12.01.2021

Od 6 stycznia Ameryka już nie jest taka sama. Wiadomo, że i tam może się przydarzyć szturm jak na Pałac Zimowy w Rosji. Na razie szturmujący sami się sobie dziwią i wielu z nich żałuje, że wzięło udział w tym barbarzyńskim akcie wandalizmu i kpiny z demokracji. Donald Trump chyba sam nie wie, co ma o tym myśleć, bo wysłał już tak wiele sprzecznych sygnałów, że nie sposób pojąć co on tak naprawdę myśli lub nie myśli.
Przyznaję, że zarówno dojście do władzy, jak i polityka prezydenta Trumpa przez cztery lata jego prezydentury to był dla mnie ciąg zaskoczeń i nieustannie intrygowały mnie jej irracjonalne źródła. Już przez wielu zapomniany Steve Bannon, główny architekt jego zwycięskiej kampanii prezydenckiej był tylko jednym z wielu i być może nawet nie najważniejszym strategiem mijającej w bólach prezydentury.
Owszem to człowiek najbardziej wyrazisty i pewnie wyjątkowo skrajny w swoich opiniach. Ale też będący reprezentantem pokolenia, które na własnej skórze odczuło konsekwencje kryzysów ekonomicznych początku XXI wieku. Owszem to właśnie Bannon potrafił połączyć ekonomiczną frustrację z kulturową wściekłością. Niezwykle istotne okazały się też skrajnie prawicowe platformy jak Breitbart News Network czy sprzyjające do końca prezydentury Trumpowi Fox News. Jednak szczególną rolę odegrały media społecznościowe, które Trump potrafił wykorzystać do szerzenia swoich paranoicznych obsesji. Jednym z najskuteczniejszych środków perswazji było kłamstwo, a szczególnie to największe o sfałszowanych wyborach.

O tym od lat pisuje Thomas Frank, zastanawiając się nad przyczynami powodzenia radykalnej, rasistowskiej i ksenofobicznej retoryki niektórych przedstawicieli partii Republikańskiej, zwłaszcza jej agresywnego skrzydła tzw. Tea Party. Jego książka Co z tym Kansas? czyli Opowieść o tym, jak konserwatyści zdobyli serce Ameryki Powinna być obowiązkową lekturą dla każdego, kto chce zrozumieć siłę populistycznej demagogii.
Oczywiście wspomniany wyżej Bannon wcale nie wyczerpuje ideologicznego zaplecza administracji Donalda Trumpa. Dosłownie na naszych oczach wyrosło nowe pokolenie, które swoją bezkompromisowością może nawet przewyższa pokolenie Bannona i Trumpa. Ich twarzą stał się urodzony w 1985 roku Stephen Miller, również bliski współpracownik Trumpa. To on był autorem inauguracyjnej mowy Trumpa. To on właśnie pod koniec tej prezydentury najgłośniej i najczęściej, jako rzecznik Białego Domu, mówił o sfałszowanych wyborach. Nie jest to takie zaskakujące, bo już od czasów studenckich nie krył swoich radykalnych poglądów, które z czasem tylko się wyostrzały. Dzisiaj to on uosabia nową wiarę w „wielkość Ameryki”, która dla podobnie myślących jest oczywiście „first”.
Równie ciekawy, a może najciekawszy z tej trójki jest senator Josh Hawley urodzony w 1979 roku, którego kariera polityczna stała się punktem wyjścia do ciekawego artykułu opublikowanego 11 stycznia w New York Times pod znamiennym tytułem „Korzenie gniewu Josha Haveleya. Dlaczego tak wielu republikanów wypowiedziało wojnę zarówno prawdzie, jak i demokracji?” No właśnie dlaczego? Jego autorka Katherine Stewart od lat zajmuje się radykalną prawicą i jest autorką kilku książek poświęconej tej tematyce.
Przywołam pierwszy akapit artykułu, który znakomicie tłumaczy enigmę poparcia dla idei, które wywracają do góry nogami cały porządek demokratyczny. Otóż zdaniem Stewart:
W dzisiejszej Partii Republikańskiej droga do władzy jest zbudowana na kłamstwach w celu obalenia demokracji. Przynajmniej tak mówił nam senator Josh Hawley, gdy salutował zaciśniętą pięścią tłumowi zwolenników Trumpa, zanim splądrowali Kapitol, i jest to ta sama wiadomość, którą przekazał w Senacie w następstwie ataku, kiedy podwoił kłamstwa o oszustwach wyborczych, które w pierwszej kolejności podżegały do powstania. Jak doszliśmy do punktu, w którym jedna z młodych, jasnych gwiazd Partii Republikańskiej wydaje się w stanie wojny zarówno z prawdą, jak i demokracją?”
Katherine Stewart obficie cytuje elokwentnego senatora, który jest zwolennikiem ni mniej, ni więcej tylko totalnej władzy Jezusa na ziemi, któremu powinno być wszystko podporządkowane, w tym również polityka. Jakbym słyszał Jana Pawła II, który zwykł mawiać, że bez Chrystusa nie można zrozumieć ani człowieka, ani historii Polski. W każdym razie Josh Hawley nie jest katolikiem, tylko gorliwym członkiem ruchu ewangelikalnego, którego wpływ na politykę jest coraz większy. Być może spektakularne i odbywające się w atmosferze skandalu odejście Trumpa zwróci większą uwagę na chrześcijański fundamentalizm religijny, który podmywa podstawy demokracji amerykańskiej.
Tak więc mityczna liczba 75 milionów głosujących na Trumpa to armia ludzi, których poglądy wcale nie tak bardzo różnią się od tych, jakie przez cztery lata z okładem wygłaszał ich idol.
Czy jest to wynik przebywania w komfortowej bańce informacyjnej i brak kontaktu z rzeczywistością? Na tak postawione pytanie jestem gotów odpowiedzieć twierdząco, choć wiem, że nie tylko nikogo z tych 75 milionów nie przekonam, ale usłyszę dokładnie tę samą ocenę mojego stanowiska.
Jednak to nie są dwie symetryczne opinie. Za jedną stoi paranoik, a za drugą chłodna analiza rzeczywistości. Pomocną dla chętnych może być esej profesor International Affairs w The New School w Nowym Jorku, Niny Chruszczowej, wnuczki Nikity, która 7 stycznia w Project Syndacate ciekawie opisała „Dziesięć godzin, które wstrząsnęły Ameryką”. W opisie Chruszczowej można odczytać również echa podobnych godzin szturmu na Pałac Zimowy. Pokazuje proces, który doprowadził do wielkiego kłamstwa o sfałszowanych wyborach. To lektura obowiązkowa dla 75 milionów entuzjastów prezydenta, któremu tak trudno akceptować reguły, dzięki którym został prezydentem.
Jeden fragment wydaje mi się wyjątkowo celnie tłumaczy przyczyny tak szerokiego poparcia dla Trumpa. Pisze Chruszczowa:
W końcu smutny spektakl na Kapitolu był również podporządkowany republikańskim ustawodawcom, takim jak senatorowie Ted Cruz z Teksasu, Josh Hawley z Missouri i prawie trzy czwarte republikańskiego klubu w Izbie Reprezentantów. Wszyscy otwarcie zasygnalizowali zamiar sprzeciwienia się głosowaniu, które zostało już należycie poświadczone przez rządy stanowe. Potwierdzając paranoiczne teorie spiskowe o „oszukiwaniu wyborców”, to właśnie oni dali Trumpowi — prawdziwemu tchórzowi w każdej innej sytuacji — brawurę, by wbić się w wyjący tłum.
Nie sposób odmówić jej racji.
Przypomnieć się godzi, że na Hitlera głosowało 10 milionów ludzi już w 33’, potem zwolenników tylko przybywało. Na Stalina nikt nie musiał głosować, on po prostu jednych zastraszył, innych wymordował. Trump używa podobnych metod, choć USA to nie faszystowskie Niemcy ani bolszewicka Rosja. Przynajmniej jak do tej pory.
Więc jest nadzieja, że demokracja przetrwa nawet jego największe szaleństwa.


A jeszcze niedawno dystopia Margaret Atwood wydawała mi się absolutną abstrakcją…
Nie najlepszy pomysł z wklejaniem twarzy w kapturek chyba KuKluxKlanu.
Potraktowałbym inauguracje Bidena jako sprawdzian zarówno prezydenta jak i tych wyborców, którzy na niego nie głosowali. Pożyjemy zobaczymy, jak na razie Biden ma za sobą kilka co najmniej niefortunnych określeń swojego przeciwnika politycznego. Wygrywać trzeba umieć, ja sądzę że partię Demokratyczną także powinny czekać zmiany, w tym pani przewodniczącej.
Zwolennicy Trumpa, podobnie jak zwolennicy PiS i innych populizmów, to wrogowie prawdy i demokracji. Prawda o większości rzeczy współczesnych jest trudniejsza, bardziej skomplikowana, mniej jednoznaczna niz kłamstwo, wymagajaca większego wysiłku intelektualnego i moralnego. Prawda postrzegana jest przez tychże populistów jako ich więzienie, sprawca większosci ich kłopotów. W ich oczach prawda jest narzędziem ich zniewolenia przez mityczne elity, oligarchię kapitalistyczna i demokratycznych polityków. Kłamstwo prowadzące do obalenia demokracji, to zdaniem populistów sytuacja zwiastująca ich zwyciestwo. Dyktatura populistów, zapewni im populistom szczęście a nieszczęście jajogłowym elitom, oligarchii, etc.
*
Wydaje się, że to jedno z największych wyzwań współczesności, z którym jest i będzie coraz trudniej walczyć i wygrywać. Kto wie moze to nawet wieksze zagrożenie niż ocieplanie się klimatu.
świetnie dobrane zdjęcia, wszyscy byśmy chcieli widzieć takiego łysola gdy to ciągle uśmiechnięta hydra z KuKluxKlanu i będzie wracała jak w amerykańskim filmie, zanim nie zginie po morderczej walce
Wyjaśnię: każda osoba, także osoba publiczna powinna zachować prawo do nienaruszalności wizerunku, dla mnie świadczy to o klasie mediów.
Tzn. karykatur też zabronimy? A dlaczego tylko wizerunku, trzeba by ochronić również wypowiadane teksty itp. – i w ogóle jakiegokolwiek komentowania, bo przecież każdy ma prawo być sobą? i tylko on jeden wie, co by to mogło znaczyć?
Oczywiście, że słowo publikowane podlega prawu autorskiemu, czy wypowiadane teksty – kiedyś przeczytałem właśnie w SO wypowiedź fachowca rozróżniającą złożenia zdań, na przykład: sądzę, że on jest oszustem versus on jest oszustem. Pierwsze podlega definicyjnie wolności subiektywnego osądu, drugie mogłoby być uznane za pomówienie. Nauczyłem się i stosuje, no w zamkniętym mieszkaniu jedynie rozmawiając z kwiatkami czasami mruknę coś bez sądzę (oj, żeby tylko z taką różnicą) ale na szczęście użycie nagrania obywatela bez jego zgody legalne nie jest a ja zgody nie dałem. Ale prawdopodobnie pisząc masz na myśli karykatury jak np. w Charlie Hebdo, które doprowadziły już do tragedii. Sine ira et studio, ja bym obraźliwie nie rysował no ale taka to już planeta a i zawsze ktoś powie, że to także nadeptuje na wolność.
Natomiast zdjęcia to inna sprawa gdyż mylą i zmylają: najpierw się zdziwiłem a potem powiększyłem sobie szyjkę pod kapturkiem i dopiero dojrzałem, że montaż, a drugiego bez nakrycia głowy w ogóle nie poznałem. A jak mnie przykleisz do pani Wandzi na plantach ? a jak do pana Waldka na palancie ? i dajmy na to dlatego nie wygram w totka. Sam widzisz Szanowny Redaktorze. Najpierw ludzie rzucili bombę potem się jej przestraszyli, z internetem może być podobnie – dzisiaj Trump został zakwestionowany w Kongresie, a jeżeli przeważyło, że na przerwie przeglądali SO.. prezydent mógłby mieć pretensje, więc ja tak z dobrej woli doradzam.
Jednak dowolna przeróbka wizerunku osoby publicznej, szczególnie zaś jej już opublikowanego jest całkowicie legalna. Dotyczy to — uwaga! — także filmu. Widziałem niedawno filmik, na którym Trump przemawia zza swojego biurka i wchodzi dwóch śmieciarzy, którzy przenoszą go razem z biurkiem — on nie przestaje gadać — do wielkiego samochodu, w którym zostaje zmielony. Montaż jest wręcz niedostrzegalny. A wszystko zgodnie z prawem. Osoba publiczna nie ma żadnych praw praktycznie.
Nie lubię takiego świata.
Amerykański
fundamentalizm chrześcijański [sic!] to konglomerat upolitycznionej religijności i celebryckiej pop-kultury rodem z Hollywood i Las Vegas.Mieszanka – często autentycznej acz infantylnej – wiary, kiczu i hazardu
(tzw. prosperity gospel do szczodrego łożenia na kościoły zachęca obietnicami zwielokrotnionego „zwrotu inwestycji w ewangelię”.) Donald Trump, właściciel kasyn gry i telewizyjny celebryta, idealnie wpisuje się w tego rodzaju potrzeby.
Proszę obejrzeć załaczone nagranie z nabożeństwa modlitewnego w intencji jego reelekcji, celebrowanego przez „wielebną Paulę White-Cain. Trudno uwierzyć, że to nie komediowy występ parodystki, lecz publiczna modlitwa zatrudnionej oficjalnie przez Bialy Dom duchowej doradczyni
(wciąż jeszcze urzędującego) prezydenta.
Amerykański fundamentalizm chrześcijański [sic!] to konglomerat upolitycznionej religijności i celebryckiej pop-kultury rodem z Hollywood i Las Vegas. Mieszanka (często autentycznej, acz infantylnej) wiary, kiczu i hazardu (tzw. prosperity gospel do szczodrego łożenia na kościoły zachęca obietnicami „zwielokrotnionego zwrotu inwestowania w ewangelię”.) Donald Trump, właściciel kasyn gry i telewizyjny celebryta, idealnie wpisuje się w tego rodzaju „duchowe” potrzeby.
Proszę obejrzeć załączone nagranie z nabożeństwa modlitewnego w intencji jego reelekcji, celebrowanego przez „wielebną” Paulę White-Cain. Trudno uwierzyć, że to nie komediowy występ parodystki, lecz publiczna modlitwa zatrudnionej oficjalnie przez Bialy Dom duchowej doradczyni
(wciąż jeszcze urzędującego) prezydenta.
https://www.youtube.com/watch?v=AUmMUmLYT1Y
To taki rodzaj transu jaki w Polsce próbują importować z USA i Ameryki Łacińskiej niektórzy księża angażując ludzi, w tego rodzaju intuicyjne i głęboko podświadome przeżywanie wiary.
Kiedy ogląda się taką panią kaznodzieję, ma się wrażenie, że to skrzyżowanie różnych tradycji w sosie dość infantylnej amerykańskiej popkultury daje rezultat odwrotny od zamierzonego – groteskowej kpiny z wyborów – wygłupu na wizji.
Jeżeli na wyborców Trumpa takie zaklinanie rzeczywistości działa, to strach się bać!
Faszyzm podnosi głowę i już nie schowa się tak łatwo szczególnie że zawsze mu było blisko do fundamentalizmu religijnego jakby wyrastały z tego samego korzenia. Najeźdźcy Kapitolu posługują się kłamstwami że Trump jest wyzwolicielem od rządzącej światem meta sekty pedofilów? To już było i znowu chodzi o dzieci jak w latach trzydziestych kiedy polscy księża opowiadali że Żydzi zabijają małe polskie dzieci dla ich krwi. W pogromie kieleckim też o to chodziło – o dzieci właśnie od tego się zaczęło. Kłamstwa i dobro dzieci. A wypowiedzi jedynego sprawiedliwego biskupa który nazwał wtedy rzeczy po imieniu episkopat określił jako niezgodne z nauką kościoła katolickiego. Skoro to przydarzyło się polskim biskupom to może się przydarzyć także i współczesnym amerykańskim katolikom i ewangelikom z tą różnicą że ci mają po domach broń palną
Być może najazd na Kapitol stanie się takim drugim 11 września w pewnym sensie. Przyniesie może to że wszyscy zaczną wyraźnie zauważać sekciarski fundamentalizm polityczny i religijny. Amerykanie są przywiązani do symboli więc nadzieja jest że to wydarzenie będą pamiętać. Czy to punkt zwrotny to nikt nie przewidzi ale przebudować świadomość może solidnie pytanie na ile to wystarczy. Pierwsze naloty odwetowe już wykonano i włamano się na serwery komunikatora którym skrajna prawica się posługiwała. Dane zostały skopiowane i będą pewnie upublicznione. To jest w dużej mierze wojna informatyczna i informacyjna.
Jako społeczeństwo nie przerobiliśmy wystarczająco lekcji nazizmu trudno oczywiście wymagać tego od jednostek co innego od instytucji. Być może się powtórzę ale kościół katolicki odciął się od odpowiedzialności za przygotowanie gruntu pod holocaust (rzymskie getto od połowy XVI w. do końca istnienia Państwa Kościelnego)
Symptomatyczna jest też łatwość stosowania przemocy, represji i rozlewu krwi u fundamentalistów religijnych to zadanie dla psychologii i pokrewnych dziedzin. To na co chciałem jeszcze zwrócić uwagę to wypieranie poczynionego zła i okrucieństwa przez Kościół Katolicki. W Rzymie w muzealnej gablocie jest topór który służył do wymierzania kar ćwiartowania jeszcze żywych ludzi z ramienia Państwa Kościelnego. Tak oczywiście że nie znajdzie się go w muzeach watykańskich ale w rzymskim muzeum kryminalistyki.
Tak to jest kiedy instytucja wypiera pamięć o sobie i stosuje wybiórczą pamięć co zamyka drogę autorefleksji i skazuje na ponowienie tych samych błędów. W jakiejś mierze zamyka też tą drogę innym. Niech jeszcze kanonizują Piusa XII wtedy może Paolo Sorentino nakręci o nim film.
Amerykański fundamentalizm chrześcijańsk jest grozniejszy niz tylko groteskowe transy, zwracam uwagę na Josh Hawley, o którym pisała Nina Chruszczewa. to świetnie wykształcony prawnik, który wie czego chce i w celu osiągnięcia celu nie ucieka się do religijnego transu tylko do przemyślanej socjotechniki.
To oczywiste, że wokół populistów kręci się sporo ludzi wykształconych i sprawnych, którzy korzystając z okazji robią na ich poglądach karierę profesjonalną lub polityczną. Podobnie jak działacze Ordo Iuris, którzy z kamiennymi twarzami golą kasę za coś co jest zlepkiem jawnych absurdów. Skoro jednak jest kasa wyłożona przez bogatych ludzi i Rosję to są i ludzie, którzy sie po nią schylają. Można ich nazwać cynicznymi hipokrytami, oszustami. Oni sami o sobie myslą w kategoriach „ideowiec”, „bojownik o prawdy wiary” czy „prawdziwy chrześcijanin”. I tak toczy się świat wokół pieniędzy, które wyznawcom populizmu wydaja się ideami …
Ma p. Profesor rację. Te “groteskowe transy” to tylko osobliwa liturgia, ktόra nie powinna i do tej pory nie odgrywała politycznej roli. Zmieniło się to jednak wraz z wejściem do wielkiej polityki Donalda Trumpa i – co nie było bez znaczenia – Mike’a Pence’a, “nowonarodzonego” katolika, praktykującego w jednym z amerykańskich mega-kościołόw. To najprawdopodobniej on (lub rόwnie pobożny ewangelikalny prezbiterianin, Josh Halley) podsunął Trumpowi kandydaturę Pauli White-Cain na stanowisko oficjalnej duchowej doradczyni w Białym Domu, mimo że to osoba bez wykształcenia choćby tylko biblijno-koledżowego (mam na myśli ksztalcące ewangelikalnych pastorόw denominacyjne Bible colleges, ktόrych w USA jeat ponad 1200), co oczywiście dla Trumpa było dodatkowym atutem, a nie mankamentem.
Biblijni fundamentaliści od czasόw prezydentury Jimmy Cartera są bardzo aktywni politycznie, choć radykalnie zmienili niegdysiejsze barwy partyjne. Jednak dopiero z pojawieniem się Trumpa, witanego przez nich jak mesjasz ( https://mulierreligiosa.wordpress.com/2017/01/20/donald-the-savior/ ) można mόwić o religijnej recepcji (jego) doktryny politycznej i o liturgicznym jej umocowaniu – ktόrego bym nie lekceważyła, bo to też element przemyślanej socjotechniki.
A to cytowane przez Wikipedię słowa Josha Hawley’a z r. 2012: „Government serves Christ’s kingdom rule; this is its purpose. And Christians’ purpose in politics should be to advance the kingdom of God — to make it more real, more tangible, more present.”
Republika Gilead jest już na horyzoncie…
Tym razem Andrzej Lubowski miał kłopoty z logowaniem. W jego więc imieniu:
Bardzo dobry tekst jak każdy Profesora Obirka. Ciekawe cytaty z wnuczki Chruszczowa.
Kilka refleksji:
to, że Trump każdego dnia mówi co innego nie znaczy, że zmienia poglądy. Sprzeczne ze sobą oświadczenia są redagowane przez prawników i ludzi z najbliższego otoczenia Trumpa dla ratowania jego i ich skóry (m.in. po to, aby osłabić argumenty oskarżycielskie w procesie impeachmentu). Głośne zawołanie: „wygrałem przez nokaut, ale nas okradziono”, wróci.
Gdy wymieniasz, Staszku, ludzi, którzy „rzeźbili” Trumpa — jego personę i przesłanie — pominąłeś człowieka kluczowego — to Roger Stone. Pisałem o nim i jego roli kilkakrotnie na łamach Studia Opinii, więc jedynie przypomnę, że to bliski przyjaciel i mentor Trumpa, polityczny prowokator, który od wielu lat namawiał Trumpa do wejścia w politykę, i który wbił mu w głowę, że istotą polityki nie jest jednoczenie a dzielenie ludzi, że nigdy nie należy się do niczego przyznawać i że należy wypierać się wszelkich zarzutów. To właśnie Roger Stone był szefem strategii Trumpa, gdy ten w 2000 roku rozważał kandydowanie na prezydenta z ramienia The Reform Party – do czego skłaniał go ówczesny gubernator Minnesoty, zapaśnik Jessie Ventura. Wówczas Trump zrezygnował, kandydował Pat Buchanan, a Trump, wycofując się powiedział: „So the Reform Party now includes a Klansman, Mr. Duke, a neo-Nazi, Mr. Buchanan, and a communist, Ms. Fulani. This is not company I wish to keep.”
Tego samego roku, sztab gubernatora G. W. Busha, świadomy, że Stone to mistrz brudnych zagrywek, ściągnął go na Florydę i to Stone odegrał kluczową rolę w wykiwaniu Al. Gore’a (dla zainteresowanych załączam tekst na ten temat z „Tallahassee Democrat” z 2019 roku). Przypomnę, że kilka tygodni temu Trump uniewinnił Stone’a, tego samego dnia, gdy uniewinnił Manaforta i ojca Jareda Kushnera.
Przy okazji nieskromnie polecam mój tekst na temat Ameryki w najbliższym wydaniu magazynu „Gazety Wyborczej”.
Najsmutniejsza i najważniejsza konkluzja: Ameryka staje w obliczu długich lat terroryzmu domowego chowu, wspieranego propagandowo także z zewnątrz.
——————————————————————————————
Tallahassee Democrat
Ion Sancho: Roger Stone’s dirty tricks helped sway the 2000 Florida recount | Opinion
Ion Sancho
Guest columnist
Feb. 2019
When 8-year-old Roger Stone’s classroom held a mock presidential election between Richard Nixon and John Kennedy in 1960, Roger told his classmates in the lunch line that Nixon wanted them to go to school on Saturday. Nixon had said no such thing, and Roger’s candidate, Kennedy, won the election by a landslide. It was Stone’s first dirty trick.
Stone has plied his stock-in-trade, the dirty trick (a harmless sounding term for lies and deceit) for over five decades, so it was no surprise five counts of his seven count recent indictment concerned making false statements. The two remaining counts reflected threats of physical intimidation – a tactic Stone would employ in the infamous Florida 2000 recount.
The 2000 Florida recount is the capstone of Stone’s career. He was not a supporter of candidate George Bush — at the time he was helping Donald Trump’s campaign for the New York Reform Party nomination for president — and became involved only when contacted by Margaret Tutwiler, at the request of recount head James Baker III, giving rise to one Stone’s proudest moments, and the title of a current Netflix biography, “Get Me Roger Stone.”
On Nov. 21, 2000, the Florida Supreme Court had ruled that the recounts set forth under Florida law, Chapter 102.166(4)(d) F.S., could be extended until Nov. 26. The Republican strategy was to shut the recount down entirely.
In the words of Stone, “The idea we were putting out there was that this was a left-wing power grab by Gore, the same way Fidel Castro did it in Cuba.”
The fact that the Gore campaign was following Florida’s law on recounts was completely ignored.
Dade County, Florida’s largest county and home to the largest number of Democratic voters, began the recount on Nov. 22. But when election staff arrived, they found thousands of people, mostly Bush supporters, protesting the recount outside. Radio Mambi, a vehemently anti-Castro outlet, was broadcasting live at the scene, asking listeners to join the protest.
A Bush command center had been set up in a Winnebago across the street, and Stone, armed with walkie-talkies, claimed to be in communication with demonstrators in the building outside the 18th floor Supervisor of Elections Office.
There, a dozen or more well-dressed young white protesters were yelling and pounding on the doors in what came to be known as the Brooks Brothers Riot. Their actions intimidated the workers in the office. Fearing for their lives, the Dade County Canvassing Board stopped its manual recount.
These ballots, and those of Palm Beach, were sent to the Leon County Supervisor of Elections Office in a slow moving yellow rental truck convoy for counting – a process eventually blocked by the U.S. Supreme Court in the 5-4 decision known as Bush v. Gore.
Through IRS filings made belatedly by the Bush campaign, some $13.8 million was spent in its “stop the recount” efforts. These same documents show the Brooks Brothers rioters were Republican staffers from Washington, D.C., flown in and out of Florida on private jets by companies such as Enron and Halliburton, and given free hotel rooms. Many were personally recruited by House majority whip Tom Delay and given their marching orders on those walkie-talkies commanded by Stone.
Their actions succeeded in preventing the legal and court-ordered procedures, which might have provided an accurate result for the election. Lies, physical intimidation — the darker arts of political persuasion employed by Stone and his cronies — had proven successful. For the first time in U.S. history, a state had been barred from completing its presidential election.
Reflecting on Stone’s recent indictments, I’m reminded of the wise words of the Scottish sage Robert Louis Stevenson: “Everybody, soon or late, sits down to a banquet of consequences.”
Ion Sancho was the Leon County Supervisor of Elections during the 2000 recount and appointed by the Florida Supreme Court as the technical adviser to Judge Terry Lewis. This account is an excerpt from his upcoming book about the Florida 2000 recount.
Tak Andrzeju, masz racje pominąłem tego drania przez zapomnienie, choć pamiętam Twoje teksty o nim i również kilka w prasie amerykańskiej. To ważne dopowiedznie. Dzięki!
Tekst na temat Ameryki Andrzeja Lubowskiego przeczytałem i polecam każdemu zainteresowanemu przyszłościa tego kraju. Nie rysuje się różowo, ale potwierdza również moją intuicję, że Trump, co mógł to zniszczył i jego następcy będzie piekielnie trudno odbudować zaufanie do państwa. Jeśli jednak Joe Biden zacznie działać od razu i to energicznie to jest nadzieja, że uda mu się po trumpowskiej dewastacji posprzątać i kto wie, że dzięki niemu USA wyjdzie powoli na prostą. Oby, bo to jest w interesie nas wszystkich. A poza tym analiza Lubowskiego pokazuje jak w zwierciadle również naszą polską demolkę, po której również nie będzie latwo posprzątać.