Telewizja pokazała (631)

23.10.2020

Art Buchwald, amerykański satyryk, napisał kiedyś jak wybrał się z rodziną na urlop samochodem i w drodze siadła mu opona. Musiał w deszczu wysiąść z samochodu i zabrać się za wymianę koła. W trakcie wymiany zobaczył jak jego dzieci przyglądają mu się z niesmakiem przez okno i kciukami mimowolnie robią ruchy, jakimi przyciska się guzik pilota telewizora, żeby zmienić program. Mam podobne odczucie od czasu jak mamy „dobrą zmianę”. Owszem, oglądam w telewizji programy przyrodnicze i dokumentalne, ale przykra rzeczywistość wlewa się z każdymi wiadomościami i wtedy naciskam guzik pilota. Przestaję się irytować na polityków opozycji, gdyż oni codziennie stykają się z wyczynami „dobrej zmiany”, muszą być na bieżąco i reagować.

Do tego wszystkiego doszła pandemia, co jest przygnębiające, a przygnębienie to powiększają działania władz.

Przewidywano powszechnie nasilenie pandemii zaraz po okresie urlopowym i po tym jak dzieci zaczną uczęszczać do szkół. Wydawałoby się, że mając kilka miesięcy można się do tego przygotować. Tymczasem władze ciągle działały w duchu przedwyborczym i zapewniały o tym, że jest w sumie fajnie, bo dajemy sobie radę i inni mogą z nas brać przykład. Ciekawe, że nie podawali co takiego wspaniałego robimy, że mamy takie wyniki, bo posunięcia władz były podobne jak w innych krajach, a że Polacy przez jakiś czas mniej chorowali niż inne nacje to nie była żadna zasługa władz.

Oczywiście pandemii się nie zatrzyma, póki nie będzie skutecznej szczepionki i leków, ale można było ją ograniczyć, a także przygotować się na jej nasilenie. Jest oczywiste, że przydałyby się na przykład szpitale polowe, bo zwykłe szpitale mają ograniczone możliwości przyjmowania nowych chorych. Jest oczywiste, że będzie potrzebny sprzęt, a przede wszystkim wykwalifikowani ludzie do jego obsługi. Jest oczywiste, że trzeba dbać o personel medyczny, bo na jego poświęceniu to wszystko jeszcze jakoś się trzyma. Można było też przygotować szkoły na nowy rok szkolny. Potrzebny jest sprzęt, organizacja, pewne fundusze.

Tymczasem wygląda na to, że władze zostały zaskoczone nasileniem pandemii i problemami, które się z tym wiążą. Przypomina to czasy PRL, gdzie Miejskie Przedsiębiorstwo Oczyszczania było co roku zaskoczone pojawieniem się śniegu zimą i nie miało piasku, soli, sprzętu. Kiedyś pojawił się w „Życiu Warszawy” rysunek Charliego, na którym do siedziby MPO wpada pracownik i woła: „Rany boskie, panie kierowniku, jakieś białe płatki z nieba lecą!”.

Polityka władz często jest taka, żeby nie podejmować trudnych decyzji, a jeśli już jakieś podejmują to z nikim ich nie uzgadniają, a przy tym starają się zrzucić winę na innych, na przykład na lekarzy i pielęgniarki, co jest wyjątkowo obrzydliwe. To taka prymitywna próba odwrócenia uwagi od własnej nieudolności.

Do fatalnej sytuacji służby zdrowia doszła jeszcze taka marna ekipa rządząca.

C:\Users\Piotr\Pictures\Saved Pictures\medycyna.jpg

* * *

Może jestem naiwny, ale wciąż dziwi mnie, że dorośli ludzie z własnej woli biorą udział w szerzeniu zła, nie kryjąc się z tym. Przykład dają politycy, ale w ich przypadku przyzwyczailiśmy się w pewnym stopniu do kłamstw i krętactwa. Widzimy łamanie prawa i związane z tym przekręty, i znajdują się sędziowie, którzy wchodzą do instytucji represji, wydają wredne opinie, a jeszcze czasem zachowują się przy tym arogancko. Są prokuratorzy, którzy jawnie prześladują przeciwników władzy a przedstawicieli tej władzy chronią przed oskarżeniem. Jest mnóstwo dziennikarzy, którzy ostentacyjnie kłamią i szczują. Dyletanci obejmują dobrze płatne stanowiska, do czego nie mają żadnych kwalifikacji, często są to rodziny i znajomi polityków. To są te „brudne szmaty”, którymi Kaczyński chciał rzekomo oczyścić Polskę.

* * *

Koronasceptycy.

Gdyby KoronaSceptycy opanowali

* * *

Wiele wprowadzanych restrykcji jest nadmiernych, nieprzemyślanych. Rodacy na ogół sobie z tym radzą. Kiedy parę lat temu zabroniono handlu psami, pokazały się ogłoszenia: typu Sprzedam smycz z obrożą za 500 zł. Pies gratis.

W związku z pandemią wprowadza się różne ograniczenia. Był już zakaz wstępu do lasu, który na szczęście odwołano. Są ograniczenia liczby osób w sklepie, w kościele czy na weselu. Teraz zakazano działalności klubów fitness. To stanowi zagrożenie utraty pracy dla 150 tys. pracowników i zagraża upadłością większości klubów. Przedstawiciel Polskiej Federacji Fitness zgłosił zastrzeżenia:

W sklepach i w kościołach było ich [zakażeń] kilkadziesiąt, ale ich nie zamknięto. Ponadto w sklepach nie ma obowiązku dezynfekcji produktów na półkach, których każdy dotyka. W klubach fitness każdy po sobie dezynfekuje urządzenie, na którym ćwiczył. Jeśli teraz je zamkniemy, to kiedy ponownie otworzymy? A co, gdy liczba zakażonych nie zmniejszy się jeszcze przez rok?

Zamknięte siłownie grupa ryzyka, otwarte kościoły grupa odporna covid koronawirus

Właściciele klubów fitness już ogłaszają, że będą prowadzić w klubach sprzedaż sprzętu, a sklepów zakaz działania nie dotyczy. Któryś zaproponował powołanie kościoła zajmującego się zdrowiem i stanem fizycznym ludzi – w ten sposób obejdzie się zakaz.

https://img.wiocha.pl/images/b/c/bc3995428da22a42c59ff47c17b75873.jpg

* * *

Film dokumentalny z serii „Ewa Ewart poleca” poświęcony czekoladzie. To biznes wart 100 mld dolarów rocznie. Największym dostawcą ziaren kakao jest Wybrzeże Kości Słoniowej. W kraju tym w ciągu ostatnich 50 lat zniszczono 90 procent lasów. Ale dalej niszczy się lasy i pola, przeznaczając je na uprawę kakaowców. Dziennikarze dotarli do rezerwatu, gdzie wielu rolników nielegalnie uprawia kakaowce. Zatrudniają dzieci z Burkina Faso – tam od kilku lat nie było deszczu i panuje głód. Dzieci pracują kilka lat tylko za jedzenie, potem otrzymują niewielkie działki, gdzie mogą same posadzić kakaowce. Zarobek na takiej działce to około 200 euro rocznie.

Pracują bez opieki lekarskiej, chorują. Praca polega na oprawianiu owoców kakaowca oraz na spryskiwaniu herbicydami roślinności – bez żadnych kombinezonów czy zabezpieczeń. To są rakotwórcze preparaty. Herbicydami niszczy się roślinność, aby mieć miejsce pod uprawę kakaowców. Uprawa może trwać dwie dekady, potem ziemia nie nadaje się do niczego i trzeba szukać następnej.

Gdyby podniesiono stawki rolnikom za ziarna kakao, rodziców stać by było na posyłanie dzieci do szkoły, zlikwidowano by biedę. Koncerny od kilkunastu lat rozważają taką opcję.

* * *

Prof. Monika Płatek:

Przymuszenie do rodzenia jest formą niewolnictwa.

* * *

Fragment listu dyrektorki szkoły podstawowej, Jolanty Gajęckiej, do premiera:

Panie Premierze,

Stało się… Od jutra zepsuję Panu statystykę… W klasach 4-8 musiałam zawiesić zajęcia, bo nie mam Nauczycieli… Z 44 pracujących z klasami 4-8 (31 oddziałów), dzisiaj w Szkole nie było 18 (większość na L-4, pozostali na kwarantannie rodzinnej). Przy 14 nieobecnych, byliśmy jeszcze w stanie zorganizować w miarę merytoryczne zastępstwa. Przy 18 to już farsa i igranie z bezpieczeństwem…

Przykro mi, ale na potrzeby czwartkowej konferencji prasowej, musi Pan stworzyć nową kategorię, bo nie wpiszemy się w dotychczasowe — o nas ani zdalna, ani hybrydowa… w klasach 4-8 praktycznie ŻADNA!

Z młodszymi Dziećmi będziemy pracować wg dotychczasowej organizacji, dopóki się da. Jak długo? Nie wiem…

Przy okazji muszę Panu coś jeszcze uświadomić. Może Pan szerzej otworzy oczy i to dostrzeże — o zdalnej edukacji, nawet w wydaniu tak bardzo partyzanckim, jak na wiosnę, może Pan zapomnieć. Czemu? Wtedy zamknął Pan w domu zdrowych Ludzi, którzy chwycili co mieli pod ręką i w imię wyższych idei i poczucia obowiązku, przenosili XIX-wieczną szkołę w XXI wiek. Partyzanci, ale zdrowi partyzanci.

Teraz połowa partyzantów leży w szpitalach polowych i nie nadaje się na tę wojnę. Pomyślał Pan o tym wymyślając tę swoją strategię dla edukacji i ogłaszając ją w pełnym wakacyjnym słońcu?

[…] Wie Pan, czego mi najbardziej żal? Żal mi straconego czasu. Kazał mi Pan przygotować Regulamin funkcjonowania Szkoły w czasie epidemii… Zrobiłam to… Gdzie jest Pana Regulamin funkcjonowania państwa w czasie pandemii? Gdzie jest Regulamin dla edukacji? […]

Zaskoczyła nas ta trzecia wojna światowa… Miały być tarcze, flanki, pociski, sojusznicy, brygady, któreś eFy… Przy wiosennym ostrzale zeszliśmy z linii ognia. Wydawało się, że po to, aby się uzbroić i podjąć walkę… Nic z tego! Wypuścił nas Pan ponownie na tę wojnę nie tylko bez broni, ale nawet bez tarczy… Przehulał Pan nasz wspólny cenny czas…

* * *

Wiele spraw dałoby się znieść, gdyby nie wszechobecne kłamstwa, arogancja i wręcz chamstwo ekipy rządzącej. To idzie z góry, od Kaczyńskiego, który z lubością poniża kogo się da i chętnie by wydzielił fizycznie „drugi sort”. Lubi też widocznie chamskie zachowanie swoich współpracowników, uważa chamstwo za skuteczną metodę robienia polityki.

Mamy całą plejadę chamów lub prymitywów. Chamstwo służy obronie przed słusznymi zarzutami indolencji i nieumiejętności rządzenia. Epidemia się rozszerza i pojawiają się zarzuty, że nie zrobiono nic, żeby ją ograniczyć? Winni są lekarze, którzy się nie przykładają do pracy. Kłopoty w szkołach? Oczywiście winni są nauczyciele. A wielu zwolenników PiS wierzy w te oskarżenia — to opozycja bruździ i Tusk z Unią, a każdy zna sędziego, lekarza czy nauczyciela, który jego zdaniem zachował się nieodpowiednio.

Chamstwo nie pojawiło się teraz z rządami PiS-u, choć tu pięknie rozkwitło. Chamowato zachowywał się Lech Wałęsa, a Ludwik Dorn używał pogardliwego określenia „wykształciuchy” i „pokaż lekarzu co masz w garażu”.

Rozumowanie nie jest ulubionym zajęciem nad Wisłą. A przecież jadąc jednym z miliona samochodów elektrycznych do swego jednego z setek tysięcy nowych mieszkań i rozkoszując się widokiem 500 milionów drzew zasadzonych w zeszłym roku, można by pomyśleć, czy premier Morawiecki nie przesadza z tym robieniem nam dobrze.

PRAWDA I BLAGA (Włodzimierz Wysocki, tłum. Alosza Awdiejew)

Prawda subtelna, wytwornie ubrana chodziła,
Każdy wesoły, choć goły, miał przykład z niej brać,
A blaga prostacka tę prawdę do siebie zwabiła:
”Zostań, odpocznij, wszak możesz spokojnie tu spać.”
Kiedy zaś prawda naiwna na dobre usnęła,
Śniła rozkosznie i miękko wtuliła się w koc,
Blaga brutalnie z niej całe okrycie ściągnęła,
Grzejąc swe ciało jej ciepłem spędziła tę noc.
Rano, gdy prawda z letargu ocknęła się wreszcie,
Naga i sadzą pokryta, zmarznięta na kość,
Strach ją ogarnął i wstyd, jak pokaże się w mieście…
Czy w tej postaci okropnej rozpozna ja ktoś?
Śmiała się, jednak gdy w pierś jej kamienie ciskali –
„Blaga to zwykła, choć chodzi ubrana jak ja!”
Dwaj urzędnicy protokół rozległy spisali,
W którym z godności ją chcieli obedrzeć do cna.
I chodź naga prawda na Boga się klęła — wciąż słabła,
Długo musiała się tułać i żebrać jak dziad,
A Blaga tymczasem już gdzieś konia z rzędem ukradła,
Na którym butnie przemierza do dziś cały świat!
Mówią, że ktoś tam o prawdę zaciekle wojuje,
Lecz w jego słowach tej prawdy nie widać ni krzty!
Może ta prawda naprawdę nam zatryumfuje,
Jeśli od Blagi nauczy się reguł złej gry!!!
Bywa, że czasem pół litra zaszumi Ci w głowie
I nawet nie wiesz, gdzie zaśniesz, bo padniesz i cześć,
Mogą do naga oskubać naprawdę panowie.
Patrz, chytra Blaga w twych portkach wybiera się gdzieś!
Patrz, twój zegarek chce Blaga na bazar już nieść!
Patrz, do historii chce Blaga z dowodem twym przejść!

* * *

Cofam się myślą do czasów, kiedy niektóre małpoludy zdecydowały się zejść z drzew. Podzielam zdanie mojej mamy, która uważała, że to był błąd, lepiej byłoby, gdyby pozostały na drzewach.

Skoro już zeszły to szkoda, że nie byli to przodkowie dżelad. To sympatyczne małpy. Żyją na wyżynach i w górach Etiopii i Erytrei. Odżywiają się głównie trawą, a jak jej brakuje to innymi roślinami, owocami i kwiatami. „Dżeladowy” homo sapiens nie mordowałby zwierząt, żeby się nażreć ich mięsem. Nie mordowałby też swoich rodaków. Mielibyśmy sympatyczną cywilizację, nie wydawalibyśmy ogromnych pieniędzy na zbrojenia. Może nawet dalej żylibyśmy w przyjemnym wysokogórskim klimacie. Nie byłoby problemów z klimatem ani ze śmieciami. Szkoda. Może następnym razem?

Ilustracja
Zdjęcie z Wikipedii

PIRS

Print Friendly, PDF & Email
WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com