08.11.2020

Pisałem w SO, że w tych wybory do końca zwycięzca nie będzie pewny. I tak było. Choć dzisiaj już jest pewne: Joe Biden został prezydentem i kolejni przywódcy państw spieszą z gratulacjami (nasz prezydent z niezbyt szczęśliwymi – „udanej kampanii prezydenckiej”). Zagłosowało za nim ponad 74 mln Amerykanów. Na Donalda Trumpa zagłosowało ponad 70 mln. Ze względu na osobliwą ordynację wyborczą Trump mógł wygrać, tak jak wygrał w 2016, mimo że na Hillary Clinton zagłosowało ponad 3 mln wyborców więcej.
Jednak tym razem los się uśmiechnął do demokraty, który już wygłosił krótką mowę dziękując nie tylko swoim wyborcom, ale również wyciągając rękę do tych, którzy zagłosowali na jego oponenta.
Ta mowa liczy zaledwie 1500 słów. Wysłuchałem jej. Pobrzmiewają w nich echa słynnej mowy inauguracyjnej Abrahama Lincolna z 1861 roku (słynne the better angels of our nature pojawiły się w mowie Bidena aż dwa razy), znalazło się nawiązanie do trzech innych prezydentów: FDR, który w 1932 zapowiedział New Deal, JFK, który jako pierwszy katolik zapowiedział, że będzie prezydentem wszystkich Amerykanów, oraz do swego bezpośredniego poprzednika z partii demokratycznej, Obamy. Biden jako drugi katolik też zapowiada, że będzie łączył, a nie dzielił.
Sporo uwagi poświęcił też swojej wice Kamali Harris. Nie tylko to ważne, że jest ona pierwszą kobietą na tym stanowisku, ale że jest Afroamerykanką i córką emigrantów. To w niej odnajdzie się wiele kobiet amerykańskich.
W mowie Bidena aż trzy razy pojawiło się zapewnienie, że zrobi wszystko by zaleczyć rany podzielonego kraju. Najpierw odwołał się do Biblii (w tym przypomina słynną mowę Martina Luthera Kinga) a na zakończenie jako jedną z cech narodu amerykańskiego wymienił zdolność do przezwyciężenia podziałów i leczenia ran. Odwołanie do Biblii jest dyskretne, podobnie jak do wiary w Boga. Jest to jednak retoryka skuteczna i dobrze zrozumiała w ciągle jeszcze najbardziej religijnym kraju zachodniej cywilizacji. Powiada Biden: „Biblia mówi nam, że na wszystko jest pora — czas budowania, czas zbioru, czas siewu. I czas na uleczenie. W Ameryce jest czas na uzdrowienie. Uważam, że to jest to: Amerykanie wezwali nas do zebrania sił przyzwoitości i sił sprawiedliwości”.
A na zakończenie dodaje: „Z pełnymi sercami i pewnymi rękami, z wiarą w Amerykę i w siebie nawzajem, z miłością do kraju — i pragnieniem sprawiedliwości — bądźmy narodem, którym wiemy, że możemy być. Naród zjednoczony. Naród wzmocniony. Naród uzdrowiony. Stany Zjednoczone Ameryki”.
Amerykę czekają trudne miesiące i lata. Tym bardziej że odchodzący prezydent nie zamierza złożyć broni i jest przekonany, że wybory zostały sfałszowane. Tak myśli nie tylko on. Również wielu jego zwolenników nie zamierza złożyć broni (często tej palnej).
Jednak trzeba wierzyć, że demokratyczne struktury i utrzymany podział władzy na ustawodawczą, wykonawczą i sądowniczą zostanie utrzymany. A przegrany w końcu uzna własną porażkę.
Robert Reich, niezwykle przenikliwy analityk obecnej sceny politycznej w USA i autor wielu książek poświęconych tej problematyce, wieszczy jednak na łamach brytyjskiego The Guardian czarny scenariusz. Jego tekst jest zatytułowany znacząco „How can Biden heal America when Trump doesn’t want it healed?” (Jak może Biden uzdrowić Amerykę, jeśli Trump tego nie chce?).
Jego zdaniem, Trump nie jest zdolny do uznania swojej porażki i zrobi wszystko, by zmobilizować swoich zwolenników przeciwko Bidenowi. Jednane rozwiązanie widzi w mediach, które powinny z większą determinacją niż dotąd demaskować kłamstwa Trumpa, a przede wszystkim przestać udostępniać mu swoje fora. Oby tak się stało.
Najbliższe tygodnie pokażą, czy kasandryczne tony, w jakie uderzył Reich, są uzasadnione. Ja pozostaję optymistą i wierzę, że sami Republikanie uznają, że dalsze wspieranie przegranego kandydata zaszkodzi im samym. Skorzystają też z oferty prezydenta elekta i zajmą się odbudowywaniem reputacji swego kraju, która w minionych czterech latach została mocno nadszarpnięta.


Największy paradoksem tych wyborów jest to, że najbardziej interesującą osobą jest nie kandydat na prezydenta tylko wice. Senator Kamala Harris jest najbliższą prezydentury USA kobietą w historii. Trochę boję się powtórki sytuacji z Obamą, gdzie wszyscy wpadli w euforię z powodu pierwszego czarnego prezydenta Stanów Zjednoczonych.W przeciwieństwie do prezydenta elekta(polityka bez wyraźnej osobowości), strasznie miałkiego, pozbawionego charyzmy Pence’a czy egotycznego Trumpa, Harris ma jakieś pozytywne cechy. Niemniej jednak życzę powodzenia Joemu i jego administracji.
Drugą rzeczą jest przeczucie, że republikanie będą chcieli odciąć się od Trumpa i zrzucą na niego możliwie co się da. Możliwe jest wysunięcie się na lidera GOP Mitta Romneya, co byłoby najlepszą rzeczą dla Ameryki i Partii Republikańskiej. Muszą odciąć się od trumpizmu i ruchu QAnon inaczej czeka ich staczanie się do roli Tea Party i przejście na skrajnie prawicowe tory.
Joe Biden w spokoju poczeka na wyniki głosowania elektorów wysłane do przewodniczącego Senatu i przedstawione na wspólnym posiedzeniu obu izb Kongresu, oczywiście rozumiejąc zasady wyborcze. Napewno także dostrzega brak potrzeby prześcigania się w gratulacjach.
A propos stanowiska Republikanów można zacytować Mita Romneya: I think we get behind the new president, unless for some reason that’s overturned, we get behind the new president and wish him the very best”.
Warto jeszcze zwrócić uwagę na trzykrotną wzmiankę w tej krótkiej w końcu mowie o duszy amerykańskiej. Ciekaw jestem czy temat wróci w mowie inauguracyjnej. Co ciekawe Biden ją utożsamia z klasą średnią i twierdzi, że po to starał sie o prezydenturę by o tę duszę walczyć: „Szukałem tego urzędu, aby przywrócić duszę Ameryki. Odbudować kręgosłup narodu – klasę średnią”. Do tego tematu wrócił pod koniec: „Od dawna mówiłem o walce o duszę Ameryki. Musimy przywrócić duszę Ameryki. Nasz naród jest kształtowany przez ciągłą walkę między naszymi lepszymi aniołami a naszymi najciemniejszymi impulsami. Nadszedł czas, aby zwyciężały nasze lepsze anioły”. Zdaje się że bezpośrednia inspiracją była książka, właśnie poświęconej duszy amerykańskiej, Jona Meachama, z którym Biden miał dyskutować. Do tematu pewnie jeszcze wrócę bo naprawdę ciekawy.
Uff………….odetchnęliśmy z ulgą, bo skoro przegrał Trump jest nadzieja, że i nasze społeczeństwo otrząsnie się z chocholego transu.
Trump oczywiście ma prawo dochodzić swoich roszczeń w sądach, walczyć do końca. Szkoda, że robi to w swoim stylu – kłamie, konfabuluje, nie przedstawia żadnych dowodów, pomawia innych, etc. To sprawia, że będzie postrzegany jako coraz bardziej żałosny narcyz próbujący podpalić Ameryke, tylko dlatego, że nie umie porażki wyborczej (niewielkiej zresztą) przyjąć z honorem i godnością. Populizm w pełnej krasie…
Czy Joe Biden będzie Prezydentem ?
Nie wiem czy to nie jest fałszywka , ale podobno Elektorzy w USA nie muszą głosować zgodnie z wolą większości wyborców w danym stanie. Mogą się tej woli sprzeniewierzyć i jedyne co im za to grozi to niewielka kara finansowa. Czy wystarczy telefon Donalda Trumpa z odpowiednia propozycją ?
Może to miał na myśli nasz PAD zaznaczając ten fakt w swym ‘’ liście gratulacyjnym’’.
W niedzielny poranek w TOK FM G.Sroczyński , zaprosił dwóch specjalistów od USA , by podyskutować o skutkach wyboru J.Bidena na kolejnego prezydenta USA… Konkluzje były dość smutne … Jeśli republikanie zachowają większość w Senacie…To skutecznie zablokują wszystkie inicjatywy Bidena …Jednocześnie krzycząc jako to nieskuteczny jest ten obecny prezydent…Jest jeszcze jedna nadzieją że w grudniowych wyborach do senatu w Georgii wygrają demokraci… Co zaproszeni określili jako mało prawdopodobną …max 1 głos. Największym problemem okazuję się że te wszystkie negatywne opinie o Trumpie NIE DOCIERAJĄ do amerykańskiego suwerena , który w nie po prostu nie wierzy…Gdyby nie pandemia Trump wygrał by zdecydowanie z Bidenem. Dla mających dostęp : https://audycje.tokfm.pl/podcast/97863,Czy-ukradli-nam-wybory-bedzie-nowym-mitem-zalozycielskim-partii-republikanskiej