20.12.2020

Fot. Wikimedia, Leszek Para
Media obiegły osobliwe wynurzenia kardynała Stanisława Dziwisza, bolejącego nad stanem umysłów Polaków, którzy miast wyrażać mu dozgonną wdzięczność — ośmielają się stawiać niewygodne pytania. W swojej wspaniałomyślności wybacza tym, którzy wyrządzili mu krzywdę.
Tym razem Dziwisz wybrał medium bezpieczne TV TRWAM, tam dziennikarz nie zada niewygodnych pytań i można bezkarnie snuć swoje dywagacje, których fragment warto przywołać:
Żeby uderzyć w papieża, to trzeba też uderzyć w ludzi, którzy z nim współpracowali. To była nasza służba papieżowi, a poprzez papieża mojej ojczyźnie. Jeśli moja ojczyzna tego nie widzi, a kiedyś widziała, to niewątpliwie powoduje u mnie ból, ale przebaczam.
Jeszcze dziwniejsze jest tłumaczenie mechanizmu przekazywania wszystkich informacji papieżowi:
Wszystko, co dochodziło do papieża staraliśmy się mu przekazać. Jeżeli ktoś mówi, że coś zaniedbaliśmy, to nie zna pracy w Stolicy Apostolskiej. Watykan to jest papież, ale także i urzędy, każdy z nich ma jeden dział i tym się zajmuje. Wszystkie sprawy, które dochodziły do papieża bezpośrednio zostały potem poprzez papieża skierowane do odpowiednich urzędów do załatwienia. Nic się nie ukrywało. Wszystko trzeba było podjąć, przemyśleć i umiejętnie z odpowiedzialnością działać.
Jakoś trudno tę wersję wydarzeń pogodzić z tym, co na ten temat od 30 lat pisze Thomas Doyle, obrońca ofiar pedofilów w sutannach. Również książki Jasona Berry’ego opisują odmienne mechanizmy przekazywania informacji do Watykanu za czasu JP2. Zastanawiam się: kiedy wreszcie Dziwisz spojrzy prawdzie w oczy.
Kolega zapytał mnie, czy czuję się przebaczony. Odpisałem mu, że Dziwisz nie powinien przebaczać, ale przepraszać. Ofiary ciągle na jego przeprosiny czekają.
Janusz Szymczyk napisał już drugi list do papieża Franciszka (pierwszy napisał 8 października). I nic. Dziwisz i Gądecki udają, że nic się nie stało. Nadal ubolewają nad stanem moralnym polskiego społeczeństwa, a zwłaszcza mediów.
Czy nie czas by w końcu posypali głowę popiołem i przeprosili tych, którzy od lat zostali pozostawieni sami sobie? Klerycy przez lata molestowani przez Paetza, dzieci pozostawieni na pastwę wędrujących drapieżców seksualnych. W tym jakoś polscy hierarchowie z Dziwiszem na czele nie widzą problemu.
Najwyższy czas, by to zmienić.


Dziwisz nie tylko powinien przepraszać, powinien stuknąć się w czoło i wyrazić choć trochę poczucia przyzwoitości. Całe zamieszanie wokół jego osoby pokazuje kim jest ten człowiek – zwykłym za przeproszeniem dupkiem.
Dziwi mnie to żądanie, aby winny – w tym przypadku Dziwisz – przeprosił. To pragnienie przeprosin jest u nas powszechne. Dziennikarze biegają za przestępcami doprowadzonymi do sądu i pytają czy przeproszą rodziny ofiar. W komentarzach z procesów podkreśla się, że winny nawet nie przeprosił. Co ofierze po wymuszonych przeprosinach winnego? To takie katolickie, gdzie trzeba za grzech przeprosić, ale przecież nie ma tu szczerej woli.
Jeżeli hierarchowie dotychczas nie zobaczyli swojej winy, choćby zaniechania, to nie ma dla nich ratunku i przeprosiny byłyby tylko taktyczną zagrywką. Pomagali sprawcom pedofilii i gwałtów, albo chociaż milczeli. Przyjęli nakazy papieży żeby nie informować policji o przestępstwach! Kim oni są?! To nie tylko nie są chrześcijanie ale nawet nie mają ludzkich sumień. Wszyscy do skreślenia. Ale pewnie skończy się na formalnym żalu i rozgrzeszeniu.
Te dwie znakomite książki Tadeusza Brezy przeczytałem już więcej niż 50 lat temu („Spiżowa brama” i „Urząd”), więc – podobnie jak parę tysięcy Polaków, co czytali i jeszcze żyją, poznałem i zapamiętałem tryb pracy biur Watykanu, których znakomita efektywność była wtedy (za czasu Piusa XII) przedmiotem analizy amerykańskich przedsiębiorstw. I już widać, jak ten tłusty Pinokio próbuje przykłamywać. Nie jest osamotniony. Mieliśmy już „Kłamstwo oświęcimskie” – Bo niby ja kłamię, że Niemcy wykończyli w czasie okupacji połowę mojej rodziny. Potem był „Zamach smoleński”. Teraz mamy „Watykańską Prawdę” Dziwisza – biskupa. Oczywiście też mu wybaczam. Bo on wie, co czyni, ale wszak inaczej nie umie.
Zastanawiam się jakimi pobudkami kierował się Bolesław Prus pisząc w 1895 roku FARAONA a jakimi Jerzy Kawalerowicz 70 lat później, robiąc film na tej podstawie? Prus był poddanym Imperium Rosyjskiego, Kawalerowicz tworzył w PRLu. Wychodzi, że mamy wciąż silnie rozwinięte społeczeństwo stanowe a wielu wciąż robi dużo, żeby to pielęgnować. W naszej historii oprócz epoki PRLu nie było chyba żadnej namiastki reformacji i sekularyzacji . Z tego p.w. zaczynam dziś doceniać komunistów, którzy coś próbowali na tym polu zmienić ale widać na końcu często okazywali się tylko wiernymi katolikami i to nie mogło się udać. Nawet dzisiaj główne działające partie boją się otwarcie podjąć rewizji polityki przyjętej po 1989 roku na ten temat, podobnie jak kwestii kontynuacji nauczania religii w budynkach szkolnych na koszt państwa. Czy to narodową bezmyślność, czy niereformowalny system opisany przez Bolesława Prusa. Hołownia coś obiecuje ale czy to jest już ten śmiałek z kagankiem w labiryncie, który dojdzie co celu? Gdzie my jesteśmy i czy dokądś idziemy?
Przeproszenie, posypywanie głowy. Co za nonsens. Może jeszcze leżenie krzyżem na podłodze? Było takie przedstawienie. Było zdjęcie jakiegoś biskupa, który w celu wyrażenia skruchy za grzechy Kościoła i tym samym załatwienia sprawy, leżał na kamiennej posadzce. Szczupły, do twarzy mu było. Ktoś to jeszcze pamięta? Gdyby na podłodze położył się Dziwisz albo ten Dydycz, co tak lubił jeździć karetą, to by zapadło w pamięć. Wielki brzuch, a na nim kardynał. Byłoby co pokazywać w telewizji. Ofiary byłyby zachwycone. Niestety, jeszcze nie te czasy, żeby się biskup kładł. Czasy ciągle takie, ze biskup cierpi. Za te cierpienia Ziobro mu sypnie ze dwadzieścia milionów, a Gliński dołoży drugie tyle. Po czym Kościół ogłosi, ze sprawiedliwości stało się zadość. Kardynał obetrze zapłakaną twarz.
No wiec Pan Profesor mnie rozczarował, ze oczekuje przeprosin i posypywania. Tutaj należy raczej postulować wizytę prokuratora o szóstej rano i uczciwe śledztwo, a potem proces i wyrok. Nie musi być więzienie. Wystarczy porządne odszkodowanie.
W tej wypowiedzi publicznej Dziwisza widać dwie rzeczy. Jedna dyskwalifikuje Dziwisza a druga obciąża papieża.
Dziwisz ni mniej ni więcej tylko zwala winę na papieża za wszystko co się działo w Watykanie za czasów swojej
pracy dla JPII. W ten sposób próbuje siebie oczyścić wiedząc, że zmarłemu papieżowi, w dodatku wyświeconemu, nic juz nie grozi. To paskudna cecha – spychologia w tuszowaniu przestepstw.
To, co obciąża osobiście i bezpośrednio JP II to właśnie osoba Dziwisza. Szef jest zawsze odpowiedzialny za działania podwładnego. JP II wzial zatem opodpowiedzialność za Dziwisza. Jeżeli nie wiedział jaki jest Dziwisz, to wykazał się brakiem umiejetnosci rozeznania kwalifikacji, w tym wypadku moralnych, swojego najbliższego współpracownika.
Jezeli wiedział jaki jest Dziwisz, to sam na siebie wziął odpowiedzialnośc za skutki dziłań samego Dziwisza.
*
Oświadczenie Dziwisza, że nam wybacza jest groteskowe, a w swojej groteskowości przerażajace w głoszeniu własnej bezkarnosci.
Czy po czymś takim ktoś może jeszcze mieć jakiekolwiek złudzenia? Kuria Krakowska na swojej stronie internetowej opublikowała niedawno list kardynała Giovanni Battista Re do kardynała Dziwisza zacytuję fragment: „Dowiedziałem się, że także Ty zostałeś niesprawiedliwie oskarżony. Wiedz, że jest wielu przyjaciół, którzy cierpią razem z Tobą z powodu nieprawdy, która została Ci przypisana, w którą ze względu na absolutny brak podstaw nikt nie wierzy.”
To pisze kardynał Re aktualny Dziekan Kolegium Kardynalskiego czyli ktoś kto m. inn. zastępuje papieża w czasie sede vacante i pilnuje procedur nowego konklawe. To ktoś kto na takie dni jest najwyższym przywódcą kościoła katolickiego. A teraz po opublikowaniu raportu ws McCarricka tenże dziekan kardynałów pisze list do głównego „świadka” mrocznej epoki kościoła. Epoki którą niektórzy porównują do kryzysu z czasów Reformacji. Giovanni Battista Re pisze niczym włoski mafiozo do Dziwisza aby go wesprzeć na duchu aby się nie „rozsypał” pisze coś w rodzaju „stary jesteśmy z Tobą” i „Nie rozklejaj się”, „Nie daj się tym skurczybykom”. Dziekan Kolegium Kardynalskiego pisze do Dziwisza aby się trzymał i nie zaczął „śpiewać”. Tak to można odczytać między wierszami
W dalszej części listu pisze: „Wyrażam bliskość z Tobą i zachęcam, byś pozostał pogodny i nie tracił tej wewnętrznej radości…”
Tak drogi kardynale Stanisławie bądź pogodny i z uwagi na stare znajomości zachowuj fason i „buzia na kłódkę” jesteśmy z Tobą.
Obrzydliwe, chodzi przecież o poważne przestępstwa kryminalne w instytucji która systematycznie ukrywała wiele lat czyny pedofilskie. Swego czasu były nawet starania aby w ONZ uznać takie instytucjonalne zjawisko za zbrodnie przeciw ludzkości co jednak się nie udało. Jaką to „nieprawdę” Kardynał Dziekan ma na myśli pisząc do Dziwisza, czy taką samą jak odnośnie McCarricka albo Wesołowskiego i Peatza? Czy może taką która dotknęła założyciela Legionistów Chrystusa z Meksyku?