Możecie sobie wrzeszczyć….! O co chodzi?

03.11.2020

Wicepremier, szef Komitetu Bezpieczeństwa, Prezes Prawa i Sprawiedliwości, poseł na Sejm, były premier, były kandydat na prezydenta RP, brat bliźniak Prezydenta, najważniejszy człowiek w Państwie, uzurpator, mieniący się władcą ciał i dusz Polaków mówił w sejmie 2 minuty i 54 sekundy. Radio, telewizja, Internet i gazety zalały niezliczone komentarze, wpisy, analizy, tweety i memy. Po raz kolejny osiągnął swój cel. Wszyscy o nim mówią. Jest przekonany, że jak zawsze, stał się ofiara haniebnych ataków. On broni słusznej sprawy, stoi po stronie prawa, tępi zło, korupcję, oszustwa… Teatr jest ten sam – On stwarza swoich przeciwników i Oni rzeczywiście go atakują. Wszystko idzie zgodnie z planem.

Kolejna analiza; jej lektura zajmie ok. 15 minut.

Jak wielkie znaczenie ma ten człowiek widać było w momencie, gdy wstał i zaczął iść w kierunku mównicy sejmowej. W sali słychać było szum, pojawiło się pełne oczekiwania napięcie. Marszałek sejmu kontynuował wypowiedź skierowaną do Posła. Wicepremier bezceremonialnie wszedł mu w słowo, twierdząc, że jako członek rządu może w każdej chwili zabierać głos. Marszałek nie przerwał swojej wypowiedzi. Ich głosy nakładały się na siebie dając kuriozalny efekt: jeden – „mam prawo zabrać głos”; drugi – „dotyczą uderzenia kobiety”.

Znaczące było to, że sytuacja powtórzyła się trzykrotnie; Marszałek sejmu i Wicepremier mówili w tym samym czasie. Sprawiali wrażenie jakby im to zupełnie nie przeszkadzało, choć dało się zauważyć, że Jarosława irytuje, że Ryszard znowu mówi. Będzie „pan płakał” – zwracał się do Posła.

Jarosław zaczął krótką wypowiedź dosyć spokojnie; najpierw demonstracyjnie zdjął maseczkę – by być lepiej słyszanym. Na okrzyki: – „nie wolno”, ,,nie ma pan prawa” – stał niewzruszony; raz jeszcze wytłumaczył się w podobny sposób. Ale widać było, że jest mu wygodniej mówić. Zaczął od figury retorycznej: ,,Padło tu wiele kłamliwych zarzutów i to na zasadzie całkowitego odwrócenia się od prawdy”. Z wiadomej strony rozlegają się oklaski. Wzorce peerelowskie, wiecznie żywe, przed oczami staje towarzysz Wiesław.

Formuła wypowiedzi sugeruje, że mogą być kłamliwe zarzuty, które nie są całkowitym odwróceniem się od prawdy. Może miał na myśli, że jego kłamstwa, nie są odwróceniem się od prawdy, więc są bliskie prawdy? Tej, prawdy, do której dojście zapowiadał od wielu lat? Której był właścicielem, depozytariuszem i egzekutorem!

Następnie z powagą pokreślił zagrożenie epidemiczne i prawne regulacje, zakazujące spotkań grupy większej niż 5 osób. Prawdopodobnie usiłował pozować na zatroskanego męża stanu. Ale potem zaczął podnosić głos. ,,Odbywa się (krótka pauza, dla uzyskania efektu) z waszego podjudzenia” – choć nie wiadomo co? Błyskawicznie się zapala, wysuwa wskazujący palec prawej dłoni w grożącym geście. Jego wypowiedź jest obarczona błędem gramatycznym, co pokazuje siłę emocji, dążenie do eksplozji wściekłości. Zaburza jego zazwyczaj logiczny i gramatycznie poprawny sposób wypowiadania się.

Słowo ,,podjudzenia” mówi tonem, który zdradza, że stracił panowanie nad głosem, Pojawia się ta sama nuta, która okrzykom o ,,zdradzieckich mordach” nadawała właściwości dziecięcego pisku.

… setki, tysiące różnego rodzaju demonstracji, a jednocześnie głosicie idiotyczne…

Mówienie o setkach i tysiącach – to ewidentna hiperbola. Posłużył się chwytem retorycznym, czy to raczej ekspresja lęku, który każe wyolbrzymić rozmiar zagrożenia? Słowo – „idiotyczne” – jest inwektywą; w tym momencie przerywa, żeby odpowiedzieć komuś zwykłym głosem: może mnie Pani obrażać, ale nie jest w stanie… potem pauza i próba kontynuacji: „otóż”… i zwraca się w stronę ław, na których siedzą posłowie PiS. Spotyka kogoś (kogo?) wzrokiem i uśmiecha się ledwo dostrzegalnie, z wyraźną satysfakcją. Gdyby przetłumaczyć ten wyraz twarzy na słowa, mielibyśmy następującą wykładnię: Ale jej przysoliłem, słyszałeś? słyszałaś? Jak chłopak, któremu udało się komuś przygadać, a teraz szuka aplauzu w swojej bandzie. W kimś, na kogo uznaniu najwyraźniej mu zależy.

Znowu oklaski, milknie na chwilę. Teraz coś dziwnego – dwugłos: marszałek Terlecki, który z szyderczą miną ostrzega posła Nitrasa, że zostanie ukarany.

Wicepremier Kaczyński na chwilę zawiesza wątek i odnosi się do niewidocznych w kadrze zachowań posłów opozycji… .to, co dzieje się na tej sali, pokazuje, jaki jest wasz poziom kultury politycznej, państwowej… Komentarz pada chwilę później, gdy użył obelgi. Znowu nabiera powietrza i powtarza znaną sekwencję: wy w tej chwili, w imię własnych interesów…, małych, brudnych interesów, interesów Nowaka, wy w imię tych interesów rozwalacie Polskę! Narażacie na śmierć mnóstwo ludzi, jesteście przestępcami, jesteście przestępcami! Grozi, atakuje palcem wskazującym, lewej dłoni, dwukrotnie powtarza oskarżenie. Uderza pięścią w pulpit, a na jego twarzy maluje się potępienie, odraza i wstręt.

Na koniec kolejne zaskoczenie; spokojniejszym głosem zaczyna nową kwestię: ...jest w Polsce… znowu przerywa, by rzucić znamienne słowa: Możecie sobie WRZESZCZYĆ! MOŻECIE SOBIE WRZESZCZYĆ! W pierwszej chwili można pomyśleć – pewnie się przesłyszałem – ale on rzeczywiście powiedział wrzeszczyć. Co za dziwoląg językowy? Gwara żoliborska? Przejęzyczenie? O takich lapsusach mówi się – freudowskie. Zbitka dwu słów: wrzeszczećwieszczyć. Pan Prezes połączył ze sobą dwa słowa. To drugie odkrywa głębszą, ukrytą warstwę jego wypowiedzi.

Wieszczyć, to znaczy przepowiadać przyszłość, ale raczej ponurą, katastroficzną… Od tego pochodzi rzeczownik – wieszcz. Mieliśmy takich kilku – narodowych. Jeden z nich jest czczony, jako głosiciel polskiego mesjanizmu i powoływany na jego patrona. Do tej pory nie udało się wyplenić zgubnych skutków romantycznych koncepcji. Odrastają jak głowy Hydry. Ale wieszczyć to również mówić prawdę, trudną, bolesną.

Czyżby Wicepremier, nie zdając sobie z tego sprawy oddał hołd tym, z których kpił i szydził? W ostatnich dwóch zdaniach pojawia się groźba: Jest przestępstwo spowodowania niebezpieczeństwa powszechnego. Wy wzywając do demonstracji powodujecie tego rodzaju niebezpieczeństwo. I odpowiecie za to! Po czym schodzi z mównicy, siada na swoim miejscu, nie zakłada maski, a posłowie PiS stoją i klaszczą. Po chwili dwukrotnym machnięciem ręki daje znak, się uciszyli. Klaszczący siadają jak na komendę.

*

Aby głębiej zrozumieć sens tego wybuchu emocji, należy cofnąć się w czasie. Przedmówcą był przewodniczący klubu PO Cezary Tomczyk, oskarżył Wicepremiera o prowokacje, wprost uczynił odpowiedzialnym za przelanie krwi. Posługiwał się polityczną retoryką: ,,Wypuszczacie prowokatorów, którzy atakują protestujących. Agenci ABW wjeżdżają w protestujących i nie ma żadnych zarzutów, jednocześnie chcecie stawiać zarzuty posłom opozycji. Pan za to odpowiada, panie premierze, pan ma krew na rękach”.

Istnieją różne rodzaje „chodzącego dobra”. Niektórzy mówią, że dzielą się na dwa typy. Jeden reaguje na krytykę poczuciem winy, smutkiem i szukaniem w sobie powodów, i źródeł zarzutów i reprymendy. Drugi natychmiast czuje się niesłusznie atakowany. Nie uznaje najdrobniejszej rysy na swym wizerunku, najmniejszego cienia na nieskazitelnym obliczu. Nawet zwykła wątpliwość, stawia go przed dylematem: albo ja jestem zły, albo ty. I od razu przechodzi do ataku, rzuca klątwy, anatemy, kalumnie, wyzwiska i inwektywy.

Gdyby dokonać pewnego zabiegu nadając słowom, które padły z sejmowej mównicy, ich pierwotne znaczenie, zabrzmiałoby to w następujący sposób: Padło tu wiele zarzutów, wszystkie one są bliskie prawdy. W samym środku ciężkiej epidemii, gdy istnieje zakaz spotkań powyżej pięciu osób, przez ogłoszenie wyroku Trybunału Konstytucyjnego, osobiście podjudziłem wszystkich do setek, tysięcy demonstracji. Jednocześnie głosząc w imię moich małych (ważne słowo) brudnych (równie znaczące) interesów (Mały, brudny interes!) w imię interesów (Sasina, Morawieckiego, Moskala, Terleckiego sprawy Dwóch Wież) rozwalam Polskę, narażam mnóstwo ludzi na śmierć! Jestem przestępcą! Jestem przestępcą! I wy mi to dzisiaj wieszczycie!

Autorzy deep faku, który krąży w Internecie od kilku dni (zamieszcza go Gazeta Wyborcza), mieli podobną intuicję. Poseł Tomczyk w swoim wystąpieniu interpretował, komentował, odnosił się do sześciominutowego wystąpienia Prezesa w Internecie, które miało zupełnie inną formę. Licznym komentatorom nasuwały się skojarzenia z Gen. Wojciechem Jaruzelskim, ogłaszającym wprowadzenie stanu wojennego 39 lat temu,

W trakcie 6-minutowego oświadczenia Kaczyński zachowywał się inaczej. Miał prawie nieruchomą twarz. Obydwie ręce, które położył na stole, wyglądały jak martwe, sparaliżowane w nadmiernym wysiłku upozowania na zatroskanego ojca narodu. Nie podnosił głosu, ale jego słowa same krzyczały. Internet eksplodował od komentarzy. Specjaliści od wizerunku nie zostawili na nim suchej nitki, krytykując właściwie każdy aspekt tej maskarady. Internetowi blogerzy poddali poszczególne tezy wystąpienia mniej lub bardziej rzeczowej krytyce.

Najistotniejsze były dwie kwestie. Wezwał do obrony kościołów, Kościoła i Polski – za wszelką cenę. Powiedział o triumfie sił, które zniszczą Polskę, jaką do tej pory ,,poszczegaliśmy’’. Tak wymówił to słowo. I tu ma rację. Wewnętrzną i emocjonalną. Nie jest w stanie dopuścić myśli, że jego Polska to już przeszłość.

To jest, a raczej była jego Polska, która już dawno odeszła. A on nie może się z tym pogodzić. To jest Polska jego matki i jego dzieciństwa.

Można by mu współczuć, gdyby nie to, że swoją prywatną stratę i smutek, zamienia we wściekły atak, pogrąża się w szaleństwie. Mając w ręku ogromną władzę, dąży do tego, by nas wszystkich zabrać ze sobą do grobu.

Jonasz

Print Friendly, PDF & Email
WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com