08.05.2020
Wyborów 10 maja nie będzie – tak orzekła Państwowa Komisja Wyborcza. Jej głos to nie decyzja o odwołaniu wyborów – tych nie może odwołać nikt. Dlatego też Sąd Najwyższy ma wydać – bo tak tego chcą dwaj panowie Jarosławowie – wyrok, decyzję, zająć stanowisko o nieważności wyborów dlatego, że się nie odbyły.
Niech choćby tylko to zostanie nam w pamięci jako dowód, czym jest państwo PiS — państwo naczelnika, prezesa, posła Jarosława Kaczyńskiego i jego ludzi; państwo tak wybitnych organizatorów, jak Jacek Sasin — wicepremier i minister.
Naprawdę nie było trudno przewidzieć taki koniec wysiłków pana Sasina – ten typ tak ma. To, że to właśnie on otrzymał takie zadanie, było zimną kalkulacją prezesa – nikt inny nie był tak pozbawiony wyobraźni; nie był, mówiąc wprost, tak beznadziejnie głupi, aby firmować swoim nazwiskiem takie przedsięwzięcie. Sasin — tak, dla niego to szansa na utrzymanie tych pozycji, jakie dzięki woli prezesa zajmuje. Czy będzie je zajmował dalej — zobaczymy; według mnie — nie, ale to żadna strata.
Pełno teraz analiz, prognoz, scenariuszy – co dalej? Kiedy wybory? Czy Gowin wróci na stanowisko wicepremiera, czy nie, będzie miał swoją partię czy mu ją Kaczyński wykupi? Za państwowe pieniądze, za stanowiska dla jego, nawet tak wydawałoby się niezłomnych i wiernych szefowi partii Porozumienie ludzi, jak widać to teraz – gdy wprost przeczą temu, co mówili dwa tygodnie temu.
Tu nie ma żadnej granicy wstydu, tu jest tylko brudna, obrzydliwa polityka i chciwość. Coraz częściej głoszone są tezy, że trzydzieści lat temu, tamten spektakl rozgrywany z tamtym władzami, tamtego państwa, którego już nie ma, był czystszy i bardziej moralny niż to, co mamy obecnie. Przypominana jest ówczesna rola Kościoła katolickiego i jego ważnych przedstawicieli jako świadków negocjacji opozycji z władzą. Teraz nic takiego się nie dzieje, gracze są całkowicie bezideowi, nastawieni wyłącznie na korzyści materialne, pieniądze i stanowiska.
Zepsieliśmy jako państwo. Ludzie obecnej władzy to marny kaliber, to ludzie niegodni – to po prostu zwykli funkcjonariusze, ślepo wpatrzeni w wodza.
A co z wodzem? Jak tam jego geniusz i strategiczne przewidywanie na cztery ruchy do przodu?
Trudno powiedzieć! Nie mogę wykluczyć, że po podpisaniu uchwalonego większością 235 głosów prawa o wyborach korespondencyjnych, po podpisaniu przez urzędującego prezydenta Dudę, Kaczyński zarządzi — a posłuszne mu organy władzy państwowej potwierdzą — że wybory odbędą się 23 maja. Bo to jest termin dający szanse na wygranie przez Andrzeja Dudę reelekcji w pierwszej turze. Wybory w terminach lipcowych, sierpniowych już takiej pewności nie dają. A dla prezesa wszystkich prezesów – to tylko się liczy. Reszta to didaskalia. Kto tego nie rozumie, skazany jest na wieczne zadziwienie i zamęt w głowie.
I na koniec – po to, by wprowadzić trochę ładu i porządku w ten festiwal chaosu.
Czy pamiętacie, jak nazywa się jeden z dwóch ważnych profesorów, niestety – mojej socjologii, jacy stoją przy obozie obecnej władzy, ten, który sformułował całkiem zgrabną i intelektualnie ciekawą teorię rozwibrowania systemu? To on, wprost, wzywał prezesa, aby najpierw wprowadzić system państwowej władzy w rozedrganie, rozwibrowanie — po to, by łatwiej rządzić.
Stawiam dolary przeciw orzechom – mamy tego efekty. Jarosław Kaczyński kupił teorie rozwibrowania i stosuje ją, jak dotąd dla siebie z korzyścią, w praktyce.
Jeżeli ta obserwacja jest prawdziwa, to proszę zapomnieć o powrocie do normalności (cokolwiek to znaczy).
Będziemy mieli chaos jako stan permanentny, jako zasadę funkcjonowania państwa. I będzie tak dotąd, aż albo w samym obozie władzy urośnie Brutus i wbije sztylet władcy, albo wystąpi lud w masowym ulicznym proteście i zmiecie ten porządek.
Tak czy inaczej – będzie bolało!

Zbigniew Szczypiński
Polski socjolog i polityk. Założyciel i wieloletni prezes Stowarzyszenia Strażników Pamięci Stoczni Gdańskiej.


Ciekawa analiza…: https://wiadomosci.onet.pl/opinie/wybory-prezydenckie-2020-kleska-majowych-wyborow/z5kwtyy?utm_source=www.facebook.com_viasg_wiadomosci&utm_medium=social&utm_campaign=leo_automatic&srcc=ucs&utm_v=2
Po Rozwibrowaniu nastąpi Rozbełtanie. Jak w tej piosence. Rozbełtany w głowach papieski błękit i żółć dadzą soczystą, wiosenną zieleń.
Wibracje zaczynają się kumulować -„strajk przedsiębiorców”. Obława jaką na nich zrobili może rozwścieczyć wielu ludzi. Grupa urosła o kilkanaście tysięcy. Nie wiem czy o to władzy chodziło.
Przedsiębiorcy niestety dają się uwieść brunatnym (bo ci oferują im wsparcie prawników po dobrej cenie) i przedsiębiorcy chyba się połasili, (skoro strajk był tak „supportowany”). Tanajno teraz się wypiera, ale to było w ich grupie na FB. Jeśli zostaną sami, „zagospodarują” ich ludzie B.
Powiało optymizmem 🙂 Chaosu nie da się stale kontrolować. Kontrolowany chaos przestaje być chaosem. Chaos to chaos. Jest on niesterowalny i może w każdej chwili się jeszcze bardziej pogłębić pod wpływem dowolnego bodźca zewnętrznego, na przykład pandemii. Pochłonie on każdego ale jest też szansą dla każdego. Chaos jest nawet wskazany do wybudzenia zamierającej zorganizowanej struktury. Ciepła woda w kranie stała się jedyną ruchomą częścią rzeczywistości pod koniec epoki Tuska, więc pomysł na rozwibrowanie powinien nam wszystkim posłużyć. Przesłanie historii jest jasne – rewolucja zjada własne dzieci. Z chaosu wyłoni się nowa rzeczywistość. Pesymista (dla pewnych, dość ograniczonych ludzi będzie to optymista) pomyśli, że w pierwszym etapie czeka nas Tysiącletnia Rzeczpospolita z Duce na czele (choć to może przybierać inne czerwone lub czarne formy, bowiem różne są choroby wieku dziecięcego). Optymista oczekuje, że docelowo zacznie oddychać pełną piersią w świeckim, dobrze zorganizowanym, zachodnioeuropejskim państwie opiekuńczym. Zdecydują elity i liderzy. Gdzie ulokowało się u nas więcej talentu? Po brunatnej, czy po kolorowej stronie?
Talentu – po kolorowej. Determinacji i brutalnej siły – po brunatnej… Co zwycięży?
Podoba mi się tak postawione pytanie. Bardzo celne. Wymusza przywołanie czynnika czasu. Jak uczą dzieje „zjednoczone kolory” zawsze przeważą nad pojedynczą barwą, bo w przeciwnym razie nie byłoby postępu ale mamy jeszcze właśnie czynnik czasu. W długiej perspektywie jestem optymistą (i oby życia nam wystarczyło). W krótkiej – nie podejmuję się wróżenia.