09.05.2021

To może banał, ale czasem warto go powtórzyć. Pierwszą ofiarą fundamentalizmu religijnego są sami fundamentaliści. Owszem po drodze mogą wyrządzić olbrzymie szkody innym, ale w ostatecznym rachunku to właśnie oni płacą najwyższą cenę. Lądują na śmietniku i to nawet nie historii, ale raczej jej kroniki wypadków.
Historia dostarcza przykładów aż nad miarę, by je tu przywoływać. Ostatnim z nich jest batalia niektórych biskupów amerykańskich, by pozbawić polityków katolickich, którzy są zwolennikami aborcji, prawa do przyjmowania komunii. Sprawa jest właściwie groteskowa, ale ze względu na to, że przypomina również harce polskiego kleru warto ją nagłaśniać choćby po to, by ośmieszyć rodzimych fundamentalistów.

Skoro pisałem o tych właśnie amerykańskich biskupach katolickich psujących demokrację, to dla równowagi wspomnę o hierarchach, którzy robią wszystko by ją wzmocnić. Tak się składa, że zostali nominowani przez papieża Franciszka. Jednym z nich jest kardynał Joe Tobin urodzony w 1952 roku w Detroit, który jest redemptorystą i w latach 1997-2009 był generałem zakonu. Pamiętam jak próbował wpłynąć na podległego mu polskiego redemptorystę Tadeusza Rydzyka, ale bez powodzenia. Polski redemptorysta, jak się okazało, miał zbyt możnych protektorów na miejscu, którym wyraźnie odpowiada jego upolityczniony fundamentalizm religijny. Tobin jest zaprzeczeniem tego rodzaju postawy.

Drugim jest biskup San Diego Robert W. McElroy. Ten pierwszy wygłosił ciekawy wykład, ten drugi napisał równie ciekawy artykuł. Tobin wykład wygłosił w jezuickim uczelni Loyola University w Chicago, McElroy artykuł opublikował w jezuickim piśmie America.
Zacznę od bpa San Diego. Otóż McElroy w swoim artykule powołuje się zarówno na katechizm, jak i dokumenty soborowe, a nawet na konkretne wypowiedzi i gesty papieży niepodejrzewanych o teologiczne nowinkarstwo – jak Jan Paweł II i Benedykt XVI. Jego zdaniem:
propozycja wykluczenia [w formie dokumentu firmowanego przez konferencję episkopatu USA] z Eucharystii katolickich przywódców politycznych, którzy są zwolennikami wyboru [prawa do aborcji], jest niewłaściwym krokiem. Przyniesie to niezwykle destrukcyjne konsekwencje – nie z powodu tego, co mówi o aborcji, ale z powodu tego, co mówi o Eucharystii.
Dalej McElroy przypomina główne zręby teologii Eucharystii i powiada, że ze względu na świętą naturę i tożsamość Eucharystia nie może ona być nigdy wykorzystywana do celów politycznych, bez względu na to, jak ważnych.
Ale właśnie to jest czynione w celu wykluczenia katolickich przywódców politycznych, którzy sprzeciwiają się nauczaniu Kościoła na temat aborcji. W taki sposób Eucharystia jest traktowana jak broń i wykorzystywana jako narzędzie wojny politycznej. Tak nie powinno być. Propozycje wykluczenia katolickich przywódców politycznych z Eucharystii skupiały się na aborcji, a niekiedy na eutanazji, jako kwestiach nadrzędnych, dla których biskupi powinni przyjąć wspólną politykę wykluczenia eucharystycznego. Ich logika jest taka, że aborcja i eutanazja są szczególnie poważnym złem, są z natury złe i niosą ze sobą zagrożenie dla życia ludzkiego.
Ale skoro niektórych biskupów ogarnęło takie pobożne wzmożenie to, zdaniem McElroya podobną logikę powinno się stosować wobec innych równie ciężkich przewinień polityków – jak chociażby rasizm. Jak wiadomo był to przymiot, którym wyjątkowo wyróżniał się ulubiony prezydent konserwatywnych hierarchów Donald Trump. Ale nie tylko o Trumpa chodzi, przecież rasizm został wymieniony jako nieodparte zło wewnętrzne przez św. Jana Pawła II w „Veritatis Splendor” i przez Sobór Watykański II; jest też sprzeczny z prawami człowieka i zdrowym rozsądkiem. Tymczasem dzisiaj rasizm w tej chwili jest źródłem największej polaryzacji społeczeństwa USA, ale jakoś nikomu nie przychodzi do głowy, by rasistów wykluczać z komunii.
Wykład i rozmowa z kardynałem Joe Tobinem, biskupem Newark z New Jersey na Loyola University 4 maja 2021 (poniżej webinarium):
miały inny charakter, ale łączyły się również z obecną debatą w USA. Jego tytuł brzmiał: „Synodality and the Long Game of Pope Francis” i był w całości poświęcony papieżowi Franciszkowi, który podobnie jak w Polsce jest przez wielu konserwatywnych biskupów wprost lub częściej pośrednio atakowany, a jego nauczanie ignorowane. Tobin zaczął od stwierdzenia, że „Wybór papieża Franciszka otworzył resztę świata na bogatą tradycję teologiczną Kościoła w Ameryce Łacińskiej, z jego silnym poczuciem misji, spotkania, peryferii i miłosierdzia. Wielu, w tym przywódcy kościoła w tym kraju, uznało tę zmianę za niewygodną”. I właśnie nad przyczynami tej niechęci Tobin się zastanawiał.
Na początku swego wykładu przypomniał słowa z przemówienia Jana XXIII wygłoszonego na otwarcie soboru watykańskiego drugiego, w którym papież mówił, że Jezus chętniej używał lekarstwa miłosierdzia niż sprawiedliwości. Zaś mówiąc o drodze synodalnej papieża Franciszka stwierdził, że jest ona dla niego wehikułem pozwalającym na nowo zdefiniować Kościół, jako wspólnotę potrzebującą miłosierdzia i czekającą na bycie wysłuchaną.
Otwarte pozostaje pytanie: która grupa biskupów przeważy ostatecznie? Moim zdaniem, jak jego konserwatywnym poprzednikom udało się wprowadzić na stolice biskupie konserwatywnych i ślepo im posłusznych ideologów, tak papieżowi Franciszka uda się dokonać podobnej operacji z przedstawicielami tej drugiej opcji. Stopniowo stare kadry będą wypierane i w katolicyzmie przeważy zdrowy rozsądek.
Jeśli nie z miłości do demokracji to przynajmniej z powodu instynktu samozachowawczego.


Tym rozsądnym będzie łatwiej bo dostali wsparcie z Watykanu. Kard. Ladaria z Kongregacji Nauki Wiary właśnie „udzielil odpowiedzi” pomysłodawcy listu abp Gomezowi z Los Angeles. To zdecydowane basta wobec knowan Gomeza i jego fundamentalistycznych kumpli z episkopatu USA. To prawdziwy zimny prysznic dla zwolenników negowania komunii prezydentowi Bidenowi i wlaściwie ten list kończy sprawę: Roma locuta causa finita.