Piotr Rachtan: O tym, czy sędzia Paweł Juszczyszyn ma się kłaniać prezesowi Maciejowi Nawackiemu

05.05.2021

Dziennik Rzeczpospolita opublikował (4 maja na swojej stronie internetowej) komentarz redaktora Marka Domagalskiego poświęcony porozumieniu rządu z Lewicą ws. unijnego Funduszu Odbudowy zatytułowany zaczepnie „Pożegnanie totalsów”

book lot on black wooden shelf

Totalsi to, jak wiadomo, epitet przylepiony opozycji, a właściwie Platformie Obywatelskiej, gdy u zarania rządów Zjednoczonej Prawicy zadeklarowała, ustami Grzegorza Schetyny, swoją totalną opozycyjność. Totalną, ale – jak się później okazało – nieabsolutną. Lecz nie tylko o deklaracjach partyjnych, głosowaniach nad poprawkami oraz sejmowych komerażach i koalicjach ad hoc pisze autor, choć bałamuci swoją optyką, gdy patrzy na świat polityki przez lornetkę, której lunety są zestawione odwrotnie: Zjednoczoną Prawicę ogląda pomniejszając jej grzechy, a wady i błędy opozycji, osobliwie Platformy Obywatelskiej – wyolbrzymiając.

Zafundowana społeczeństwu przez polityków PO i wspierające je media totalna izolacja obecnej władzy, co przekłada się też jakoś na wspierającą ją część społeczeństwa, na naszych oczach bankrutuje. Choć padają słowa o zdradzie opozycji, wyborców i polskiej demokracji, ten świeży powiew racjonalnego myślenia musi ograniczyć agresję w życiu publicznym. Zapewne wpłynie też na przebieg sporów o sądownictwo, które też jest wplątane w politykę także za sprawą samych sędziów.

No, to jesteśmy w domu! Dalej autor swoją uwagę skupia na sędziach, którzy akurat w sprawie Funduszu Odbudowy głosu nie zabierali, ani indywidualnie, ani zbiorowo. Oto co pisze red. Domagalski:

Porozumienie rządu z Lewicą w sprawie unijnego Funduszu Odbudowy, nawet gdyby tylko na nim się skończyło, podcięło radykalną narrację sprzeciwu wobec pisowskich rządów, i odsłoniło elementarny fakt, że można się różnić i jednoczenie porozumiewać. Dotyczy to także sądów.

Te zdania są poza wszelką dyskusję, ma słuszność M. Domagalski, że można porozumiewać się zachowując różnice. Ta głęboka prawda dotyczy niezliczonych obszarów życia społecznego, które wszak jest wspólne dla wszystkich grup społecznych. Nie ma sporu o to, czy należy sprzątać ulice, po których chodzi lewica, prawica i centrum. Mogą dogadać się na temat wyprowadzania psów na smyczy sędziowie z Iustitii i prokuratorzy z AD vocem. I tak dalej…

Ale przecież nie o te kwestie chodzi red. Domagalskiemu, on idzie dalej, niż zwykli symietryści, tak udatnie sportretowani przez Mariusza Janickiego i Wiesława Władykę w artykule „Symetryści: pięć lat temu i dziś” (Polityka nr 18/ 2021):

Symetryzm po 2015 r. przyniósł niepowetowane straty wolnościowemu systemowi; nadal zresztą sieje spustoszenie. Przez lata powodował, że partia Kaczyńskiego była traktowana jak normalne ugrupowanie w demokratycznym porządku i taką się po tych zabiegach w oczach wielu stała. To symetryści uświęcali elektorat obecnej władzy, którego nie wolno tknąć („dobrzy ludzie głosują na PiS”), dołączali do ataku na różne branże i środowiska, zwalczali idee jednoczenia opozycji. Dążyli do nowej rzeczywistości, po PO-PiS-ie, tyle że prowadziło to zawsze, także teraz, do demobilizacji tylko jednej strony, bo PiS śmiał się z takich narracji i im sprzyjał. Likwidacja PO-PiS-u – oczywiście, natychmiast. Partie są złe? – popieramy. Nie ma na kogo głosować? – macie rację. Sukces przekazów formacji Kaczyńskiego brał się, i nadal bierze, w dużym stopniu ze wsparcia symetrystów. Bo według nich w Polsce nadal trwa „spór prawny”…

Ten „spór prawny” miał załatwić kompromis. Pamiętam dobrze, jak nawoływano prof. Andrzeja Rzeplińskiego, prezesa Trybunału Konstytucyjnego, do zawarcia „kompromisu” z prezydentem Andrzejem Dudą. Kompromis? A. Rzepliński w kontekście przepisów konstytucji jakoś tego nie mógł zrozumieć. Jeśli prezydent państwa łamie konstytucję – a złamał ją, przyjmując głęboką nocą, a właściwie już nad ranem ślubowanie od 3 „sędziów” wybranych wieczorem przez nowy Sejm na miejsca sędziów wcześniej już wybranych przez Sejm poprzedniej kadencji – to czego mógł kompromis dotyczyć? Przecież to było oczywiste: bezwarunkowej kapitulacji! Oto, do czego w istocie dążyli wtedy, a i dziś podobnie – symetryści. Do kapitulacji zwolenników liberalnej demokracji, opartej na poszanowaniu obowiązującego prawa. Kompromis miał być przyznaniem racji tym, którzy złamali Konstytucję, a więc złamali obowiązujące prawo.

A przecież nie ma symetrii między sensem i nonsensem, bo to nonsens – zauważył kiedyś prof. Leszek Balcerowicz. Używająć metafory ludowej: nie ma kompromisu ani porozumienia między d… i batem.

Ale red. Marek Domagalski uważa inaczej, zręcznie przeinaczając fakty:

Zafundowana społeczeństwu przez polityków PO i wspierające je media totalna izolacja obecnej władzy, co przekłada się też jakoś na wspierającą ją część społeczeństwa, na naszych oczach bankrutuje. Choć padają słowa o zdradzie opozycji, wyborców i polskiej demokracji, ten świeży powiew racjonalnego myślenia musi ograniczyć agresję w życiu publicznym. Zapewne wpłynie też na przebieg sporów o sądownictwo, które też jest wplątane w politykę także za sprawą samych sędziów.
Sędziów podzielonych na dwa obozy i milczącą większość, podzielonych tak żałośnie, że niektórzy nie mówią sobie na korytarzu dzień dobry, że marzą publicznie o chwili kiedy wyrzucą nowych sędziów z pracy i pozbawią ich pensji, czego nie zrobiono nawet po upadku PRL.

Świeży powiew bankructwa totalnej opozycji ma zatem wpłynąć też na sędziów, którzy – z własnej, niezrozumiałej woli, ale w domyśle chyba za sprawą tajemniczej indukcji opozycyjnych tytułowych totalsów – podzielili się na dwa obozy. I nie mówią sobie dzień dobry. A powinni. Konkluzja jest przecież jedna:

Jesteśmy właśnie w trakcie procesu przed Trybunałem Konstytucyjnym, czy nowa Izba Dyscyplinarna SN (najbardziej zwalczana przez sędziowskich działaczy i starych sędziów) ma respektować tymczasowe zakazy i szerzej: ingerencje Trybunału Sprawiedliwości UE w prowadzenie dyscyplinarek sędziowskich. Bardzo możliwe, że TK orzeknie, że Unia i TSUE nie mogą ingerować w ustrój polskiego sądownictwa. Ten trwający już kilka lat spór wyda się wielu osobom tym bardziej nierozwiązywalny, gdyż trzy logicznie nasuwające się możliwości: zmiana polskiej konstytucji lub prawa Unii albo wystąpienie z Unii, nie wchodzą realnie w rachubę.

I to jest jedyna prawda autora komentarza z Rzeczpospolitej, z którą należy się zgodzić: nie sposób rozplątać supła, namotanego przez Zjednoczoną Prawicę – to ona wszak rządzi, wbrew płaczom, krzykom i poprawkom totalnej opozycji. Chyba, że znajdzie się Aleksander, który węzeł przetnie. Lub nowa władza powoli, cierpliwie rozplącze. Pewnie wbrew lub mimo  determinacji nowej, totalnej opozycji.

Ale, ale – co będzie wtedy z sędziami z nadania ministra Ziobry, czy szerzej – Zjednoczonej Prawicy? Co zrobi Nawacki, wpadając na korytarzu na Juszczyszyna? Kto się ukłoni?

Piotr Rachtan

PS: Dziękuję Marianowi Sworzeniowi za zwrócenie uwagi ten kuriozalny komentarz w Rzepie

Tekst publikuje również Monitor Konstytucyjny

Print Friendly, PDF & Email
WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com