Telewizja pokazała (630)

19.10.2020

Przy kolejnych zawirowaniach na szczytach władzy w PRL moi rodzice zastanawiali się, jak wybór I Sekretarza partii rządzącej wpłynie na życie w kraju. Moja mama marzyła o takim ustroju, gdzie zmiana na szczytach władzy nie wpływa na życie przeciętnego mieszkańca, który może nawet nie wiedzieć kto jest premierem czy prezydentem. Tam, gdzie są rządy prawa i ugruntowane przestrzeganie konstytucji, tam obywatelowi nic nie grozi ze strony władzy.

Obecna sytuacja w Polsce przypomina tę z czasów PRL właśnie dlatego, że mamy ekipę rządzącą nieliczącą się z prawem, i od humoru, i pomysłów Kaczyńskiego w dużym stopniu zależy jakość życia przeciętnego obywatela.

Rządzący powinni starać się umacniać rządy prawa, tymczasem Kaczyński ma przeświadczenie podobne do tego, jakie miał Gomułka, kiedy w latach 60. udała się do niego pewna działaczka, przedwojenna komunistka, i powiedziała, że bezpieka wysuwa się ponad partię i że to jest groźne. Gomułka odpowiedział: — Ważne kto trzyma kij.

Dodatkowo brak odpowiedniego wychowania Kaczyńskiego w młodości sprawia, że raczej będzie gorzej. Kiedy wiele lat temu zapytano go, dlaczego dopuszcza do władzy marne osoby, odpowiedział: – Dom można wysprzątać i brudną szmatą. Gdyby choć raz wysprzątał dom brudną szmatą, to by zobaczył, że w ten sposób tylko rozmazuje się brud.

C:\Users\Piotr\Pictures\Saved Pictures\Kaczyński 2.jpg

* * *

Do Rady Miasta Kraśnika trafiła petycja o zmianę nazwy Ludowego Klubu Sportowego „Tęcza Kraśnik”:

Dzisiaj tęcza to symbol zepsucia, dewiacji, rozbicia rodzin i niszczenia duszy najmłodszych, bezbronnych obywateli. Dlatego wnioskujemy o delegalizację działalności lub o zmianę nazwy Ludowego Klubu Sportowego Tęcza Kraśnik w drodze odpowiedniej uchwały.

Jesteśmy dumni z działalności Rady Miasta Kraśnik, której członkowie z troską wykonują mandat społeczny na rzecz mieszkańców swojej małej ojczyzny. Stoicie Państwo jak skała na straży wartości tradycyjnych, Polskich i konserwatywnych. Siły wrogie Ojczyźnie drżą i wyją ustami antypolskich mediów, widząc Waszą heroiczną działalność sprzeciwiającą się ideologii LGBT. Otwarci wrogowie Państwa krytykują Państwa dzisiaj za wyraźny sprzeciw przeciwko szkodliwym dla ludzi technologiom WiFi oraz 5G. Państwa niezłomna postawa to wzór troski o mieszkańców, wzór troski o Polaków! Musicie jednak Państwo działać kompleksowo i wyrwać grzech z korzeniami. Na każdym polu odcinać się od moralnej degrengolady zgniłego Zachodu. Odcinać się od kulturowego marksizmu, który promuje dziś ideologia LGBT. Dzisiaj tęcza to symbol zepsucia, dewiacji, rozbicia rodzin i niszczenia duszy najmłodszych, bezbronnych obywateli.

No to Pan Bóg ma teraz szkopuł. Po potopie rozpostarł na niebie tęczę i powiedział: — To jest znak przymierza, które zawarłem między Mną a wszystkimi istotami, jakie są na ziemi. Teraz będzie musiał zmienić symbol przymierza albo zawrzeć z mieszkańcami Kraśnika inne przymierze.

* * *

Wysłuchałem wypowiedzi kilku profesorów epidemiologów. Niewesoło. Nie zdawałem sobie sprawy z tego, jak wygląda sytuacja chorego pod respiratorem. To najpierw wejście przez tchawicę (tlen), różne rzeczy podawane dożylnie, cewnik itd. i okazuje się, że niektórym pacjentom potem nie można przywrócić normalnego oddychania. Na szczęście to są już skrajne przypadki.

Lekarze namawiali, żeby sobie odpuścić wizyty na cmentarzach. Moim zdaniem bardzo słusznie, bo w tych dniach będzie wzmożony ruch w tramwajach i autobusach, a także ciężkie powietrze na cmentarzach z powodu zniczów. W końcu nasi zmarli „żyją” w naszych myślach, a nie w miejscach, gdzie zakopano ich zwłoki.

C:\Users\Piotr\Pictures\Saved Pictures\koronawirus rząd.jpg

* * *

Wicepremier Sasin, mówiąc o problemach związanych z epidemią, oświadczył, że pewna część lekarzy, oczywiście tylko niektórzy, nie przykłada się do pracy. To wywołało oburzenie i dziesiątki komentarzy, a także wzywanie Sasina, żeby przeprosił lekarzy. Ja bym zareagował inaczej. Powiedziałbym, że problemem są politycy, oczywiście tylko niektórzy, o ograniczonych umysłach i wiedzy, a za to wielkiej hucpie i braku etyki.

* * *

Wszędzie prawie rządzi egoizm, choć bywa ubierany w ładne słowa. Jakoś nikt nie chce wdrożyć w praktyce zasad chrześcijaństwa, co podobno jest warunkiem zbawienia.

Na świecie nie brakowało i nie brakuje despotów uciskających swój naród. Póki łączyły nas z tymi despotami wspólne interesy, nie miało znaczenia co wyprawiają u siebie w kraju. Przyjmowani byli przez przywódców demokratycznych państw, otrzymywali tam najwyższe odznaczenia państwowe, dostarczano im broń i współpracowano przy zwalczaniu opozycjonistów, którzy schronili się w „wolnym świecie”. Kiedy jednak demokratyczne kraje postanawiały sięgnąć po bogactwa krajów rządzonych przez despotów, natychmiast okazywało się, jakie to były kanalie, jak strasznie gnębiły swoje narody i jak bardzo te narody pragną demokracji i wolności. Konieczna była pomoc „wolnego świata”, aby skończyć ze strasznymi rządami despotów.

Żadnemu z „wyzwalanych” krajów nie wyszło to na zdrowie. W Iraku, który uwolniono od Saddama, zginęło więcej ludzi niż za wszystkich rządów despoty, kraj zniszczono, a potem co roku ginęło wielu obywateli. W Libii nie ma już Kadafiego, ale rządy sprawują różne koterie w poszczególnych prowincjach. Afganistan nigdy nie miał demokracji i nie dążył do niej. Dzięki wojnie stał się jednym z największych światowych dostawców narkotyków, a pieniądze tak uzyskane wspierają terroryzm, z którym tak walczono.

U nas kryterium oceny zagranicznych polityków jest jasne: zło to komuniści (szerokie pojęcie) i Rosja (jaka by nie była), dobrzy są ci, co powyższych zwalczają. Dlatego panowie Jurek, Kamiński i Wołek oddali swego czasu hołd Pinochetowi, bo ten zwalczał „komunistów” (tak nazywał wszelkiej maści ludzi o lewicowych poglądach).

To nie jest nowa sprawa i nie przyszła do nas z rządami PiS.

Fragment wywiadu z Piotrem Szumlewiczem (Przegląd nr 21, 2014):

W Polsce mamy z historią poważny problem. Dominuje podejście moralizatorskie, oparte na potępieniu wszystkiego, co jest kojarzone z socjalizmem, laickością, równością i PRL, przy bezrefleksyjnej pochwale tradycji niepodległościowej, wolnego rynku, prywatyzacji, II RP. Takie podejście do historii ostatecznie służy określonej polityce tu i teraz – legitymizacji antysocjalnej polityki gospodarczej, postępującej klerykalizacji państwa i dowartościowaniu postaw nacjonalistycznych. Niestety, w ostatnich latach to moralizatorskie, a zarazem bezkrytyczne i po prostu zmanipulowane podejście do historii Polski staje się coraz istotniejszym elementem debaty publicznej i działań politycznych. Przykładowo od trzech lat w całym kraju obchodzi się Dzień „Żołnierzy Wyklętych”, chociaż wiadomo, że wśród nich było wielu morderców i złodziei. Idealizuje się też przedwojenną II RP i marginalizuje jej antysemityzm, Berezę Kartuską, masowy analfabetyzm, głód, fatalne warunki mieszkaniowe, dyskryminację znacznej części społeczeństwa ze względów narodowych i ekonomicznych.

Politycy kłamią i kręcą. Niestety, media, które powinny nas bezstronnie informować, także kręcą i zniekształcają rzeczywistość, uprawiają propagandę itp. Agresja Rosji, wtrącanie w sprawy suwerennego państwa, jakim jest Ukraina, jest oczywista. Niemniej obraz tego, co się działo na Ukrainie był zawsze mocno cenzurowany. Otrzymywaliśmy obraz społeczeństwa, którego szlachetna większość dąży do prawdziwej demokracji, „dołączenia do Europy” itd., a sprzeciwia się temu i bruździ mała część zaczadzonych propagandą rosyjską „separatystów” i agentów Rosji. Problem w tym, że wśród „szlachetnych” było wielu skrajnych nacjonalistów, czasem zwykłych przestępców.

Pamiętam, jak doszło do zapędzenia grupy „separatystów” do budynku i podpalenia, w wyniku którego część tych ludzi spłonęła. W naszych mediach można było usłyszeć na ogół o ofiarach, bez precyzowania o kogo chodzi i jak doszło do ich śmierci. Gwałty „separatystów”, zajmowanie przez nich budynków państwowych były szeroko nagłaśniane. Wcześniejsze podobne działania różnych grup „wolnościowych”, nie przebijały się w naszych mediach. A przecież mamy wolne media. Podobno.

* * *

Nasi fundamentaliści starają się „odzyskać” państwo, opanowane według nich przez wrogów religii. Stosowanie się do obowiązującego prawa, zamiast do aktualnych nakazów biskupów, potępia się jako odstępstwo od wiary i zamach na „prawo naturalne” i katolicyzm.

Niemal każdego dnia dobitnie potwierdza się idea, którą kiedyś sformułował pewien prawicowy polityk: — Nie jest ważne czy Polska będzie biedna, czy bogata, ważne, żeby była katolicka.

Kościół katolicki „odzyskał” w Polsce więcej niż miał. Jeśli idzie o dobra wyszarpane niesłusznie w ramach tzw. Komisji Kościelnej, nie zamierza się z nich rozliczać i zwracać tego, co niesłusznie otrzymał. Wprowadził naukę religii do szkół i wymusił opłacanie jej przez państwo. Wymusił i narzucił swoje interpretacje prawa, ograniczające swobody obywatelskie i jeszcze głośno krzyczy o tym, jak jest prześladowany. Każde przestępstwo popełniane przez księży, jeśli już nie uda się go ukryć, Kościół traktuje jako indywidualny przypadek i nie poczuwa się do odpowiedzialności za swoich funkcjonariuszy. Każda drastyczna wypowiedź biskupa traktowana jest przez Kościół jako jego indywidualna interpretacja zasad wiary. Natomiast każdy atak na księdza, który popełnił przestępstwo, traktowany jest jako zamach na cały Kościół.

Czasem zastanawiam się, czy biskupi na pewno znają Ewangelie? I czy znają je wierni?

C:\Users\Piotr\Pictures\Saved Pictures\Kościół podatki.jpg

* * *

Moja przyjaciółka napisała:

Koszt wyprodukowania maseczki medycznej to ok. 35-40 gr. i powinny być one np. w szkołach ogólnie dostępne, bezpłatnie i obowiązkowo zmieniane po każdej lekcji. Takie automaty z bezpłatnymi maseczkami, podobnie jak automaty do dezynfekcji rąk powinny być zainstalowane we wszystkich szkołach. Koszt zainstalowania automatów i koszt maseczek powinien być refundowany przez państwo w ramach walki z koronawirusem. Gdyby przez jakiś czas (2-3 miesiące) był ustawowy nakaz bezwzględnego noszenia maseczek we wszystkich szkołach, instytucjach, sklepach, po prostu wszędzie, to transmisja koronawirusa byłaby bardzo ograniczona i może ilość zarażonych byłaby mniejsza. Tak radykalne nakazy pewnie możliwe byłyby tylko w Chinach, bo u nas niestety chyba znalazłyby się rzesze przeciwników.

Pisze także, że jeden z nauczycieli, który zmarł w Warszawie z powodu koronawirusa, zaraził się od ucznia w jednej ze szkół, w której nauczał.

Niestety, ta ekipa, a także poprzednie, stara się oszczędzać na edukacji. Szkoły się likwiduje i ładuje jak najwięcej uczniów do klas. „Reforma” pani Zalewskiej jeszcze bardziej obciążyła szkoły. Prezentowałem zdjęcia z zapchanych korytarzy w czasie przerw, kiedy nie ma mowy o zachowaniu dystansu, a uczniowie mają problemy ze skorzystaniem z toalet. Nauczyciele muszą dorabiać w różnych szkołach, bo ograniczono liczbę godzin z ważnych przedmiotów – kosztem liczby godzin religii. Podobnie mają pielęgniarki, które muszą dorabiać w kilku miejscach pracy. Szkoda, że nie mamy społeczeństwa obywatelskiego, bo tylko bunt „suwerena” mógłby tu coś zmienić. Przecież chodzi o kształcenie dzieci. Ale rodzice uznali, że lekcje religii w szkołach są wygodne, a że jest ich tak dużo i że ogranicza się lekcje z innych przedmiotów … To jest Polska, więc póki władze nie zabiorą jakichś przywilejów czy korzyści materialnych to nikt się nie zbuntuje. Gdyby Gomułka swego czasu nie podniósł tuż przed świętami cen produktów żywnościowych to by sobie spokojnie dalej rządził.

Pandemia nie zmieniła zachowania władz. Mieli kilka miesięcy na przygotowanie szkół i na konsultacje z nauczycielami. Nic nie zrobili. Nie przygotowano się do ułatwienia prowadzenia lekcji przez internet, nie dofinansowano szkół, nie konsultowano decyzji. W dodatku wprowadzono ograniczenia dla dyrektorów szkół, którzy, w przypadku wystąpienia zakażeń w szkole, nie mogą od razu decydować o zamknięciu czy wysłaniu na kwarantannę, ale muszą to najpierw uzgadniać z Sanepidem, co bardzo odwleka potrzebne decyzje.

Nie przygotowali też służby zdrowia do drugiej fali pandemii. Mieli kilka miesięcy, aby przygotować więcej łóżek szpitalnych, ściągnąć z zagranicy dodatkowy personel, dofinansować Sanepid i ogólnie służbę zdrowia. Widocznie, nawiązując do wypowiedzi premier Szydło, władze uznały, że im się to po prostu nie należało. Teraz kiedy szpitale i OIOM-y się zatykają, improwizują, chcą ograniczyć zabiegi w szpitalach do takich, po których pacjenci nie znajdą się w OIOM-ach i w ten sposób zwiększyć tam liczbę wolnych miejsc. I, oczywiście, nie konsultują swoich decyzji z zainteresowanymi, bo się boją krytycznych uwag.

Wystąpiła w telewizji dyrektorka powiatowego szpitala. Dostali polecenie od wojewody, żeby w ciągu kilku dni przestawić szpital na „covidowy”. Ale w szpitalu nie ma respiratorów, a co gorsza — ludzi do ich obsługi. Nie ma nawet tlenowni, są tylko butle z tlenem. Nie ma odpowiednich łóżek, miejsc do odkażania. Część lekarzy, która pracuje w kilku miejscach, nie chce pracować w „covidowym” szpitalu, żeby nie zarazić pacjentów w innych miejscach. W szpitalu są chorzy, których nie można przesłać do innych „normalnych” szpitali. Ta władza nie umie po prostu rozsądnie zarządzać.

Szpitale już nie chcą przyjmować nowych chorych, jeżdżą oni karetkami w poszukiwaniu szpitala, który by mógł ich przyjąć, albo godzinami czekają w karetce pod szpitalem (część chorych umiera w karetkach). Za chwilę nie tylko zabraknie miejsc w szpitalach, ale też zatkają się laboratoria wykonujące testy. Dla porównania:

Chiny zamierzają przeprowadzić w mieście Qingdao w ciągu 5 dni testy na koronawirusa u 11 milionów osób, bo w szpitalu leczącym pacjentów z koronawirusem, przybywających z zagranicy, wykryto kilkanaście nowych infekcji. Słowacja przygotowuje się do przeprowadzenia testów na obecność koronawirusa wszystkim mieszkańcom kraju z wyjątkiem dzieci w wieku do 10 lat.

PIRS

Print Friendly, PDF & Email
WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com