Telewizja pokazała (643)

15.12.2020

Ciągle zdumiewa bezczelność rządzących, którzy kłamią w żywe oczy i nie przyjmują do wiadomości faktu, że rzeczywistość jest inna. Robert Mazurek, dziennikarz RMF FM, prowadził rozmowę z rzecznikiem praw dziecka Mikołajem Pawlakiem i zwrócił mu uwagę, że dziecięcy telefon zaufania często nie działa. Rzecznik odpowiedział:

– Działa całą dobę panie redaktorze i proszę nie siać fejków.

Łatwo natychmiast wykazano, że trudno się dodzwonić na numer tego telefonu a usługa jest czynna tylko w ograniczonym czasie.

Przyłapani na kłamstwie pisowcy idą w zaparte. Przypomina to scenę z filmu „Chicago”, kiedy żona przyłapuje męża w łóżku na figlach z dwiema paniami. Mąż zaprzecza oczywistym faktom i pyta: „Kochanie, wierzysz mnie czy swoim oczom?”. To zaprzeczanie faktom stwarza stopniowo sytuację schizofreniczną, kiedy stale wysłuchujemy tekstów, jakich nie powstydziłby się wariat. Podziwiam ludzi podległych takim typom, którzy muszą tego wysłuchiwać i zachować obojętną minę. Ale dziennikarze mogliby ostrzej reagować.

Do kłamstw dochodzi nonszalancja. Oni nie umieją uzasadnić swoich decyzji więc gadają cokolwiek, byle zbyć. Kiedy poprzedniego ministra szkolnictwa pytano, czy pójście dzieci do szkół w czasie pandemii nie jest niebezpieczne, ten odpowiedział, że skoro chodzi się do sklepów, to można pójść także do szkoły. Obecny doradca premiera do spraw pandemii, zapytany o ewentualne problemy z przewożeniem szczepionki przeciw koronawirusowi w temperaturze minus 70 stopni, odpowiedział, że przecież pizzę też przewozi się w lodówkach. Szkoda, że nie było mnie na miejscu dziennikarza, który zadał to pytanie.

* * *

Pokładamy nadzieję w młodzieży, która — nieobciążona wadami starszego pokolenia — przejmie wkrótce stery i kierując się rozumem i trzeźwą oceną sytuacji wykorzeni zło i wprowadzi właściwe stosunki w kraju. Już dawałem ten kawałek w jednym z komentarzy, ale warto, żeby więcej czytelników zapoznało się:

* * *

Unia w zgodzie przegłosowała budżet i wszyscy ogłosili sukces.

Szkło Kontaktowe:

Boję się, że mój organizm tego nie wytrzyma – sukces za sukcesem.

Po szczycie unijnym PiS ma dwa lata oddechu na dokończenie wzięcia wszystkiego za mordę, zanim Unia zacznie zgłaszać zastrzeżenia i grozić wstrzymaniem forsy. Walki w obozie Zjednoczonej Prawicy i protesty kobiet trochę absorbują rządzących, ale zapewne wkrótce wezmą się dalej za sędziów i za kontrolę społeczeństwa.

Wzorce postępowania zostały już dawno opracowane, choć może teraz będą twórczo rozwijane. Swego czasu, za poprzednich rządów PiS, przygotowano ankietę lustracyjną, a pomysł ten wsparła PO. Każdy, kto żył w czasach PRL, miał napisać w ankiecie, czy miał w przeszłości jakieś podejrzane kontakty, nawet jeśli wtedy nie zdawał sobie z tego sprawy, że na przykład osoba, z którą utrzymywał kontakty, może być podejrzana, ale teraz ma wątpliwości. Dzielni oficerowie służb mieli przejrzeć tę ankietę. Bardzo im mógłby pomóc wgląd do maili, stron internetowych, które odwiedzał ankietowany itp. Jak by były wątpliwości, to zatrzymają delikwenta na jakiś czas — nie powinien mieć nic przeciwko temu, bo to dla naszego wspólnego dobra, ot — wyjaśni się pewne niejasności. Skoro twierdzi, że nie ma nic do ukrycia, to nie będzie utrudniał pracy naszym wspaniałym służbom. Ten pomysł uwalił ówczesny Trybunał Konstytucyjny, ale zanim do tego doszło, wielu kierowników zaczęło go wdrażać, dając pracownikom ankiety do wypełnienia.

Więźniowie w Guantanamo siedzą sobie od wielu lat i czekają na procesy, a wielu z nich nawet nie postawiono żadnych zarzutów, ale mieli nieciekawych znajomych albo przebywali w nieciekawych miejscach. Zarówno rząd USA, jak i rząd PiS (a i parę innych rządów) chciały tylko naszego dobra i zapewniały, że niewinni nie mają czego się obawiać. Tu pewne obawy wzbudził we mnie cytat z mego ulubionego Szwejka: „Chrystus Pan też był niewinny i też go ukrzyżowali”.

Nie wiem, po co są kolejne ustawy dające prawo inwigilacji coraz liczniejszym służbom. Dobre służby mogą łatwo dotrzeć do wszelkich danych. Chodzi chyba o to, żeby nawet ludzie spoza służb, tj. politycy, mogli sobie pobuszować w danych swoich przeciwników.

Jakieś 50 lat temu premierem Izraela była Golda Meir a późniejszy premier Icchak Rabin był ambasadorem w USA. Po wizycie w USA Golda Meir rozmawiała z Rabinem telefonicznie o swojej wizycie (oczywiście rozmowa była szyfrowana). Mówili m.in. o tym, że w prasie amerykańskiej ukazał się artykuł krytyczny wobec Izraela, ale nie mogli sobie przypomnieć w której gazecie. Wtedy w słuchawkach usłyszeli głos, który po hebrajsku podał im nazwę gazety. Był to młody żołnierz izraelski, który właśnie odbywał ćwiczenia z podsłuchu i nie mógł się powstrzymać, żeby nie podpowiedzieć.

Różne służby wojskowe podsłuchują co się da od dawna. Problem w tym, żeby nie powstały ustawy dające służbom cywilnym wolną rękę w inwigilowaniu zwykłych obywateli „dla ich bezpieczeństwa”. Dotychczas świetnym pretekstem był terroryzm, przed którym rządy i służby miały nas chronić dzięki głębszej i szerszej inwigilacji. Terrorystów nie mamy, więc chyba ich miejsce zajmie opozycja, która przecież knuje.

* * *

W 2014 r. rozpoczęto remont Sali Kongresowej w Pałacu Kultury i Nauki. Terminem ukończenia prac miał być 2016 r. Remont się nie udał i rozpoczęto nowy, który miał zakończyć się w 2020 roku. Nic nie słychać o tym, żeby remont się zakończył. Zresztą, po co się spieszyć skoro jest pandemia i Sala i tak byłaby nieczynna. Pierwszy nieudany etap kosztował 50 mln zł.

Budowa całego Pałacu Kultury i Nauki trwała trzy lata, ale to budowali komuniści, w dodatku radzieccy, i jakby się lepiej przyłożylim to by nie trzeba było nic remontować po zaledwie sześćdziesięciu latach.

Ale może to nie komunistyczna tradycja? Pałac cesarski w Carskim Siole zbudowano w XVIII w. dla carycy Elżbiety w cztery lata. Ma 325 m długości.

* * *

Eliza Michalik:

Przejęcie przez rząd ponad stu tytułów regionalnej prasy i pięciuset witryn internetowych, dających dostęp do ponad 17 milionów użytkowników — bo o tym trzeba mówić, a nie o „przejęciu ich przez Orlen” – doprowadzi, i to całkiem niedługo, do całkowitego zaniku uczciwej debaty publicznej, autocenzurowania się dziennikarzy i zastraszenia ludzi, którzy widząc, co się dzieje, będą się bali krytykować władzę.[…]

Bo to, co się wydarzyło jest tak niesłychane, że nic we wcześniejszym życiu nie przygotowało nas na taką sytuację, nie sądziliśmy wręcz, że jest możliwa.[…]

Nie każdy przekaz płynący z mediów jest debatą publiczną — może być też, czego przykład często daje TVP, fake newsem lub czystą propagandą. Dobra jakościowo dyskusja nie jest też bezładnym krzyczeniem na siebie w studiu dwóch panów lub pań, przeciwnie, musi być zorganizowana i spełniać bardzo konkretne warunki.

Ponieważ obywatele uczestniczą w życiu politycznym zazwyczaj (poza wyborami) pośrednio, poprzez reprezentujących w mediach ich punkt widzenia i poglądy polityków, działaczy społecznych i dziennikarzy — nieodzowny jest pluralizm opinii i prawdziwa, głęboka różnorodność zapraszanych do studia czy na łamy gości.

Należy też zapewnić wszystkim uczestnikom sporu (bo tym właśnie jest debata, sporem o ważne rzeczy, dlatego zawsze śmieszą mnie nawoływania do zgody narodowej, która jest zaprzeczeniem demokracji, ale o tym innym razem) uczciwą możliwość przedstawienia swoich racji.

Uczciwą, czyli taką, w której żadnego uczestnika polemiki publicznie się nie poniża ani nie zastrasza, ani nie prowadzi się na niego równolegle w TVP, ani w regionalnej prasie nagonki, żeby umniejszyć go w oczach opinii publicznej i ten sposób przechylić szalę zwycięstwa na swoją stronę.

Rzetelna debata musi być także autentyczna i autonomiczna, co oznacza, że w przestrzeni publicznej poruszane są tematy naprawdę ważne dla ludzi, a nie podrzucane przez władze, a programy radiowe czy telewizyjne prowadzone są przez niezależnych od nacisków dziennikarzy, którzy nie boją się pytać o wszystko i wypowiadać własnych opinii.

Dlatego właśnie w cywilizowanych krajach rządy nie kupują mediów — bo w sposób oczywisty po takiej transakcji żaden z powyższych warunków nie zostanie spełniony, a debata publiczna w Polsce, a wraz z nią wolne media, będą powoli konać.

C:\Users\Piotr\Pictures\Saved Pictures\mafia.jpg

* * *

W czasach studenckich mój kolega dorabiał sobie w lecie jako wychowawca na koloniach. Miejscowość znajdowała się nad morzem. Dostał pod opiekę grupę chłopców w wieku 14-16 lat. Obawiał się, że na początku będzie trudno zapanować nad taką bandą chłopców, kiedy wejdą do wody. Zebrał więc grupę na brzegu i zapytał surowo: – Kto nie wie, dlaczego dziś za karę nie będzie się kąpać?

Przed szereg wystąpił jeden chłopak i on został dopuszczony do kąpieli. Pozostali, uznał mój kolega, mieli widać coś na sumieniu, więc kara była jak najbardziej na miejscu.

To jest mechanizm, który pozwala utrzymać władzę. Ludzie przyjmują zakazy i nakazy, często nie dyskutując – z niewiedzy, z obawy, z bezmyślności. Ich przełożeni, urzędnicy, kapłani, wykorzystują tę cechę i urabiają ludzi. Łatwo podbechtać ludzi wmawiając im, że ktoś chce im wyrządzić krzywdę, że to są źli ludzie. Czy to jest logiczne – nie ma znaczenia, często nie ma znaczenia czy rozumie się to rzekome zło. Ludzie zwalczają gender, bo im się wmawia, że to zło. Zwalczają homoseksualistów, tak jakby homoseksualizm był kwestią wyboru i był zaraźliwy, a nie cechą podobną do koloru oczu. „Inne” jest złe. Pamiętam jak jakaś siedemnastolatka wystąpiła przed kamerą, bardzo potępiając liberalizm. Dziennikarz zapytał ją, co to jest ten liberalizm. Dziewczynę zatkało, nie umiała podać żadnej definicji.

* * *

W historii pojawiali się Nauczyciele, którzy głosili dobro i wskazywali ludziom drogę do szczęścia. Mieli i mają setki milionów wyznawców, ale często ci wyznawcy wykorzystują nauki Nauczycieli jako szyld do realizacji własnych popędów. I tak religia miłości służyła nieraz do mordowania i torturowania ludzi.

Trudno jest przyjąć wskazówki Nauczycieli nie tylko formalnie, ale wdrożyć je w codziennym życiu. Nie jest to tylko problem wyznawców religii monoteistycznych. Przytoczę przykład z książki poświęconej oświeceniu w buddyzmie i hinduizmie:

Ale jak wiele osób pragnie tak bardzo oświecenia i spełnia warunki wymienione przez lamę Gampopę? Ludzie pragną raczej życia pozbawionego cierpienia, pełnego radości. Kiedy cierpimy, pragniemy zwykle tylko ustania tego cierpienia, a nie ostatecznego wygaszenia wszystkich cierpień i „rozpłynięcia” w nirwanie. Nawyki myślowe trzymają nas w samsarze, a pragnienie przyjemności przeważa nad rozumowym pragnieniem oświecenia.

Powiedzmy, że śnię, iż jestem smokiem wawelskim.

Dla tych, którzy nie znają legendy o smoku, krótki opis: Dawno temu w jaskini pod Wawelem mieszkał smok, który napadał na ludzi i ich pożerał. Mieszkańcy Krakowa dogadali się z nim, że będą mu codziennie przyprowadzać do zjedzenia jedną dziewicę (te smok lubił najbardziej), a w zamian za to smok oszczędzi pozostałych mieszkańców.

Śnię, że przyszli do mnie krakowiacy z dziewicą i oznajmiają, że to już niestety ostatnia – od jutra mogą zamiast dziewic przyprowadzać chłopów. Ale i z tym będzie trudno, bo w okolicy pojawił się dwugłowy smok i on także żąda daniny z ludzi.

Oczywiście to mnie martwi, bo po pierwsze te chłopy są jakieś łykowate, a po drugie pojawiła się groźna konkurencja.

W tym momencie podchodzi ktoś do mnie i przekonująco wyjaśnia, że to wszystko jest snem, że w istocie jestem kimś zupełnie innym. Wystarczy, że się obudzę, a cała ta nieprzyjemna rzeczywistość zniknie. Wierzę mu i myślę: – Muszę skupić się na przebudzeniu… ale najpierw jeszcze skonsumuję tę dziewicę.

C:\Users\Piotr\Pictures\Saved Pictures\Budda i Jezus.jpg

Obraz namalowany przez moją przyjaciółkę Dorotę Krzyżanowską, malarkę i mniszkę buddyjską.

* * *

Rządy PiS podtrzymały idiotyczny pomysł PO budowy centralnego lotniska między Warszawą i Łodzią. W założeniu przyjęto, że to będzie punkt przesiadek dla pasażerów z całego świata. Dlaczego mieliby się akurat tu przesiadać – nie wyjaśniono. To ogromna i kosztowna inwestycja, w dodatku przewidziano jeszcze budowę szybkiej kolei, która miałaby dowozić pasażerów z Warszawy i Łodzi. Na razie to świetna synekura dla paru urzędników, którzy zarządzają tym miejscem, gdzie ma kiedyś powstać lotnisko i pobierają duże pensje.

Pisałem o tym w przeszłości, przytaczając przykład podobnych nieudanych inwestycji w Niemczech. Teraz przypomniano, że niedawno zbudowane berlińskie lotnisko miało być gotowe w 2011 r. i kosztować 1,7 mld euro. Otwarto je teraz, a koszty wyniosły 7,3 mld euro. Nie wiem, czy lotnisko da sobie radę, ale jak za 15 lat wybuduje się to polskie to można będzie te tysiące pasażerów z całego świata, którzy tu wylądują, dowieźć szybką koleją do Berlina, żeby tam się przesiedli.

PIRS

Print Friendly, PDF & Email
WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com