21.10.2020

Panie pułkowniku Wołodyjowski!
Głos kapłana brzmiał przerażająco w pełnej grozy ciszy, jaka zapanowała w kościele.
– Nieprzyjaciel w granicach! A ty się nie zrywasz? Na koń nie siadasz? Za szablę nie chwytasz?!
Wieko trumny uchyliło się nieco i lekko zduszony głos wydobył się z gardzieli małego rycerza.
– A ja mam to w zadzie, waszmościowie! Ja tam się zawsze jakoś urządzę …
Sytuacja nieprawdopodobna? Naprawdę? Błogosławieni, którzy nie widzieli, a uwierzyli, jak powiada Pismo. Toż ona bliższa prawdzie o naszych dziejach dalszych i bliższych.
Nowa wersja sienkiewiczowskiej powieści nie została i nie zostanie nakręcona na taśmie przy pomocy PISF i ministerstwa, za przeproszeniem, kultury.
Nie ma takiej potrzeby, jej akcja dzieje się na naszych oczach i jest wielce prawdopodobne, że zapadnie w ludzką pamięć tak bardzo, że jej utrwalenie na taśmie filmowej byłoby powodem do wstydu dla przyszłych pokoleń, a przecież tego właśnie powinniśmy unikać.
Dlaczemu?
Dlatemu, że takie jest założenie nowego programu edukacyjnego zaprezentowane przez p. Magdalenę Gawin, wiceministrę nauki.
W skrócie
- Rząd myśli nad „reformą humanistyki”, co oznacza zmianę w ocenianiu dorobku humanistyki i nauk społecznych;
- władza uważa humanistykę za dziedzinę kluczową politycznie – zwłaszcza historiografię i literaturoznawstwo;
- nowe zasady oceniania historyków i literaturoznawców mają odchodzić od „punktozy”, czyli wyceniania dorobku w punktach za publikacje; premiowane będą obszary badawcze wskazane przez władzę;
- rządzący narzekają na „cenzurę” w humanistyce, co ma oznaczać, że Zachód nie interesuje się ważnymi dla Polaków tematami, oraz że niektóre tematy zostały „zmonopolizowane” przez bliżej nieokreślone grupy wrogich polskim interesom naukowców;
- reforma ma odbywać się pod hasłami przywracania rzekomo zagrożonej wolności badań i krytyki naukowej.
Założenia tego programu są tak „PiS-owskie”, że nie trzeba specjalisty, by odgadnąć, kto jest autorem. Tradycyjnie, jak to w każdym ich programie – dwa trzy punkty, z którymi dałoby się zgodzić toną w zalewie bełkotu i bzdur wymyślonych na użytek rządzących mających na celu powszechne ogłupienie suwerena. Innego celu jakoś dostrzec nie potrafię, a i chyba nie potrzeba.
Pkt. 2 tego zestawu mówi sam za siebie. „premiowane będą obszary badawcze wskazane przez władzę”.
Co to ma wspólnego z nauką? Mógłbym odpowiadać długo i kwieciście, ale leniwy jestem więc zawężę odpowiedź do clou – nic.
„Władza uważa humanistykę za dziedzinę kluczową politycznie” – ktoś ma jeszcze złudzenia?
Każdemu niedokształconemu matołkowi (nawet z profesorskim tytułem) wydaje się, że humanistyka jest dziedziną, którą można dowolnie sterować. To pozory.
Oczywiście, może czynić w tym zakresie starania, ale to będzie miało niewiele wspólnego z nauką. Wbrew temu, co się niektórym wydaje, humanistyka także kieruje się elementarzem poznawczym, czyli metodologią, a ta, jak łatwo zauważyć, nie jest podatna na „wskazania władzy”. Żadnej. Podatni mogą być jedynie jej zdemoralizowani użytkownicy.
Niedoukom wydaje się, że wprawdzie nie można twierdzić, że 2 × 2 = 7, ale można, że obce siły (konkretne wskazania zależne od aktualnej sytuacji politycznej) wbrew patriotycznie nastawionemu całemu narodowi doprowadziły do rozbiorów Polski.
„Pedagogika wstydu” spać nie daje różnego rodzaju „patriotom”, którzy wprawdzie nie mają skrupułów, by Ojczyznę okradać w biały dzień i twierdzić, że „im się należy”, ale już stwierdzenie faktu, że nie jesteśmy mesjaszem narodów i mamy całkiem pokaźny woreczek grzechów na garbie jest obrazą uczuć nieomal religijnych.
Niebezpieczeństwo takiego podejścia jest wielkie, bo pozbawia nauczanego prawdy, z której mogą płynąć wnioski ratujące go w przyszłości, gdyby zaszły podobne sytuacje. To przecież główna wartość badań historycznych, znana od starożytności. Magistra vitae nie wzięło się znikąd.
Jeśli chwilowy zysk polityczny zwycięża u kogoś z ochroną przyszłości narodu przez pozbawianie go prawdy, to mamy do czynienia z dywersantem, wrogiem.
Humanistyka uniwersytecka wymaga poprawy, to fakt. Tyle że z tego faktu nie wynika, iż trzeba wywracać wszystko do góry nogami i to nie w imię naprawy sytuacji, a w interesie rządzących.
Takie próby w historii zdarzały się wiele razy. Pomijając, co wielu z nas pamięta, okres PRL, mieliśmy np. Fryderyka Wielkiego, który podporządkował sobie edukację tak dalece, iż nawet dziatwie jeszcze nieczytającej samodzielnie wciskano stworzone naprędce bajki i baśnie wtłaczające im do głów przekonanie o niemal cudownych właściwościach królewskiego rozumu i serca.
Trwało to krócej, niż PRL, dość szybko zorientowano się, że cała heca jedynie ośmiesza Fryderyka i zniechęca dzieci do nauki. To ostatnie jest bardzo ważne, bo frydrycjańskie Prusy, odmiennie od Polski PiS, stawiały na jak najlepsze wykształcenie obywateli (co w całkiem niedalekiej przyszłości wyszło im na dobre i to bardzo, bardzo). Nie mieli oporów, by naśladować rozwiązania wymyślone przez polską Komisję Edukacji Narodowej, bo skoro było dobre, co dlaczego miałoby przeszkadzać, iż wymyślili je Polacy?
Wyobraźcie sobie to dziś, kiedy władza na każdym kroku sugeruje, że wszystko, co obce jest złe, a co najmniej podejrzane, używając przy tym języka, jakim przesiąkła w młodości nieledwie posuwając się do nazwania tego spiskiem „wiadomych sił i określonych kół związanych z kręgami odwetowców z Bonn”.
Na dodatek władza coraz otwarciej pokazuje, iż na edukacji zależy jej niewiele. Po pierwsze nie waha się zrobić ministrem kogoś takiego jak Czarnek, co już samo w sobie pokazuje skalę upadku, tenże zaś pierwszą decyzją zwalnia pracownika dotychczas odpowiedzialnego za tworzenie podstaw programowych.
Jakby tego było mało oświadcza, w jakim kierunku pójdą zmiany.
Nie mam zamiaru bronić dotychczasowych podstaw programowych. Też uważam, że czas zauważyć XXI wiek także w szkołach. Wiele na ten temat ciekawych pomysłów ma prof. Leszczyński (tutejszy Hazelhard).
Nigdy jednak nie posunąłbym się do otwartego twierdzenia, że są „zbyt obszerne”. Porównywałem kiedyś podręczniki do liceum obecne z moimi sprzed lat. Jakoś nie zauważyłem zwiększenia zakresu nauczania, o którym mówi minister. Jest to kłamstwo wciskane dzieciom, rodzicom, nauczycielom, a jego efekt to coraz większa niechęć do nauki jako takiej, czyli pozbawiania młodzieży jedynej skutecznej broni z zalewem „byleczegości” (czytaj internetu), co raczej nie wróży światu zbyt dobrze.
Już dziś wiele osób uważa, że do szkoły chodzi się po to, by dostać świadectwo uprawniające do (dowolnie wpisać), a nie po to, by się czegoś naprawdę nauczyć.
To skutek dotychczasowych zaniedbań, także naszego pokolenia. Nikt nie naprawia tych błędów, gorzej – brnie w nie dalej i głębiej.
Szczególność obecnej sytuacji polega na tym, że dziś już minister mówi to głośno i wyraźnie, nie pozostawiając wątpliwości, jaką pójdzie drogą.
I co? Nikt się nie zrywa? Na koń nie wsiada? Za szablę nie chwyta?
Nie.
Jeśli pani wiceministra bez zażenowania mówi, że badania mają iść w kierunku wskazanym przez władzę to nikt na koń nie siada? Za szablę nie chwyta?
Nie.
Czasy się zmieniły, to prawda. Społeczeństwo jest dziś inne, to prawda. Nie tylko w Polsce.
Jednak nietrudno zauważyć, do czego taka sytuacja prowadzi w dalszej przyszłości. Prościutko do zmartwychwstania dawnych ansów, konfliktów, pretensji, co w wydaniu prymitywnym prowadzi do kolejnej wojny.
Covid ułatwia dyktatorom rzeczywistym i in spe działanie. To też prawda, bo kiedy ludzie zaczynają drżeć o swój byt biologiczny, gotowi są poświęcić wiele, łącznie z wolnością, by się ratować.
Na horyzoncie coraz rzadziej pojawiają się ci, którzy potrafią wskazać i wskazują inną drogę ratunku. Ich głos ginie w ogólnym tumulcie, chaos informacyjny sprawia, że więcej osób słyszy modelkę, czy szansonistkę wypowiadającą się na temat pandemii, niż specjalistów. To też zjawisko dla naszych czasów charakterystyczne.
Ruszył wreszcie ruch Rafała Trzaskowskiego. Śmiem twierdzić, że to ostatnia szansa dla ludzi rozumnych. Szansa, nie pewność.
Jakim się okaże? Czy podobnie jak w przypadku KOD zostanie zawłaszczony przez „zawodowych aktywistów”? Na razie jego „obywatelskość’ bywa na wszelkie sposoby podważana, nie bez przyczyny zresztą. Zbyt bliskie związki z partią polityczną zniechęcają wielu, którzy mogliby zasilić jego szeregi.
Jednak widząc co się dziś dzieje w Polsce (i nie tylko) śmiem twierdzić, że nie ma na dziś lepszego pomysłu i jedynie od powszechnego jego wsparcia zależy los nie tylko tego ruchu, ale i być może nas wszystkich.
W zastraszającym tempie kurczą się bowiem obszary, w których rozum mógłby przemawiać publicznie i docierać do ew. słuchaczy.
Czy to ten, który się zerwie? Na koń siędzie? Za szablę chwyci?
Mam nadzieję.
Błogosławieni, którzy uwierzyli …
Jerzy Łukaszewski

W diagnozie Pana Jerzego pełna zgoda – nie mam nic do dodania. Myślę bardzo podobnie.
KIlka uwag szczegółowych.
Jeśli idzie o nowego ministra – ze względów estetycznych nazwisko niewymowne – może sobie robić co chce. Jego i jego ludzi, podobnie jak cały PiS pandemia zmiecie ze sceny politycznej i unieważni całą ich kontrrewolucję. Nie mam żadnej pewności czy nie będzie gorzej, ale przynajmniej tych ludzi wiatr historii zdmuchnie aż miło.
Kwestię edukacji w ogóle jak wiele innych rzeczy musimy w Polsce urządzić od nowa odwołując się do dobrych wzorców z przeszłości oraz ze współczesnosci u naszych przyjaciół, na Zachodzie.
„Ruszył wreszcie ruch Rafała Trzaskowskiego. Śmiem twierdzić, że to ostatnia szansa dla ludzi rozumnych. Szansa, nie pewność.” Z pewnością to szansa dla obywateli myślących poważnie o Polsce, z tymi zastrzeżeniami o których Pan wspomina. Nie wiem czy to szansa ostatnia, ale ze względów motywacyjnych nie kwestionuję tego poglądu. Gdyby udało się zbudować ruch wartościowy i masowy to być moze oprócz dobrego programu dlka Polski byłby on w stanie wypracować także jakieś sposoby dobrego zreformowania samej PO, której aparat blokuje wszelkie reformy po ostanich 6 porazkach wyborczych. Bez tego ostatniego naprawa Rzeczypospolitej będzie chyba niemożliwa.
Szczerze mówiąc wolałbym, by ten ruch był jak najdalej od PO i każdej innej partii politycznej. Wymagałbym nawet od Trzaskowskiego wystąpienia z PO. Nie można trzymać kilku srok za ogon, to się prędzej czy później mści. Prędzej czy później dojdzie do konfliktu interesów partii i ruchu. Co wtedy?
Co zaś do konkretów to ruch powinien powołać coś na kształt wspomnianej Komisji Edukacji Narodowej i przygotować program zmian w tej dziedzinie. Powoli, bez pośpiechu, za to sensownie. Partie polityczne z tego skorzystają, bądź nie, ale materiał musi być przygotowany poza nimi. Musi!
Pełna zgoda – obok czegoś „…na kształt wspomnianej Komisji Edukacji Narodowej” ruch, jeżeli będzie wystarczająco masowy i popularny a zarazem kompetentny powinien przygotować kierunki kompleksowej reformy państwa, wraz z reformami poszczególnych, zabałaganionych obszarów szczegółowych – słuzba zdrowia, sądownictwo, policja, więziennictwo, system fiskalny, odbiurokratyzowanie gospodarki, system emerytalny, etc. Zmiany powinny objać także depisyzację Polski, na wzór denazyfikacji w NIemczech po 1945 roku. ,
+ REALNY rozdział Kościoła od państwa …Wprowadzenie podatku kościelnego wzorem naszych zachodnich sąsiadów ( wtedy byśmy zobaczyli ile by zostało z tych mitycznych 95 % Polaków -katolików…! ) i odcięcie KRK od pieniędzy z budżetu…
Sir Jarku – ja wiem, że powinna powstać nowa, wielka i potężna partia polityczna, któa zmiecie istniejące partie ze sceny, ale szans na taki scenariusz na razie nie widać. Na razie, bo rozwój pandemii moze radykalnie to zmienić. Dotychczas, po 2015 roku były dwie lub półtorej szansy zbudowania takiej partii:
– pierwsza szansa – KOD, ale Kijowski skutecznie tę szansę zaprzepaścił,
– pół szansy – Biedroń, ale podobnie jak Kijowski jego narcyzm i niski poziom kwalifikacji zarządczych nie pzowolił nawet rozwinać sie tej szansie.
O tym jak trudno zbudowac dużą, silną i stabilną partie polityczną przekonał się Petru i jego projekt Nowoczesna, która funkcjonuje jeszcze gdzieś na marginesach jako przystawka PO.
Jeżeli w wyniku pandemii nie nastąpi wstrząs społeczny, który taką partie wyłoni, pozostaje nam metoda małych kroków i tu Pan Jerzy Łukaszewski ma rację – Ruch Trzaskowskiego, który jezeli będzie bardzo silny, wymusi także istotne zmiany w PO. Jeżeli będzie słaby będzie trzeba szukac innych szans.
*
„PO jest nie do uratowania” – być może to prawda. Tymczasem jest najsilniejsza partia opozycyjna i nic nie zapowiada, że straci tę pozycję. Zgadzam się, że PO powinna się głęboko zreformowac i zmienic juz po wyborach 2015. NIe zrobiła tego. NIe zrobiła tego również po wyborze Budki na przewodniczącego. Jednocześnie wystawiła Trzaskowskiego, który w wyborach prezydenckich osiągnął dość przyzwoite rezultaty. Moim zdaniem myślący Polacy a do takich zaliczam autorów i komentatorów na SO maja trzy możliwości czynnego wpływu na zmiany w Polsce:
– przystąpić do Ruchu Trzaskowskiego bądź do PO/KO,
– przystąpić do ruchu lub partii Holowni,
– przystąpic do innej z istniejących formacji opozycyjnych.
Jestem najdalszy od wszelkiej protekcjonalności, także w każdym komentarzu. NIe odczuwałem ani nie odczuwam także niemocy. W wieku 68 lat zapał polemiczny moderuje suma doswiadczeń i niechec do jalowych sporów. Co więcej – moje oczekiwania minimum-minimorum pod adresem polskiego życia politycznego odbiegają od tego, co na razie jest możliwe. Z bólem i ze wstrętem muszę uznać konieczność realpolitik. A realpolitik jest takie jak opisałem:
– KOD się skompromitował i stracił nośność społeczną,
– w zamian nie powstało nic porównywalnego – owszem wiele inicjatyw cząstkowych, z których każda to ograniczone środowisko,
– PO od przegranych wyborów 2015 r. i kolejnych porażek wyborczych nie zamierza się ani zmienić ani rozwiązać,
– obywatele czyli m. in. my wszyscy nie zakładamy spontanicznie partii politycznej , która miałaby perspektywę na bycie wielką i znacząca siłą, aby naprawić kraj nie tylko po pisie ale po PO także,
– jedyny człowiek, który ze współpracownikami tworzy ruch i partię polityczną, to na razie Szymon Hołownia,
– tworzenie ruchu i zwiazku zawodowego zapowiedział na razie Rafał Trzaskowski.
W takich ramach realpolitik należy odczytywać moje wnioski napisane wyżej, a dotyczące tego co kazdy z nas moze zrobić jezeli ma zamiar brac czynny udział w zyciu politycznym:
– przystąpić do Ruchu Trzaskowskiego bądź do PO/KO,
– przystąpić do ruchu lub partii Holowni,
– przystąpic do innej z istniejących formacji opozycyjnych.
W każdym punkcie przystąpienie do partii ma alternatywę w postaci ruchu lub organizacji społecznej, bo sa ludzie mający potrzebę działania, ale nie chca należeć do żadnej partii politycznej.
Nie jest powiedziane, że działalność w Ruchu musi byc odpłatna, ani tym bardziej, że ruch musi bez przerwy brać udział w wiecach czy manifestacjach. Ruch może zajmować sie wieloma pożytecznymi rzeczami tworzyć programy, epspertyzy, rozwiązania prawne, etc.,
*
Myślę, że źródłem frustracji Sir Jarka, a także po części nas wszystkich jest pewna postawa Polaków wyglądająca mniej więcej tak: „weźmiemy sie i …zrobicie”. Każdy z nas mniej wiecej (jeden mniej drugi więcej) wie co nalezy zrobic, ale jakoś nikt nie garnie sie do zrobienia. Stąd oczekiwanie, że ktoś to za nas załatwi. NIe załatwi SIr Jarku – ani za Ciebie, ani za mnie, niestety…
Drogi Sir Jarku – nie ma co licytować się na frustracje, bo każdy z nas ma ich w bród. Jest tylko jeden taki, którego ból jest większy niż kogokolwiek z nas, ale – pewnie zgodzisz się ze mną – w Polsce o tego jednego jest nas za dużo.
*
Odpowiadając na pytanie jak widzę „… sposoby zmiany rzeczywistości przez coś co się nazywa RUCHEM czyli de facto „towarzystwem wzajemnej adoracji” bez ściśle określonych ram organizacyjnych i nie zweryfikowanych przez usankcjonowany proces wyborczy? stwierdzam, iż mój komentarz pod artykułem Pana Jerzego Łukaszewskiego dotyczył m.in. zdania „”Ruszył wreszcie ruch Rafała Trzaskowskiego. Śmiem twierdzić, że to ostatnia szansa dla ludzi rozumnych. Szansa, nie pewność.” Podzielam zdanie, że to szansa, ale nie wiem czy ostatnia.
Nie rozwijałem tego przeświadczenia więc robię to teraz. Szansa tego ruchu polega na spełnieniu przez niego szeregu warunków – masowości, merytoryczności, demokratycznych procedur wewnątrz ruchu, właśnie nie bycia „towarzystwem wzajemnej adoracji” a grupą ludzi, która stawia sobie konkretne cele. Celami ruchu powinna być taka reforma Polski abyśmy powrócili na ścieżkę demokracji, państwa prawa i rozumu, poszanowania praw mniejszości, oraz stworzenia mechanizmów uniemożliwiających taki zamach stanu jakiego doświadczamy od 2015 r.
Nigdzie nie pisałem, że to coś wiecej niż tylko szansa. Przeciwnie podzielam pogląd Autora, że ruch powinien byc samodzielny a jego patron Trzaskowski – jeżeli miałby być liderem – powinien wystapić z PO/KO.
Te trzy ścieżki, o których wspomniałem jako o realpolitik dla ludzi chcących czynnie zmieniać Polskę :
– przystąpić do Ruchu Trzaskowskiego bądź do PO/KO,
– przystąpić do ruchu lub partii Holowni,
– przystąpic do innej z istniejących formacji opozycyjnych,
właśnie zakładają, że RUCHU nie traktuje jako możliwości jedynej ani tym bardziej wyłącznej.
Z Twoich wniosków rozumiem, że tworzenie RUCHU uważasz za działanie pozorne, bo tylko silna partia polityczna może zdziałać coś konkretnego. Zgadzam się w zupełności, ale dzisiaj takiej silnej partii na razie nie ma. Nie mam możliwości założenia takiej partii, choć chętnie bym do takiej przystapił. Pozdrawiam serdecznie.
Chciałbym zwrócić uwagę, że „zawłaszczony przez 'zawodowych aktywistów'” KOD przeszedł dość gruntowne zmiany w Zarządzie Głównym i przekreślanie tego ruchu czy też przeciwstawianie go Ruchowi Trzaskowskiego jest zdecydowanie niewłaściwe. Oba ruchy mają bardzo podobne założenia i obszar społecznego poparcia – zresztą podczas kampanii wyborczej intensywnie współpracowaliśmy z kandydatem Trzaskowskim. Ścisła współpraca powinna je łączyć także w przyszłości.
Autor chyba nie przeciwstawia KODu Ruchowi Trzaskowskiego. Po prostu KIjowski wraz ze swoją ekipą zniszczyli najcenniejszą rzecz jaka KOD dysponował – wiarygodność. Zniszczona wiarygodność utrąciła najwazniejsze atuty KODu – spontaniczność i entuzjazm. Te trzy rzeczy łącznie bardzo wspomagają skuteczność. Żadne zmiany w Zarządzie Głównym nie były dotąd i nadal nie są w stanie odbudować wiarygodności KODu, niezależnie od tego jak bardzo przyzwoitymi oraz zacnymi ludźmi sa dzisiejsi jego członkowie. To zjawisko podobne do syndromu ofiary – zgwałcona kobieta na długo pozostanie z publicznym piętnem „pokalania” i nie odzyska świeżości dziewicy.Jeżeli KOD, jak można mniemać po Pańskim wpisie, dysponuje jeszcze jakimś potencjałem nie od rzeczy byłoby aby wsprał Ruch Trzaskowskiego pomnagając mu chocby uniknąć zagrozeń jakich ofiarą padł KOD.
Panie Jerzy,
Kiedy Pan opublikował tekst Błogosławieni…. https://studioopinii.pl/archiwa/200948 był 21 października. Następnego dnia feralne orzeczenie Przyłębskiej wywołało lawinę protestów społecznych. Ten protest nie tylko zmienił geografie polityczna Polski ale był dla Trzaskowskiego drugą Czajką – po prostu jego Ruch nie miał szczęscia do terminów, ale ponoć do trzech razy sztuka…
SAm pmysł na Ruch był sensowny, pod warunkiem ze Trzaskowski wyszedłby z PO/KO. Tymczasem blisza koszula ciału. RT jest jednym z 4 Wiceprzewodniczących PO z widokami na ciekawa kaiere polityczna po zakończeniu prezydentury Warszawy. Szanse Ruchu sa przyszłe i niepewne a wieloletnia kariera w PO czymś konkrentym, RT zbyt wiele lat pracował na swoja pozycje w partii. Tak to odczytuje. ZAwsze moze ogłosic, ze mało osób sie zgłosiło i Ruch nie ruszył.
*
NIe znam kulis Ruchu, ale spodziewam się, że pomysł był jak to u polityków: :”weźmiemy sie i zrobicie”. Poniewaz tych do roboty wielu chetnych nie ma, na poczatek brakuje takze finansowania, to stan jest taki jak Pan opisuje. RT jest zajety W-wą i tak naprawdę nie ma kto popychac sprawy do przodu. Z Pana relacji wynika, że tam nie potrzebuja dyskusji – pewnie oprócz RT juz posady zajęli a teraz członkowie maja finansowac …dobrobyt funkcjonariuszy. Na szczęscie szanse na zmiany sa w powazniejszych ruchach – choćbuy u Hołowni czy strajku kobiet.
Sam RT jest miły i pewnie niegłupi, ale to nie jest Wałęsa ani nawet Geremek. On chce żyć spokojnie i zrobi wiele aby tak było. To nie jest działacz społeczny a urzędnik polityczny i to nie jego wina – taki mamy klimat!