domaga się nowej strategii działania
19.02.2021
Właściwie mógłbym tylko odesłać do licznych doniesień medialnych, poczynając od wyemitowanego 15 lutego programu TVN poświęconego „Najdłuższemu procesowi kościoła”, czyli ćwierćwieczu bezkarności notorycznego pedofilia księdza Andrzeja Dymera. Bohater programu zmarł następnego dnia. Powodem była długa choroba.

Nie chcę zajmować się Dymerem, bo o niego w tej sprawie chodzi najmniej. Ważne są chroniące go struktury i konkretni ludzie. I to od 1996 roku, gdy sprawa została po raz pierwszy upubliczniona.
Mógłbym też wskazać na liczne dyskusje i deklaracje ze strony niektórych biskupów i na żarliwe oburzenia publicystów katolickich. Niektórzy z nich zaczęli już pojawiać się nawet w mediach liberalnych i pomstować na biskupów. To nowe zjawisko i właściwie powinno mnie ucieszyć. Bo ja to robie od 15 lat, a media prawicowe i kościelne skazały mnie na niebyt. Nie tylko zresztą mnie. Dodałbym Tadeusza Bartosia i Tomasza Polaka, by ograniczyć się do naszej „nieświętej trójcy” byłych księży, którzy z powodu swego odejścia z kościoła nie przejawiają żadnego poczucia winy.
W nawrócenie byłych apologetów biskupich i papieskich uwierzę, jeśli swoje oburzenie będą wylewać na portalach prawicowych i katolickich i jeśli przypomną sobie, kto pierwszy zwracał uwagę na nieprawość biskupów i papieży.
Tymczasem pozwolę sobie jedynie przypomnieć, że tu wcale nie chodzi o tego czy innego biskupa, którego ewentualna dymisja i tak niczego nie zmieni. Najważniejszy jest bowiem system, który jak mi to uświadomił już wiele lat temu Thomas Doyle ma się dobrze. Jego ekspercka wiedza na temat systemowego odmawiania przez Watykan ofiarom pedofilii kleru prawa do mówienia o własnym cierpieniu oraz równie systemowe chronienie przestępców zmieniło radykalnie mój stosunek nie tylko do ostatnich papieży, ale również do lokalnych episkopatów.
W tym oczywiście do polskich biskupów. Ich wiedza na temat przestępstw seksualnych księży, a nawet biskupów była i jest wyjątkowa, jednak jest ona ich największą tajemnicą, której strzegą z gorliwością wartą lepszej sprawy. Fakt, że nie zrobili i nie robią z niej żadnego użytku obciąża nie tylko ich sumienia, ale również instytucji, którą reprezentują. Nade wszystko jednak powiększa cierpienie ofiar, które słusznie czują się oszukane.
Wybuchające z coraz większą regularnością skandale medialne z udziałem kleru i rutynowe zapewnienia niektórych biskupów, że się sprawą niezwłocznie zajmą stają się prawdziwą groteską. Poza Amerykaninem Thomasem Doyle, który stał się twarzą obrońców ofiar pedofilii kleru i prawdziwym pogromcą pedofilów w sutannach, ważna jest również działalność Irlandczyka Tony’ego O’Dwyera. Jest to, podobnie jak Thomas Doyle i ja, również były ksiądz. O’Dwyer zwrócił już dawno uwagę na znaczenie raportów, jakie od stu lat składają co pięć lat biskupi całego świata papieżowi w formie tzw. wizyt ad limina. Byłoby rzeczą ciekawą poznanie, o czym też biskupi opowiadają papieżowi w czasie tych regularnych „spowiedzi”. Jak do tej pory żadne sądy państwowe nie mają do nich żadnego dostępu i tym samym nie mogły z nich zrobić żadnego użytku w procesie dochodzenia do prawdy na temat nadużyć kleru.
Ta wiedza nadal pozostaje niedostępna dla ludzi spoza struktur kościelnych. Tony O’Dwyer w swojej przejmującej książce o ofiarach kleru „zdradzonych przez milczenie”, wskazuje na źródła upadku kościoła katolickiego w jego ojczystej Irlandii. Jednym z najważniejszym jest odmowa wzięcia odpowiedzialności za systemowe niszczenie życia bezbronnym ludziom, zwłaszcza dzieciom i kobietom. To właśnie te grupy, w dużym stopniu uzależnione od kleru, wycierpiały najwięcej. Ujawniane stopniowo zbrodnie kleru, a nawet sióstr zakonnych nie tylko oburzają samych katolików, ale prowadzą do konkretnych rozwiązań prawnych, które mają zrekompensować dziesięciolecia milczenia ofiarom.

Poza wszystkim — kiedyś najpotężniejsza instytucja w Irlandii, dzisiaj legła w zupełnej ruinie. Czy te doświadczenia wpłyną na sposoby rozwiązywania podobnych przecież problemów w Polsce? To się jeszcze okaże.
Osobiście jestem przekonany, że taka sama przyszłość czeka polski katolicyzm. A ujawnienie w przyszłości treści raportów wizyt ad limina (mam nadzieję, że kiedyś dojdzie do otwarcia przepastnych archiwów watykańskich) również polskich biskupów – rzuci zupełnie nowe światło na rzymski katolicyzm jako instytucję głęboko zakłamaną i niechętną do rozliczenia się ze swoja ciemną stroną.
W tym kontekście zastanawianie się nad tym, co wiedział, a czego nie widział w sprawie pedofilii kleru Jan Paweł II – zakrawa na ponury żart.


Prawdę mówiąc, zastanawia mnie dlaczego według katolików Bóg interweniuje np. aby pokazać się na szybie, zostawić kawałek krwistej substancji na hostii czy zapewnić cud potrzebny do beatyfikacji papieża, a nie robi tego dla krzywdzonych dzieci przez księży (i innych ludzi prześladowanych np. chrześcijan na Bliskim Wschodzie). Czy to nie byłby większy powód by uznać Jego wielkość?
A tak obok to muszę powiedzieć (niestety z przykrością), że po przemyśleniu pontyfikatu obecnego papieża zmieniłem opinię na Jego temat. Choć nadal myślę, że jest to uczciwy i dobry człowiek, to nie daje rady. W pewnych sprawach ma zbyt utopijne podejście (gospodarka, imigranci). Pewnego rodzaju naiwność papieża jest przeszkodą w faktycznym zreformowaniu Kościoła, chociaż na pewno należy Mu się duży plus za bardziej pozytywne podejście do LGBT.
Dobrymi chęciami Watykan jest wybrukowany. Liczą się wyniki. Zwłaszcza na stanowiskach kierowniczych.
Jeśli idzie o wielkość, to Bóg stworzył także wirusa covid (choć to podobno Chińczycy), wirusa Ebola, oraz raka piersi. I liczne inne podobne interwencje, które katolikom nie spędzają snu z powiek. Katolicy dziękują za cudowne ozdrowienie z grypy, ale zapominają podziękować za zejście z powodu raka. Dziwni oni są, ci katolicy. Oni uważają, ze to z powodu zjedzenia jakiegoś jabłka dawno temu. Pewnie było robaczywe.
Tak w ogóle, to czemu Bóg nie objawi się i nie przekona niedowiarków? Niby tłumaczy się to wolną wolą, ale jak to się ma do przypadku świętego Pawła?
Generalnie zasada jest taka – cud się stał jak ktoś nagle wyzdrowiał, czy ocalał w katastrofie samolotu. A jak spada samolot który powinien był lecieć czy umiera zdrowy człowiek w sile wieku – to już nie cud.