIEG ZAMKNIĘTY
Cenckiewicz mówi dziś o „szykanach”, „nienawiści”, „prześladowaniach”. Ten sam człowiek, który przez lata rozdzielał etykiety z hojnością kelnera na weselu.
Mechanizm jest stary jak polityka: najpierw budujesz reputację na podważaniu innych, potem – gdy ktoś podważa ciebie – odkrywasz moralność.
To nie jest przemiana. To jest obieg zamknięty.
AKT OSKARŻENIA VIII: DRUGI PLAN – LUDZIE, KTÓRZY ZNIKAJĄ W PRZYPISACH
W tle zawsze byli inni: współautorzy, współpracownicy, polityczni patroni. Antoni Macierewicz i jego raport o WSI, który stworzył klimat, w którym insynuacja staje się walutą. Urzędnicy, którzy podpisywali decyzje. Politycy, którzy klaskali.
A gdzieś obok przewijają się nazwiska z komisji, analitycy, funkcjonariusze – ludzie, których praca znika pod ciężarem jednej, głośnej narracji.
Cenckiewicz nie działał w próżni. Ale to on był twarzą tej metody: najpierw oskarż, potem zobacz.
AKT OSKARŻENIA IX: OŚWIADCZENIE – LITERATURA Z ŻALEM W ROLI GŁÓWNEJ
I wreszcie perła, deser, danie główne i zakąska w jednym: oświadczenie Cenckiewicza po rezygnacji. Tekst, który powinien być czytany studentom jako przykład, jak napisać wszystko i nie powiedzieć niczego poza własną krzywdą.
„Bezpodstawnie odebrano mi dostęp do informacji niejawnych” – pisze. Czyli klasyczne: nie wiadomo kto, nie wiadomo dlaczego, ale wiadomo, że niesprawiedliwie. To zdanie brzmi jak reklamacja złożona przez klienta, który nie dostał stolika w restauracji, a nie jak komunikat człowieka odpowiedzialnego za bezpieczeństwo państwa.
Dalej jest jeszcze lepiej: „moja wiedza o roli premiera Tuska… jest prawdziwym powodem represji”. Tu już wchodzimy na poziom literatury fantastycznej. Wiedza jako powód prześladowania – jak u bohatera, który odkrył tajemnicę wszechświata, tylko że zamiast wszechświata mamy politykę i zamiast dowodów – przekonanie.
Potem pojawia się fraza o „antypaństwowym wandalizmie rządu”. To jest moment, w którym język całkowicie odrywa się od rzeczywistości i zaczyna żyć własnym życiem, jak balon wypełniony gorącym powietrzem. Wandalizm, który polega na odebraniu dostępu do tajemnic człowiekowi, któremu przestano ufać – to trochę tak, jakby nazwać kontrolę trzeźwości zamachem na wolność kierowcy.
I jeszcze ten patos: „z drogi walki zejść nie zamierzam”. Oczywiście, że nie zamierza. Bo to nie jest droga – to jest pętla. Pętla, w której każde wydarzenie potwierdza wcześniejsze przekonania, a każda decyzja innych jest dowodem spisku.
Oświadczenie Cenckiewicza nie jest dokumentem politycznym. To jest dziennik urazów, pamiętnik pretensji i katalog krzywd, w którym autor jest jednocześnie bohaterem, narratorem i jedynym sprawiedliwym.
Gdyby to skrócić do jednego zdania, brzmiałoby tak: „zabrali mi zabawki, bo jestem za mądry”.
I to zdanie byłoby uczciwsze niż cały ten elaborat.
AKT OSKARŻENIA X: MIKROFON – OSTATNIA DESKA RATUNKU
„Będę walczył dalej” – zapowiada. Oczywiście, że będzie. Bo kiedy znika urząd, zostaje mikrofon. A mikrofon jest wygodny: nie zadaje pytań, nie żąda dowodów, wzmacnia ton.
W tej roli Cenckiewicz czuje się najlepiej – jako komentator, który wie wcześniej i więcej, nawet jeśli nie musi tego udowadniać.
POINTA: EGZEKUCJA BEZ PROTOKOŁU
Nie ma tu tragedii. Jest mechanizm.
Człowiek, który latami budował kapitał na podejrzeniu, sam stał się podejrzany. Człowiek, który rozdawał wyroki, doczekał się decyzji. Człowiek, który widział spiski, w końcu został sam z własną opowieścią.
I to jest najdotkliwsza kara: nie wyrok, nie dymisja, nie utrata funkcji. Tylko cisza, w której zostają już tylko własne słowa.
A one – jak wiadomo – potrafią wracać. I gryźć.
Krzysztof Bielejewski

Odejście Centkiewicza to nie tylko cisza, to tez ulga. Wreszcie przestanie zapowiadać, ze coś zrobi. Już nie musi nic robić. Jego mikrofon wcześniej drażnił, teraz będzie dziwił, ze on ciagle próbuje coś powiedzieć, choć powinien zamilknąć. W jego ślady powinien pójść Macierewicz, bo co zrobił to psuł. Cenckiewicz i Macierewicz to dwa psuje, którzy już dawno powinni przestać psuć.
To nie jest dymisja. To jest rotacja w akwarium. Ryba odpływa od jednej szyby i podpływa do drugiej, a woda pozostaje ta sama – gęsta od narracji, mętna od sporów, pachnąca archiwum.
Cenckiewicz znika z jednego gabinetu, by pojawić się w drugim, jak aktor, który zmienia kostium, ale gra tę samą rolę, tylko trochę ciszej, trochę bliżej ucha reżysera. Doradca, przewodniczący rady, strażnik bezpieczeństwa – słowa brzmią jak tytuły w operze, a sens jest prosty: zostaje, bo ma zostać.
Cenckiewicz, to jeden z tych którzy tym ostrzej walczą z komuną, im dawniej ona odeszła do historii. Według niego agenci komunizmu obalili komunę a niedobitki próbuje obalić Cenckiewicz. Póki co obalił sam siebie, choć próbował zaszkodzić innym. Zapowiada, że pomoże Czarnkowi.