13.08.2020
Andrzej Koraszewski w swoim tekście: Gorsza strona naszej natury zawarł niewątpliwie wiele prawdziwych i słusznych uwag komentując książkę Pinkera Zmierzch przemocy. Uzasadniając złożoność problemu przemocy i kwestię aktualności w dzisiejszym świecie tez postawionych przez Pinkera, Autor sięgnął po wiele przykładów z naszego krajowego podwórka, ale też kilka zagranicznych.

Zdziwiła mnie przedstawiana przez pana Koraszewskiego dość jednoznaczna ocena amerykańskich protestów skierowanych przeciw policyjnej przemocy i rasizmowi. Notabene, protesty, czy raczej manifestacje, trwają do dzisiaj, także w moim county i są to protesty pokojowe. Nie są już medialne, więc mało kto za granicą o nich słyszy. Nie wdając się w merytoryczne treści manifestacji, bo to duży osobny temat nie tylko policji i rasizmu, chciałbym rzucić nieco więcej światła na problem systemowej przemocy policji w Ameryce.
W demokratycznym świecie narasta konflikt cywilizacyjny więc to zrozumiałe, że z obydwóch stron pojawiają się ciągotki do „ostatecznego rozwiązania”. Obydwie strony, czyli z jednej strony ci, którzy chcą zmian, a z drugiej ci, którzy chcą porządku i spokoju, i business as usual. Trzeba zauważyć, że siły porządkowe w coraz większej liczbie krajów poddawane są militaryzacji. To naturalna opcja dla tej drugiej strony. Szkoli się funkcjonariuszy tak, jak szkoli się żołnierzy do operacji przeciwko przeciwnikowi na polu walki — szybkość, agresja, bezwzględność, likwidacja. Uczy się ich, żeby nikomu spoza swojej grupy nie ufali i reagowali natychmiast w sytuacji podejrzenia, że mogą zostać zaatakowani.
Militaryzacja policji nie wzięła się jednak znikąd. To jest konsekwencja coraz brutalniejszych metod działania przestępców kryminalnych, ale też pojawienia się wyszkolonych terrorystów. W USA ze względu na powszechny dostęp do broni i niebywale lukratywny rynek narkotyków przestępcy stali się coraz bardziej bezwzględni i coraz lepiej wyszkoleni i zorganizowani. Praca policjanta w USA w ogóle jest ogromnie stresująca z podstawowego powodu — Drugiej Poprawki do Konstytucji. Gwarantuje ona powszechny i nieskrępowany dostęp do broni palnej wszystkim obywatelom.
W zamyśle Ojców Założycieli posiadanie broni miało mieć równoważący wpływ na krajową politykę rządów. Obywatele mogli się obronić przed próbami zdominowania ich przez rządzących lub próbami odebrania im przynależnych praw. Dzisiaj konsekwencją Drugie Poprawki jest obecność broni właściwie wszędzie. W domach i samochodach. Policjant w trakcie każdej czynności służbowej musi się liczyć z obecnością broni w samochodzie kontrolowanego kierowcy, w kieszeni zatrzymywanego na ulicy człowieka, czy w mieszkaniu poszukiwanej osoby. Policjant może zostać postrzelony właściwie w każdej chwili.
A na domiar złego, policjanci w USA w czasie codziennej rutynowej służby pracują w pojedynkę.
Skutek jest taki, że policjant, idąc do pracy jest sfrustrowany, spięty i reaguje na każdą niestandardową sytuację jak na sytuację bezpośredniego zagrożenia życia. I traci zdolność racjonalnej oceny sytuacji. W konsekwencji o pracę w policji starają się dość specyficzni ludzie, o których moglibyśmy powiedzieć, że pasują jak ulał do dzisiejszej policji, ale słabo pasowaliby do policji jutra (tego lepszego jutra). Wydawało się, że najlepszym rozwiązaniem będzie takie przeszkolenie policjanta, które da mu przewagę nad bezwzględnym przestępcą. I owszem, policjanci radzą sobie coraz lepiej z takimi przestępcami. Ale to nie bezwzględni przestępcy stanowią większość interwencji policjantów. Brutalna interwencja wobec spokojnych i nieagresywnych obywateli to ślepa uliczka. Co więcej, prowokuje ona agresję ze strony dotychczas spokojnych i nieagresywnych ludzi. Na to dodatkowo nakładają się kwestie rasowe, czy etniczne.
Prawo amerykańskie, chociaż skonstruowane w dobrej wierze, również nie pomaga policji zachować opinii przyjaznych stróżów prawa. Nie mają oni prawa zatrzymać kogokolwiek, jeśli nie ma jednoznacznego powodu. Nie mają prawa użyć broni, jeśli nie ma jednoznacznego powodu. Wydaje się, że to wspaniale, że właśnie o to chodzi.
Konieczność efektywnej pracy policjanta skutkuje jednak w tych okolicznościach prawnych czymś, co w Polsce nazwalibyśmy prowokacją. Dwa przykłady. Jazda samochodem z nadmierną prędkością. Nieoznakowany samochód policyjny jedzie autostradą za kierowcą, który nieznacznie przekroczył dopuszczalną prędkość. Zatrzymają go i wypiszą mandat, jeśli przekroczy dopuszczalny lokalnym prawem margines limitu prędkości. Czekają więc na okazję i kiedy ów kierowca zacznie wyprzedzać lewym pasem ciąg ciężarówek, stosują pressing i tzw. jazdę na zderzaku zachęcając kierowcę do przyspieszenia.
Drugi przykład jest drastyczny i został sfilmowany kilka lat temu. Policja zatrzymuje młodego czarnego mężczyznę podejrzewanego o posiadania narkotyków. Policjanci klęczą przy swoich radiowozach i trzymają broń wycelowaną w tego człowieka, który stoi odwrócony do nich plecami na trawniku w odległości ok. 15 metrów. Z drugiej strony filmuje go jego zapłakana dziewczyna, błagając go, żeby nie próbował uciekać, żeby się nie ruszał. Ta psychologiczna gra trwa długie minuty, nienaturalnie długo. Ale niech tylko ten chłopak ruszy się i spróbuje ucieczki. Albo spróbuje usiąść. Zginie na miejscu. Niejasne jest, czy policjanci boją się go skuć, czy mają inne instrukcje. Dopiero kolejni policjanci, którzy nadjechali po ok. 10 minutach skuwają go i aresztują.
Powyższe przykłady pozwalają zrozumieć, jaki może być skutek psychologiczny i reakcja na widok interweniującego policjanta. Przypomnijmy sobie jak reagujemy np. na policjanta drogówki w Polsce. Śmiem przypuszczać, że poczucie własnej winy jest przeważającym uczuciem. Inaczej w Ameryce. Tutaj pojawia się pewne poczucie niesprawiedliwości i opresyjności państwa. Uzupełnione poczuciem własnej słabości, że znowu daliśmy się państwu nabić w butelkę. Ale następnych razem pokażę temu państwu, gdzie je mam.
Ten scenariusz rozgrywa się nie tylko na linii obywatel-policja, ale też w wielu innych aspektach codziennego życia. Uczucie niechęci, a często wrogości wobec rządu federalnego jest powszechne na amerykańskiej prowincji.
Militaryzacja policji wydaje się pułapką, w którą wpadają kolejne kraje. Nie dziwi nas, jeżeli dzieje się to w warunkach dyktatury jak np. w Rosji czy Białorusi. Ale już dziwi, kiedy ma to miejsce w USA, Australii, Francji, czy ostatnio w Warszawie. Na szczęście istnieją wzorce inne, które dają jakąś nadzieję na wyjście z pułapki. Mam na myśli policję w UK, która nie utraciła szacunku obywateli.
Kanada, która początkowo odeszła od angielskich wzorców służby policyjnej na rzecz militarnych wzorców francuskiej policji, zreformowała już dawno temu swoją policję wracając właśnie do swojej brytyjskiej tradycji. Kanada była przykładem, że to odrzucenie sojuszu między społecznością a policją oraz zawężenie misji policji w pełni kontrolowanej przez polityków do wyspecjalizowanej walki z przestępczością, doprowadziło do złych konsekwencji w późniejszych dziesięcioleciach. Są też przykłady z Azji, ale to inna tradycja kulturowa i wydawać się może zbyt dla nas egzotyczna.
Jeśli dochodzimy do ściany w zakresie możliwych rozwiązań porządkowych, to pozwólmy lokalnym społecznościom na eksperymenty.
Rada miejska Minneapolis już zdecydowała o rozwiązaniu Departamentu Policji. To pierwszy taki eksperyment w USA. Eksperyment na żywym ciele. Jeżeli się powiedzie, to spowoduje ona epokową zmianę, która będzie rezonować w całym współczesnym demokratycznym świecie. Ale niestety, ten eksperyment moim zdaniem może nie zakończyć się sukcesem właśnie ze względu na Drugą Poprawkę.
Pisząc obrazowo, trudno będzie nauczyć ludzi chodzić nowym tanecznym krokiem po szklanej podłodze, jeśli nie usunie się rozrzuconych na niej pinesek. Nie zapominajmy też, kto właściwie rządzi Ameryką. NRA, National Rifle Association, to organizacja skupiająca producentów broni, jej miłośników, myśliwych i zwykłych posiadaczy broni. Jeżeli drodzy Państwo nie przykładaliście wielkiej wagi do działań tej organizacji, to przypomnijcie sobie o wzroście statusu i roli kół łowieckich w Polsce w ostatnich 4 latach i o powracających apelach pewnych polskich polityków o wprowadzenie powszechnej dostępności broni w Polsce.
NRA w USA publikuje regularnie listę polityków przyjaznych broni, czyli tych, na których należy głosować oraz tych, na których nie wolno głosować. Dla bardzo wielu Amerykanów, szczególnie tych z prowincji, jest to jedyne źródło wiedzy, do którego sięgają, na temat kandydatów. Na stronie NRA wisi obecnie oficjalne poparcie dla kandydatury Donalda Trumpa w nadchodzących wyborach.
Na sprawy bezpieczeństwa nakłada się aspekt finansowy. Dla wielu decydujący. Koszt utrzymania sił policyjnych coraz bardziej obciąża budżety państw i samorządów. W Stanach Zjednoczonych dane na ten temat różnią się w zależności od źródła. Na podstawie analizy przeprowadzonej przez U.S. News & World Report odsetek środków budżetowych przydzielony departamentom policji przez 10 największych miast w kraju wahał się od 6% do 17,4% rocznie. Dane zebrane przez Center for Popular Democracy, a obejmujące też inne miasta, wykazały, że budżet wydziału policji stanowił średnio od 20 do 45 procent rocznego budżetu miasta, przy czym w miastach takich jak Minneapolis jest to ponad 35%, a Milwaukee prawie 48%. To jest, jak się łatwo domyślić, największa pozycja w budżecie miast.
Bardzo potrzebujemy nowych rozwiązań. Ale nie musimy odkrywać na nowo Ameryki, ponieważ sama historia ewolucji policji w różnych krajach i w różnych okresach dostarcza ogromnej ilości inspiracji i wzorców. Jeśli demokratyczny rząd, wybrany w demokratycznym kraju w demokratycznych wyborach zaczyna sięgać po środki represji wobec własnych obywateli, co ma miejsce zarówno w dzisiejszych USA, jak i Polsce, to poważnie potraktujmy to jako bezpośrednie zagrożenie naszych wolności.
Żądanie powszechnego dostępu do broni? Przykład USA pokazuje, że posiadanie broni nakręca spiralę przemocy. Co mamy zatem robić?
Popierajmy zmiany. Dyskutujmy. Przywrócenie służby policyjnej lokalnym społecznościom i odłączenie jej od polityków i aparatu administracyjnego państwa wydaje się pożądanym kierunkiem. Państwo niech sobie zachowa swoje wyspecjalizowane, ale nieliczne policyjne siły szybkiego reagowania. Nie wynajdujmy przykładów na potępianie protestów po śmierci Floyda, bo to jest zajęcie dla popierających Trumpa białych supremacjonistów, a także prawicowych środowisk uznających Stary Testament, czy Torę za ostateczną wyrocznię, oraz ludzi zapewne wynajętych przez NRA.
Jeżeli szukamy rozwiązań, to skupmy się na meritum i uwierzmy, że świat może stać się lepszym miejscem do życia. Uwierzmy Pinkerowi.
Arkadusz Głuszek
USA

Nie przesadzałbym z wpływem terroryzmu na skłonność strzelania Amerykanów do siebie. Wszystkie ataki terrorystyczne na świecie nie powodują tylu ofiar co zabójstwa z użyciem broni w USA. Od kul ginie tam miesięcznie około 2000 osób. Ale skoro to zabijają swoi to nie jest to widać takie straszne. Terroryzm spowodował tylko nasilenie lęków, wzmożone zakupy broni i nasilenie inwigilacji obywateli. Zresztą z terroryzmem USA walczyły przy pomocy wojska (!) najeżdżając inne kraje – to był pretekst.
Ameryka to dziwny kraj. Z czegoś to wynika i nic nie zapowiada żeby to miało się zmienić.
Są miejsca w USA gdzie niewidomi wywalczyli sobie prawo do noszenia broni (!). A szef National Rifle Association powiedział kiedyś, że na złego człowieka z bronią najlepszy jest dobry człowiek z bronią. Ciekawe, jak on rozpoznaje na ulicy dobrych i złych ludzi i jakie szanse ma dobry człowiek kiedy zły nagle wymierzy do niego z broni.
Około 4 tysięcy dzieci ginie co roku w USA wskutek ran odniesionych z broni palnej. Co najmniej kilkaset dzieci ginie co roku z rąk policjantów (nie są prowadzone żadne oficjalne statystyki).
To jest nie tylko skłonność do strzelania.
Dwa lata temu @ARTU pisał:
„W USA – KAŻDEGO DNIA – średnio 5400 dzieci w wieku szkoły średniej (12-18 lat) próbuje popełnić samobójstwo. Więcej dzieci traci co roku życie wskutek popełnienia samobójstwa niż od najczęściej występujących u dzieci chorób razem wziętych, łącznie z nowotworami (źródło: jasonfoundation.com/prp/facts/youth-suicide-statistics/)
Stany Zjednoczone są jednym z najgorszych krajów do wychowywania dzieci. Około 35% dzieci i młodzieży ma trwałe zaburzenia psychiczne. W amerykańskich szkołach publicznych wśród uczniów powszechna jest „fala” – znęcanie się silniejszych uczniów nad słabszymi. Według amerykańskiego prawa już 7 latka można oskarżyć o molestowanie i pedofilię. Pamiętam też przypadek gdy 17-latek miał swoje nagie zdjęcie w swoim telefonie i z tego powodu został oskarżony o pedofilię.”
Wynika z historii rozwoju zakątka naszej cywilizacji, u nas kiedyś każdy miał długo szablę a u nich od razu M1866. I może było za mało dobrych smoków.
Nie sugerowałem, że terroryzm ma wpływ na pasje strzeleckie Amerykanów :). Strzelanie do puszek i wiewiórek za domem to była popularna rozrywka dzieci po szkole i na prowincji gdzieniegdzie trwa do dzisiaj. Z wiekiem wiewiórki dla niektórych przestają być godnym celem. Wpływ terroryzmu na militaryzację policji to jest ciekawy wątek. Wydaje się, że dla wielu rządów to był dobry pretekst do przejmowania ściślejszej kontroli politycznej nad siłami policyjnymi. Czytałem o ciekawym przypadku Australii, gdzie zniesiono powszechny dostęp do broni, niemal całkowicie skończyły się zabójstwa z użyciem broni, a policja jest dzisiaj jak nigdy wcześniej uzbrojona tak samo po zęby jak amerykańska i interweniuje równie brutalnie.
„Gwarantuje ona powszechny i nieskrępowany dostęp do broni palnej wszystkim obywatelom”
Teoretycznie, gdyz kazdy Stan posiada wlasne przepisy. Przykladowo w NJ sa miasta gdzie nikt nie dostanie pozwolenia na zakup broni krotkiej. W kazdym stanie jest sprawdzana karalnosc i to przez FBI.Karany moze zapomniec o pozwoleniu. W NJ pozwolenie jest wazne bez ograniczen czsowych i moze byc cofniete przez sad.
W Stanie MA musze co 6 lat odnawiac swoje pozwolenie.Oczywiscie sprawdzaja czy nie popelnoilem w miedzyczasie jakiegos wykroczenia . Problemem nie sa ludzie z legalnym pozwoleniem na bron ale ci ktorzy maja bron bez pozwolenia. Przykladowo moge uzyc broni w obronie wlasnej np. przy wlamaniu do domu ale tez sa pewne obostrzenia. W kazdym Stanie wyglada to inaczej.Mam nadzioeje ze nigdy nie bede zmuszony do uzycia broni ktora posiadam.
Pozdrawiam:
Mam troszke kłopotów z tym Pana tekstem, bo jak mi Bóg niemiły, tak nie zauważyłem w amerykańskich mediach protestów przeciw pokojowym protestom, ani też wzywania do zaprzestania badania nadużyć policji. Widziałem natomiast wezwania do opamiętania się z żądaniami pozbawienia policji funduszy i te wezwania dziwnie często pojawiają się ze strony przedstawicieli społeczności czarnych. W tych strzelaninach Amerykanów do Amerykanów tak się dziwnie skłania, że najczęściej giną młodzi czarni mężczyźni z rąk młodych czarnych meżczyzn. Jest to poważny dramat, na który zmniejszenie funduszy policji raczej nie pomoże. Czy w amerykańskiej policji jest systemowy rasizm? Kwestia definicji. Systemowy oznaczałby odgórnie sankcjonowany. Tu miałbym wątpliwości. Jak w każdej policji są jednostki o skłonnościach sadystycznychi z pewnością są przypadki krycia kolegów, którzy nadużyoli siły. Ze wsxzystkich stron słysze wezwania, że trzeba coś z tym zrobić, Jedne propozycje wyglądają się realistyczne, a inne zakrawają na utopijne lub zgoła sprzyjające bandytyzmowi. Czy zwrócił Pan uwagę, że Chicago jest w ogniu? Jeśli nie jest to dla Pana problem, to nie wykluczam, że dla mieszkańców Chicago może jednak być problem.
Media są podzielone i podobnie jak w Polsce komentują to samo wydarzenie z zupełnie odmiennych punktów widzenia. Zupełnie inny obraz sytuacji otrzymują widzowie np. CNN i Fox News. Polonia w Chicago w 3/4 podziela punkt widzenia Fox News, czyli konserwatystów i prawicowych populistów z Trumpem na czele. Oczywiście, że dostrzegam pojawianie się utopijnych pomysłów po stronie środowisk progresywnych ale są one sporadyczne. Traktowałbym je jako wyraz desperacji ludzi, którzy długo czekali na zmianę sytuacji. Przeważają rozsądne i racjonalne próby naprawy sytuacji, a dowodem na to, że może to być długi proces jest fakt, że decyzja o rozwiązaniu departamentu policji w Minneapolis nie została jeszcze faktycznie wdrożona półtora miesiąca po uchwale radnych. Nie mam ochoty komentować tych opinii środowisk i mediów prawicowych, które każde działanie reformatorskie pokazują jako głupotę i nadchodzący armagedon. Za NRA mają jedną receptę na wszystko – więcej broni dla ludzi, żeby „mogli bronić swoich rodzin i siebie”. Prawicowa prasa i Fox News lubują się w rozdmuchiwaniu obrazu wzrostu przestępczości i jednoznacznie wskazują kto jest temu winien. Prezydent Trump miał też prostą receptę na problem manifestacji – wysłał agentów federalnych do wyłapywania protestujących na ulicach. Oczywiście wywołali oni wściekłość ludzi i wzrost agresji. I o to Trumpowi chodziło. Przeliczył się jednak bo same miasta zaczęły żądać wyjazdu agentów federalnych tak jak żądały wcześniej wycofania gwardii narodowej.
Obraz sytuacji podzielany przez zwolenników Trumpa jest taki jak obraz pokazywany w Fox News i mediach prawicowych sprzyjających Republikanom. Czytając Pana komentarz widzę odzwierciedlenie tego obrazu. „Najczęściej giną młodzi czarni mężczyźni z rąk młodych czarnych meżczyzn” – takie izolowane stwierdzenia pachną rasizmem. Biali mężczyźni giną najczęściej z rąk białych mężczyzn ale nie jest to tematem mediów prawicowych. Maskary w szkołach amerykańskich i miejscach zgromadzeń z użyciem taktycznej broni automatycznej to specjalność białych. „Systemowy rasizm” – gdyby zamieszkał Pan na Południu USA nie miałby Pan problemu z uchwyceniem istoty tego zjawiska, pisał o tym red. Węglarczyk, pisałem ja na łamach SO. W Ameryce naprawdę „biją murzynów” i chociaż odrzucaliśmy tę informację w czasach PRL jako wstrętną propagandę, fakt pozostaje faktem. Biała Ameryka lat 50. i 60. naprawdę była obrzydliwym miejscem ale skąd mieliśmy to wiedzieć. „Chicago jest w ogniu” – to ostatnio ulubione sformułowanie mediów prawicowych. Przestępczość wzrosła w ostatnim okresie ale dotyczy przede wszystkim tych dzielnic miast, gdzie była problemem już wcześniej. Rzeczywiście, różni ludzie próbowali wykorzystać sytuację po protestach i spróbować kradzieży w nowych miejscach ale to tylko pokazało ludziom, że potrzebują służb porządkowych, a policjantom, że są potrzebni i nie zostali odrzuceni przez lokalną społeczność. W mojej opinii ta sytuacja została już opanowana. W Chicago, jak wskazuje sam naczelnik tamtejszej policji, ostatni wzrost przestępczości ma związek ze swoistą kulturą gangu, która na trwale zrośnięta jest z tym miastem i nie pojawiła się wczoraj. Chicago posiada niechlubną opinię miasta o najwyższej przestępczości w USA. To gigantyczne obszarowo miasto i ma wiele dzielnic. Najgorsze są dzielnice na południu i zachodzie miasta. Centrum miasta jest bezpieczne i można tam bezpiecznie spacerować, nawet w nocy. W śródmieściu i na północy są dzielnice zamieszkałe przez najzamożniejszych mieszkańców i są dobrze chronione przez policję. Paradoksalnie historyczne centrum miasta jest uznawane za bezpieczniejsze od większości centrów innych amerykańskich miast. Złudne jest używanie uogólnień typu miasto A ma wysoką przestępczość, bo to w rzeczywistości jest średnia statystyczna.
Chciałem w odpowiedzi rzucić garść statystyk ale tylko się zirytowałem widząc, że nawet w USA publikowane dane statystyczne zaczęły być elementem gry politycznej. Co za paskudne czasy. Najnowsze solidne dane to 2017 rok.