20.06.2020
Wiedziałem, że ks., Paweł Rytel-Adrianik, rzecznik KEP, ma wiele przymiotów, ale nie miałem świadomości, że ma tak wyborne poczucie humoru.

Oto po dość oczywistym komentarzu Szymona Hołowni („Jeśli jeszcze komuś przyjdzie do głowy, że rozdział Kościoła od państwa nie jest potrzebny, niech ten list przeczyta”) do listu agitacyjnego w sprawie wyborów rozesłanego z portalu rzeczonej KEP stwierdził, że biskupi nie mają z tym nic wspólnego, bo przecież, jak stwierdził jednoznacznie: „Kościół katolicki nie angażuje się w kampanię wyborczą, nie udziela też poparcia żadnemu z kandydatów na urząd Prezydenta RP, gdyż nie jest to jego rolą. Misją Kościoła jest głoszenie Ewangelii każdemu człowiekowi, niezależnie od poglądów politycznych”.
Na czym zasadza się rzeczone poczucie humoru rzecznika, który zresztą niebawem zakończy swój urząd (będzie specjalistą medialnym od kontaktów międzynarodowych KEP)?
Mamy dość!DO WYBORÓW
Idziemy i robimy swoje.
Ano na tym, że jest przekonany, że mu ktoś naprawdę uwierzy. Rozejrzyjmy się wokół, rzućmy okiem na tzw. media katolickie, posłuchajmy, co mówią biskupi. Tam rzeczywiście panuje absolutna wstrzemięźliwość polityczna i jeno odwołania do Ewangelii można znaleźć.
Wolne żarty księże Pawle. Ja się na żartach znam, ten wydaje mi się nad wyraz niestosowny.


Nie sądzę, by ksiądz rzecznik wierzył w to, co mówi. Ta wypowiedź jest tak absurdalna, że jedynym wytłumaczeniem jej upowszechnienia jest chęć wykonania pełnego hipokryzji rytuału umycia rąk, formalnego zapewnienia swoim mocodawcom alibi. Co więcej, nie sądzę, by księdza rzecznika w najmniejszym stopniu obchodziło to, czy ktokolwiek mu uwierzy. Ci panowie to samo wyekstrahowane zło moralne w czystej postaci.
A oto jak sprawę widzi red. nacz. biutetynu KAI Marcin Przeciszewski: „Cześć kandydatów pretendujących do urzędu prezydenckiego w trakcie kampanii wyborczej wyraźnie wypowiada się za „wprowadzeniem” w Polsce zasady rozdziału Kościoła od państwa. Postulaty te mogą dziwić, gdyż rozdział Kościoła od państwa – oraz jego konkretny kształt – definiują Konstytucja RP oraz Konkordat ze Stolicą Apostolską. W obu tych dokumentach rozdział wyrażany jest za pomocą formuły „wzajemnej autonomii i niezależności Kościoła i państwa”, co pozostaje w zgodzie z rozwiązaniami obecnymi w większości państw europejskich”.
Podobnie jak rzecznik KEP napisał to zapewne w dobrej wierze, choć, i tu znowu podobnie jak rzecznik, całkowicie rozminął sie z praktyka zarówno kościoła katolickiego jak i państwa PiS.
Gwoli ścisłości rzecznik KEP nazywa się Paweł Rytel-Andrianik. Onże jest wyjątkowo sprawnym manipulatorem. Wiecznie uśmiechnięty i zadowolony z episkopatu, biskupówi siebie samego. Łże w żywe oczy i nie czerwieni sie. Wedle tego pana episkopat działa wspaniale a wszystkie bezeceństwa, przestępstwa, nadużycia, czy jak chce tego wiara – grzechy, to nie episkopat, tylko wszyscy inni. Tym razem oszustwo jest ewidentne, ale złapany za rękę powtarza – to nie moja ręka! I co mu zrobicie?
To jeden z tych samozadowolonych z siebie katabasów, którzy powoduja, że ludzie przestają wierzyć w coś, co jest ewidentnie dętym i naciąganym wyznaniem religijnym.
Łże w żywe oczy i nie czerwieni się…. No to jak wszyscy pisowscy politycy +PAD….
Przepraszam ks. rzecznika za literówkę w nazwisku, w istocie nazywa się Paweł Rytel-Andrianik a nie, jak napisałem Paweł Rytel-Adrianik. Na przyszłość będę uważniejszy.
Obawiam się, p. Profesorze, że (zrozumiała skadinąd) potrzeba napiętnowania hipokryzji, cynizmu i wyrachowania obrońców „dobrego imienia” Kościoła, zarówno duchownych, jak i świeckich, jest o tyle przeciwskuteczna,że nie bierze sie pod uwagę totalnego wyprania ich mózgów. Ci ludzie mają wdrukowane w umysły przekonanie o „świętości Kościoła grzesznych ludzi, którego bramy piekielne nie przemogą” – i w tym sensie „nie kłamią”, że sami ślepo w to wierzą. W ich przekonaniu każda, nawet najbardziej oczywista krytyka z „bram piekielnych” się wydobywa. I jako taka, jedynie ich w tym zadufaniu utwierdza.
Zgoda, choć to „zle ukształtowane sumienie” można wszak korygować naciskami z zewnątrz, bo w dyskusję wdawać się nie warto.