Marek Jastrząb: Zło czynione w imię demokracji5 min czytania

()

15.02.2021

Był czas, gdy miałem nadzieję na dobrą zmianę i sympatyzowałem ugrupowaniu PiS: gdy opowiadałem się za czyszczeniem błędów PO. Ale jak teraz obserwuję sejmowe transmisje i jestem kibicem parodii obrad, posunięć w rodzaju oko za oko, kiedy stałem się przymusowym fanem dziecinnej zabawy w złodziei i policjantów i kiedy przyszło mi być bezsilnym widzem braku dyskusji – ową nadzieję straciłem definitywnie.

Aliści, jak większość Polaków, tak i ja mam naturę przekorną: im bardziej mi ktoś czegoś zabrania, tym większy wywołuje we mnie opór. A poza tym sądzę, że napuszczanie jednej połowy społeczeństwa na drugą, nie licuje z postępowaniem człowieka.

Narosła więc we mnie silna i ciągle powiększająca się ochota do wyrażania sprzeciwu. Przyszedł moment na opamiętanie. Bunt przeciwko temu, w czym uczestniczę.

Mimowolnie i niezależnie od moich chęci poddawany jestem obrażającemu nazywaniu Polakiem gorszej kategorii, patriotą małą literą, gejem, pedałem, Żydem nadającym się do zagazowania, współpracownikiem ministrantów z SB, ZOMO, PZPR i bandy Owsiaka, gloryfikatorem bliżej nieznanego układu, lewakiem czy innym epitetem, wszystkie te zaś kalumnie i epitety spadają na mnie tylko dlatego, że odważyłem się mieć własne, skandalicznie indywidualne zdanie.

Dostrzegam obyczajową analogię między posunięciami twardego elektoratu PiS-u a fundamentalizmem Talibów: łączy ich zawzięte dbanie o religijną i rasową czystość wyznawców. U nas patriotyczne procesje, u nich karykatura meczetów i drakoński wymóg noszenia burek, a i tu i tam – niszczenie ideologicznych odstępstw, kultura jedynie słusznej religii, oraz manifestacyjne, zbiorowe modły na pokaz. Jedyna różnica polega na tym, że PiS nie ścina oponentom głów. Co najwyżej pozbawia ich godności oraz daje profilaktyczną fangę w nos jako nagrodę za niewierność.

*

Polityka interesuje mnie średnio. Co innego sprawy społeczne. A także perspektywy rysujące się nad pokoleniem młodych, generacją zaledwie rozpoczynającą bieg ku szczęściu. Co ich czeka? Jakie jutro rysuje się przed nimi? Świetlane, czy ponure, obfite w znaki zapytania? A może nie rysuje się przed nimi nic, krom lęków, naprawiania szkód, spłacania długów i wszędobylskiej niepewności? Znowu czeka ich ponowne zasypywanie przepaści, znowu czekają ponowne powroty z krain zaprzeszłych upodleń, mozolne borykania się z historią przemalowaną na ckliwe kolory heroicznych bzdur.

*

Przykry to widok i ciężko jest opanować emocje, gdy na naszych oczach dzieje się zło czynione w imię demokracji.

Onegdaj pozwoliłem sobie ubolewać, że nie ma kontynuatorów Stefana Kisielewskiego. Koryguję: z rzadka, bo z rzadka, lecz miewaliśmy podobnych. Ludzi odważnych bez podpowiadania lub instrukcji pryncypała.

Jak dobrze poszperać, to i obecnie dogrzebiemy się podobnych. Jednakże zaznaczyć warto, że w okolicznościach naszej przyrody występują z nieczęsta. Z przymała jak rodzynki w świątecznym zakalcu.

Do takich onegdajszych ludzi należał biskup Krasicki, osobowość nietuzinkowa; choć był prominentnym przedstawicielem kleru, purpuratem nieobawiającym się wygłaszać zapatrywań sprzecznych ze stereotypowymi poglądami Kościoła, to w swoich dramatach, fraszkach i bajkach piętnował obłudę, zaprzaństwo, dewocyjne zachowania. Pisał też o wolności:

PTASZKI W KLATCE

Czegóż płaczesz? – staremu mówił czyżyk młody –
Masz teraz lepsze w klatce niż w polu wygody”.
„Tyś w niej zrodzon – rzekł stary – przeto ci wybaczę;
Jam był wolny, dziś w klatce – i dlatego płaczę.

Z czasowo bliskich trzeba dać przykład księdza Józefa Tischnera, o którym Jan Paweł II napisał: był człowiekiem Kościoła, zawsze zatroskanym o to, by w obronie prawdy nie stracić z oczu człowieka. Wspomnieć też wypada o niezapomnianym Janie Twardowskim, księdzu-poecie lub dominikaninie – Macieju Ziębie. Czy jezuicie, ojcu Wacławie Oszajcy, poecie, publicyście, naczelnym redaktorze Tygodnika Powszechnego.

Nieprzypadkowo uparłem się na wymienianie księży. Albowiem jako człowiek coraz mniej wierzący, odróżniam religię od funkcjonariuszy Kościoła.

Religia naucza, jak zostać człowiekiem świadomym swej roli na Ziemi. Jak żyć zgodnie z przykazaniami bożymi. Jak zachować lub wykształcić w sobie zdolność do okazywania wrażliwości, miłosierdzia, gotowości wybaczania. Uczy, jak kochać bliźniego. Nie uczy, jak go nienawidzić, być wobec niego zawistnym, nietolerancyjnym i mściwym.

A gros hierarchów – tak. Większość z nich albo dyplomatycznie milczy w tych sprawach, albo przyłącza się do grona Katolickich Talibów poprzez brak wyraźnej reakcji na łajdactwo.

Odcinam się od dzisiejszych sekciarzy: współczesnych głosicieli średniowiecznych herezji. Jestem przeciw patriotom dzielenia, za powrotem zdrowego rozsądku, autorefleksji, zaprzestaniem małostkowego przerzucania się winą.

Mój świat jest otwarty, przyjazny, życzliwy ludziom niezapiekłym. Dostrzegam jego piękno zawarte w różnorodności form życia. Urodę rozwoju ducha. Ciągły niedosyt wiedzy.

Bóg dał mi wolność wyboru. Nie ograniczył mnie do nakazów: w to możesz wierzyć, a tamtego unikaj. Pragnę móc poznawać obce kultury. Tak, jak Herodot, godnie, z podniesionym czołem podróżować po jej Historii. Czerpać z niej to, co szlachetne. Nie akceptować tego, co mizerne. Przyjmować do sumienia, że są inni ode mnie. Lepsi, gorsi, lecz bracia. Nie chcę ich szufladkować i wynosić się ponad.

Marek Jastrząb

Pisarz
Debiutował w 1971 roku na łamach „Faktów i Myśli”. Drukował także w wielu innych czasopismach swoje opowiadania, felietony, eseje, recenzje teatralne i oceny książek. Jego prozatorskie miniatury były wielokrotnie emitowane w Polskim Radiu w Bydgoszczy.

How useful was this post?

Click on a star to rate it!

Average rating / 5. Vote count:

No votes so far! Be the first to rate this post.

źródła obrazu

  • jastrzab: BM