Tadeusz Kwiatkowski: Jak lubią biskupi4 min czytania

()

02.11.2020

Otóż przede wszystkim lubią namiętnie, ponieważ namiętność rozpala serca wszystkich sług Bożych. Wbrew słowom popularnej niegdyś piosenki, nie tylko kobiety są gorące, ale i chłopcy z Episkopatu Polski też szybko osiągają temperaturę wrzenia. Święta krew płonie im w żyłach niczym lawa na samą myśl, że ich awanse mogłyby się spotkać z chłodem odmowy. Biskupi to po prostu wulkany namiętności, takich byle gadką o prawach człowieka i neutralności światopoglądowej państwa nie ugasisz, a tryskać i zalewać wszystko wokół miłością potrafią, jak Jezus.

Biskupia miłość nie zna granic, ponieważ jest bezkompromisowa – wszak nie ma miejsca na kompromisowe półśrodki tam, gdzie eksplozje uczuć rozrywają serca roznamiętnionych beczeniem owieczek pasterzy. Me i be, jak lubią powtarzać znawcy tajników wszelkich świętości.

Biskupi nie są sztywniakami, lecz gdy ich już nawiedzi paląca potrzeba, to robią się sztywni jako ten pal Azji. Przeto lubią również dziko, ostro, bez owijania w wełenkę.

Biskupi miłują internacjonalistycznie, ponieważ Kościół stroni od wykluczania kogokolwiek z propagowanych przez siebie uciech. Obowiązują jednak pewne ściśle określone reguły biskupiego kochania.

Po pierwsze: pozycja misjonarska rządzi. Znaczy to tyle, że biskup decyduje, nawet gdy jego pod spodem, ponieważ Kościół zawsze górą i ostatecznie zwycięża miłością. Pokonanych biskupi traktują, jak na to zasługują, tzn. muszą służyć. Przyswajaniu zasad towarzyszy nierzadko lubieżny świst pejcza miłosierdzia. Jeżeli skóra, to buciki szyte na miarę i z buta – buch! – w ciężarnej brzuch. Kiedy trzeba, a zwykle przecież trzeba, to biskupi potrafią również pieścić ćwiekami koneksji politycznych. Bóg nie brzydzi się polityką, to polityka jest Bogiem, a ona niczym się nie brzydzi.

Tu nawet ubiczowany Nazarejczyk powiedziałby pas, ale nie biskupi. Dlatego kolejna zasada brzmi: nigdy dosyć. No i biskupi faktycznie tego nie mówią, bo też zabawa nigdy się nie kończy. Zatem możesz jęczeć z bólu i rozkoszy (co w pewnym momencie i tak na jedno wychodzi), że już masz dosyć tej miłości i biskupie kochanie dosłownie tyłek ci urywa, jednak to ich tylko pobudza do ponownego natarcia, tacy to ostrzy kochasie.

Po trzecie: nic za darmo. Chcesz by cię fachowo ukochano, to wyskakuj z kasy. Nie masz? Nie szkodzi. Rząd ma i też nie szkodzi, a ostatecznie rząd ma jedynie twoje pieniądze i od tego jest rządem, by zarządzać tym, czego nie masz, np. finansując biskupi program płatnej miłości, czyli namiętny permanentny nierząd. Jeśli komuś wydaje się to niejasne, to można to ująć prościej: nikt nie da biskupom tyle, co polski rząd za regularne ujeżdżanie obywateli. Dobrze wyruchany obywatel jest cichy i pokornego serca, a takie właśnie submisywne ofiary preferują biskupi.

Gdy jednak wysoko ustosunkowany kler słyszy nie, to często zmienia taktykę miłosnego podboju i zamiast ostrej jazdy w obecności kamer, przechodzi do gabinetowego ocieractwa kizi-mizi. Ostatnio ludzie są tak napaleni na biskupie usługi, że rząd był zmuszony zaapelować zawsze pełnymi miłości ustami wicepremiera, by obywatele odstąpili od wrót świątynnych, bowiem wszystkich naraz nawet z Bożą pomocą polscy biskupi nie obsłużą. Trochę to przewrotne, kiedy dotychczasowi służący domagają się obsługi, a sługusy nie mogą zrobić nic, poza apelami rzucanymi w tłum zza policyjnego szpaleru. Dobrze wiedzieć, że w Polsce żyją jeszcze tak porządni i uczciwi usługodawcy.

Miłość niejedno ma imię i nie szuka poklasku, ale rączki same składają się do oklasków, kiedy słyszy się tu i ówdzie o tym, jak to po biskupich pałacach snują się rozmaici sekretarze, asystenci, tudzież zwyczajni ogrodnicy lub szoferzy, umilający rozmiłowanym w cnocie pracodawcom czas pomiędzy modłami i kontemplacjami.

Zgódźmy się zatem, iż chędożenie w cieniu ołtarza to tylko odprężający seks, coś, jak przerwa na kawę i papierosa, natomiast biskupi umiłowali swoją trzódkę uczuciem płomiennie szczerym, a takie karesy potrafią zaskoczyć. Sami rozumiecie, że oni wam nie odpuszczą. Będziecie kochani, czy tego chcecie, czy może wręcz odwrotnie.

Tadeusz Kwiatkowski

Pedagog, publicysta

Rocznik 1977. Absolwent Akademii Pedagogicznej w Krakowie. Jednostka głęboko aspołeczna. Przejawia objawy organicznego uczulenia na polski patriotyzm, pojmowany jako przekonanie o nadrzędnej roli Polski w historii, oraz tzw. polskiej racji stanu w stosunku do interesów Europy w dobie postępujących procesów globalizacji. Z przekonania i zamiłowania antyklerykał. Na razie, od blisko dwudziestu lat szczęśliwy mąż, od kilku również ojciec; od ponad dekady aktywny entuzjasta biegów długodystansowych.

How useful was this post?

Click on a star to rate it!

Average rating / 5. Vote count:

No votes so far! Be the first to rate this post.