05.05.2021

Włodzimierz Majakowski napisał kiedyś wiersz dla dzieci pt. „Czto takoje charaszo, czto takoje płocho”, czyli „Co to znaczy dobrze i co to znaczy źle”. Kryteria, jak to dla dzieci, są tam proste i jasne. Te kryteria z wiekiem się rozmywają i coraz częściej akceptujemy niejednoznaczne sytuacje, bo coś nam wydaje się choćby trochę lepsze, choć niesie też zło.
Ale przecież pewne rzeczy nie zostały zmienione, na przykład religie wciąż określają co jest dobre a co złe, jednak wyznawcy i ich kapłani jakoś rozmywają nakazy religii. Katolicyzm znalazł furtkę, niby wiadomo co jest grzechem, ale gdy się go popełni to wystarczy wyspowiadać się kapłanowi, wyrazić skruchę i ma się znowu czyste konto. Zresztą swoiście pojmowane dobro Kościoła jest stawiane wyżej niż dobro „owieczek”, co sprawia, że dopuszcza się przestępstwa, byle tylko nikt się o nich nie dowiedział.

Dobro i zło stały się pojęciami względnymi. A kiedy jakiś oficjel wygłosi w telewizji nawet największą bzdurę (przykład – wypowiedź członka komisji ds. badania pedofilii w Kościele katolickim: „Dzieci wykorzystywane seksualnie trafią wprost do nieba”), ludzie często akceptują takie wypowiedzi, nie zastanawiając się nad ich treścią, no bo pewnie taki człowiek wie lepiej, podobnie jak ksiądz który lepiej rozumie czego chce Bóg.
* * *
Atmosfera w kraju pod rządami Zjednoczonej Prawicy jest taka, jakby nagle część pojazdów na ulicach i drogach zaczęła jeździć pod prąd, a policja ostentacyjnie nie zwracałaby na to uwagi – przeciwnie, karze tych, co się oburzają na ten stan rzeczy. Ta schizofreniczna sytuacja nie wzbudza gwałtownych protestów. Należy się spodziewać, że dużo z tego pozostanie już po odejściu wrednej zmiany.

* * *
Pandemia sprawiła, że rządy zaczęły stosować politykę prospołeczną, już nie powtarza się, że w kapitalizmie każdy jest kowalem swego losu. Nawet w Ameryce państwo przeznaczyło duże sumy na wsparcie ludzi, którzy z powodu pandemii utracili pracę czy zarobki. Ta sytuacja powinna sprzyjać postulatom lewicy, ale zapowiada się, że skończy się na tym geście wsparcia – to też jest w pewnym sensie wsparcie kapitalizmu, bo nie utrzyma on się, gdy konsumentów nie będzie stać na kupno towarów.
Szkoda, że w zasadzie wszystkie partie zwalczają lewicę, oskarżając ją o chęć zabrania pieniędzy bogatszym i udupienie przedsiębiorczości. Rządzący rzucają ładnie brzmiące hasła, na przykład o budowie tanich mieszkań na wynajem, ale za tym nie idą żadne czyny. Przy okazji jakichś kłopotów zdrowotnych młodzieży, przypominają się czasy „komuny”, kiedy w szkołach były pielęgniarki i dostęp do dentysty, ale nikt nie myśli o tym, żeby coś podobnego teraz wdrożyć, bo koszty.
Podobnie jak większość ludzi miałem nadzieję, że zmiana ustroju da coś nowego – najlepsze z socjalizmu i kapitalizmu. Oczywiście nie wyobrażałem sobie idylli, że praca będzie jak w socjalizmie a pensje kapitalistyczne. Jednak zbyt szybko pożegnano się z ideami socjalistycznymi, pogrzebano je w jednym worku z „komunizmem”, który stał się synonimem wszelkiego zła.
Poniżej cytuję fragment wywiadu z Karolem Modzelewskim w Gazecie Wyborczej sprzed kilku lat – jest to ilustracja tego, na czym polega polityka prospołeczna. KM przytoczył badania, z których wynika, że obecnie na uczelniach publicznych studiuje najwyżej 2% studentów z ubogich rodzin.
GW: Wprowadzić punkty za pochodzenie.
KM: – To nic nie da. Jeśli dzieciaki z dawnych pegeerów nie mają na dojazd do miasta, w którym jest liceum, to co im po punktach?
GW: No to jak?
KM: – Trzeba by zbudować tanie bursy przy niektórych liceach, tanie akademiki przy uczelniach, wykupić im obiady i bilety miesięczne. I natychmiast ma pan efekt wyrównania szans.
GW: Czyli zrobić to, co prezydent Lula w Brazylii.
KM: – Mniej więcej. Tylko musi być klimat, nacisk społeczny na władze, na samorządy, że takimi rzeczami mają się zająć. Czy pan wie, co ostatnio wkurzyło młodych Brazylijczyków? Manifestowali przeciwko wydatkom na mistrzostwa świata w piłce nożnej. Brazylijczycy! Szli pod hasłem „Nie chcemy nowych stadionów, chcemy bezpłatnych studiów”. W Polsce takiego nacisku nie ma. Lepiej wyremontować ryneczek, postawić na nim fontannę, niż zbudować w miasteczku przy liceum bursę dla ubogich dzieci. Lepiej dwupasmówkę przez gminę puścić i jeździć po niej w wypasionych brykach na kredyt. A sprawy społeczne niech załatwią za nas różne charytatywne ciotki. Otóż ciotki tego nie załatwią, to musi robić państwo, polityka.
* * *
Pojawia się nowa szansa dla lewicy. Politycy z pozostałych partii chcieliby się osadzić po prawej stronie sceny politycznej, ewentualnie jeszcze być konserwatywnymi chadekami (i tak się w dużej mierze przedstawiają, choć prawdziwi konserwatyści by się do nich nie przyznali). Mówiło się o ewentualnym związku partii Gowina i PSL, bo „wyznają te same wartości i chcieliby utworzyć taką chadecką, konserwatywną formację”. Oczywiście, póki są stanowiska i inne frukty to Gowin nie odejdzie z rządzącej ekipy.
Platforma zawsze miała silne skrzydło nazywane konserwatywnym. To znaczyło silne związki z Kościołem, sprzeciwianie się aborcji i in vitro, narzucanie coraz surowszych praw itd. Teraz były prezydent Komorowski wystąpił z inicjatywą skupienia, może w nowej partii, konserwatystów i chadeków. Komorowski chce „wesprzeć zdolność do współdziałania konserwatystów z różnych środowisk opozycyjnych, wzmocnić ich zdolność do tworzenia wspólnego programu. Chodzi o to, by PiS zyskał alternatywę, niekoniecznie czysto liberalną, po stronie opozycji”. Jego zdaniem, Platforma skręciła na lewo. To pogląd bardzo częsty wśród polityków tej prawicowej partii, co pewien czas powtarza go Roman Giertych. Partie opozycyjne mają, zdaje się, tylko prawą stronę.
Jak już wszyscy skupią się po prawej stronie sceny politycznej, którą nie wiadomo dlaczego nazywają centrum, to może reszta byłych członków partii skupi się wokół lewicy. Żeby tylko lewica nie zechciała też stać się obrońcą konserwatywnych (lewicowych?!) wartości.
* * *
Coraz częściej pojawiają się filmy o podróżach w czasie, często bardzo fajne. Gdyby była taka możliwość, dokąd by się Państwo udali? I co tam zrobili?
Kiedyś, czytając książki o traperach czy o przygodach poszukiwaczy skarbów, chciałem znaleźć się w tamtych czasach i warunkach. Człowiek nie zastanawia się nad tym co będzie dalej, jak już zrealizuje marzenie; no już upolowałem coś, czy znalazłem skarb – i? To jak w bajkach, które kończą się stwierdzeniem, że potem żyli długo i szczęśliwie – jak wyglądało to życie?
W książce Stephena Kinga pt. „Dallas 63” bohater znajduje sposób, aby przenieść się do roku 1958 – chce zapobiec zabójstwu Johna Kennedy’ego w listopadzie 1963 r. Uważa, że to zmieniłoby przyszłość na lepszą. Nie wiem, czy jest coś takiego w przeszłości, pojedyncze zdarzenie, które można by poprawić tak, aby zmieniło przyszłość na lepszą. Powstrzymałbym Gavrilo Principa przed zabiciem arcyksięcia Ferdynanda i jego małżonki, ale czy to zapobiegłoby wybuchowi I Wojny Światowej? Zaćmienia umysłów władców nie da się zmienić jednym zdarzeniem. Trzeba by zmienić naturę ludzką. Przecież straszne doświadczenia tej wojny nie powstrzymały ludzi przed wywołaniem II Wojny Światowej.
Gdyby tak się cofać w czasie to może dałoby się namówić pramałpy żeby nie schodziły z drzew, albo jeszcze bardziej cofnąć się w czasie i zatrzymać pewne kierunki ewolucji.

Nie wiem też, czy chciałbym trafić do przyszłości. Każdy czas ma swoje zalety i wady, ale przed nami czają się poważne zagrożenia.
* * *
Tomasz Jastrun:
Nasz rybny sklepik jest malutki, ale świetnie zaopatrzony, też w owoce morza; są ośmiornice, są nawet raki. Prowadzą go dwie Kaszubki. Bardzo antypisowskie, więc myślałem, że rozsądne. Przede mną kupuje – mniej kupuje, a więcej gada, takie natrętne gadanie, słowotok – monstrualna osoba. Przekonuje sprzedawczynie, jak niebezpieczne są szczepienia, zabójcze dla zdrowia, chyba że pojada się węgiel jako odtrutkę – wyjmuje i pokazuje pastylki. „Ludzie mają kapustę zamiast mózgu”, mówię, kiedy wychodzi. Sprzedawczynie na to, że niedawno klienci mówili o chipach, jakie są w szczepionce, by światowy rząd mógł sterować ludzkością. „Co pan o tym sądzi? – pytają w trwodze. – Bo my mamy już terminy szczepień i jesteśmy w strachu”.
* * *
Po czym poznać, że w danej instytucji zmieniło się kierownictwo? Po idiotycznych zarządzeniach, nowych przepisach itp. Po prostu nowe kierownictwo chce się wykazać inicjatywą, a rzadko ma kompetencje.
Jest w Warszawie Spółdzielnia Pracy Specjalistów Rentgenologów. Przez lata wyrobiła sobie renomę, poszerzyła usługi, otwarła oddziały. Zaletą dla pacjentów było to, że przechowywano tam w komputerach wyniki badań, a więc lekarz mógł od razu porównać je z poprzednimi. To się zmieniło. Zlikwidowano dane pacjentów, a więc teraz zapisując się na badania czy poradę lekarską trzeba podawać wszystkie swoje dane. Co gorsza, zlikwidowano wyniki badań, a więc możliwość porównania nowych badań z poprzednimi i oceny wyników.
Zapytałem, kto wprowadził takie przepisy. Zarząd Spółdzielni. Oczywiście nowy Zarząd.
Przyjaciółka była w szpitalu na Banacha na badaniach. Wyrzucili ich (pacjentów) wcześniej, nie wiadomo czy pokończyli wszystkie badania. Wszystkich wyników nie dostali, opracowują je wciąż, a teraz dowiedziała się, że w papierach chcą napisać, że pewne badania jej zrobili, choć nie zrobili.
PIRS
źródła obrazu
- telewizja 3: BM

https://uploads.disquscdn.com/images/106a42cbaee31b4ce5f2c7008d4c0a5e48a7351d123627e74f59e7852b9e50df.jpg
Karol Modzelewski. Nigdy nie przestanę żałować, że tzw. wolna Polska nie chciała skorzystać z Jego rozumu i serca. To był Prezydent Marzeń. Zamiast Wałęsy. Zamiast Kwaśniewskiego. I zamiast wszystkich następnych.
Co do wywiadu GW z K.Modzelewskim, nie wiem w którym roku był udzielany, lecz obraz współczesny jest jeszcze gorszy; nawet jeśli 500 pozwala na zakup biletu na autobus, to nie ma autobusu we wsi. Wykluczenie komunikacyjne, do którego doprowadziły rządy PO-PSL, miało być eliminowane przez PiS, lecz niewiele z tego wyszło.
„Zlikwidowano dane pacjentów”
To może być skutek SRODO – stali się administratorem danych, z obowiązkami i odpowiedzialnością.
Więc pozbyli się kłopotu…
Tak pomyślałem, ale teraz przecież wszyscy klienci zapisując się na badania czy do lekarza podają te same swoje dane które zlikwidowano. A brak wyników poprzednich badań to działanie na szkodę firmy, bo zniechęci klientów do przyjścia.
U mojej przyjaciółki w prywatnej firmie usług medycznych ma i ona i lekarz wgląd do wszystkich swoich wyników badań i opinii lekarzy. Gdyby nowy Zarząd miał choć trochę oleju w głowie to by takie rozwiązanie wprowadził.
Jak się danych nie ma, to nie wyciekną 🙂
Oczywiście, można funkcjonować w nowej rzeczywistości, ale wymaga to pewnego wysiłku, nie każdemu się chce 😉