19.12.2020
Może to za wcześnie by oczekiwać na reakcje obrońców niewinności i świętości Jana Pawła II (podobnie jak Thomasowi Doyle’owi trudno mi o nim mówić i pisać jako o świętym) po rozmowie opublikowanej przez Gazetę Wyborczą 18 grudnia. Jednak milczenie jest znaczące. Brak oświadczeń, podpisywanych petycji.
Znajomi dopytują mnie czy nie spotykają mnie osobiście przykrości, a może nawet w miejscu pracy. Otóż zapewniam ich z całą stanowczością, że nic takiego się nie dzieje. Wręcz przeciwnie. Otrzymuję wyrazy wdzięczności za wynajdywanie takich niekwestionowanych świadków, którzy opowiadają „jak to naprawdę było”.
Proszę się nie obawiać, nie zamierzam zrywać z obietnicą, że „o nim już więcej pisać nie będę”. No… przynajmniej na łamach Studia Opinii, bo gdzie indziej różnie to bywa. Jak wiadomo „zamówienie społeczne” ma swoje prawa.
W tym przedświątecznym okresie chciałem jedynie odnotować, że dla polskich biskupów i innych dyżurnych obrońców niezłomności JPII świadectwo Thomasa Doyle’a stanowi nie lata problem, z którym sobie chyba nie poradzą.
Wręcz przeciwnie: im więcej bronią, tym bardziej go pogrążają. A już z całą pewnością nie pomaga mu Stanisław Dziwisz, który swoimi „niemówieniem” jest najmocniejszym argumentów w arsenale przeciwników świętości polskiego papieża.


Rozmowa tylko dla prenumeratorów. Moze jednak Pan Profesor mógłby coś napisać na SO? Jakies streszczenie albo najważniejsze cytaty. Z góry dziękuję.
Myślę, że kluczowe są odpowiedzi na trzy pytania, które przyklejam poniżej:
Czy to możliwe, że polski papież w tamtym czasie mógł nie wiedzieć o skali nadużyć w USA?
– W 1985 roku nikt nie znał skali nadużyć, nie miał świadomości, że to zjawisko powszechne. Ten problem był głęboko skrywany przez dziesięciolecia. Jednakże papieżowi Janowi Pawłowi II przekazano jasne informacje, z czym mamy do czynienia, gdy wybuchł skandal w Luizjanie w 1985 roku. Otrzymał je za pośrednictwem nuncjusza USA, nieżyjącego już kardynała Pio Laghiego. Ważniejsze jest jednak, że przygotowałem dla papieża 42-stronicowy raport, który podpisał nuncjusz. Osobiście przekazał go papieżowi w marcu 1985 roku kardynał Jan Król, który zapewnił nuncjusza, że papież go przeczytał. Trzy miesiące później nuncjaturę odwiedził nieżyjący już kardynał Silvio Oddi, ówczesny prefekt Kongregacji ds. Duchowieństwa. Również otrzymał raport, zapewnił, że zabiera do Rzymu, że odbędzie się spotkanie wszystkich kardynałów, prefektów kongregacji watykańskich, aby omówić tę kwestię. Nie pytajcie, czy to spotkanie kiedykolwiek miało miejsce, bo nie wiem.
Również za pana sprawą, bo jest pan jednym z bohaterów reportażu o Stanisławie Dziwiszu, który oglądały miliony ludzi w Polsce, rozgorzała u nas dyskusja, co o pedofilii w Kościele wiedział polski papież i co zrobił.
– Jan Paweł II (nie chcę nazywać go świętym) znał szczegółowo problem wykorzystywania seksualnego co najmniej od 1985 roku. Był częścią problemu, a nie częścią rozwiązania. Setki ofiar napisały do niego listy i błagały o pomoc. Ani razu nie przyznał, że otrzymywał te listy. Za wszelką cenę bronił biskupów. W 1993 roku skierował do biskupów Stanów Zjednoczonych list, w którymi obwinił za patologię związaną z krzywdzeniem dzieci naszą amerykańską kulturę i media. Zakończył list słowami: „Amerykanin potrzebuje dużo modlitwy, aby nie stracił duszy”. Media poprosiły mnie o skomentowanie listu. Powiedziałem im, że to nonsens, bo obarczył społeczeństwo winą za patologię księży. Współczuł biednym biskupom z powodu stresu, jaki ich spotkał za sprawą skandali. Powiedziałem wtedy, że Stany Zjednoczone mają sumienie, a papież powinien bardziej martwić się o ludzi, którzy pracowali w Watykanie i którzy tego sumienia raczej nie mieli.
Mówi się, że to wina jego doradców, że był schorowany. Może to prawda?
– Był chory, ale wiedział, co się działo, i kiedy już na dobre podupadł na zdrowiu, nie robił nic, tylko utrudniał walkę z nadużyciami. Dał zły przykład, chroniąc założyciela Legionu Chrystusa Maciela Degollado [oskarżony o gwałty i molestowanie].
i może jeszcze jedno:
Jak oceniany jest w USA pontyfikat Jana Pawła II? Ostatnio jedna z redakcji katolickich, w której pan publikuje, zażądała od biskupów amerykańskich, by zrezygnowali z publicznego kultu Wojtyły.
– Trudno odpowiedzieć, bo Stany Zjednoczone są zbyt rozległe i jest tu zbyt wiele odłamów katolicyzmu. Nie ma czegoś takiego jak „amerykański Kościół katolicki” z powodu dużej różnorodności grup etnicznych, różnic w wykształceniu i różnorodności przejawów katolicyzmu, od ultratradycjonalistów, takich jak kardynał Burke i jemu podobni, po ultraliberałów z parafiami prowadzonymi przez kobiety kapłanki.
Myślę, że jest jednak silny nastrój anty-JP2, ponieważ papież Polak był postrzegany jako despota i człowiek o dwóch osobowościach – aktor i konserwatysta.
I jest odrzucany przez ofiary, bo nie zrobił nic dla skrzywdzonych poza tym, że je obrażał, ignorował i ranił, chroniąc jednocześnie biskupów, którzy umożliwili te nadużycia.
Dziękuję!
Obawiam się, że Pan mierzy się z problemem znacznie większym i do końca nie wyjaśnionym!
Nie dla tego, że nie było informacji albo woli świadków do wyjaśnienia tego co się działo i dzieje, ale dlatego, że jest ciągle wiele osób i instytucji zdecydowanie mało zainteresowanych wyjawieniem całej „prawdy”…
Na marginesie – co Pan myśli o publikacjach Davida Yallopa?
Serdeczne pozdrowienia i życzenia Świąteczne!
Książki Davida Yallopa są świetnie napisane (obie o kulisach śmierci JP1 i o pontyfikacjie JP2) i sprzedały się w ogromnych nakładach. Jednak dla mnie podstawowe są prace Jasona Berry’ego jeśli chodzi o problem pedofilii w kościele, które sa mniej sensacyjne, ale wszystki wiadomości są skrupulatnie sprawdzane.
To prawda, choć nie można zarzucić Yallopowi, że nie podawał sprawdzonych źródeł…
Dlatego stał się klasykiem gatunku.
Berry jest ważny ale głównie w odniesieniu do seksualnych skandali wśród księży, to trochę inny temat, mimo wszystko.
Lubię ich zaangażowanie i precyzję, choć pisali na tematy równie ważne, nie umiałbym powiedzieć który jest „ważniejszy”…
Jeszcze raz pozdrawiam!
Może nie ma powodu wybierać: Berry i Yallop są komplementarni. Ważne by byli czytani bo to autorzy, którzy otwierają oczy, a w polskich warunkach dekonstrują mit. co zresztą na jedno wychodzi.
Milczenie prawicowych mediów po publikacji wywiadu z Thomasem Doyle jest taktycznie przemyślane: Po co „dla zasady” nieczytającym „Gazety Wyborczej” odbiorcom informacji z własnej „bańki” otwierać oczy – choćby nie wiem jak krytycznym omawianiem niewygodnych treści? Dla calej trójki Autorów artykułu to najlepsze potwierdzenie, że ich głos zostal zauważony i gruntownie przeanalizowany.
Panie Profesorze!
Moim zdaniem najważniejszą dla Polski sprawą jest teraz nawet nie rozliczanie polskiego papieża (jak za parę lat emocje trochę opadną, trzeba będzie to zrobić) tylko pozbycie się stąd Ordo Iuris – to oni stoją za Jędraszewskim, zakazem aborcji czy gnojeniem LGBT. Trzeba naciskać na część porządnych ludzi w Kościele (jeszcze są tacy), żeby powiedzieli czym naprawdę są obrońcy życia – sektą, za jaką którą komisja europejska ds. sekt ich uznała, a także o tym, co mówi o nich Episkopat Brazylii. Inaczej cały polski kościół zmieni się w groźną sektę i czeka nas reżim taki jak ajatollahów w Iranie, tylko małym szatanem będzie LGBT a dużym UE.
To wstrząsająca rozmowa, dostarczająca niepodważalnych dowodów, na to, że opowieści o tym, że Wojtyła mógł po prostu nie być świadomy rozmiarów pedofilii w Kościele, ani ukrywania przestęców przez biskupów, są nie tylko nieprawdziwe, ale są świadomym kłamstwem. Wywiad przypomniał mi rozmowę z Antonim Pospieszalskim, który był korespondentem BBC podczas Soboru Watykańskiego II, a który w 1981 roku mówił mi, że wybór Wojtyły był forsowany przez najbardziej kokserwatywne kręgi, z nadzieją na cofnięcie soborowych zmian. Na moje pytanie skąd ta nadzieje, Pospieszalski powiedział, że Wojtyła był jednym z głównych autorów encykliki Humanae vitae i był dobrze znany jako przeciwnik otwarcia Kościoła na nowoczesność.